Leżę w objęciach mojego Oblubieńca tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA. Patrzy we mnie głęboko… Z miłością i troską. Uśmiecham się do umiłowanego radośnie. Patrzę Mu w oczy z zachwytem i uwielbieniem.
„Wiesz mój Jezu? Nie wiedziałam, że prostota może być cnotą…”
„Więc już wiesz, Moja słodka.”
Jezus uśmiecha się do mnie przecudnie.
„Tak.”
Leżę na SERCU umiłowanym… Rozmyślam.
„Ostatnio tak się stało, że otoczyłeś mnie rzeczami. Nowymi. Zwaliłeś je na mnie! W sensie pozytywnym oczywiście. Auto, wózek, okulary… Nowa, dobra lampa, przy której bardzo dobrze mi się maluje. Jestem otoczona rzeczami… Cieszę się oczywiście, że je mam, ale traktuję je jako udogodnienia. Traktuję je jako narzędzia dzięki którym łatwiej jest żyć, moim najbliższym i mnie. 'No to teraz masz wszystko! Tylko żyć!’ usłyszalam niedawno. Zaśmiałam się i pomyślałam, bardzo chętnie rzuciłabym to wszystko i poszła…”
„Gdzie? Dokąd byś poszła, maleńka Moja?” – pyta Jezus tak jakby nie wiedział.
Zarzucam mojemu umiłowanemu ręce na szyję i wtulam się w Niego cała.
„Do Ciebie na rączki!”
Nagle słyszę piosenkę Dwa plus jeden „Iść w stronę słońca”.
„Ty jesteś moim Słońcem, mój słodki Jezuniu! Do Ciebie idę, jadę do Ciebie!”
Jezus patrzy we mnie z lubością…
W STRONĘ SŁOŃCA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI