Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie. Poruszony i wzruszony cały. Rozmyślam o moim życiu, chorobie, cierpieniu i bolu. Nagle… pojawia się moja zmarła Córeczka Duchowa… Patrzy mi w oczy głęboko.
„Pomagaj nam, proszę!”
„Kocham ciebie i jestem z ciebie bardzo dumna!”
Chwilę rozmawiamy. Potem Córeczka całuje mnie w czoło i znika.
Patrzę w mojego umiłowanego Jezusa poruszona i szczęśliwa. Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy tylko we mnie…
„Uwielbiam cię, maleńka Moja!”
„I ja Ciebie uwielbiam, mój Jezu kochany!”
„Pragnę ciebie, Moja słodka!”
„I ja Ciebie pragnę!!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko… Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic.
A teraz ułożyłam, samo mi się ułożyło:
„O Jezuniu miły Panie!
Tyś jest moje ukochanie!
O Jezuniu słodki Boże!
Ty mi zawsze dopomożesz!”
I dopomaga.