Byłam w ramionach mojego Jezusa. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością…
„Przyszedłem na świat po to, żeby każdego grzesznika przytulić do SERCA, Moniko!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z zachwytem i uwielbieniem.
„Niesamowite…” – szepnęłam z mocą.
Jezus mówił dalej:
„Tak! Przyszedłem na świat po to by każde Moje dziecko przytulić do SERCA. Wystarczy tylko że stanie w prawdzie przede Mną, że się na Mnie otworzy, a wezmę je w ramiona, w objęcia i będę je tulił do SERCA! Z Miłością i wielką radością!”
„Więc przyszedłeś na świat po to, żeby…” – szepnęłam ze wzruszeniem.
„By Cię, Moniko przytulić do SERCA!” – wyszeptał Jezus z prostotą.
Patrzyłam w mojego Jezusa poruszona niezmiernie…
„Niesamowicie piękne, mój Jezu… Niesamowicie!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! Rozpływalam się w moim Jezusie… W Jego objęciach!
Autor: Maleńka
MÓJ UŚMIECH
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Obolała po całodziennej burzy i zmęczona bardzo… Jezus był ze mną, po prostu. Tulił mnie do SERCA. Patrzył we mnie z czułością i oddaniem. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością. Patrzyłam, a On przypomniał mi sytuację z dnia wigilijnego:
Siedziałam przy łóżku mojego chorego Duchowego Dziecka. Ono leżało z przymkniętymi oczami. A ja siedziałam przy nim z obolałym sercem… „W każdym najtrudniejszym i najważniejszym momencie mojego życia było przy mnie. A teraz…” – pomyślałam z bólem. „A teraz Ty przy nim jesteś! Teraz Ty jesteś przy swoim Dziecku, Moniko!” – usłyszalam cichy, łagodny głos w głębi serca. „Tak. Jestem. Ale ono już nawet tego nie widzi…” „Ale Ja widzę! To wystarczy” – wyszeptał głos w głębi mojego serca. Słowa te dodały mi otuchy i wlały pokój w serce!
Leżałam w objęciach Jezusa… On niczego nie tłumaczył, nie moralizował. Był ze mną, po prostu. Z jednej strony bolało mnie serce bo widziałam, że moje kochane Dziecko już odchodzi… Coraz szybciej, odchodzi. A z drugiej strony w moim sercu panował pokój. Bo wiedziałam, że odchodzi do Niego. Do Jezusa!
Patrzyłam Mu w oczy głęboko. I mimo bólu, uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! Całą sobą!!! Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice! Czule i słodko! I przytulił Swój policzek do mego policzka… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic!
UŚMIECH DZIECIĄTKA
Wokół mnie szalała burza. Było ciemno… Grzmiało bardzo! Pioruny waliły prosto w serce. A we mnie było cicho, ciepło i jasno. Byłam w Światłości wielkiej. A w moich ramionach, w objęciach moich spało Dzieciątko! Dopiero co narodzone… Spało słodko, błogo… I uśmiechało się cudnie przez sen! Trzymałam Je w objęciach szczęśliwa i zachwycona cała cała. Tuliłam Je do serca i kołysałam… Nagle Dzieciątko się zbudziło! Spojrzało we mnie Swymi dużymi pięknymi oczami i uśmiechalo się do mnie cudownie!
„Kocham Cię, Jezu mój! Kocham Cię!” – szepnęłam z czułością.
Dzieciątko patrzyło we mnie głęboko jakby chciało mi powiedzieć, że też mnie kocha!
„Błogosław Jezu, wszystkie moje Duchowe Dzieci! Proszę!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Dzieciątko uśmiechnęło się szeroko… A mnie naszła myśl, że tak uśmiecha się nad każdym z moich Dzieci! Że uśmiech Dzieciątka nad nimi to jest właśnie błogosławieństwo!
Dzieciątko zamknęło oczęta i znów słodko zasnęło… Słodko i błogo…
Tuliłam do serca moje maleństwo… A Ono przez sen uśmiechało się do mnie cudownie!
MIĘKKOŚĆ W SERCU…
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały. I ja patrzyłam tylko w Niego z uwielbieniem. Zakochana cała!
„Dziś Wigilia. A jutro Twoje urodziny!” – szepnęłam z uśmiechem.
„Urodziny to nie do końca tak…”-wyszeptał Jezus z cudnym, łagodnym uśmiechem.
„Wiem, wiem! Tak gadam, żeby zacząć rozmowę!” – zaśmiałam się wesoło.
Jezus zaśmiał się perliscie i ucałował mnie w czoło.
„Urodziny i narodziny!” – szepnęłam z mocą.
„O, to już lepiej!” – Jezus promieniał cały.
Teraz ja się zaśmiałam! I patrzyłam Mu w oczy z zachwytem. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. A ja pomyślałam że rozmawiam z Jezusem jak z przyjacielem. Twarzą w twarz. Podobnie jak Adam w Raju… i jak Mojżesz. Tak pomyślałam. I bardzo mnie ta myśl uradowała! Potem naszła mnie myśl: „Co mógł czuć TATA, Bóg Ojciec, gdy zobaczył Swego umiłowanego Syna, jako człowieka, niemowlę leżące w żłobie?” I pomyślałam że czuł wtedy miękkość w SERCU… Tak… miękkość! A w oczach miał łzy! Łzy wzruszenia… I bardzo cierpiał, bolało Go, że Jego Syn tak bardzo cierpi,, że ludzie nie chcieli przyjąć do swoich domów. Ale jednocześnie cieszył się niezmiernie, że ludzie będą mieli teraz otwartą drogę do Nieba! Że będą zbawieni i każdy kto tylko zechce będzie mógł przyjść do Niego bez żadnych przeszkód!
Spojrzałam w Jezusa pytająco…
„Tak, Moniko! TATA czuł miękkość w SERCU i był niezmiernie szczęśliwy, że właśnie spełnia się obietnica dana Adamowi i Ewie w Raju!”
Jezus umilkł na chwilę i patrzył we mnie jak w obrazek… A po chwili dodał:
„Jak niewiele dusz rozmyśla o tym co mógł czuć TATA… Jak dobrze, Moniko że o tym pomyślałaś!”
„Ty, Jezu, mnie natchnąłeś!”
„Ale Ty to natchnienie przyjęłaś! Jakaś Ty podobna do Mojej MAMY! Ona także rozważała Boże natchnienia w Swoim Sercu!”
Jezus patrzył we mnie płonący miłością… A ja odpoczywalam w tych płomieniach miłości…
JAK BARDZO NAS KOCHA!!!
Byłam w Światłości wielkiej. Jezusa nie było. Zniknął gdzieś… Czekałam i tęskniłam… Długo czekalam…
„Jezu mój przyjdź… Moje serce tęskni…!” – szepnęłam w końcu.
I natychmiast zobaczylam mojego Jezusa!!! Tulił mnie w objęciach i patrzył we mnie głęboko. Miłość sama!!!
„Ja jestem przy Tobie, Moniko, jedyna Moja! Ja jestem z Tobą! Nawet wtedy gdy Mnie nie widzisz, Ja jestem i tulę Cię w ramionach. Zawsze!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„To dobrze, mój Jezu!” – szepnęłam po prostu. I uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam na SERCU najmilszym i rozmyślałam:
„Jak bardzo Ty kochasz nas, ludzi, że dla nas zechciałeś aż tak się uniżyć!!! Ty potężny, wszechmocny i wszechmogący Bóg stałeś się człowiekiem! I aby ludzi nie przestraszyć, nie przerazić Swą wielkością i potęgą, skryleś się pod postacią bezbronnego i bezradnego Dziecka. Niemowlęcia!!! Niemowlęcia nie trzeba się bać… Trzeba się nim opiekować, o nie troszczyć. Trzeba je nakarmić, przewinąć, utulić… Jak bardzo nas kochasz, że się całkowicie oddałeś w nasze ręce… W moje ręce! Jak bardzo nas, mnie kochasz, mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Kocham was, ludzi, Ciebie kocham, Moniko nad życie i śmierć! Na wieczność!!!” – wyszeptał z ogniem.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i tkliwością niesamowitą… A ja rozpływalam się w Jezusie. W moim umiłowanym!
FASCYNUJĄCY!!!
Trzymałam w ramionach Dzieciątko. Obejmowałam Je z miłością i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. Ono patrzyło we mnie słodko… Gdy nagle zeskoczylo z moich kolan, chwyciło rączką moją rękę i zaczęło ciągnąć!
„Chodź!” – zawołało radośnie.
„Mam z Tobą iść?! Dobrze!!!” – zaśmiałam się perliscie.
Wstałam i szłam z Dzieciątkiem za rączkę. Szliśmy w Światłości wielkiej! Dzieciątko podskakiwalo wesoło! Dokądś mnie prowadziło. Szliśmy w Światłości, która zdawała się być coraz jasniejsza… Nagle Dzieciątko znikło! I szłam dalej sama. I usłyszalam ciepły i pełen łagodności głos Jezusa:
„Moniko, Moja jedyna, cały Adwent opowiadalem Ci o Moich tęsknotach. A teraz co Ty Mi o nich powiesz?”
„Że… że są bardzo piękne! I że są bardzo podobne do moich. Wręcz identyczne! Takie same!”
A po chwili dodałam:
„Wiem, że Twoje tęsknoty były pierwsze… Twoje tęsknoty stały się moimi… Tak! Twoje tęsknoty stały się moimi tęsknotami, mój Jezu!!!”
I… w jednej chwili znalazłam się w ramionach, w objęciach Jezusa! Byłam Jego maleństwem, Jego niemowlęciem, Jego dzieciątkiem byłam. A On patrzył we mnie z dumą dumą i zachwytem wielkim!!!!
„Jakże się cieszę, Moniko, że chcesz, że pragniesz Mnie poznawać!!! Odkrywać!!! Jakże się cieszę! Uszczęśliwiasz Mnie niezmiernie!”
„Dlaczego miałabym nie chcieć?! Kiedy to jest fascynujące, ekscytujące!!! Niesamowite!!! Ty jesteś fascynujący, mój Jezu! Fascynujący!!!”
Jezus zatapial mnie w Sobie, zanurzal w Miłosci. I czynił z Sobą jedno!
WŁAŚCIWY WYMIAR
Byłam w ramionach Jezusa. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko… taki cichy, łagodny i jasny. Promieniał miłością cały! Dotknęłam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością… Delikatnie bardzo.
„Mój piękny Jezu…” – szepnęłam z miłością. I zauważyłam, że to określenie przybrało właściwy wymiary wymiar. Nie było już imieniem Jezusa, ale rzeczywiście ukazywało Jego piękno. Był najpiękniejszym Oblubieńcem w Kosmosie!
„Mój słodki Jezu…” – szepnęłam znowu. I znów to określenie przybrało właściwy wymiar. Jezus był słodki! Słodszy niż wszystkie miody świata!
„Mój maleńki Jezu…” – szepnęłam z czułością. I… nagle w swoich ramionach zobaczylam Dzieciątko!!! Zaśmiałam się perliscie! Radośnie bardzo!!! Dzieciątko wyglądało na dwa latka. Obejmowało mnie za szyję i dawało mi buziaki!!! Byłam cała szczęśliwa!!! W pewnej chwili Dzieciątko przerwało dawanie mi buziaków i spojrzało mi w oczy głęboko. Było takie piękne i słodkie i maleńkie…!
„Mama?! Mama?!” – spytało uśmiechając się mnie cudownie!
„Taaak, mój Jezu! Jestem Twoją mamą!”
Dzieciątko rzuciło mi się na szyję! Przytuliło się do mnie całe! Policzek do mego policzka! SERCE do mojego serca! Trwaliśmy w przytuleniu… W Miłosci i bliskości bez granic!
TĘSKNOTA TAŃCA
Nie mam dzisiaj głowy do pisania. Notke pisze Jezus.
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! Tańczylismy bardzo! W wielkiej miłości i intymności. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził!
„Moniko! Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłem za tym, żeby ktoś ze Mną zatańczył! Jak bardzo tęskniłem, że żebyś Ty ze Mną tańczyła!!! Żebyś dzieliła ze Mną Moją Mękę!!! Nawet nie wiesz jak bardzo za tym tęskniłem!!!” – wyszeptał Jezus ze wzruszeniem. Oczy Mu się zaszkliły… Patrzyłam w Niego z uwielbieniem… I pomyślałam że ja też tęskniłam…
„Razem tańczyć raźniej, prawda?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
Pokiwałam głową, że tak!
„Ale nie tylko dlatego tęskniłem, że razem tańczyć raźniej! Gdy dusza zechce tańczyć ze Mną, większa jest chwała Mego Ojca!”
Patrzyłam w mojego Jezusa nie bardzo rozumiejąc.
„No sama powiedz, Moniko, dlaczego tańczysz?” – spytał Jezus łagodnie.
„Dla Ciebie, Jezu! Na Twoją chwałę!”
„Moja chwała jest chwałą Mego Ojca. Razem tańczymy na Jego chwałę, Moniko!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem. I patrzył we mnie taki zakochany!
„Taaak!!!” – szepnęłam z mocą.
Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic!
NIE PO MOJEMU!
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko. Z zachwytem i Miłością patrzył.
„A tęsknisz za tym jak było kiedyś, Moniko?” – spytał Jezus łagodnie.
„Za tym było przed chorobą mojego Duchowego Dziecka?” – upewnilam się o co Jezusowi chodzi.
Skinął głową twierdząco.
„Nie!”
Jezus wydawał się być zaskoczony, zdumiony.
„Nie tęsknisz?! Przecież po ludzku było Ci lepiej. Mogłaś jeździć na wycieczki, wyprawy… a teraz tylko w domu siedzisz!”
„Może i po ludzku było mi lepiej, łatwiej. Ale teraz jestem bliżej Ciebie niż wtedy!”
Jezus popatrzył we mnie ze zdziwieniem!
„Nie tęsknię! Owszem, było pięknie. Ale teraz też jest pięknie. Inaczej pięknie! Może nawet piękniej niż wtedy…”
Spojrzałam w Jezusa i uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Bo krzyż to takie szczęście, że wszystko inaczej!” – wyszeptał z ogniem.
„Właśnie!!!”
Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam:
„Tęsknić za tym co było kiedyś i co już nie wróci…?! To nie po mojemu! Żyję dniem dzisiejszym. I właśnie teraz odkrywam, poznaję Jezusa. I siebie! I właśnie teraz odkrywam, że mam swoje życie! Swoje własne! I pragnę je przeżyć jak najlepiej. Jak najpiękniej! Pragnę przeżyć je tak, żeby nie musieć się wstydzić sama przed sobą! A tęsknić za tym co było kiedyś i co już nie wróci?! Nie po mojemu! I po Twojemu też nie, prawda, mój Jezu?”
„Prawda!”
Jezus otulał mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem. A ja patrzyłam w Niego szczęśliwa cała!
ZARAZ!
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Tańcząca bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie taki piękny i taki bliski i taki we mnie zakochany… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością.
„Jak mogę Ci usłużyć, mój Jezu?” – spytalam z trudem.
„Usmiechnij się do Mnie, Moniko” – wyszeptał Jezus z czułością.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Kiedy tak się do Mnie uśmiechasz w cierpieniu, jesteś jeszcze piękniejsza!!!” – Jezus był zachwycony cały. Zawstydziłam się…. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Ciężar mam na sercu, kamień jakby” – szepnęłam po prostu.
„Ciężar zniknie dzisiaj. Odpocznij, Moniko Spróbuj może zasnąć jeszcze” – Jezus był Miłością samą.
„Taaa…”
Jak On wie czego potrzebuję!!! Jak Jezus wie! Zamknęłam oczy i szybko zasnęłam. Kiedy się obudziłam i otworzyłam oczy, Jezus pochylał się nade mną… Patrzył we mnie jak w obrazek. Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie! I wtedy zorientowałam się, że kamień, który przygniatał mi serce…
„Nie ma go! Zniknął!!!” – szepnęłam zdziwiona. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Powiedziałem przecież, że zniknie!”
„Powiedziałes, że dzisiaj, a nie że zaraz!”
„Dla Mnie 'dzisiaj’ to 'zaraz’! I odwrotnie!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Zaśmiałam się perliscie!
„Dziękuję, mój Jezu!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czułe i słodko i gorąco…