Trwaliśmy wtuleni w siebie nawzajem. Oblubieniec i oblubienica. Mój Jezus i ja. Jezus tulił się do mnie i tulił mnie do Siebie. I ja tak samo. SERCE przy sercu, policzek przy policzku.
„Kruszynko Moja!” – wyszeptał Jezus ogniście i słodko.
„Jak pięknie się do mnie zwracasz, mój słodki!!!” – szepnęłam z lubością.
„Gołąbeczko Moja!”
„Nikt tak pięknie mnie nie nazywa, jak TY!”
„Dziubulku Mój!” – Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem. Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca radośnie!
„Dziubuleńku mój kochany!” – szepnęłam z miłością.
I od razu naszła mnie myśl, że nie wypada mi, nie uchodzi w ten sposób zwracać się do Boga. Że się nie godzi, że to umniejsza Jego majestat i godność! I w tej samej chwili naszła mnie inna myśl. Myśl, że w takiej bliskości w jakiej jestem z umiłowanym, nie muszę patrzeć na to czy wypada, czy uchodzi. Liczy się tylko miłość. Po prostu miłość!
I pomyślałam, że jestem niemowlęciem, maleństwem Jezusa, dzieciątkiem Jego. A skoro nim, mogę powiedzieć:
A guuu… a guuu!”
Jezus rozczulił się ogromnie… Poruszyło się Jego SERCE!
„A guuu, maleńka Moja Moniczko! A guuu…”-wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem. I dodał ogniście:
„Właśnie takiego pocieszenia i takiej pieszczoty pragnę w nadchodzącym Tygodniu!”
Liczy się tylko miłość!
TYLKO MIŁOŚĆ!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI