Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… Trzymałam mojego umiłowanego Jezusa w objęciach i tuliłam Go do serca mego. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go delikatnie.
„Mój Jezu… mój śliczny…” – szeptało moje serce.
Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką… Jezus leżał w moich ramionach i patrzył we mnie z miłością i czułością niezwykłą… Patrzyłam w mojego ślicznego z miłością i troską.
„Czy nie jest Ci zimno, mój Jezu…?” – spytalam z czułością.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Nie jest Mi zimno, Moniko! Twoje serce Mnie ogrzewa i rozgrzewa! Serce Twe jest gorące!” – wyszeptał z ogniem.
„Serce moje czerpie z SERCA Twojego! To i jest gorące!!!” – szepnęłam z mocą.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. I Jezus uśmiechnął się do mnie.
A wokół nas było ciemno i smutno i zimno.. i zewsząd zionęło pustką…
Patrzyłam w Jezusa… I pomyślałam że przecież jest przenikliwie zimno, a Jego SERCE jest gorące!!! I uświadomiłam sobie po raz kolejny, że nawet w najgłębszej ciemności, zimnie i pustce, że nawet w największym smutku można kochać i miłością rozgrzewać i ogrzewać innych!
Jezus patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam… Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic!
Autor: Maleńka
INNI
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała. Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Patrzył we mnie piękny niezwykle i taki we mnie zakochany! Do szaleństwa! I ja patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Uwielbiam Cię tulić do serca, mój Jezu, ale też uwielbiam gdy Ty mnie tulisz! Uwielbiam!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„Mam podobnie, Moniko! Uwielbiam gdy Ty Mnie tulisz do serca, ale także uwielbiam tulić Ciebie, kochana!” – wyszeptał Jezus z ogniem. I dodal:
„Mamy podobnie, gdyż jesteśmy do siebie podobni. A jednocześnie tak inni od ludzi…”
W głosie Jezusa słyszałam dziwną nostalgię… Spojrzałam w Jezusa zdziwiona!
„Jesteśmy?! Ty Jezu jesteś inny. Inny znaczy Święty! A ja…”
„Jesteś podobna do Mnie, Moniko!” – wyszeptał Jezus z mocą.
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i wielką radością!
A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… płonący cały Miłością!
„Jakaś Ty piękna, Moniko! Jakaś piękna!!!” – wyszeptał zachwycony cały.
„Pragnę być piękna, dla Ciebie, mój Jezu!” – szepnęłam wpatrzona w Jezusa. On patrzył we mnie jak w obrazek… Potem mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę. Czule i słodko i gorąco…
JAK JEST!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim całkowicie. Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. I ja w Niego patrzyłam… z miłością, zachwytem i entuzjazmem patrzyłam.
„Jezu mój kochany! Dziękuję, że karmisz mnie Swoim Ciałem!!! Bardzo dziękuję!!! Jesteś moim Karmicielem i Żywicielem! Jesteś moim Pokarmem! Dzięki Tobie żyję! Jestem! Moje korzenie są w Tobie! Całe moje „ja” wypływa z Ciebie! Moje życie, istnienie, jestestwo wypływa z Ciebie, Jezu mój kochany! To, że jestem i to jaką jestem wypływa z Ciebie! To co myślę, robię, mówię, wypływa z tego, że Jesteś! Bez Ciebie mnie nie ma! Nie istnieję!!! Jestem bo Ty jesteś!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Moniko, pocieszyłaś i ucieszyłaś Mnie bardzo!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Ale ja nie mówię tego, żeby Ciebie pocieszyć… A raczej nie tylko dlatego! Mówię jak jest, po prostu!”
Jezus rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlił się cały!!!
„Właśnie dlatego Mnie ucieszyłaś i uszczęśliwiłaś, że mówisz jak jest, kochana Moja!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem wielkim… A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
KOŁYSANKA W OTCHŁANI SMUTKU
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego… Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Jezus patrzył we mnie głęboko… Co chwilę zamykał oczy… Widziałam, że jest niezmiernie zmęczony i cierpiący. I niewypowiedzianie smutny…! Nie wiedziałam jak mam pocieszyć mojego Jezusa, ja sama byłam bardzo zmęczona, cierpiąca i smutna…
Nagle pewna myśl przemknęła przez moją głowę i serce! Szybka jak błyskawica! Na tę myśl rozradowało się moje serce!!! Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I zaczęłam… śpiewać:
„Mój maleńki, zaśnij już… Mój maleńki oczka zmruż! Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już…!”
Jezus, który akurat leżał z zamkniętymi oczami, otworzył je szybko! I uśmiechnął się do mnie jasno, slonecznie… Cudownie! Patrzył we mnie rozpromieniony cały!
„Mama?! Mama?!!” – spytał z zachwytem i entuzjazmem.
„Mama!” – szepnęłam z mocą.
Położyłam głowę na Jego ramieniu i szczęśliwa śpiewałam… A gdy śpiewałam Jezus zatapial mnie w Sobie. Zanurzał w Miłosci i bliskości. Zagłębiał w Sobie… Nasze serca trwały w przytuleniu. SERCE przy sercu. Przylulały się w uścisku miłości i cierpienia… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
A ja śpiewałam:
„Mój maleńki, zaśnij już… Mój maleńki oczka zmruż! Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już…!”
W MIŁOŚCI!
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Ale przede wszystkim bardzo bolało mnie serce… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością i wzruszony cały…
„Piii…” – szepnęłam z ledwością.
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości! Piłam aż zaspokoiłam pragnienie…
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i wdzięcznością.
Jezus patrzył we mnie głęboko…
Co prawda już burza mi nie przeszkadzała. Ale ostatnio uderzała we mnie zwielokrotnioną siłą! Huczała, krzyczała, dudniła! Pioruny waliły nieustannie! Jak grad!!! Prosto w serce!
Wydawało mi się, że już tego nie wytrzymam… Że nie dam rady…
Patrzyłam w Jezusa z przymkniętymi oczami. A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie ognisty, płonący cały!
„Dzielisz ze Mną Mękę Moją! Dzielisz ze Mną Moje smutki, Moniko, jedyna Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Pragnę…” – szepnęłam z trudem.
Jezus patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Trwaliśmy razem w Miłosci!
NIC, TYLKO SIĘ CIESZYĆ!!!
Rozmawialiśmy wczoraj z bratem o koronawirusie. I on mówi, że najpierw będą umierać ludzie słabi, chorzy, starsi i dzieci.
-Także jakby co, to pójdziesz pierwsza! – powiedział poważnie brat.
Zaśmiałam się lekko.
-Pójdę to pójdę! Nie ma co się smucić!
-Nooo! I to się nazywa podejście! – brat spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nic tylko się cieszyć!!! – zaśmiałam się znowu.
Brat spojrzał na mnie tak jakby zobaczył mnie pierwszy raz w życiu!
-Mówisz poważnie??!! Naprawdę tak myślisz??!!!
-Tak! Tylko się cieszyć!!!
-Nic tylko podziwiać! Muszę się uczyć od ciebie takiego podejścia!!! – brat był bardzo zdumiony.
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem!
„Dałaś wczoraj piękne świadectwo swojemu bratu!”
„Powiedziałam tylko to co myślę!”
„Niewielu myśli tak jak Ty!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem i głaskalam Jego policzek z czułością…
„Wiesz mój Jezu? Tak sobie myślałam… Co bym dzisiaj zrobiła, gdybym wiedziała, że jutro umrę? I nic bym nie robiła… Czekałabym z ufnoscią i radością, aż po mnie przyjdziesz! A jeśli już miałabym coś zrobić, zrobiłabym jedno. Poszła do spowiedzi! Żeby czekać na Ciebie z czystym sercem!”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie…
„Nic, tylko podziwiać!” – wyszeptał z zachwytem.
„Nic tylko się cieszyć!!!” – szepnęłam śmiejąc się perliscie.
Jezus patrzył we mnie… Cały był Miłością, cały był mój i i cały był dla mnie! A ja cała Jego i dla Niego cała!
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
SMUTEK JEZUSA MOIM SMUTKIEM
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie głęboko… I ja w Niego patrzyłam… Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką…
„Opowiedz mi proszę o Swoich smutkach, mój Jezu…” – szepnęłam zapatrzona w umiłowanego.
„Chcesz słuchać o Moich smutkach, Moniko…?!” – Jezus wydawał się być zaskoczony i zdziwiony bardzo.
„Tak. Chcę! Opowiedz mi proszę!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały!
„Byłem smutny gdy Moi Wybrani, Umiłowani Apostołowie wszyscy Mnie opuścili! Wszyscy oprócz jednego! Najmłodszego! Maleńkiego mojego… Wszyscy Mnie zostawili, opuścili, uciekli!
Smutny byłem gdy faryzeusze i uczeni w Piśmie Mnie nie rozpoznali! Czytali o Mnie w Piśmie ale nie rozpoznali we Mnie Mesjasza!
Byłem smutny gdy w Ogrójcu widziałem grzechy wszystkich ludzi i narodów, wszystkich wieków. Brałem te grzechy na Siebie… Sam stałem się grzechem! SERCE Me krwawiło!
Bylem smutny gdy widziałem Moją Matkę stojąca pod Krzyżem… Oniemiałą z bólu… Z Sercem przebitym mieczem boleści… Cierpiącą ze Mną!
Bylem smutny gdy wydawało Mi się, że TATA Mnie opuścił… Że byłem sam jak palec! SERCE Moje zamarlo!!!”
Jezus umilkł. Patrzył we mnie głęboko! Płonący cały miłością!
„Pragnę zagłębić się w Twoim smutku. Zatopić się w nim, zanurzyć! Pragnę wejść w Twój smutek, Jezu! Pragnę uczynić go swoim smutkiem! Pragnę, żeby Twój smutek był moim smutkiem, mój Jezu… Pragnę!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Z wielką Miłością…
NA DOBRE I NA ZŁE!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką… Tuliłam mojego ślicznego Jezusa w objęciach i patrzyłam Mu w oczy z tkliwością. Jezus leżał w moich ramionach oddany mi całkowicie… I patrzył we mnie z zachwytem.
„Jak mam Ciebie pocieszać, mój Jezu, kiedy ja sama smutna…?” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Najważniejsze, Moniko, że ze Mną jesteś! Tym Mnie pocieszasz! Obecnością! Wyobraź sobie gdyby Ciebie tu ze Mną nie było…”
„Byłbyś sam!”
„Sam w ciemności, zimnie, pustce i cierpieniu… A Ty dzielisz.Męke Moją! Jesteś ze Mną!” – wyszeptał Jezus z ogniem w oczach.
„A gdyby Ciebie tu ze mną nie było… Jak dobrze że jesteś!!! Jak dobrze, że jesteś ze mną, mój Jezu!!!” – szepnęłam z mocą. A po chwili szeptałam dalej:
„Kilka dni temu mówiłam, że mam kilku przyjaciół. Tak, mam kilku. Ale najlepszym, najwierniejszym, największym Przyjacielem jesteś dla mnie TY!!! Ludzie mogą zawieźć, skrzywdzić, mogą opuścić, odrzucić… Ty nie zawiodłeś mnie nigdy!!! I nigdy nie zawiedziesz! Nie opuścisz, nie odrzucisz! Jesteś ze mną na dobre i na złe!!!! I ja chcę być z Tobą na dobre i na złe!!!”
„Pocieszyłaś Mnie bardzo, Moniko! Pocieszyłaś i ucieszyłaś Mnie! Niezmiernie!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem.
I rozpromienil się cały nade mną! Rozświetlił się ogromnie! A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Trwaliśmy uśmiechnięci i szczęśliwi bardzo, w Otchłani Smutku. Jezus i ja!
PRZYJĄĆ!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem! Zachwycona cała! Jezus patrzył we mnie płonący Miłością…
„Wiesz dlaczego tu ze Mną jesteś, Moniko?” – spytał patrząc mi w oczy głęboko. Oddany mi całkowicie…
„Ty pragniesz być ze mną, a ja pragnę być z Tobą… Więc jestem!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego nieśmiało.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Przy Tobie, Moniko nie można być smutnym!!!” -wyszeptał Jezus z mocą a potem dodal:
„Tak! Pragnę być z Tobą! I chcę, żebyś Mnie tu pocieszala. Jak w Ogrójcu anioł, tak Ty tutaj, w Otchłani Męki Mojej, w Otchłani Smutku Mego!”
Dotknęłam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością…
„Ale ja nie jestem aniołem…” – szepnęłam ze smutkiem, uśmiechając się smutno.
Jezus patrzył we mnie głęboko. Przenikliwie bardzo…
„Masz rację! Nie jesteś aniołem. Nie za anioła umarłem na Krzyżu, ale za Ciebie! Jesteś dla Mnie kimś więcej niż anioł! Jesteś Moją umiłowaną, jedyną, najsłodszą!!!” – wyszeptał płonący cały.
Patrzyłam w mojego Jezusa wzruszona! Poruszona do głębi serca…
„Nie zasłużyłam…!” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
„Masz rację! Na miłość nie można zasłużyć! Można ją przyjąć, albo…” – Jezus nie dokończył. Nie pozwolilam Mu dokończyć! Zbliżyłam twarz do Jego twarzy i ucałowałam Go z tkliwością.
„Przyjąć… przyjąć… przyjąć…!” – szeptało moje serce.
Ucałowałam mojego Jezusa. Jak iOblubienica całuje swego Oblubieńca. A potem patrzyliśmy w siebie nawzajem… W Miłosci i intymności…
WSZYSTKIM!!!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA Swego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką…
Spojrzałam w Jezusa pytająco…
„Jesteśmy w Otchłani Męki Mojej, Moniko. W Otchłani Smutku Mego!” – wyszeptał Jezus płonący cały miłością.
Kiwnęłam głową, że rozumiem, że dobrze, że tak.
Zauważyłam, że mimo, że jest tu ciemno, smutno, zimno, pusto i bardzo cierpiąco, nie czuję się tu obco. Przeciwnie! Czuję się swobodnie! U siebie!
Znów spojrzałam w mojego Jezusa pytająco.
„Jesteśmy w SERCU Moim. A serce Twoje jest bardzo podobne do SERCA Mego, kochana!”
Nie rozumialam tego co Jezus powiedział. Ale nie miałam czasu, żeby się nad tym zastanawiać… bo w tej chwili huknął potężny grzmot!!! Jezus aż się wzdrygnął! Wyglądało jakby się przestraszył… Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością.
„Nie bój się Jezu… To tylko grzmot. Gdzieś w oddali jest burza”- szepnęłam z tkliwością.
Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco i przytulił do Swego policzka.
„Przy Tobie, Moniko nie boję się niczego!” – wyszeptał Jezus z ogniem w oczach.
„Przy Tobie, mój Jezu nie boję się niczego!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył i patrzył we mnie głęboko… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Jesteś dla Mnie Wszystkim, Moniko!”
„Jesteś dla mnie Wszystkim, mój Jezu!!!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem…. Płonący ogniem miłości. Tańczylismy bardzo w intymności… Jezus i ja!