Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Bez sił prawie. Z zamkniętymi oczyma leżę. Nie mam siły, by podnieść powieki. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Wzruszony cały Miłością. Uśmiecham się do mojego Oblubieńca z trudem… On zbliża twarz do mojej twarzy i całuje mój uśmiech…
„Wybaczyłeś mi wczoraj, mój słodki Jezuniu!”
„Przepraszałaś Mnie z głębi serca. Prosiłaś o wybaczenie, nie mogę ci odmówić, Moja maleńka! Zresztą nie mówmy już o tym. Było, minęło. Ja już nie pamiętam o tym.”
„Dziękuję mój Jezu kochany. Głupio mi, że tak wyszło… Że Ciebie najmilszy Zraniłam.”
Jezus uśmiecha się do mnie z tkliwością.
„Ja jestem z ciebie dumny!”
„Z czego? Bo chyba nie z mojego upadku?!”
„Z tego, że pozwalasz Mi się podnosić.”
„A komu mam na to pozwalać, jak nie Tobie, mój słodki Jezuniu?!”
Jezus patrzy we mnie głęboko. Znów zbliża twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko. Tańczę bardzo w Jego pocałunkach.
PODNOSI MNIE
Category: (NIE) MOJE MYŚLI