Leżę przy SERCU umiłowanym. Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy tylko we mnie zakochany i zachwycony. Rozmyślam… Uśmiecham się do mojego Oblubieńca i do moich myśli. Jezus też się pięknie uśmiecha.
„Śmiejesz się, kochany z moich myśli!” – śmieję się perliscie.
„Uśmiecham się do nich, a to co innego.”
Umiłowany urywa na moment, potem szepcze dalej:
„Rozmyślasz o swojej miłości do swych Duchowych Dzieci i ich miłości do ciebie.”
„Tak, ogólnie można tak powiedzieć.”
„Bardzo ogólnie!” – Jezus uśmiecha się do mnie z czułością i znów szepcze:
„Nie martw się. Nie powiem niczego, czego nie chcesz.”
Patrzę w umiłowanego z wdzięcznością.
„To są sprawy…. rodzinne. Tak, rodzinne.”
Teraz ja urywam na chwilę. Potem szepczę z mocą:
„Taaak! Jak wielką i kochającą rodzinę mi dałeś, kochany mój Jezu! Dziękuję Ci!”
„Jesteś jej potrzebna, a ona potrzebna jest tobie.
„Taaak… Dzieku…”
Jezus zamyka mi usta słodkim pocałunkiem…
MOJA RODZINA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI