Obudziłam się… Obudziłam się i leżałam z zamkniętymi oczyma. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego. Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie cudownie! Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca radośnie. Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy, a Jego SERCE wyszeptało z czułością:
„Uwielbiam cię Moniko!”
„Uwielbiam Cię Jezu!” – wyszeptało serce moje. Pomyślałam, że do wpatrywania się w Jezusa nie potrzebne są oczy ciała, ale oczy serca. Oczy ciała mam chore i muszę nosić okulary, żeby dobrze widzieć. Oczyma serca widzę umiłowanego jasno i wyraźnie.
Jezus przytulił policzek do mojego policzka… Było mi rozkosznie i błogo. Trwaliśmy razem. Policzek przy policzku, SERCE przy sercu. Milczeliśmy. Pomyślałam, że do rozmowy z umiłowanym nie trzeba słów. Wystarczy bicie serc. A nasze serca biły w jednym rytmie:
„Ko – cham – Cie – bie! Ko – cham – Cie – bie! Ko – cham – Cie – bie!”
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
Jezus zanurzał mnie w Sobie… Rozmawialiśmy ze sobą, ale nie językiem ludzkim. Rozmawialiśmy językiem Bożym. Językiem miłości.
JĘZYK MIŁOŚCI
Category: (NIE) MOJE MYŚLI