Nie będę opisywać rozmowy z Jezusem. Trwa ona ciągle. Teraz też.
Wczoraj zostałam zraniona. Zostało zranione moje serce. I choć osoba, która mnie zraniła szybko mnie za sprawienie mi bólu przeprosiła. A ja wybaczylam i nie chowałam urazy to jednak serce moje przygniatał wielki ciężar. Jak kamień. Głaz. Nie miałam sił na nic. A w moim sercu pojawil się (nie na osobę która mnie zraniła, nie na moje kochane Dziecko raczej na sytuację w której się znaleźliśmy, na okoliczności) gniew. Bezradność. Wróciły obrazy z dzieciństwa. Zmory dzieciństwa. Jakiś czas je rozpamiętywalam. Potem doszłam do wniosku że tak już dłużej nie chcę. Że nie chcę stać w miejscu. Że chcę iść dalej. Z Jezusem pod rękę! I zaczęłam się modlić moje kochane Dziecko. Oddawalam Jezusowi obolałe, wyczerpane i bardzo smutne serce mojego Dziecka i prosiłam, żeby je uleczyl. Żeby wziął serce mojego Dziecka w Swe dłonie i przytulił do SERCA Swego. Żeby dodał mu sił. Modliłam się długo, żarliwie… W intymności i bliskości Jezusa. W Jego objęciach. Jezus milczał. Patrzył we mnie płonący cały i dotykał moje serce. Długo modliłam się za moje Dziecko. Gdy skończylam,, odkryłam ze zdumieniem, że na moim sercu już nie ma kamienia. Że już go nic nie przygniata. Ciężar znikł.
Spojrzałam w mojego Jezusa i uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha! Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem. I tak trwamy razem w Miłosci.
A moje Dziecko się nawet też troszkę uśmiecha.
Autor: Maleńka
W ŚWIETLE MAMY
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Jezus patrzył we mnie… Promieniał miłością i uśmiechał się do mnie cudownie. Usmiechalam się do Niego radośnie. Od ucha do ucha!
„Opowiedz mi proszę o o sobie, mój Je…” – szepnęłam z szepnęłam z czułością. Nie dokończyłam. Nagle zalała mnie fala światła. Jasnego, ciepłego i cichego. Światło było tak jasne że musiałam zmrużyć oczy. Zmruzylam tylko na moment. Potem gdy otworzyłam oczy, światło już nie raziło. Przeciwnie oczy w nim odpoczywały. Światło łaskotało mi policzki, tak, że aż śmiałam się w głos! Byłam cała zanurzona w tej jasności. Uśmiechnięta i szczęśliwa cala! Słyszałam obok siebie taką rozmowę:
„Zobacz, Mamuś, to nasza jedyna, Monika! Pamiętasz, pokazywałem Ci ją kiedyś?” – głos Jezusa był czuły i uśmiechnięty. Słyszałam w nim dumę.
„Ooo! Jakże się zmieniła od tamtej pory! Całkiem upodobniles ją do Siebie, mój Synku! Nie rozróżnisz!” – głos kobiecy był cichy i dźwięczny jak dzwoneczki. Migotliwy jak… to światło, w którym byłam.
„Kto jest podobny do Ciebie, jest podobny do Mnie, Mamuś!”
„I odwrotnie!” – zaśmiała się kobieta. Perliscie! I wtedy poczułam przytulenie… Jakby policzek do mego policzka… I usłyszalam ciepły, pełen miłości szept:
„Moniko, córeczko moja! Błogosławię Cię i wszystko co robisz dla Syna mojego!”
I poczułam na czole pocałunek… Lekki jak wiatr.
I światło znikło. I znowu leżałam w ramionach Jezusa. Moje ciało było bardzo zmęczone, wyczerpane… Ale serce tańczyło ze szczęścia i wielkiej radości!!!
Patrzyłam w mojego Jezusa. Ale powieki zamykaly mi się ze zmęczenia. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Odpocznij Moniko…” – wyszeptał z ogniem. Przytulił policzek do mego policzka… I zanurzył w Sobie…
O SERCU MOIM…
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.. Patrzył we mnie… Miłość sama! Cały był mój i cały był dla mnie! Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i miłością. Wyjęłam moje serce z mego ciała. Trzymałam je w dłoni. Serce było całe obsypanie białymi kwiatkami. A w jednym miejscu była mała rana, której lekko ciekła krew. Położyłam moje serce na dłoni Jezusa.
„Jest Twoje!” – szepnęłam.
Jezus ujął moje serce w obie dłonie i uniósł wysoko w górę. Oburacał je w dłoni i patrzył w nie z zachwytem i czcią! Nagle zatrzymał, a na Jego twarzy zobaczylam ból i smutek wielki!
„Moniko Twe serce krwawi!!!” – wyszeptał Jezus z przerażeniem.
„Bo wczoraj zostało zranione. I boli. Ale nic to, nie patrz na to, mój Jezu! Przejdzie. Nie patrz na to!”
Jezus spojrzał we mnie poruszony niezmiernie.
„Serce Mojej jedynej cierpi, Krwawi! A Ja mam na to nie patrzeć??!! Nie mogę na to nie patrzeć, Moniko!!!”
I zaczął Jezus całować me serce… Całował całym Sobą! Z Miłością, czułością, tkliwością… Całował! I serce przestało krwawić i bolało coraz mniej. Prawie wcale nie bolało!
„Już nie boli! Dziękuję Jezu!” – szepnęłam wdzięczna.
Jezus patrzył w dniu moje serce…
„Jest pełne blizn, widziałem. Są ukryte pod kwiatami. To znaczy że było pełne ran!”
„Było kiedyś” – przytaknęłam.
„Z tych ran wyrosły kwiaty!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Wyrosły!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Tak to jest gdy cierpienia zamienia się w Miłość!!!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem.
Potem włożył serce do mojego ciała. Wzięłam dłoń Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam je. I położyłam ją na sercu moim.
„Opiekuję się nim, Moniko!”
„Opiekujesz się nim! Pięknie się opiekujesz, mój Jezu!!!”
„A… mogę opiekować się bardziej?” – spytał Jezus.
„Bardziej? A jak?”
Jezus nie odpowiedział. Tylko uśmiechnął się cudnie. Tajemniczo.
„Ono jest Twoje i możesz zrobić z nim co chcesz! Ja jestem Twoja i możesz ze mną zrobić co chcesz, mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością. W Miłosci mnie zatapial, zanurzal. W Miłości się rozpływalam. W Miłosci odpoczywałam…
W MIŁOŚCI BEZ GRANIC
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i… od razu zobaczyłam obraz… Piękny niezwykle!
Trzymałam w ramionach Jezusa… W moich objęciach leżał. I mimo, że wyglądał jak dorosły, był moim Dzieciątkiem, moim Niemowlęciem! Moim Maleństwem!!! Leżał uśmiechnięty od ucha do ucha!!! I patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały!!! Tuliłam mojego Jezusa do serca. Patrzyłam tylko w Niego, zakochana i zachwycona cała!
„Moniko! Jak Mi dobrze w sercu Twoim!!!” – usłyszalam gdzieś z góry. I obraz znikł.
I znów leżałam w ramionach Jezusa.
„Mnie też dobrze w SERCU Twoim, Jezu!!! Bardzo dobrze!!! Chciałabym być w Nim częściej!!!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Zawsze jesteś w SERCU Moim, Moniko! Ale możesz wejść do Niego głębiej. Moje SERCE należy do Ciebie! Sama Je sobie wybrałaś, pamiętasz?!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Kiwnęłam głową, że tak. A Jezus wyjął SERCE Swoje ze Swego Ciała i położył Je na sercu moim.
” Jest Twoje, Moniko! „- wyszeptał płonący miłością.
Ujęłam SERCE Jezusa w swoje dłonie… Bardzo delikatnie się starałam. I z czułością… Ujęłam Je w dłonie i ucałowałam z miłością… Potem uniosłam SERCE w górę!!!! Wysoko! I adorowałam Je.
„Serduszko moje, kocham Cię! Kocham Cię!!! Uwielbiam Ciebie!!! Pragnę Ciebie!!!”
Tak adorowałam. Gdy skończylam, delikatnie włożyłam SERCE do Ciała Jezusa.
A Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie i wzruszony cały… Po Jego policzkach ciekły łzy! Ale Ale nie były to łzy smutku, znam Go już na tyle, że potrafię rozróżnić. To były łzy niezmiernego szczęścia!!!
Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie. Ucałował ją gorąco i przytulił do Swego policzka. I patrzył mi w oczy… Tylko we mnie patrzył… I rozpromienil się nagle baaaaaardzo!!!
„Moniko, uszczęśliwiasz Mnie! Uszczęśliwia Mnie Moja jedyna!”
Patrzyłam w mojego Jezusa rozradowana cala!!! I pomyślałam że ON uszczęśliwia mnie milion razy bardziej.
Jezus patrzył we mnie. Ja w Niego patrzyłam. Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic…
PONAD WSZYSTKO!
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie… Piękny i cały dla mnie… Patrzyłam w mojego Jezusa zakochana i zachwycona cała! Dotknęłam dłonią Jego policzek.
„Mój Jezu… jak mogę Ci usłużyć?” – szepnęłam z czułym uśmiechem.
Jezus spojrzał we mnie poruszony niezmiernie i płonący cały!
„Służysz Mi, Moniko! Bardzo pięknie mi służysz! Służysz Mi obecnością i oddaniem! Jesteś cała Moja. Cała dla Mnie. I cała we Mnie!”
Patrzyłam Mu w oczy onieśmielona… A Jezus objął mnie jeszcze bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko. Był bardzo poważny i uroczysty. Patrzył we mnie z niezwykła łagodnością i czułością…
„Teraz mogę Ci powiedzieć, Moniko. Teraz jesteś jesteś cała Moja i cała dla Mnie! Bardziej niż jak wtedy gdy byłaś w Ogrodzie, w altance czy w wodospadzie. O wiele, wiele bardziej!”
Zdumiałam się do głębi serca!!!
„Ale przecież nie kłamałam Ciebie gdy mówiłam Ci wtedy że jestem cała Two…!”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem.
„Nie. Nie kłamałaś. Byłaś Moja na miarę swoich ówczesnych możliwości. I proszę, nie miej do siebie pretensji o te ogrody, ławeczki, wodospady. Potrzebowałaś ich, żeby dojść tutaj. Ważne jest to co wybierałaś. Altankę, wodospady, czy Mnie!”
„Oczywiście, że Ciebie, mój Jezu!!!” – szepnęłam rzucając Mu się na szyję.
„Nie dla wszystkich dusz to oczywiste, Moniko. Wiele dusz wybiera altankę, lub wodospad zamiast Mnie. I zostają same ze swoimi wyobrażeniami. A Ja muszę iść dalej. Sam…”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Gdybyś wybrała altankę lub ogród, miałbym teraz puste dłonie, puste ramiona… Nie miałbym kogo tulić… Ale wybrałaś Mnie. I Moje ramiona, objęcia są pełne! Pełne Ciebie!!! Mam moją jedyną! Mój Skarb! I wiem, że kocha Mnie ponad wszystko!”
Patrzyłam w mojego Jezusa… Tylko w Niego patrzyłam.
„Ponad wszystko…” – szepnęłam prawie bezgłośnie.
Jezus patrzył we mnie płonący z miłości… Otulał mnie Sobą, bardziej i bardziej. Zatapial w Miłosci… I czynił z Sobą jedno.
MNIEJ ZNACZY WIECZNOŚĆ
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Mój Umiłowany Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą, pochylał się nade mną i patrzył we mnie płonący cały… Tylko we mnie patrzył. Usmiechalam się do Niego radośnie i patrzyłam Mu w oczy głęboko. Z zachwytem i uwielbieniem! Zakochana na zabój… Tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa!
„Dziękuję, Moniko że ze Mną jesteś!” „-wyszeptał Jezus z mocą i żarem.
” Nie dziękuj, mój Jezu! Kocham więc jestem. A za miłość się nie dziekuje!” – szepnęłam po prostu.
Jezus patrzył we mnie… Miłość sama!
„Dziękuję mój Jezu, że ze mną jesteś!” – szepnęłam z uwielbieniem.
„Kocham więc jestem. A za miłość się nie dziekuje!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Zaśmiałam się radośnie!
„Wziąłeś mnie, mój Jezu w… pod włos!!!”
Jezus śmiał się perliscie!
„Moniko! Ty wzięłaś mnie pierwsza! Pod włos!”
Uśmiechnęłam się do Niego z czułością. Wyciągnęłam dłoń, dotykałam Jego policzka i głaskalam go z miłością… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jezusie, w Jego objęciach. Byłam Jego maleństwem, Jego niemowlęciem. Jego dzieciątkiem byłam… Szczęśliwa bez miary! Leżałam i rozmyślałam… I przyszło mi na myśl, że kiedyś potrzebowałam mniej do szczęścia niż teraz. A za chwilę znów, że teraz potrzebuję mniej. Potem znowu pomyślałam że teraz przecież potrzebuję, pragnę więcej! Za chwilę znów, że mniej!!! A za chwilę że więcej!!! I nie mogłam się sama ze sobą zgodzić! Spojrzałam w Jezusa. Uśmiechał się do mnie cudownie! Rozmyślałam dalej. I nie mogłam się sama ze sobą zgodzić!!! Dlaczego? No, popatrzcie sami:
Kiedyś żeby czuć się szczęśliwą potrzebowałam ogrodów,,altanek, ławeczki, wodospadu… Łąki… Jezus oczywiście w tym wszystkim był i mogę powiedzieć że ON był najważniejszy. Ale zawsze musiała być jakaś otoczka, ozdóbka… tło…
A teraz wystarczy mi to że leżę w ramionach Jezusa. W Jego objęciach! I nic więcej do szczęścia nie potrzebuję. Leżę otulona Miłością i jestem najszczęśliwsza w kosmosie! No to jak? Potrzebuję do szczęścia mniej czy więcej niż kiedyś??!! Mniej i duuuużo więcej jednocześnie…? Nie wiedziałam jak to pogodzić….
Jezus znał moje myśli i wciąż uśmiechał się do mnie pięknie! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Tu mniej znaczy więcej, Moniko! Mniej znaczy wszystko! Znaczy wieczność!!! – wyszeptał z ogniem miłości.
” Taaaa….”-szepnęłam z uwielbieniem od ucha do ucha. Jezus rozpromienil się bardzo nade mną!!! Rozświetlił! I patrzył tylko we mnie…
ZNIKNĄĆ
Obudziłam się… Obudziłam się i od razu poczułam, że jestem w ramionach Jezusa. W objęciach mojego umiłowanego Jezusa. Leżałam obolała bardzo i bardzo tańcząca… Otulona Miłością… Choć bolało mnie wszystko, moje serce tańczyło ze szczęścia i radości! Otworzyłam oczy z trudem. Otworzyłam oczy i zobaczyłam mojego Jezusa… Pochylał się nade mną z tkliwością i czułością niesamowitą. I patrzył we mnie… Taki piękny i taki we mnie zakochany!!! Oddany mi i poddany… Cały dla mnie!
„Mój Je…” – szepnęłam z trudem. Nie dokończyłam. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Pocałował mnie.. I patrzył mi w oczy głęboko. Oddany i poddany… W Jego oczach widziałam pragnienie… I sama pragnęłam oddać się Jezusowi. Poddawać się Mu! Coraz bardziej, bardziej i bardziej… Zatopić się w Nim! Zniknąć! Tak! Zniknąć w moim Jezusie!!! Żeby ludzie patrząc na mnie, nie widzieli mnie, tylko Jezusa!
„Już znikłaś, Moniko! Nie ma Ciebie, jestem JA!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Kocha..!” – szepnęłam z ledwością.
„Wiem, Moja jedyna! I Ja Ciebie kocham!”
„Wieeeem!!!” – szepnęłam. I uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił. Przyłożył moje pytanie usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam. Piłam Napój Życia i Miłości. Piłam… I rozpływałam się w moim Jezusie…
BLISKI BÓG
Byliśmy w górach mojej modlitwy. Mój umiłowany Jezus i ja. Na jednym ze stoków na łące stokrotek byliśmy. Ja leżałam na trawie, a Jezus pochylał się nade mną. Cały! Zasłanial mi całe niebo. On był moim Niebem i moim Słońcem!!! Patrzył we mnie piękny niezwykle i we mnie zakochany!!! Tylko we mnie patrzył… I cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością! Zakochana i zachwycona cała! I byłam cała dla Niego!
„Wiesz dlaczego tu jestem, mój Jezu? Bo Ty tu jesteś!!! Bez Ciebie było by pusto i ciemno i smutno!” – szepnęłam uśmiechnięta od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„A wiesz dlaczego Ja tu jestem, Moniko? Bo Ty tu jesteś! Bez Ciebie było by pusto i ciemno i smutno!” – wyszeptał Jezus z ogniem i promieniał cały miłością i oddaniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Ale przecież jesteś Bogiem i nikogo i niczego nie potrzebujesz!” – szepnęłam przekornie, z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus spojrzał we mnie zdumiony. Potem zaśmiał się perliscie!
„To prawda, że jestem Bogiem i nikogo i niczego nie potrzebuję! Ale Ja jestem Bogiem Miłością. A Miłość pragnie, wręcz musi kogoś kochać! A kogo miałbym kochać gdyby nie było Ciebie??!”
„Siebie!” – szepnęłam z przekorą. Usmiechalam się do Jezusa z bezczelną ufnoscia! Jezus znów zaśmiał się cudnie!
„Gdybym kochał tylko Siebie, byłbym wieeeeelkim samolubem! Wyobrażasz sobie Mnie jako samoluba, Moniko?!”
Teraz ja zaśmiałam się perliscie!
„No, nie!!! Tego nie mogę sobie wyobrazić!!! Ty i samolub??? Niemożliwe!!!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. A Jego SERCE szeptało:
„Jestem Miłością! A Miłość pragnie się rozlewac, wylewać! Pragnie się dawać, rozdawać, wydawać się! Pragnie się dzielić! I mnożyć!”
Patrzyłam w oczy Jezusowi…
„Dobrze że jesteś, mój Jezu! I dobrze że Taki jesteś!”
A Jezus objął mnie całą i przytulił mocno. Tulił mnie w objęciach! Był taki bliski… Najbliższy!!!
Patrzyłam w mojego Jezusa z zachwytem i rozmyślałam…
Przez te lata bycia ze mną, zmienił nie tylko mnie. Ale przede wszystkim zmienił Swój obraz Siebie we mnie!!! Przekonal mnie, że nie jest Bogiem dalekim, odległym, sztywnym, surowym, który tylko czeka na moje potknięcie, żeby mnie oskarżyć. Przekonał mnie, że jest Bogiem Kochającym, czułym. I bliskim! Najbliższym!!! Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi że będę leżeć w objęciach Jezusa i będę najszczęśliwsza w kosmosie, pomyślałabym, że zwariował! A teraz nie mogę żyć bez Jezusa! Nie potrafię! Nie chcę!!! Bez Niego umieram! Usycham… W Jego objęciach, w Jezusie ożywam! Kwitnę! Rozkwitam!!!
„Cieszę się że jesteś, mój Jezu!” – szepnęłam wpatrzona w Jezusa z uwielbieniem.
„Cieszę się że jesteś, Moniko, Moja jedyna!”
Jezus otulał mnie Sobą. Zatapial w Miłosci. Był taki bliski!
To największy cud Jezusa w moim życiu! Przekonal mnie, że jest Bogiem bliskim. I bliskości pragnie!
ULGA
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły, żeby podnieść powieki. Jezus otulał mnie Sobą. Zatapial w Miłosci…W pewnej chwili na policzku oddech mojego Jezusa. A potem czuły i słodki pocałunek… A potem dotyk!!! Piekący! Palący!!! Ognisty!!! Szybko odwróciłam głowę w gescie obrony! Ciarki przeszły mi po ciebie. I od razu przypomnialam sobie zmorę z dzieciństwa. I dotyk zły, powodujący ból, cierpienie… Ale od razu zrobilo mi się wstyd, że sprawiłam przykrość Jezusowi… I z powrotem odwróciłam do Niego głowę. I po chwili znów poczułam dotyk… Palący, piekący, ognisty! I znów nie wytrzymałam!!! I znów szybko odwróciłam głowę!!!
I usłyszalam ciepły, pełen miłości i łagodności głos:
„Nie bój się Moniko. Ten dotyk Ciebie uleczy. On jest inny niż…”
„Nie odwrócę już głowy! Niech mnie pali, piecze! Nie odwrócę!”
I obróciłam głowę do Jezusa. I po chwili znów na moim policzku poczułam dotyk. Piekący, palący, ognisty! Nie odwróciłam głowy. Dotyk palił tylko chwilkę. A potem poczułam ulgę… Ulga rozlewała się po całym moim ciele… Wypełniala me serce. Dodawała mi sił. Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone przede mną oblicze Jezusa. Patrzył we mnie płonący cały miłością! I piękny niezwykle!!!
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem. Zachwycony cały!
„Nie sądz surowo mojego Dziecka! Wybacz mu, Jezu! Ja mu wybaczylam. I Ty mu wybacz! Proszę!!!”
„Moja piękna! Jedyna Moja!” – Jezus promieniał cały dumą.
Rzuciłam Mu się na szyję!!! Jezus objął mnie całą i przytulił mocno… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wtulił w Siebie. W Miłosc
JAK JEZUS DLA ZACHEUSZA…
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie… Miłość sama! I ja tylko w Niego patrzyłam. Patrzyłam w mojego Jezusa i rozmyślałam… Rozmyślałam o Zacheuszu… Ten człowiek budził moją sympatię. Mieszkał w Jerychu i był celnikiem, a raczej przełożonym celników. Zwierzchnikiem. Był on bardzo bogaty. Można być niemal pewnym, że majątku dorobił się w nie do końca uczciwy sposób. Ludzie nazywają go „grzesznikiem”. Mimo że miał wysoki status społeczny, miał pewien kompleks. Był niskiego wzrostu. Miski. Może ludzie dokuczali mu, śmiali się z niego, może przezywali „korduplem”? Wszyscy patrzyli na niego z góry. A Zacheusz do każdego do kogo się zwracał musiał zadzierać wysoko głowę.
Pewnego dnia dowiedział się, że przez miasto będzie przechodził Jezus. I bardzo chciał Go zobaczyć. Pewnie słyszał o Jezusie, o Jego słowa i cudach. Bardzo chciał zobaczyć kto to jest. Ale nie tylko Zacheusz chciał zobaczyć Jezusa. Całe miasto wyleglo na ulice. Zacheusz znalazł się w tłumie. A że był niski nic nie widział! Stawał na palcach, podskakiwal. Ale nic to nie dało. Był za niski! Zobaczył rosnące niedaleko drzewo… I wpadł na zwariowany, ale genialny pomysł! Wdrapał się na to drzewo. Siedząc na gałęzi miał doskonały widok! I w końcu na wszystkich mógł patrzeć z góry!
A Jezus przyszedł. Stanął pod drzewem i zadarl głowę do góry. Spojrzenia Zacheusza i Jezusa spotkaly się. Postawa Jezusa podnoszącego wysoko głowę, żeby go zobaczyć wstrząsnęła Zacheuszem!!! Do tego stopnia, że od razu zapragnął zmienić swoje życie. W postawie Jezusa Zacheusz zobaczyl… siebie!
Patrzyłam w mojego Jezusa i rozmyślałam dalej… I pomyślałam że na mnie siedzącą na wózku inwalidzkim tez wszyscy patrzą z góry. I ja żeby do kogoś coś powiedzieć muszę zadrzeć głowę do góry… I nagle przez moją głowę i serce przeleciała myśl… Jak błyskawica! Pomyślałam że zadzierając głowę do góry jestem dla innych ludzi jakby… jak Jezus dla Zacheusza… Usmiechalam się do tej myśli i do mojego Jezusa! Od ucha do ucha! Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem!
„Jesteś dla innych jak Ja dla Zacheusza, Moniko! Moja jedyna!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Rozpływalam się w moim Jezusie…