Byłam w moim Jezusie. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie… Zakochany i zachwycony cały! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Pomyślałam o dzisiejszej uroczystości Trzech Króli.
„Mój Jezu, a to byli Królowie czy magowie?” – spytalam zaciekawiona.
„To byli przede wszystkim Mędrcy, Moniko. Ludzie, którzy poszukiwali mądrości!” – wyszeptał Jezus łagodnie.
„Szukali i znaleźli Mądrość Przedwieczną!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko. I ja w Niego patrzyłam… I nagle uświadomiłam sobie, że leżę w ramionach Tej Mądrości! Można by powiedzieć, że nie tyle ja Jej szukałam… Ale to Ona mnie szukała, znalazła i nie teraz mnie trzyma w ramionach i tuli do SERCA!
A ja Ją pragnę poznawać, odkrywać!!! Pragnę Ją zdobywać!!! Z całego serca!!!
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem… Zafascynowana cała! Jezus patrzył we mnie z czułością niezwykłą… Z tkliwością niesamowitą…
„Czy można powiedzieć że na początku była Mądrość?”
„Moniko, oczywiście, że można tak powiedzieć!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony bardzo.
Leżałam w objęciach Jezusa, Mądrości Przedwiecznej… Rozpływalam się w Tej Mądrości…
Autor: Maleńka
ODWIEDZINY U CIOCI ELI
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie! Cały był mój i cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i rozmyślałam… Rozmyślałam i uśmiechałam się co chwilę do Niego i do moich myśli. Jezus uśmiechał się do mnie cudownie.
„Napisz o tych odwiedzinach, Moniko! Napisz, jak Ty je widzisz. Ożyw Moją ciocię Elę!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Dobrze!” – zaśmiałam się perliscie.
„Nawiedzenie świętej Elżbiety” – brzmi bardzo uroczyście, dostojnie, szorstko i sztywno. „Odwiedziny u cioci Eli” – brzmi bardziej swojsko. Jest w tym określeniu miłość, czułość i bliskość. Święci to przecież zwykli ludzie. Zwyczajni, jak my.
Przez wiele lat wyobrażalam sobie Maryję jako wielką panią. Wielką Królową. Potężną, majestatyczną i bardzo daleką. Odległą. Jakie było moje zdziwienie kiedy wyczytałam, że Maryja w chwili Zwiastowania miała 12 – 13 lat. Toż to mała dziewczynka! Dziecko jeszcze! Swoją drogą Pan Bóg miał wielką fantazję powierzając Zbawienie świata w ręce dziecka!!!
Gdy tylko Anioł od Niej odszedł, Mała Miriam zaczęła raz jeszcze przypominać sobie jego słowa.
-Powiedział, że będę Mamą… Mamą Syna Boga! Już jestem! Zaraz, zaraz… co ten Anioł jeszcze mówił…?! Że ciocia Ela jest przy nadziei!!! Przecież ona ma 80 lat!!! Pewnie leży w łóżku złożona niemocą! Trzeba jej pomóc! Idę do niej!!!
I nie mówiąc nic rodzicom, ani Swemu Józinkowi poszła. Poszła?! Nie! Pobiegła! W podskokach! Pobiegła przez góry i lasy… Do cioci Eli!
A ciocia Ela była staruszką o uśmiechniętym sercu. I przez ostatnie sześć miesięcy uśmiech nie schodził z jej twarzy! Jednak ostatnio czuła się trochę samotna. Nie miała bowiem komu opowiedzieć o swej Tajemnicy, podzielić się nią, porozmawiać o niej… Jej mąż, stary kapłan, Zachariasz 6 miesięcy temu nagle zaniemówił! I jakby bardziej ogłuchł… Siedział teraz w milczeniu i z rosnącym zdziwieniem wpatrywal się w coraz to większy brzuszek swojej Elusi… Jego oczy wyrażaly zachwyt i entuzjazm ogromny! I tak wyglądalo jakby już teraz chciał wybuchnąć wielką radością! Chciał, ale nie mógł… Musiał zaczekać. Za karę, że nie uwierzył słowu Anioła, musiał się teraz cieszyć w milczeniu.
Dlatego też gdy ciocia Ela zobaczyla w progu domu maleńką Miriam, niezmiernie się ucieszyła!!! Wybiegła Jej na spotkanie!
-Miriam!!! Moja kochana!!! Jakże się cieszę że jesteś!!!
-Witaj ciociu!!!
Ciocia Ela złapała się za brzuch i głośno zaśmiała!
-Ooo! Nawet dzieciątko skacze z radości, że przyszłaś!!! Bo… nie uwierzysz!!! Ja stara, stojąca nad grobem jestem przy nadziei!!! To cud!!!
-To jeszcze nic, ciociu!!! Ja, która nie bylam jeszcze z mężczyzną, oczekuję Dziecka! Syna Boga! Anioł był u mnie i mi powiedział! O twoim dzieciątku wiem od Niego!!!
I ciocia Ela i Mała Miriam zaczęły tańczyć z radości i szczęścia! A Miriam, która uwielbiała układać piosenki, na poczekaniu ułożyła hymn na chwałę Boga! Wyśpiewała Swoje szczęście i szczęście wszystkich ludzi! Miriam została u cioci Eli do czasu jej rozwiązania.
Tak mogły wyglądać odwiedziny u cioci Eli.
W PŁOMIENIACH MIŁOŚCI!
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice…
„Moja piękna!!! Jedyna Moja!!!” – szeptał z ogniem. Nie przestawał mnie całować! Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i patrzyłam Mu w oczy. I Jezus patrzył we mnie głęboko. Płonący cały Miłością!
„Twoja obolała i zmęczona Twoja!” – szepnęłam z mocą.
„Moja obolała i zmęczona Moja!!!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce. Oczy Mu płonęły…
„I tańcząca Twoja!!!” – szepnęłam z ogniem. Trzymałam wciąż twarz Jezusa w swoich dłoniach. Zbliżyłam Jego twarz do mojej twarzy i pocałowałam Go. Pocałowałam jak Oblubienica całuje swego Oblubienca! Z całych sił! Z całej mocy! Z całego serca!!! I wtedy Jezus zaczął mnie całować! Obsypywał mnie pocałunkami! Całował mój uśmiech, serce i całe moje obolałe i zmęczone ciało! Całował! A Jego pocałunki były jak ogień!!! Jak płomienie! Płomienie Miłości!!! Płonęłam cała od tych pocałunków! Płonęłam! Spalałam się! Jak ofiarą! Jak żertrwa ofiarna!!! Spalałam się! A Jezus wciąż całował, całował i całował…
Leżałam potem w Jego objęciach… Promieniałam Miłością! A Jezus wciąż patrzył we mnie płonący cały!
„Nie wiedziałam, że tak można…!” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
„To dopiero początek, Moniko! Jeszcze wielu rzeczy o Mnie nie wiesz. Ale wszystko Ci opowiem i pokażę, jedyna Moja!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzył we mnie taki piękny! Tak piękny!!! Że nie mogłam się powstrzymać! Chwyciłam twarz Jezusa i ucałowałam Go z ogniem!!! Najgoręcej jak potrafiłam!
Jezus spojrzał we mnie tak, jakby widział mnie pierwszy!
„Nie wiedziałem, że tak można, Moniko!” – wyszeptał zdumiony i zachwycony cały.
„Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. Ale wszystko Ci opowiem i pokażę, mój Jezu!!!” – szepnęłam z oddaniem.
Jezus patrzył we mnie… Tańczylismy bardzo. W intymności bez granic! W płomieniach miłości!!!
O POKUSACH I NIE TYLKO
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie płonący cały miłością i zachwytem. I ja patrzyłam tylko w Niego, w mojego Jezusa. Z miłością i uwielbieniem patrzyłam…
„Zamiast mnie zganić, okrzyczeć za to, że nachodzą mnie takie dziwne myśli, pokusy to Ty mi mówisz o mojej mądrości…! Jesteś niesamowity, mój Jezu!!! Niemożliwy jesteś!!!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie!
„Moniko, to że Cię nachodzą pokusy to nic złego. Pokusy same w sobie nie są niczym złym. Jednak to od Ciebie zależy co z nimi zrobisz. Czy im ulegniesz, czy nie. Do Ciebie należy decyzja!”
„Ja je wyśmiewam! Śmieję się z nich. Wtedy uciekają!”
„Zły nienawidzi uśmiechniętego serca i czystego, szczerego śmiechu. A najbardziej niecierpi tych, którzy Mi zaufali. Dlatego też Ciebie, Moja jedyna, omija szerokim łukiem. Czasem podsunie Ci jednak jakąś myśl, ale tak irracjonalną, że od razu wiesz, że to od niego!”-wyszeptał Jezus z mocą.
„No właśnie tak rzadko nachodzą takie myśli, że do końca nie byłam pewna. I wolałam Ciebie się upewnić…”
„Ale od razu spytalaś: 'Czy to pokusa?'” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Pokiwałam głową twierdząco.
Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam głośno:
„Ty też, mój Jezu, miałeś pokusy. Ale je zwyciężyłeś przez Słowo Boże i posłuszeństwo Ojcu. Chcę się uczyć od Ciebie, Jezu!!!” – szepnęłam z mocą.
„I Ty się dziwisz, że mówię o Tobie żeś madra!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
„A Ten znowu Swoje! No!!!” – szepnęłam z udawaną złością. Zaśmiałam się radośnie i patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem…
„Kocham Ciebie, Jezu!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
„Kocham Ciebie, Moniko! Uwielbiam Cię, Moja jedyna! A moje SERCE szaleje z miłości do Ciebie!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały. A ja zaniemówiłam oszołomiona Miłością… Otulona Miłością! Obezwładniona Miłością!
DŁONIE..
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… Jezus tulił mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i oddaniem. Cały był Miłością i cały był dla mnie… A ja cała Jego i dla Niego cała!
„Wiesz, mój Jezu? Ostatnio nachodzi mnie dziwna myśl… Myśl, że jestem sama na świecie. Że nie mam nikogo. Wiem że to nieprawda, bo mam wokół siebie Duchowe Dzieci! I w żadnej mierze nie czuję się sama. A nawet jeśli bym Dzieci nie miała to przecież mam Ciebie i sama nie jestem i nigdy nie będę! Dziwna ta myśl. Gdy ją wyśmiewam, ucieka!!! To pokusa?”- spytalam Jezusa.
Skinął głową twierdząco.
„Głupi ten zły, jeśli uważa, że że dam się na to nabrać!”
„On jest sprytny, przebiegly. Ale Ty, Moniko, jesteś mądra!” – wyszeptał Jezus z dumą.
„Mam Ciebie, mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„Masz Mnie!” – wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam w oczy Jezusowi… I zobaczyłam w nich obraz bardzo przejmujący i piękny niezwykle… Zobaczylam siebie idącą po linii swojego życia Szłam bardzo nieporadnie, kołysząc się to w jedną to w drugą stronę. Z wyciągniętymi na boki rękami. Jak linoskoczek. Szłam… A pode mną rozpostarte były dłonie! Dwie wielkie przebite dłonie… Dłonie otulały mnie, ochraniały, asekurowały, holowały!!! Tak, że jakbym tylko się potknęła, dłonie natychmiast by mnie złapały! A jeśli linia mojego życia się nagle urwała, natychmiast wpadła bym w Jezusowe rączki!!!
„Cudny obraz!!! Dziękuję mój Jezu!!! Będę go sobie przypomniać w czasie pokus!” – szepnęłam z zachwytem.
„Jesteś mądra, Moniko!”
„Wiem, że mam Ciebie, Jezu i Tobie ufam. Po prostu…”
Jezus rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlił się cały!
„Na tym właśnie polega mądrość, maleństwo Moje kochane!” – wyszeptał Jezus z uwielbieniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa zawstydzona… A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mnie do SERCA… Obejmowały mnie dwie wielkie przebite dłonie…
OD TEGO JESTEM!
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
„Jak dobrze Mi u Ciebie, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Mi u Ciebie lepiej, mój Jezu!” – szepnęłam uśmiechnięta cała.
„Nie! Mi u Ciebie lepiej!!!”
„Nie!!! Mi u Ciebie lep…” – nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem!!! Bardzo słodkim…
Leżałam w ramionach Jezusa i…
„Pragnę!!!” – szepnęłam z mocą.
I sama to pragnienie spełniłam. Z bezczelną ufnoscia przytuliłam twarz do SERCA umiłowanego. Całowałam i szeptałam czułe słowa, zapewnialam o mojej miłości i oddaniu. Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie i zachwycony cały!!!
„Moniko dzięki Tobie Moje SERCE nie jest smutne i już nie boli! Sprawiasz Mi wielką radość i uszczęśliwiasz niezmiernie!”
„Od tego jestem, mój Jezu! Ty także sprawiasz mi wielką radość i uszczęśliwiasz baaaaaardzo!!!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Od tego jestem, Moniko!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic!
W JESZCZE WIĘKSZEJ BLISKOŚCI
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus tulił mnie do SERCA Swego i patrzył we mnie… Jak On we mnie patrzył!!! Z Miłością i upodobaniem. Jak Oblubieniec patrzy w Swą Oblubienicę… Wywyższal mnie Swoim spojrzeniem pełnym całkowitego oddania… Patrzyłam w mojego Lubego z tkliwością i miłością! Zakochana i zachwycona i szczęśliwa cala…
„’Oblubienica SERCA Jezusowego’… pięknie brzmi…” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Prawda?!” – wyszeptał Jezus patrząc we mnie jak w obrazek.
„Bardzo pięknie!!!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Na Oblubienice SERCA Mego obieram tylko dusze Mi najbliższe. Zaufane. Na które mogę liczyć w cierpieniu. Które wiele dla Mnie wycierpiały, i które pragną jeszcze dla Mnie cierpieć!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Ja się cierpienia nie boję, mój Jezu… Jestem, można powiedzieć, z nim oswojona. Podobnie jak Ty…”
„Jak Ja!”
Jezus tulił mnie do SERCA. A ja głośno rozmyślałam:
„Wiem, że jestem niczym. Bieda i nędza grzeszna… A Ty mnie tak wywyższasz!!! I sprawiasz, że przy Tobie czuję się wolną! Jesteś mi bliski jak przyjaciel… Nie!!! Jesteś mi bliższy niż przyjaciel! Jesteś mi bliższy nawet niż rodzina! Jesteś mi bliższy niż najbliższa rodzina! Nie potrafię wyrazić jak jesteś mi bliski… ”
Jezus patrzył we mnie płonący z miłości i zachwycony cały!
„Moniko, Moja śliczna Pięknotko! – wyszeptał z czułością niezwykłą.
„Mój śliczny Pięknisiu… Daj mi pić, proszę!”
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… Słodszy niż najsłodsze miody.
OBLUBIENICA SERCA
Byłam w ramionach mojego Jezusa. W Jego objęciach zanurzona cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie. Smutny był jakiś… Patrzyłam w Niego z bólem, nie chciałam, żeby mój umiłowany był smutny… I pomyślałam że smutny to pewnie Go SERCE boli. Dotknęłam dłonią SERCA Jezusa. A ONO natychmiast wyskoczyło z Jego Ciała i znalazło się w moich dłoniach!!! Zobaczylam że Rana SERCOWA krwawi… Zamarłam w bólu! Przytuliłam SERCE najdroższe do moich ust i zaczęłam JE całować! Całowałam i całowałam z czułością i uwielbieniem! Z miłością całowałam… Gdy potem spojrzałam w SERCE, już nie krwawiło.
„Boli Cię SERCE, mój Jezu? Nie chcę, żeby Ciebie bolało! Niech lepiej boli mnie, a nie Ciebie!” – szepnęłam z mocą.
„Nie, Moniko. Już nie boli!” – wyszeptał Jezus z ogniem, poruszony cały.
„Niech lepiej boli mnie, a nie Ciebie!” – powtórzyłam z żarem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Będzie Ciebie boleć, Moniko… Będzie!”
„Spoko! Z Tobą dam radę!”
Jezus patrzył we mnie płonący miłością…
„Moniko, czy chcesz być jeszcze bardziej Moją?!” – spytał Jezus. Oczy Mu się zaszkliły…
„Pragnę!!! Bardzo!!!” – szepnęłam rozpromieniona cała. I naszła mnie nieśmiała myśl, żeby Jego też spytać.
„A Ty mój Jezu, czy chcesz być jeszcze bardziej moim?!” – oczy mi się zaszkliły…
„Pragnę!!! Bardzo!!!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
Patrzyłam w mojego Jezusa oniemiała ze szczęścia… A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czułe i słodko i gorąco…
„Jesteś Oblubienicą SERCA Mojego, Moniko!” – wyszeptał z czułością niezwykłą i ogniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i całował mnie… Jak Oblubieniec Swą Oblubienice…
PYCHA DLA DUCHA!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Jezus tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic!
„Mój Jezu, boli mnie bardzo, bardzo! O, tu!”
Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i położyłam ją w miejscu w moim ciele, które boli mnie najbardziej. Na moich jelitach… położyłam dłoń Jezusa.
Jezus patrzył we mnie płonący miłością i poruszony niezmiernie!
„Moniko, Moniko Moja jedyna, wiem, że Cię bardzo bardzo boli! Ale dziękuję Ci że Mi o tym powiedziałaś i pokazałaś Mi… Dziękuję!”
„Wiem, że mogę Ci powiedzieć o wszystkim i pokazać wszystko we mnie! Ufam Ci, mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie ze wzruszeniem i całkowicie mi oddany.
A mnie znów naszła myśl, że rozmawiam z Nim tak jak się rozmawia z Przyjacielem! Twarzą w twarz! Pisałam o tym już kilka dni temu. Ale wciąż mnie zadziwia, zachwyca i uszczęśliwia niezmiernie to jak Jezus mnie na Siebie otworzył!!! Ciągle otwiera!!! Modlitwa nie jest dla mnie przymusem, przykrym obowiązkiem, nie jest nawet koniecznością! Nie!!! Modlitwa, bycie z Jezusem jest pragnieniem serca… Jest tęsknotą i jednocześnie jej wypełnieniem. W Miłosci i bliskości i intymności… Bycie z Nim, z moim Jezusem jest wielką PRZYJEMNOŚCIĄ!!! Jest słodsze nad wszystkie ziemskie słodkości!!! I wyborne jak espresso ze śmietanką!
Pycha dla ducha!!! Mniaaam…
ISKIERKI RADOŚCI
Byłam w ramionach mojego Jezusa. W Jego objęciach leżałam szczęśliwa cala! A On pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały!
„Wiesz mój Jezu?! Wczoraj dostałam od mojego Duchowego Syna, dominikanina, kartkę świąteczną! Serduszkową choinkę i cudne życzenia. Od serca! A tę choinkę serduszkowa to sam robił! Dla mnie! Ucieszył mnie bardzo! Tak… Moje Duchowe Dzieci są jak iskierki radości! Adaś, Mikołaj, Ola, Minia, Zuzia… Iskierki radości! Adaś często pożycza ode mnie słodziaka, liska Lucka.
-Ciociu, a mogę pożyczyć Lucka? Oddam ci jutro!
-Oczywiście, Adasiu!
I pożycza. A potem przynosi, oddaje. Sam! Raz zapomniało mu się oddać, to mu nieśmiało przypomniałam:
-Adasiu, tęsknię za Luckiem!
-Oj, ciociu! Zapomniałem! Gapa ze mnie! Już przynoszę!
Pobiegł i przyniósł. A jakiś czas potem znów pożyczył. I teraz już zawsze oddaje! Tata się śmieje widząc wnuka biegającego do mnie z maskotką i mówi, że dziwi się, że nie dam Adasiowi liska na zawsze. Tłumaczę tacie, że lisek to prezent dla mnie, od dziewczynek, od Mini i Oli. A prezentów się nie oddaje. Po drugie niech się Adaś uczy, że jak coś się chce pożyczyć, trzeba najpierw się spytać, a jak już się pożyczy to potem trzeba oddać. Niech się uczy! A po trzecie, gdybym mu dała liska na zawsze to by już tak często do mnie mnie nie przychodził! Muszę dbać też o swój interes! A co! 😁
A z Mikołajem teraz hodujemy kwiatki! Kupujemy i hodujemy. Bluszcze, a teraz palmy! Może ktoś pomyśleć, że palma mi odbiła! 😁 Niech sobie myślą i mówią co chcą! Mikołaj się cieszy i ja się cieszę! Mikołaj przychodzi mi je podlewać i nawozić. Gadamy o nich. Porównujemy komu ile urosły. Aaaa! I dodałam od Mikołaja kwiatka! W prezencie! Jak był w sklepie to zrobił zdjęcia kwiatów. Pokazał mi i kazał, żebym sobie wybrała, który chcę. Wybralam, a on mi go kupił! Za swoje pieniążki! Ucieszyłam się baaardzo!
A mój Duchowy Syn nazywa mnie swoim „holownikiem”. Biega teraz po Kolędzie, a jego holownik na wózeczku ciągnie go modlitwą i tańcem!”
Umilkłam i patrzyłam w mojego Jezusa rozpromieniona uśmiechem! Patrzył we mnie zachwycony cały!
„A Ty mój Jezu czemu nic nie mówisz? Tylko ja nawijam i nawijam!”
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie!
„Słucham Moniko! Jak Twoje Dzieci Ciebie kochają! I jak Ty je kochasz!” – wyszeptał z ogniem.
„Tak mój Jezu! Kochają mnie! I są dla mnie iskierkami radości!!! Iskierkami radości w centrum nieustannej burzy!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. I patrzył we mnie jak w obrazek…