Napada mnie sfora psów! Szarpią, gryzą, szczekają, warczą! Próbuję się bronić, ale nie daję rady. Jeden zawył i chwyta mnie za gardło! Ostatkiem sił wołam:
„Jezu! Ratuj!”
I nagle wszystko znika, a ja znów leżę w objęciach umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko… Zbliża twarz do mojej twarzy i szepcze ogniście:
„Takie sfory psów napadły na Mnie w czasie męki i ukrzyżowania. Niezliczona ilość psów.”
Patrzę w oczy umiłowanemu. Mam w oczach łzy. Milczę. Bo co tu można powiedzieć? Jakich słów użyć? Powiedzieć 'dziękuję’ to nic nie powiedzieć. Tu trzeba rozerwać serce!
Wyjmuję serce z ciała i daję je Jezusowi. On ujmuje me serce w dłonie i tuli do SERCA Swego.
Category: (NIE) MOJE MYŚLI