Leżę w objęciach umiłowanego mojego tańcząca bardzo. Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i przytula policzek do mego policzka.
„Jestem z ciebie bardzo dumny, maleńka Moja!”
„A ja nie…”
„Jestem z ciebie dumny! Nie żalisz się nigdy na swoją chorobę, na swój krzyż. Nie marudzisz, nie narzekasz. Opowiedz Mi teraz o nim, wyżal się. Proszę!”
Zaczynam opowiadać, żalić się.
„Jestem fizycznie uzależniona od innych ludzi, od najbliższych. Ubezwłasnowolniona fizycznie, można powiedzieć. Muszą mnie myć, ubierać, przebierać, kłaść do łóżka, podnosić, sadzać na wózek. Gdy mi się chce do toalety, muszę wołać, gdy chcę podjechać do biurka, lub do stołu, muszę wołać. Gdy mi coś upadnie na ziemię, sama sobie nie podniosę, muszę wołać. Gdy trzeba mi nałożyć okulary, muszę wołać, gdy trzeba mnie poprawić na wózku, muszę wołać. Itp, itd, itp…”
Jezus patrzy we mnie głęboko. Ogniście.
„Jakaś ty podobna do Mnie, Moniko! Jaka podobna!” – szepcze z mocą.
„Ja? Podobna?”
„Wisisz wraz ze Mną na krzyżu i jesteś wydana. Wydana w ręce ludzi. Jak Ja.”
„Jak Ty, mój słodki Jezuniu!”
WYDANA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI