Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością… Poruszony i zakochany cały.
„Wiesz, mój Jezu? Czuję, że mam puste serce…”
Jezus patrzy we mnie zdumiony.
„Puste? Jak to?”
„No… normalnie, że nic w nim nie ma.”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością.
„Zapewniam cię, najmilsza Moja, że jest.”
„Jest? Co?”
„Miłość. Twe serce jest pełne miłości!”
Uśmiecham się do Umiłowanego.
„Akurat czytałam, że miłość ma swoje miejsce rozumie, nie w sercu, że miłość to akt woli: 'ja chcę dla ciebie dobra’. Ale przecież Twoje SERCE to gorejące ognisko miłości. A moje puste…”
„Twe serce, maleńka Moja, płonie! Płonie miłością.”
„Ale ja tego nie czuję, nie widzę…”
„Tańczysz dla Mnie, prawda?”
„Tak.”
„Za swoje dzieci tańczysz, prawda?”
„Tak.”
„Jesteś z nimi, prawda? Jesteś z nimi w ich cierpieniach, bólach i smutkach, prawda?”
„Tak.”
„Pomagasz im, dobrą radą i nie tylko, prawda?”
„Tak. Staram się…”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Dlaczego to robisz, maleńka Moja?”
„Nooo… Bo….”
Jezus uśmiecha się do mnie jeszcze bardziej, promienniej.
„Dokończ, proszę.”
„Bo kocham!”
Umilowany zbliża twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie… Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!
„Właśnie! Bo kochasz. Twoje serce jest pełne miłości. Jak Moje.”
Tego jeszcze nie było, żeby Jezus porównywał moje maleńkie, biedne serce do SERCA Swego… Milczę. Nie wiem co powiedzieć… A może po prostu to przyjąć?
Tańczymy bardzo. Umiłowany mój i ja. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic!
PO PROSTU PRZYJĄĆ?
Category: (NIE) MOJE MYŚLI