Dotykam, głaszczę, całuję SERCE Najdroższe. Pieszczę JE delikatnie. Nagle widzę, że na SERCU umiłowanym leży kamień! Nie duży, nie mały. Średni. Widzę jednak, że ciąży on SERCU. Myślę, że to moje grzechy tak ciążą. Odsuwam go z SERCA, ale kamień ciągle przesuwa się na Nie. Biorę kamień do ręki. Nie jest on ani lekki, ani ciężki. Taki sobie. Nie chcę, żeby kamień ciążył SERCU Jezusa, żeby był u Niego i zajmował Mu miejsce. Wkładam kamień do mego serca. Jeśli ma on być w sercu, niech będzie w moim. Kamień bardzo mi ciąży na sercu. Serce mnie boli.
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały.
„Co ci, maleńka Moja? Co ci?” – pyta umiłowany z troską.
„Serce mnie boli. Kamień…”
„Daj Mi go!”
Wyjmuję kamień z serca i podaję go Jezusowi. Jezus bierze kamień do ręki… Natychmiast kamień pęka, kruszy się i się rozsypuje! I nie ma kamienia!
Zarzucam ręce umiłowanemu mojemu, ślicznemu Jezusowi! Mój Miły obejmuje mnie z lubością i tuli do Siebie. Nasze serca obejmują się i przytulają… Całują się serdecznie! Trwamy w miłości i bliskości bez granic. Mój Oblubieniec i ja.
KAMIEŃ Z SERCA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI