Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Jezus patrzył we mnie. Miłość sama! Ja wpatrzona w Jezusa, w Miłość, rozmyślałam… Rozmyślałam o swoim wczorajszym zachowaniu, postawie. Jak ta postawa pokazuje jak bardzo Jezus mnie zmienił! To co dawniej wydawało mi się niemożliwe, nierealne, dziś jest normalne, wręcz naturalne!!! Dawniej nawet nie wyobrażałam sobie, że mogę przyłożyc palec do ust Jezus, że mogę Mu nie pozwolić dokończyć! (Swoją drogą jestem pewna że Jezus chciał bym Mu przerwała, że czekał na to!) Dawniej nawet nie wyobrażałam sobie, że mogę Go dotknąć! Że mogę dotykać i głaskac Jego policzek… Że mogę brać w dłonie SERCE Jezusa!!! Że mogę Je tulić, całować… pieścic! Dawniej nawet nie wyobrażalam sobie że mogę leżeć w ramionach Jezusa… Dziś nie wyobrażam sobie bycia gdzie indziej!!! Uwielbiam! Na początku naszych spotkań siadałam u Jego stóp. Tam mi bylo dobrze, wygodnie i… bezpiecznie. Gdy kilka razy usiadłam Jezusowi na kolanach to kiedy znów usiadłam u Jego stóp… nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Na kolankach mi było najlepiej! Teraz w ramionach Jezusa, w Jego objęciach… Uwielbiam!!!
Z kolei dawniej nawet nie wyobrażalam sobie, że Jezus może mnie dotykać! Że może dotykać mojego obolałego ciała. Że może dotykać miejsca w moim ciele, które boli mnie najbardziej, moich jelit! Nie wyobrażalam sobie tego! I nie wyobrażalam sobie, że Jezus może dotykać mojego policzka… głaskac go, całować… Nie wyobrażalam sobie, że może trzymać moje serce w Swoich dłoniach, że może je tulić, całować, pieścic… Nie wyobrażalam sobie że będzie całował mnie jak Oblubieniec Swą Oblubienice. Że może obsypywać mnie deszczem pocałunków… Dziś uwielbiam!!!
Tak rozmyślałam, a Jezus patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Powiedziałaś, Moniko, że Mi się oddajesz! Ale żeby Mi się oddać nie wystarczy tylko to powiedzieć. Trzeba to zrobić! Zobacz jak bardzo Mi się oddałaś, że mogę w Tobie TAK działac!”
„Oddałam Ci się całkowicie, mój Jezu!”
„Całkowicie!”
„Ale i Ty mi się oddałeś, mój Jezu!”
„Ja wciąż Ci się oddaje, Moniko!”
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Ja uśmiechałam się do mojego Jezusa od ucha do ucha. W pewnej chwili zachciało mi się pić.
„Chce mi się pić. Daj mi Jezu, proszę” – szepnęłam po prostu.
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam. Piłam Napój Życia i Miłości. Piłam aż zaspokoiłam pragnienie. I pomyślałam że to też kiedyś wydawało mi się niemożliwe.
Ale dla Jezusa nie ma nic niemożliwego!
Autor: Maleńka
JUŻ NIE ROBACZEK!
Dziś nie mam głowy do pisania. Boli wszystko i tańczę bardzo.
Jezus napisze notke.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i rozmyślałam…
„Kiedyś patrzyłam tylko w siebie… W swoją brzydotę, słabości i wady. A kiedy patrzyłam w siebie, nie widziałam mojego Jezusa… Kazałam Mu się nazywać 'robakiem’. I tak się czułam. Jak robak. Brzydka i grzeszna. Tylko zdusić, ścisnąć i rozdeptać… Leżałam na ziemi, jak robak. Przyszedł Jezus. I podniósł z ziemi małego robaczka. Ujął w Swe dłonie i uniósł wysoko! I spojrzał w niego z miłością i zachwytem! I mały robaczek spojrzał nieśmiało w Jezusa! Spojrzał i już tak pozostał… Nie mógł już oczu od Jezusa oderwać!!! A Jezus patrzył… Miłość sama! I robak zapatrzony w tę Miłość zaczął się zmieniać. Przeobrażać. Przeistaczać się. I dzięki spojrzeniu Jezusa przemienił się w… Monikę. W Monikę!!! Piękną! Jedyną!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy…
„Mój Roba…” – zaczął z niezwykła czułością. Zaczął, ale nie skończył. Nie pozwolilam Mu dokończyć! Podniosłam rękę i przyłożyłam palec do Jego ust.
„Nie jestem już Robaczkiem, mój Jezu. I nie mów tak do mnie! Teraz jestem Moniką, Twoją jedyną! I tak do mnie mów, proszę!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha. Jezus patrzył we mnie… Płonący cały Miłością i bliskością bez granic!
„Moniko! Moja jedyna! Kochana i piękna! Jedyna Moja!!!” – wyszeptał z ogniem. Rozpływalaam się w moim Jezusie…
ODPOCZYNEK W JEZUSIE
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie… Tylko we mnie patrzył… I taki był bliski… I taki…
„Jaki Ty łagodny, mój Jezu … pokorny i cichy… Pragnę się uczyć od Ciebie tej łagodności i pokory i cichości!!” – szepnęłam wpatrzona cała w mojego Jezusa.
Jezus rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlił się cały! Uniósł się wielką radością!!! I… trzymając mnie w objęciach zaczął tańczyć! W światłości wielkiej! Jezus tańczył… A ja wpatrzona w Niego… odpoczywalam… Odpoczywalam od zgiełku dnia, od burz nieustannych… Odpoczywalam… Jezus tańczył. A tańcząc zatapial mnie w Sobie. Zanurzał w Miłosci… Był moim Niebem i moim Słońcem! Był moim Życiem! Istnieniem! Był Początkiem i Końcem moim… Moim Jedynym!
Patrzyłam w mojego Jezusa i pragnęłam być niczym i nikim. Tak bardzo pragnę! Być nikim! Bo tylko kiedy jestem nikim to Jezus jest KIMŚ, a kiedy jestem niczym, Jezus jest WSZYSTKIM!
W Nim mogę odpocząć nie tylko od zgiełku dnia i burz. W Jezusie mogę odpocząć od siebie samej!
On jest Pierwszy i Ostatni. I Jedyny!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! Ja patrzyłam tylko w Niego. I odpoczywalam w Nim…
U SIEBIE NAJLEPIEJ
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Jezus patrzył we mnie głęboko… Jego spojrzenie Miłości przenikało mnie na wskroś!
„Moniko, nie bądź drugą Teresą z Avilla! Mam już jedną w Niebie. I drugiej takiej samej nie potrzebuję. Potrzebuję i pragnę Moniki, a nie drugiej Teresy!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Jak dobrze, mój Jezu! Jak dobrze!” – szepnęłam z mocą.
Zarzuciłam Jezusowi ręce na szyję i przytuliłam się do Niego mocno!
Po chwili nieśmiało spytałam:
„Naprawdę jestem z Tobą w którymś z tych pokoi…?”
„Czy to ważne, Moniko?” – spytał Jezus łagodnie bardzo.
„Dla mnie nie! Absolutnie nie!”
„To czemu o to pytasz, kochanie?” – Jezus cały był bliskością i czułością niezwykłą.
„Moja Córeczka tak powiedziała, a ja za tym poszłam… I zaczęłam się porównywać. I mam wrażenie że ona też mnie tak porownuje, skoro tak powiedziała…”
„Nigdy nie pozwól się z nikim porównywać. I sama też nie porównuj się z nikim!” – wyszeptał Jezus z mocą i łagodnością.
„Już nie będę. Postanowiłam!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! A ja byłam w Jego objęciach. W Jego promieniach cała! Zaczęłam opowiadać. Otóż moja Duchowa Córka właśnie czyta 'Twierdzę że wewnętrzną’ św Teresy z Avilla. I mówi, że idę drogą wytyczoną przez nią (w moim domyśle, jej drogą), wymieniła nawet numer pokoju, w którym według niej jestem. I spytała czy chcę o tym poczytać. Powiedziałam, że chcę. Poszukałam audio z opisem tego pokoju i zaczęłam słuchać. I gdy tylko zaczęłam, poczułam się wyrwana z mojej drogi i wsadzona do jakiegoś pokoju. I w nim zamknięta! Wsadzona w czyjeś ramy. I słuchałam… Nic z tego nie rozumialam. Słuchałam o czyimś 'Boskim Oblubieńcu’. Oblubieniec ten nie był moim, ale kogoś innego. Oblubieniec, o którym słyszałam był potężny, wielki, majestatyczny. I… bardzo odległy! Wręcz obcy! W dodatku Córeczka powiedziala, że to ostatni pokój! 'Ostatni?! A dalej co?! Koniec?? Ale przecież mój Jezus jest nieskończony!’ – pomyślałam. I wyłączyłam audio. I poczułam ulgę!
Wróciłam do siebie!
„Moniko, nawet jeśli jesteś ze Mną w którymś z tych pokoi to zapewniam Cię, że jeszcze wiele pokoi przed nami! Nieskończenie wiele!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Jak dobrze, mój Jezu!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący z miłości! Tylko we mnie patrzył! I ja tylko w Niego patrzyłam. I pomyślałam że mam przed sobą Boskiego Oblubieńca! Nie czyjegoś. Mojego! Wyciągnęłam dłoń i dotknęłam delikatnie policzek Jezusa. Ale zaraz onieśmielona cofnęłam rękę… Jezus natychmiast ujął moją dłoń w Swe dłonie, zbliżył do Swych ust i ucałował ją gorąco i przytulił do Swego policzka. Mocno przytulił… Jezus patrzył we mnie. Miłość sama! Otwierał na Siebie, zatapial w Miłosci. I czynił z Sobą jedno. Patrzył we mnie. Bardzo bliski… Najbliższy!
A ja pomyślałam że chętnie bym przeczytala to dzieło św Teresy z Avilla. Całe. Od początku do końca. A nie od końca. Kto wie, może kiedyś przeczytam. Ale nie teraz. Teraz cieszę się że wróciłam do siebie. Bo u siebie najlepiej! U siebie to znaczy u Niego, u mego Jezusa! Bo tylko u Niego jestem u siebie!
A Ty kochana Córeczko nie miej, proszę, do siebie pretensji. Z nikim się nie porównuj i nikogo nie powielaj. I idź zawsze swoją drogą do Nieba. Bo tylko swoją drogą Tam dojdziesz.
Gdy pisałam te notke, dostałam wiadomość od mojej drugiej Duchowej Córeczki, karmelitanki. Takie zdjęcie:

JEZUSA
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały…
„Moniko, piękna Moja! Piękna! Jedyna Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa rozpromieniona Jego miłością!!!
I pomyślałam, że Jezus mówi do mnie czułe słówka, jak kawaler do ukochanej swojej. Że mnie zdobywa, zaleca się, że mnie podrywa! I pomyślałam że nie dam się wziąć na czułe słówka! Że niech coś dla mnie zrobi! I poprosiłam Go o coś. O coś dla moich Duchowych Dzieci. Sprawa to była ważna i ciążyła mi na sercu.
„Oczywiście, Moja jedyna!” – wyszeptał Jezus z mocą.
„Dziękuję!” – szepnęłam.
I pomyślałam że przecież gdyby nie spełnił tej prośby to i tak jestem Jego. Jestem mojego Jezusa! Nie dla Jego czułych słów, czy żeby spełniał moje prośby. Ale dla Niego!!! Dla Niego Samego! Dlatego że JEST!
I pomyślałam że Jezus przecież nie mówi tych czułych słówek, ani nie spełnia moich próśb po to, żeby mnie zdobyć! Mówi i robi to bo mnie kocha i pragnie mnie uszczęśliwiac! I nie musi się do mnie zalecać. Nie musi mnie zdobywać! On już mnie zdobył! Jestem Jezusa. Po prostu. Jezusa!!!
„Moniko, piękna Moja! Piękna! Jedyna Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Mój Jezu!!! Kochany mój!!!” – szepnęłam z ogniem.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Mocno tulił… Zatapial w Sobie. Zanurzał w Miłosci. I czynił z Sobą jedno.
LEKKO I SŁODKO
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Jezus patrzył we mnie płonący z miłości i zachwycony cały! Cały dla mnie… Dotykał Swą dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością…
„Moja jedyna… Jedyna!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Patrzył we mnie… I tym Swoim spojrzeniem pełnym ognia miłości i łagodności podnosił mnie! Wywyższal! Sprawiał, że czułam się równa Jemu!
„Jak On tak może?! Przecież wie, że jestem niczym. I ja wiem! Małe, nędzne, puste NIC! I wie, że nie mam nic oprócz NIEGO…” – pomyślałam.
A Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie. I patrzył mi w oczy z zachwytem!
„Moniko, bardzo dobrze, że nie masz nic oprócz Mnie! To znaczy że jestem dla Ciebie najważniejszy!”
„Bo jesteś! Jedyny!!!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie. I dalej we mnie patrzył… Jak w obrazek. I pociągał mnie ku Sobie bardziej i bardziej… Wszystko oddam mojemu Jezusowi. I wszędzie za Nim pójdę!!!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem… porwał mnie do tańca!!! Szalonego! Pięknego! Zwiewnego!!! Pełnego miłości, szczęścia i radości!!! Pełnego bliskości i intymności! Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie! Rozpromieniony Miłością i zachwytem!
„Moniko,, od dzisiaj tak będziesz dzielić ze Mną Moją Mękę!”
Spojrzałam w Niego zdumiona do głębi serca!
„Chcę! Pragnę tego!”
„Skoro pragniesz, Jezu!” – szepnęłam po prostu.
Tańczylismy bardzo! Byłam cała Jezusa! Wypełniona Jego miłością, szczęściem i Jego boleścią. Ale miłość i szczęście sprawialy, że ta boleść była lekka i słodka! Tak! Lekka i słodka! Patrzyłam w mojego Jezusa rozradowana cala! Rozpromieniona Jego miłością i szczęśliwa cala!
Otworzyłam usta i chciałam Mu powiedzieć jak bardzo mnie uszczęśliwia! Ale nie mogłam! Brakowało mi słów…
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha… I tak zastygłam… A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i całował! Całował mój uśmiech…
SZALEJEMY ZA SOBĄ NAWZAJEM!
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie z ogniem.
„Jakaś Ty piękna, Moniko! Coraz piekniejsza! Moje SERCE szaleje za Twiom sercem!!!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
„A moje za Twiom SERCEM!!! Szaleje!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i gorąco!
I wyjął Jezus serce moje z mego ciała i uniósł wysoko w górę. Patrzył w nie z zachwytem i… czcią! W serce kwitnące białym kwieciem
„Jesteś Panem mojego serca!” – szepnęłam z oddaniem.
„Ogrodnikiem!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Panem i Ogrodnikiem!”
Uśmiechałam się do mojego Jezusa z miłością. I On uśmiechał się do mnie!
„Pan panuje, Moniko. A Ogrodnik troszczy się, opiekuje swoim ogrodem. Dba o niego. Pielęgnuje. I zna swój ogród!!”
I Jezus zaczął opowiadać mi o moim sercu. O każdej bliźnie i kwiecie, które z blizny wyrosło. I mówił że tak to jest kiedy się cierpienia zamienia w Miłość. Znał każdą bliznę i każdy kwiat, który z niej wyrósł!
„Znasz moje serce, mój Jezu! Znasz mnie!” – szepnęłam zdziwiona i zachwycona cała.
„Oczywiście!!! Że za kimś szaleć, trzeba najpierw go poznać!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
A ja nawet się nie spostrzegłam, kiedy zaczęłam opowiadać Jezusowi o SERCU Jego! O Górach Miłości, o Otchłani Męki i zdrady. O porankach uśmiechu i zachwytu i nocach smutku i samotności. O Oceanie miłosierdzia. O Łąkach Łask i Dobroci. O Dolinach odpoczynku. O deszcu pocałunków…
Jezus patrzył we mnie z rosnącym zdziwieniem i entuzjazmem.
„Znasz moje SERCE, Moniko!!! Znasz Mnie!” – wyszeptał Jezus z mocą.
„Oczywiście! Znam i poznaję. Żeby za Kimś szaleć, trzeba najpierw Go poznać!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. I ja patrzyłam w mojego Jezusa.
Szaleliśmy za sobą nawzajem!!! Szalejemy!!!
O SPOJRZENIU MIŁOSCI
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył… I ja w Niego patrzyłam…
„Kocham Cię, Jezu!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
I nagle uświadomiłam sobie, że Jezus patrzy we mnie podobnie jak patrzył w innych ludzi kiedy chodził po ziemi. Jak patrzył?!
A co zobaczył w oczach, w spojrzeniu Jezusa celnik Mateusz, że od razu wstał i poszedł za Nim? Co zobaczyła kobieta cudzołożna w oczach Jezusa, gdy leżała przed Nim na ziemi, a inni ludzie ją oskarżali? Co zobaczyła w oczach Tego, który jeden miał prawo ją potępić? Albo co zobaczył Piotr w oczach Jezusa, zaraz potem, gdy Go zdradził? Co zobaczył, co tak nim wstrząsnęło, że gorzko nad sobą zapłakał? Zobaczył MIŁOŚĆ! Oni wszyscy zobaczyli Miłość w oczach Jezusa! I ja leżąc w Jego objęciach widziałam Miłość! Miłość, która nie potępia, nie oskarża, ktora podnosi. Pomaga wstać. Miłość, która sprawia że kwitnę! Dzięki Miłosci pragnę stawać się lepszą! Pragnę się podobać Jezusowi!
Ale przecież bogaty młodzieniec też widział Miłość w oczach Jezusa. I Judasz też! A mimo, że widzieli tę Miłość odeszli… Judasz się powiesił… Dlaczego? Myślę że dlatego że „wiedzieli lepiej” niż Jezus. Judasz przecież był przy Jezusie, widział Jego Miłość… Jednak był na Nią zamknięty. Na Tę Miłość trzeba się otworzyć. Przyjąć. Trzeba się Jej oddać. I poddać. Trzeba umieć przyjąć przebaczenie. I sobie wybaczyć.
Leżałam w ramionach Jezusa. I patrzyłam w Tę Miłość. I uśmiechałam się do Niej. Od ucha do ucha!
MOJE SZCZĘŚCIE!
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Zmęczona bardzo!!! Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały! Patrzyłam w mojego Jezusa…
„Nie mam już sił!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko. Oddany mi całkowicie.
„Nie masz sił, Moniko, ale masz Mnie!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„Tak mój Jezu! Mam Ciebie! I tylko Ty mnie rozumiesz!” – szepnęłam wpatrzona w Jezusa z miłością.
„A jesteś szczęśliwa?” – spytał Jezus.
Popatrzylam w Jezusa…
„Słowa Dziecka ranią me serce jak miecz. Ciężar krzyża przygniata do ziemi, że często nie mogę się podnieść. Wszystko boli, całe ciało. A Ty Jezu pytasz czy jestem szczęśliwa?! Wiesz, mój Jezu, gdybym myślała po ludzku, powiedziałabym, że nie wiem. A nawet, że nie… Ale ja już nie myślę po ludzku. Ty mnie oduczyłeś! I myślę 'po Twojemu’, nie 'po mojemu’. I powiem Ci: tak, jestem szczęśliwa. Bo mam Ciebie! Ty moim szczęściem!”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył na SERCU Swoim. Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam:
„Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Burza, burzę, burzą pogania. Czas pędzi jak oszalały. Jedyny stały Punkt w tym wszystkim to Ty, mój Jezu. Jak góra, skala. Opoka na której mogę się oprzeć. Do której mogę przyjść, odpocząć. Wtulić się w Miłość. I odetchnąć Tobą. Wolnością. Tak. Jestem szczęśliwa! Bo mam Ciebie, Jezu!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!!! A ja tańczyłam w Jego objęciach. W promieniach Jego. Mojego Jezusa!
CAŁA W JEZUSIE
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Każdym mięsień, nerw, kosteczka. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły, żeby podnieść powieki. I mimo że miałam zamknięte oczy widziałam mojego Jezusa! Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie. Poruszony i wzruszony cały. Patrzył taki piękny i taki we mnie zakochany!
I zaczął Jezus dotykać i całować moje obolałe i zmęczone ciało. Dotykał z czułością i miłością. Całował ze czcią… A Jego SERCE szeptało:
„Jesteś bardzo dzielna, Moniko. I Ja jestem bardzo z Ciebie dumny!”
Jezus ciągle dotykał i całował moje cierpiące, tańczące ciało. A Jego SERCE szeptało:
„Dzieci Twoje Cię ranią i krzywdzą, a Ty się modlisz i tańczysz za nie! Jakaś Ty podobna do Mnie!”
Milczałam. Nie miałam siły żeby otworzyć ust i coś powiedzieć. Ale pomyślałam, że jeśli tak jest to tylko dzięki NIEMU! Dzięki mojemu Jezusowi!!!
„Pić…” – szepnęłam bezgłośnie.
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam aż zaspokoiłam pragnienie… Piłam. A Jezus zanurzał mnie w Sobie… Miłość sama!