Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo… Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Zbliża twarz do miejsca w moim ciele, które boli mnie najbardziej. Całuje je… Całuje moje chore jelita… Całuje je z tkliwością i czułością…
„Taaak…. To jest mój problem, odwieczny…” – przy ostatnim słowie śmieję się z trudem.
„To jest nasz problem, maleńka Moja.”
„Wybacz kochany mój Jezu, ale skoro to nasz problem, czemu go nie rozwiążemy?”
„Moja słodka, ból, cierpienia, śmierć są skutkiem grzechu pierworodnego.”
„I winna jest kobieta, tak?”
„Oboje rodzice zgrzeszyli.”
Jezus patrzy we mnie łagodny, cierpliwy, troskliwy… Współczujący…
„Przychodząc na świat, nie usunąłem cierpienia, ale je przyjąłem na siebie i uświęciłem.”
„To ja po tym wszystkim co przechodzę od urodzenia, będę chyba święta!” – wyrywa mi się z głębi serca.
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we z łagodnym uśmiechem. I ja uśmiecham się do umiłowanego radośnie.
„Bez 'chyba’, maleńka Moja. Bez 'chyba’.”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Mój słodki Jezus i ja. Wtuleni w siebie nawzajem. Tańczymy, policzek przy policzku i serce przy SERCU.
BEZ 'CHYBA’
Category: (NIE) MOJE MYŚLI