Dzisiaj jest bardzo ciężko… Czuję się bezradna, bezbronna. Ogołocona ze wszystkiego. Niektórzy zdrowi ludzie nie rozumieją mnie ani tego co się ze mną dzieje. Dają mi tzw 'dobre rady’. Nie dziwię im się. Sama często tego nie rozumiem… Coraz częściej czuję, że doszłam do ściany. Że po ludzku jest tak źle, że gorzej być nie może. A tu okazuje się, że jednak może…I znów czuję, że doszłam do ściany…
Jednak są jeszcze ludzie, szczególnie moi najbliżsi, moje Duchowe Dzieci, które mnie rozumieją i pomagają mi jak mogą. Dziękuję Wam za to, kochani moi! Nade wszystko jest jest ze mną mój umiłowany Jezus. Jest moim ukojeniem w bólu i cierpieniu. Jest moją Otuchą i Odpocznieniem moim. Dzięki Niemu jeszcze się nie poddałam, nie zwariowałam. Dzięki Niemu mam jeszcze nadzieję. Coraz częściej gdy bardzo boli nie mogę niczego, słuchać, ani ogląda (radia i telewizji. Drażni mnie to i denerwuje. Potrzebuję ciszy… W ciszy zanurzam się w umiłowanym. W ciszy słyszę Jego głos i w ciszy tańczę dla Niego. Nadzieja mimo wszystko.
O NADZIEI MIMO WSZYSTKO
Category: (NIE) MOJE MYŚLI