Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Cały był Miłością i cały był dla mnie!!! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… I było mi z Nim tak dobrze!!! Cudownie… Pięknie!!! Bardzo… I pomyślałam że jak w życiu mi ciężko i trudno tak z Jezusem mi dobrze… Jakby mój śliczny chciał mi wynagrodzić… Że to się równoważy… W życiu baaardzo ciężko, a z Jezusem baaaaaardzo lekko…
„Jestem jak Łazarz z Twojej przypowieści. Jak Łazarz leżący pod domem bogacza… Pokryty wrzodami, ranami. Tylko zamiast psów liżących jego rany, jesteś Ty mój Jezu! Jesteś Ty i obsypujesz mnie pocałunkami!!! Słodkimi, gorącymi pocałunkami!!!” – szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… Ogromnie!!! A ja szeptałam dalej:
„Tak mi dobrze, z Tobą, mój Jezu!!! Jak dobrze!!! Cudownie… Aż się boję co będzie gdy pójdę do Ciebie na rączki!!! Gdy zobaczę te wszystkie cudowności… Żebym się nie wystraszyła ich i nie uciekła!!! Ze strachu, żebym nie uciekła…”
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie! Patrzył we mnie ognisty i piękny niezmiernie… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie całował… Delikatnie i z wielką czułością! Całował… I ja całowałam mojego Jezusa!
„Nie ucieknę!” – szepnęłam szybko.
„Ja myślę! Bo bez Ciebie byłoby Mi smutno bardzo…!”
„Smutno? W Niebie?! Przecież Tam tylu świętych!”
„Tak. Ale by Mi było smutno bez Mojej jedynej!!!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
„Nie ucieknę! Nie ucieknę, żeby Ci smutno nie było, mój Jezu!!!”
„Moja piękna… Moja umiłowana… Moja jedyna…”
Jezus całował i całował… A ja rozpływalam się w Jego pocalunkach…
Autor: Maleńka
JĘZYK I TAJEMNICA
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam zanurzona cała!
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie głęboko. Zachwycony i rozpromieniony cały!!!
„Jakiś Ty Szybki, mój Jezu! I jaki Łatwy!” – wyrwało mi się z głębi serca. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem! Zaśmiał się słodko!
„Kiedy Łatwy spotka Łatwą, staje się jeszcze Łatwiejszy!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Kiedy Łatwa spotka Łatwego, staje się jeszcze Łatwiejsza!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością! Zakochany na zabój! I ja tylko w Niego patrzyłam, zakochana cała! (Może wyjaśnię o czym Jezus i ja rozmawialiśmy. Żeby nie było wątpliwości i niedomówień 😁Rozmawialiśmy o wzajemnym oddaniu się sobie nawzajem. Bóg oddaje się duszy i kiedy widzi, że i dusza oddaje się Jemu, wtedy ON oddaje się jej jeszcze bardziej i bardziej i bardziej… I odwrotnie. Gdy dusza widzi, że Bóg się jej oddaje, wtedy i ona oddaje się Jemu jeszcze bardziej i bardziej…)
„My już mamy nawet swój własny język!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. Z czułością niezwykłą.
„Zakochani powinni mieć swój własny język!” – wyszeptał Jezus.
„Tak!!!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Patrzyłam w mojego ślicznego rozpromieniona Miłością i szczęśliwa baaardzo!
„Jakiś Ty Fikuśny mój Jezu!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
„A Ty Moja jedyna, jaka Fikuśna!!!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem.
„Ja…??!! Naprawdę??!”
„Jasne! Fikuśna jak ta lala!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
W moich oczach pojawiły się łzy…
„Ejże…! Ale Fikuśni nie płaczą…!!!” – wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
„To ze szczęścia!!!” – zaśmiałam się perliscie, uszczęśliwiona Jego miłością.
„A, jak ze szczęścia to mogą płakać! Do woli!”
Smialismy się oboje, Jezus i ja.
Może wyjaśnię, wytłumaczę co znaczy ten wyraz.. Albo nie! Niczego nie będę tłumaczyć, ani wyjaśniać! Zakochani powinni mieć swoje tajemnice! Więc niech to będzie naszą małą słodką tajemnicą…!
OD ZAWSZE, NA ZAWSZE!
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
„Moniko! Tyś Moja! Tyś Moja!” – wyszeptał z ogniem. Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością.
„Twoja!!! Tylko Twoja! Cała Twoja! Od zawsze Twoja! Na zawsze Twoja! Tak!!! Od zawsze, na zawsze!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
„Od zawsze, na zawsze! – pięknie powiedziane!!!” – wyszeptał Jezus z zachwytem.
„Po Twojemu!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie!
„Po Mojemu!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Wiesz dlaczego z Tobą jestem, mój Jezu?!”
„Mhmm!” – Jezus promieniał cały uśmiechem.
Dotknęłam dłonią Jego oczu…
„Bo mi się podobasz! Podobają mi się Twoje oczy błyszczące miłością gdy we mnie patrzysz!”
Dotknęłam Jego ust…
„Podobają mi się Twoje usta, z których wychodzą tylko dobre i mądre słowa!”
Dotknęłam dłonią SERCA Jezusa, a ONO natychmiast wyskoczyło z Jego Ciała i znalazło się w moich dłoniach!
„Ale najbardziej podoba mi się Twoje SERCE, wielkie i kochające, które bije dla mnie!!!” – szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
„I jest Twoje, Moniko! Należy do Ciebie! Od zawsze, na zawsze!” – wyszeptał Jezus. Patrzył tylko we mnie!
„Pięknie powiedziane!” – szepnęłam. Patrzyłam tylko w mojego Jezusa!
Uśmiechał się do mnie cudownie!
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego! Jezus patrzył we mnie płonący cały… A ja tuliłam SERCE Najdroższe do mojego serca.
Od zawsze, na zawsze!
POWSTRZYMUJE I PODTRZYMUJE
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie płonący cały miłością!!!
„Jak Ty mi ufasz, mój Jezu! I ja Tobie ufam! Takiej Miłości nie można nie ufać!” – szepnęłam zakochana i zachwycona cała.
A po chwili dodałam:
„Kochasz mnie, mój Jezu! Jak bardzo mnie kochasz!!!” – szepnęłam z mocą.
„Po krzyż i zmartwychwstanie! Nad życie i śmierć! Na wieczność! Tak Cię kocham, Moniko!!!” – wyszeptał Jezus płonący cały miłością.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! Leżałam w Jego objęciach… rozmyślałam…
„Twoja Miłość mnie powstrzymuje i podtrzymuje! Powstrzymuje mnie przed poddaniem się! Przed zwątpieniem, przed rozpaczą! Podtrzymuję w walce! W dążeniu za Tobą! W parciu naprzód! Z podniesioną głową! I sercem wzniesionym ku Tobie, mój Jezu!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem! A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… I tulił do SERCA Swego.
TYLKO W JEZUSIE!!!
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach zanurzona cała… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością… Patrzyłam Mu w oczy zmęczona niezmiernie…
„Mam ciężko… bardzo ciężko, coraz ciężej mój Jezu… Zresztą Ty wiesz, jesteś w tym ze mną!” – szepnęłam z mocą.
„Tak, Moniko. Jestem w tym z Tobą! Jestem z Tobą! Nawet kiedy wydaje Ci się, że Mnie nie ma, Ja jestem! Najbliżej…” – Jezus patrzył we mnie płonący cały.
„Wiem, mój Jezu! Mój słodki Jezu… mój Jezu ukochany…” – dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością.
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic. A moje serce odpoczywało w Umiłowanym…
Moje serce obolałe i zmęczone bardzo i cierpiące… A jednocześnie wolne, szczęśliwe, pełne radości i pokoju! To jest możliwe tylko w Jezusie!!! Tylko w Nim!!! Tylko dzięki NIEMU!!!
„Jezu mój… jak Ty mi ufasz! Jak bardzo mi ufasz! Jak bardzo mi ufasz, że dajesz mi tak ciężki krzyż!!! Jak bardzo mi ufasz, że go nie odepchnę, nie odrzucę… nie ucieknę! Jak bardzo mi ufasz, mój Jezu!!!” – szepnęłam z ogniem, wpatrzona w Jezusa.
Jezus milczał. Nie odpowiadał. Nie musiał. W Jego oczach widziałam odpowiedź… Ufność i oddanie. Całkowite oddanie. Więcej!!! Poddanie mi całkowite!
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie i radośnie bardzo! A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i całował mój uśmiech… Całował całym Sobą! Serce moje odpoczywało w Jezusie…
ZALEŻY OD RELACJI
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa z uwielbieniem patrzyłam! W mojego Jezusa! A moja myśl pobiegła znów do mojego Duchowego Dziecka… Ono i ja byliśmy w podobnej sytuacji fizycznej. Ale całkiem inaczej tę sytuację przyjmowaliśmy. Właściwie to moje Dziecko tej sytuacji nie przyjęło… Bunt i żal do Pana Boga…
„Wszystko zależy od tego czy dusza żyje w relacji ze Mną, Moniko! Od tego Kim dla niej jestem. Jak jestem dla niej ważny, na którym miejscu jestem w jej życiu. Czyja wola, jej czy Moja się dla niej liczy. Wszystko zależy od relacji ze Mną!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Tak, mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
„Dlatego tak ważne jest aby dusza otworzyła Mi swe serce, abym mógł w niej działać. Ja stoję i pukam do serca dzień i noc. Ale jeśli Mi dusza sama nie otworzy, na siłę nie wejdę.”
„Tak, mój Jezu… A wiesz, moje Dziecko dziwi się bardzo, że ja taka obolała, a taka szczęśliwa i uśmiechnięta! I wszystko mi w życiu wychodzi. Mówi że mnie podziwia i mi zazdrości. Odpowiadam Dziecku, żeby mnie nie podziwiało, ani nie zazdrościlo. Ale, żeby się ode mnie uczyło!”
” Dobrze powiedziałaś!” – wyszeptał Jezus czułością.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały! Miłość sama!
„Całuj mnie, Jezu! Pragnę Twoich pocałunków! Moje serce pragnie!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco! Potem całował moje serce! A ono rozpływało się w Miłosci…
DRUGIE IMIĘ
Patrzyłam w mojego Jezusa… W Jego oczy patrzyłam. I On patrzył w moje… Poważny i dostojny bardzo! Patrzył w moje oczy głęboko… Nasunął mi na myśl moje kochane Duchowe Dziecko… Ostatnio słyszałam jak się na głos modliło… jęczało:
– Boże! Pomóż nam! Boże pomóż mi!!! – tak się modliło. Lecz jego modlitwa ulatywała jakby w próżnię… Jezus pokazał mi jak się modli serce mojego Dziecka… Jego serce modliło się tak: 'Boże!!! Pomóż mi!!! Niech się stanie tak, jak ja chcę, nie jak Ty!!! Niech się dzieje wola moja, a nie Twoja!!!’
Jezus patrzył mi w oczy z ogniem!
„Sama widzisz, Moniko że taka modlitwa nie jest Mi miła…. I choćbym nawet chciał, nie mogę jej wysłuchać…” – wyszeptał Jezus ze smutkiem.
„Wiem… Serce mnie bardzo boli, gdy patrzę na moje Dziecko. Jego oczy smutne, puste… zimne. Jakby martwe… Jego serce zamknięte na Ciebie… Serce mnie boli, ale wiem że nic nie mogę zrobić…” – szepnęłam z bólem.
„Możesz i robisz, kochana Moja! Tańczysz za swoje Dziecko! I cierpisz ze Mną!”
„Tak!”
„W cichości!”
„Staram się, mój Jezu!”
„Wiem, Moja jedyna”
„A powiedz mi, Jezu! Trzeba mieć nadzieję, że moje Dziecko się jeszcze nawróci, że otworzy dla Ciebie serce? Trzeba mieć nadzieję, prawda?!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością.
„Ja zawsze mam nadzieję, Moniko! Nadzieje to Moje drugie Imię!!!” – wyszeptał z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie! Promiennie bardzo! Od ucha do ucha! A Jezus rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlił się cały! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic!
PERSPEKTYWA
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa patrzyłam… usmiechalam się do Niego od ucha do ucha!
„Właśnie przed chwilą powiedziałam mojemu Duchowemu Dziecku, że mam u Ciebie 'chody’!” – szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
„Bo masz!” – wyszeptał Jezus śmiejąc się perliscie.
„Wiem! Dlatego tak powiedziałam. Tylko Ciebie poproszę, a Ty od razu wszystkie przeszkody usuwasz spod nóg! Baaaaaardzo dziękuję, mój Jezu!”
„Dla Ciebie wszystko, jedyna Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały miłością. Głęboko…
„Ty dla Mnie wszystko, to i Ja dla Ciebie wszystko, Moniko!” – wyszeptał z ogniem.
„Tylko moje 'wszystko’ jest inne niż Twoje! Twoje 'Wszystko’ jest wielkie, ogromne!!! Moje jest maleńkie…” – szepnęłam wpatrzona w ślicznego mojego Jezusa.
Jezus gwałtownie pokiwał głową przecząco! I patrzył we mnie jeszcze bardziej przenikliwie…
„Moja perspektywa, Moniko jest inna. Ja to widzę odwrotnie niż Ty!”
Otworzyłam szeroko oczy i rozdziwiłam usta ze zdumienia!!!
„Odwro… Czyli…??!!!” – wymamrotałam ledwo.
Jezus zaśmiał się cudownie! Zamknął mi usta pocałunkiem… Słodkim i gorącym!
„Odwrotnie czyli odwrotnie, Moniko. Po prostu!” – wyszeptał Jezus rozczulony bardzo.
„To ja już nic nie wiem… nic nie rozumiem… Chce mi się pić i zmęczona jestem…” – nagle opadły ze mnie siły.
„Wiem! Tańczysz przecież dla Mnie dzień i noc! Napij się i odpocznij kochana!”
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam i odpoczywałam w moim Jezusie!
ŻYJĘ W JEZUSIE!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Zabieram Cię, Moniko!” – wyszeptał uśmiechając się tajemniczo.
„A dokąd?” – spytalam zaciekawiona.
W tej chwili znalazłam się w ciemności wielkiej! Nieprzeniknionej! Niczego wokół siebie nie widziałam. Tylko ciemność! Ciemność ta przytłaczala mnie… Przygniatała!
„Jezu mój… proszę!!!” – szepnęłam z głębi serca.
I znów leżałam w ramionach Jezusa. A On patrzył we mnie głęboko! Płonący cały miłością!
„Moniko, tak ostatnio często postrzegasz swoje życie! Takim Ci się ono wydaje!”
„Tak!”
„Jak ta 'ciemna dolina’ z psalmu!”
„Tak! Ale bardziej jest przy mnie druga część: 'zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością niezwykłą…
„Chcesz zobaczyć, Moniko, jakie jest naprawdę Twoje życie?”
Kiwnęłam głową, że tak.
I natychmiast znaleźliśmy się na jakiejś łące. Jezus i ja. Łąkę prześwietlało jasne, ciepłe światło! Także tę łąkę widziałam przez mgłę. Zresztą nie ważne czy to była łąka, czy nie. Najważniejsze, że mój Jezus był ze mną! Bawiliśmy się tam jak dzieci! Smialismy się głośno i wesoło! Potem leżałam na trawie uśmiechnięta od ucha do ucha! A Jezus pochylał się nade mną i całował mój uśmiech!!! I cieszył się mną! Cieszył się mną!!! Niezmiernie!!!
„Taaak!!! Żyję w pełnym Słońcu…!” – szepnęłam rozpromieniona i zachwycona cała!
„Żyjesz we Mnie, Moja jedyna! W Miłosci żyjesz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Taaak..!”
Uśmiechałam się do Jezusa promiennie. A On całował mój uśmiech…
ORYGINAŁ
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! Patrzyłam w mojego Umiłowanego z miłością i uwielbieniem! I pomyślałam że to nie tyle On jest moim Umiłowanym, ale ja Jego umiłowaną! Umiłowaną do końca! Po krzyż i zmartwychwstanie!
Jezus pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą…
„Tak, Moniko! Jesteś Moją umiłowaną! Moją śliczną, słodką! I Moją jedyną!” – wyszeptał z ogniem.
„Jak pięknie mnie nazywasz, mój Jezu! Cudownie! Nikt nie nazywa mnie tak pięknie jak Ty!!!” – szepnęłam z uwielbieniem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudnie!
„I już nie uważasz że to na wyrost?!”
„Nie!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Powiem Ci jeszcze więcej! Jesteś odważna, dzielna i masz dystans do samej siebie! Mało kto by tak napisał jak Ty: 'Dziś na świecie rządzi ideał. Idealna figura, idealny wygląd. A ja nie jestem idealna. Jestem ORYGINALNA!
😁 '”
„Tak, napisałam na Facebooku – zaśmiałam się wesoło – A znajoma skomentowala: 'Ale tylko oryginaly są w cenie 😊'”
„Każdy człowiek jest oryginalny i każdy jest cenny. Ale wielu woli być idealnym niż oryginalnym!”
„Ja tam wolę być oryginalna!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha. A po chwili dodałam:
„Jestem oblubienicą Oryginalnego Oblubieńca!!! Trzeba być baaaaaardzo oryginalnym i mieć baaaaaardzo oryginalne SERCE, żeby pójść na Krzyż za tego kogo się kocha! By pójść na Krzyż z Miłości!!!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…