Leżę w objęciach Jezusa. Umiłowany mój pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie głęboko. Uśmiecham się do Niego od ucha do ucha.
„Co u Ciebie, Jezuniu kochany?”
„Wszystko dobrze, maleńka Moja. A u ciebie?”
„Też wszystko dobrze.”
„Jak u Mnie, tak i u ciebie!”
Jezus patrzy we mnie ogniście. Nasuwa mi się pytanie…
„Jesteś głodny…?”
„Głodny jestem miłości, Moniko!”
„Za mało Ci jej daję…?”
„Nie dajesz Mi mało, ale mogłabyś dawać więcej.”
„Jak? Pokaz mi! Naucz! Pragnę!”
„Pokażę i nauczę. A teraz cię zranię. Mogę?”
Kiwam głową, że tak. Jezus wyjmuje włócznię i rani moje biedne, maleńkie serce. Jęczę z bólu! Jezus zbliża usta do serca mego i je całuje. Całuje gorąco, słodko i namiętnie. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Obsypuje pocałunkami jak deszczem! Potem wkłada do SERCA Swego.
„Tu będzie mu dobrze.”
Serca obejmują się i przytulają. I już nie widzę dwóch serc, ale jedno. Jedno wielkie, zranione, krwawiące SERCE.
ZRANIONE SERCE
Category: (NIE) MOJE MYŚLI