Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim całkowicie. Leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością… Taki piękny i taki we mnie zakochany! I ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa zakochana i zachwycona cała!
„Kończy się Wielki Post, Moniko. Zaczyna się Wielki Tydzień!” – wyszeptał Jezus.
„Taaak!”
„Co zapamiętałaś z tego Wielkiego Postu? Czego się w nim nauczyłaś?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Czego się nauczyłam? Że umiem, że potrafię okazywać czułość! Że nie tylko Ty mnie uczysz, ale i ja Ciebie! Że mogę być do Ciebie podobną, że mogę być pięknym, Bożym człowiekiem! Człowiekiem w pełni. Jak Ty!” – szepnęłam z mocą.
„Nie zapomnij o tym, Moniko!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony bardzo.
„A jak niechcący zdarzy mi się zapomnieć, to przypomnij mi o tym, mój Jezu… Pliiisss…!!!”
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno!
„Czy ktoś już Ci powiedział, że Twojemu 'pliiisssowi’ nie można się oprzeć, kochana?!”
„Tak! Mój Duchowy Syn kiedyś mi powiedział!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Patrzyłam w Jego cudne oczy… Zamyśliłam się…
„Dzisiaj Niedziela Palmowa… Pragnę być jak ta palma rzucana pod Twoje stopy… Cała dla Ciebie, Jezu mój kochany!!!
Taaak… Kończy się Wielki Post! A ja wcale nie jestem głodna, choć pościłam tu w Otchłani Smutku, z Tobą! Nie jestem głodna świata! Jestem głodna Ciebie, Jezu… tak głodna, aż mnie ssie… ”
Z zamyślenia wyrwał mnie słodki i gorący pocałunek… Jezus z twarzą przy mojej twarzy… Patrzył we mnie płonący cały Miłością…
„I Ja jestem głodny… głodny Ciebie, Moniko! Aż Mnie ssie!!!”
Zarzuciłam ręce Jezusowi na szyję i przytuliłam Go do siebie! A On objął mnie całą i tulił do Siebie… Trwaliśmy długo w przytuleniu… Pełnym Miłosci i intymności… Jezus i ja!
Autor: Maleńka
W OCZEKIWANIU I GOTOWOŚCI
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim… I ja w Niego patrzyłam… W mojego Jezusa patrzyłam…
„Wczoraj moje Duchowe Dziecko powiedziało, że 'dzisiaj jest piątek i trzeba odprawić Drogę Krzyżową. Byłam bardzo zmęczona i obolała… Nie miałam sił… I tak odpowiedzialam mojemu Duchowemu Dziecku. Powiedziałam też, że Drogą Krzyżową ja idę z Tobą codziennie, każdego dnia. 24 godziny na dobę. Dzień i noc!”-szepnęłam wpatrzona w Jezusa z ogniem.
„Słyszałem. Dobrze powiedziałaś, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Inna sprawa, że Droga Krzyżowa z Tobą jest piękna i słodka!” – szepnęłam z mocą.
„Nie tłumacz Mi się, kochana Moja!”
„Ale ja nie mam zamiaru Ci się tłumaczyć! Chcę, żebyś wiedział! Po prostu!”
„Wiem, Moja jedyna! Wiem!” – Jezus promieniał cały miłością i oddaniem.
Wtuliłam się jeszcze bardziej w mojego ślicznego Jezusa… I leżałam tańcząca bardzo. A moje serce szeptało:
„Bywają takie chwile, kiedy jestem wyczerpana fizycznie i psychicznie. Wykończona. Chciaałbym wtedy, żebyś już po mnie przyszedł. I zabrał do Siebie. Na rączki! Jednak kiedy to zmęczenie i ból stają się troszkę mniejsze, chcę żyć. Żyć na Twoją chwałę! Ale te chwile wyczerpania i słabości sprawiają, że żyję, że staram się żyć w oczekiwaniu i gotowości. Na Twoje przyjście!
O tym wczoraj chciałam powiedzieć mojej Duchowej Córeczce, ale nie miałam siły… Chciałam jeszcze powiedzieć, że od czasu gdy wstąpiłeś do Nieba, do TATY, żyjemy w czasach ostatecznych. I każdego dnia, mniej lub bardziej doświadczamy swego rodzaju końca świata. A Ty mówisz do wierzących w Ciebie: 'Ale wy podnieście głowy i nabierzcie Ducha. Zbliża się bowiem wasze odkupienie!’ I ja staram się właśnie tak żyć! Z podniesioną głową i w mocy Ducha oczekiwać mego odkupienia!”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Potem zbliżył Swoją twarz do serca mego i złożył na nim gorący i słodki pocałunek.
„Mówiłem Ci już, Moniko, że uwielbiam Twoje serce?!”
„Wiele razy!”
„Więc mówię po raz kolejny!”
„Mówiłam Ci już, mój Jezu, że moje serce należy do Ciebie?!”
„Wiele razy!”
„Więc mówię po raz kolejny!”
Jezus znów zbliżył Swoją twarz do serca mego. I obsypywał je pocałunkami… Obsypywał pocałunkami moje serce!
CZAS JEZUSA W MOIM ŻYCIU
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja tuliłam Go do serca mego. Jezus leżał w moich ramionach i patrzył we mnie… Taki piękny i taki we mnie zakochany! Oddany mi całkowicie! Cały był mój, cały był Miłością i cały był dla! I ja patrzyłam w mojego ślicznego z miłością i oddaniem. Cała byłam Jego i dla Niego cała!
„Jak dajesz mi się poznawać, mój Jezu!!! Jak pozwalasz mi się odkrywać!!! Coraz bardziej i bardziej…!” – szepnęłam zachwycona cała.
„Poznając Mnie, poznajesz i odkrywasz samą siebie, Moniko! A odkrywając siebie, poznajesz i odkrywasz Mnie!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Tak! Odkrywam jaką jestem… I… jaką nie jestem…”
„I jaką możesz być! Przecież stworzyłem Ciebie na Mój Obraz i Podobieństwo!” – szeptał Jezus z ogniem.
Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
„Jakbym wcześniej zaczęła Ciebie poznawać, odkrywać… Jakbym zaczęła wcześniej… może byłabym teraz inną, lepszą… Może byłabym teraz bliżej Ciebie… Gdyby wcześniej… A może nie? Może jest dobrze, tak jak jest? Na wszystko jest swój czas… Wszystko dzieje się w swoim czasie… ”
„W Moim czasie! Wszystko dzieje się w Moim czasie! Bo to jest Mój czas! Mój czas w Twoim życiu, kochana Moja!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem wielkim.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!!!
„Czas Jezusa w moim życiu!!! Jakie to piękne! Niesamowite! Fascynują…!!!”
Urwałam nagle!
Naszła mnie myśl… Myśl, która w pierwszej chwili wydała mi się bluźnierstwem… Ale bluźnierstwem być nie mogła! Jezus sam przed chwilą to powiedział.
„To… to ja mogę… mogę być… jak Ty??!!”
Patrzyłam w mojego Jezusa głęboko…
Jezus patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką…
„Stworzyłem Ciebie na Mój Obraz i Podobieństwo. Więc możesz!”
„Niesamowite…”
Jezus patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości i zachwyceniu wzajemnym… Mój Jezus i ja.
UCZENNICA – NAUCZYCIELKĄ
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
„Chciałabym zatańczyć z Tobą, mój Jezu! Ale nie mam siły…” – szepnęłam z trudem.
Jezus spojrzał we mnie z czułością…
„Nie masz siły, ale masz Mnie!” – wyszeptał z ogniem.
I trzymając mnie w ramionach zaczął tańczyć… Tańczyć w Otchłani Smutku!!!
Trzymał mnie w objęciach i tańczył… Wirował… Fruwał… Pływał… Unosił się i delikatnie opadał… I patrzył tylko we mnie… I ja tylko w Niego patrzyłam!
„Pięknie tańczysz, mój Jezu! Cudownie!” – szepnęłam z zachwytem.
„Uczę się od jedynej Mojej! Od ukochanej Mojej się uczę!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Że niby ode mnie?!” – wymamrotałam zdziwiona.
Jezus skinął głową twierdząco. Uśmiechnęłam się do Jezusa pobłażliwie. Pomyślałam że Jezus tak mówi, żeby mi sprawić przyjemność, żeby mnie ucieszyć… On jednak patrzył we mnie głęboko. Poważny.
„Uczę się od ukochanej Mojej!” – wyszeptał z naciskiem.
Patrzyłam w mojego Jezusa… I naszła mnie myśl…
On, Bóg, który sam jest Miłością, stając się człowiekiem uczył się miłości. Uczył się kochać! Jako dziecko obserwował Józefa i Maryję. Obserwowal w jaki sposób się do siebie nawzajem odnoszą. Widział ich wzajemny szacunek, dobroć, czułość. Widział ich miłość. I uczył się od nich. Bóg uczył się od człowieka! Uczył się miłości od człowieka, żeby potem uczyć człowieka jak kocha Bóg! I nie tylko uczył! Pokazał czynem jak kocha Bóg!
Od Józefa uczył się stolarki, rzemiosła. A od Maryi mógł uczyć się… ogrodnictwa! Miriam i Józef na pewno mieli przy domu mały ogródek. Jezus pomagał Mamie. Kopał ziemię, sadzil, sial… Obserwowal jak rośnie! Może wtedy układał już przypowieści, które potem opowiadał uczniom. O ziarnku gorczycy, o liliach polnych, o wroblach, które widział jak fruwały i siadały na plocie. Jezus jako dziecko chodzil do szkoły. Uczył się czytać i pisać… Uczył się Tory. Może z uśmiechem zachwytu czytał jak Bóg stwarzal świat… Sam go stworzył przed wiekami… A teraz czytał… Uczył się widzieć jak widzi człowiek, żeby potem człowieka uczyć jak widzi Bóg…
Ocknęłam się z zamyślenia… Jezus wciąż tańczył trzymając mnie na rękach. Spojrzałam Mu w oczy głęboko…
„Tak! Uczysz się tańczyć od ukochanej Swojej!” – szepnęłam z przekonaniem. Jezus skinął głową twierdząco.
„Moja uczennica jest Moją nauczycielką!” – wyszeptał z ogniem.
Kiwnęłam głową, że tak! Jezus tulił mnie do SERCA i tańczył długo w Otchłani Smutku…
MIŁOŚĆ I CIERPIENIE
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam. Obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością…
„Bo… bar…” – szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Wiem, Moja jedyna, że boli Cię bardzo… Wiem! Gdy Ciebie boli, Mnie boli… A gdy Mnie boli, boli i Ciebie… Wiem jak bardzo Cię boli! Kochana Moja! Piękna Moja! Słodka Moja! Wiem…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Pochylił się jeszcze bardziej. Zbliżył Swoją twarz. I zaczął całować moje obolałe i zmęczone ciało… Całował delikatnie, z czułością niezwykłą i namaszczeniem. Całował… Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… Całował! A z każdym pocałunkiem zanurzał mnie w Sobie… Zanurzał… Bardziej i bardziej…
„Ale ja chcę cierpieć z Tobą, Jezu! Pragnę! Bardzo! Nie chcę, żebyś był sam!!! Nie chcę!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Podniosłam z trudem głowę… I opadłam bez sił w ramiona Jezusa. On natychmiast znowu zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptał z ogniem:
„Jesteś ze Mną, Moniko! Cierpisz ze Mną! I Ja z Tobą jestem… Razem cierpimy! Razem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa uradowana! Uszczęśliwiona! Jezus obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie poruszony niezmiernie… Wzruszony ogromnie… Zbliżył jeszcze raz Swą twarz do mojej twarzy i przytulił mocno…. Przytulił policzek do mego policzka…
Tańczylismy bardzo! Policzek przy policzku. SERCE przy sercu!!! Tańczylismy bardzo! Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
„Ach! Jak bardzo mi z Tobą, Moniko!!!”
„Jak dobrze mi z Tobą, Jezu!!!”
Tańczylismy bardzo. W wielkiej intymności…
OGRZAŁAM MIŁOŚCIĄ…
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała. Byliśmy w Otchłani Smutku. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką niewypowiedzianą. Jezus, umiłowany mój wisiał na Krzyżu… Cierpiący był bardzo! Niezmiernie… Trząsł się cały… Obejmowałam Najdroższego z tkliwością… Z czułością… Z miłością… Serce mi zamieralo z bólu…
„Zimno Mi… Zimno Mi…” – wyszeptał Jezus z trudem wielkim.
„Już, mój Jezu! Już…”
Zaczęłam ostrożnie i delikatnie bardzo zdejmować Jezusa z Krzyża…. Jedną rękę… potem drugą. Stopy… Wzięłam Jezusa w objęcia tuliłam do serca… Jezus trząsł się cały…
„Ciii…ciii… mój Jezu… Zaraz Ci będzie ciepło… Już… już mój śliczny! Już…” – szepnęłam z trudem.
Tuliłam Jezusa do serca… Otulalam Go całą sobą… Otulalam Jezusa całym sercem! Tuliłam… otulałam… pieściłam… Jezus powoli przestawał się trząść.
„Już Mi nie zimno, kochana Moja! Ogrzalas Mnie miłością!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechał się do mnie cudownie. Patrzyłam w Niego z radością wielką! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja przytuliłam policzek do policzka Jezusa… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic!
CAŁY!!!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Jezus tulił mnie do SERCA Swego. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i oddaniem… Usmiechalam się do Niego z miłością i uwielbieniem. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością.
„Kocham Cię Jezu! Kocham Cię…!“-szeptało moje serce.
I pomyślałam że to nie ma tak naprawdę znaczenia czy ja Go tulę do serca, czy On tuli mnie. Najważniejsze, że jesteśmy razem. Jezus jest ze mną, ja jestem z Jezusem. SERCE przy sercu!
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Już nie będziesz Mnie tulić, Moniko!” – wyszeptał z powagą.
„Skoro nie chcesz…” – szepnęłam ze smutkiem i bólem.
„To nie to, że nie chcę! Ale Ty kochana już tego nie potrzebujesz!”
„Może i nie potrzebuję. Ale pragnę! A im bardziej nie potrzebuję, tym bardziej pragnę!” – szepnęłam z mocą.
„Więc będziesz Mnie tulić!!!”
„Oczywiście! Nie ma innej opcji!” – szepnęłam z ogniem.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno! A Jego cudny śmiech wypełnił pustkę…!!!
„Chce mi się pić… Daj mi, że Jezu… proszę!”
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości! Piłam aż zaspokoiłam pragnienie…
„Nie musisz Mnie prosić, kochana Moja! Wystarczy tylko, że powiesz, że chcesz pić, a dam Ci!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością.
„Ale…”
„Żadnego 'ale’! Pragnę Ci dawać pić! Więcej Mnie nie proś, tylko mów. Nie Nie ma innej opcji!”
Zaśmiałam się radośnie i perliscie! A mój śmiech wypełnił pustkę.
Jezus patrzył we rozpromieniony i swielisty cały! Piękny niezwykle taki we mnie zakochany… że brak słów… Cały mój i cały dla mnie!!!
RAZEM DO NIEBA!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim całkowicie. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus trzymał mnie w ramionach i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie z niezwykła czułością i zachwytem…
„Moniko! Uczysz innych ludzi patrzeć inaczej! Uczysz we Mnie widzieć Osobę! Bo czasem o tym zapominają!”
„A może jest to dla nich oczywiste!” – szepnęłam z przekonaniem.
„Tak oczywiste, że zdarza się im tego nie zauważać.”
„Może i czasem się zdarzyć. Nie wiem. I nie oceniam!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył mi w oczy głęboko… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś.
I ja patrzyłam Mu w oczy…
„My, moje kochane Dzieci i ja razem idziemy do Ciebie! Do Nieba! One prowadzą mnie, a ja je prowadzę! Zmieniamy się, wspieramy się nawzajem, uzupełniamy wzajemnie! Tak powinno być, prawda?”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
„Tak, kochana Moja! Tak powinno być!”
Jezus patrzył we mnie… w taki sposób, że aż mi się głupio zrobiło… Spuściłam głowę zawstydzona i onieśmielona.
Jezus natychmiast podsunął Swoją dłoń pod mój podbródek i delikatnie ale stanowczo podniósł moją głowę do góry.
Spojrzałam w umiłowanego mojego…
Jezus patrzył we rozpalony cały… Miłość sama!
„Jakaś Ty piękna… Moniko! Oblubienico Moja!”
I zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice!!! Czule i słodko! I gorąco bardzo!
Trwaliśmy w jeszcze większej bliskości i intymności… Mój Miły i ja…
ODPOWIEDZIALNOŚĆ PRZED TĘSKNOTĄ
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem patrzyłam!!!
„Bądź uwielbiony, mój Jezu w sytuacji, która mnie teraz spotyka! Bądź pochwalony! Wywyższony bądź!” – szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
„Jestem, Moniko!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. Wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej… I zaczęłam rozmyślać…
„Od niemal pół roku praktycznie nie wychodzę z domu. Oprócz wyjazdów do kościoła i do dentysty. Nie wychodzę. Ostatni miesiąc nawet do kościoła nie chodzę… Mszę św oglądam w TVP i staram się w niej uczestniczyć duchowo.
A na podwórko nie wychodzę. Całe dnie siedzę w domu. I chociaż zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie. Nigdy się nie nudzę! To jednak… nigdy nie myślałam że można, że będę tęsknić za wyjściem na dwór… Tęsknię! Za obserwowaniem przyrody, kwiatów, ptaków, maleńkich srebrzystych jaszczurek… Tęsknię za słońcem! Za powietrzem! Przestrzenią!
Jednocześnie wiem, że gdybym teraz wyszła na dwór, z całą pewnością zachorowałabym. Nie koniecznie na koronawirusa, ale na grypę. Pamiętam sześć i cztery lata temu baaardzo chorowałam. Dusiłam się tak bardzo, że rodzice dzwonili po pogotowie. Pogotowie zabrało mnie na SOR. I lekarze całą noc podawali mi tlen i sterydy, żebym mogła oddychać. I to było nie zimą, tylko w kwietniu.
Także mimo tęsknoty za słońcem i przyrodą wolę jeszcze z domu nie wychodzic. Wolę poczekać. Z odpowiedzialności za siebie samą. Kiedy parę lat temu zachorowałam byłam młodsza i silniejsza. Gdybym teraz zachorowała tak bardzo jak wtedy, pewnie od razu znalazłabym się u Jezusa na rączkach. I choć serce się rwie do Niego na rączki, wolę poczekać aż On sam po mnie przyjdzie! Odpowiedzialność przed tęsknotą. Widać mam coś jeszcze do zrobienia na świecie, skoro jeszcze Jezus po mnie nie przychodzi!”
„Bądź uwielbiony, mój Jezu w sytuacji, która mnie teraz spotyka! Bądź pochwalony! Wywyższony bądź!” – szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
„Jestem, Moniko!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. I Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI…
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała. Trzymałam mojego ślicznego Jezusa w objęciach i tuliłam do serca mego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Trzymałam Jezusa z ledwością… Cała obolała i zmęczona bardzo. Ręce mi drętwiały… zgrabiałe… Jezus leżał w moich ramionach cierpiący niezmiernie… Oczy Mu się zamykaly… Mi też się zamykaly…
„Dzielisz ze Mną Mękę Moją, Moniko Moja jedyna!” – szepnęło SERCE Jezusa.
„Tak! Chcę! Pragnę! Bardzo!” – szepnęło moje serce.
Jezus zamknął oczy… I ja oczy zamknęłam…
Gdy tylko je zamknęłam, usłyszalam dziwne, piskliwe, wrzaskliwe glosy:
„Teraz! Porwijmy tę małą pieknisię i Wielki Czuwający zostanie sam!”
„Nie możemy! On ją strzeże jak źrenicy oka!!! Zobaczy nas!”
„Jak to zobaczy?! Przecież oczy ma zamknięte!”
„Ma zamknięte, ale widzi!”
Szybko otworzyłam oczy! Głosy umilkły.
Jezus leżał w moich objęciach z zamkniętymi oczami. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i ucałowałam Go z czułością. Jezus otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Dzielisz ze Mną Mękę Moją, Moniko Moja jedyna!” – szepnęło SERCE Jezusa.
„Tak! Chcę! Pragnę! Bardzo!” – szepnęło moje serce.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja tuliłam Go do serca mojego…