Budzę się… Budzę się… I nie mogę się obudzić. Leżę z zamkniętymi oczyma. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście.
„Wczoraj wieczorem wzięłam inny lek… To znaczy ten sam lek, który biorę codziennie, ale pod trochę inną nazwą. I teraz obudzić się nie mogę…”
Uśmiecham się do umiłowanego… Jezus całuje mnie w czoło. Rozmyślam…
„Zasnąć i się nie obudzić… Chciałabym. I pójść do Ciebie na rączki, kochany Jezuniu!”
„Masz tu jeszcze coś do zrobienia, maleńka Moja.”
„Tak. Muszę zrobić porządki. Ale w tym budynku gdzie muszę iść, jest bardzo dużo schodów. Siostra mówiła, że trwa tam remont. Może podjazd zrobią.”
„Trzeba więc poczekać…” – uśmiecha się Jezus cudownie.
„Taaak…” – szepczę zaspana. Po chwili dodaję:
„Chciałabym jeszcze dożyć 18-tych urodzin mojej chrześniaczki. A to jeszcze trochę czasu.”
„Trzeba więc poczekać.”
Jezus głaszcze moje włosy.
„Masz jeszcze coś do zrobienia, Moja słodka!”
„Co takiego?”
Jezus patrzy we mnie głęboko… A mi przypomina się moje marzenie.
„To? Bez tego mogę się obyć. A bez Ciebie nie!”
„Czy mogę Moją panią prosić do tańca?”
„Nie jestem Twoją panią, mój Jezu kochany. A zatańczę z Tobą zawsze!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Jezus obejmuje mnie z czułością i w tańcu prowadzi. Tańczymy!
COŚ DO ZROBIENIA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI