Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Znalazłam się w pustym kościele. Panował w nim mrok. Tylko wieczna lampka paląca się przed Tabernakulum, delikatnie oświetlała ołtarz. Na ołtarzu stała piękna, choć niezbyt ozdobna monstrancja. A w niej był mój umiłowany Jezus ukryty pod Postacią kruchego opłatka… Klęczalam przed Jezusem i adorowałam Go… z miłością… Adorowałam całą sobą! Moje serce biło dla Niego.
„Uwielbiam Ciebie, Jezu! Mój Jezu… uwielbiam Ciebie! Uwielbiam Cię…”
Tak szeptało moje serce. A moje oczy wpatrzone w bielutką Hostię to uwielbienie potwierdzały…
I w jakiej chwili byłam już w ramionach Jezusa! Leżałam w Jego objęciach zanurzona cała… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany…. na zabój!!! Patrzyłam w Jezusa zakochana cała! Leżałam bezbronna… Bezbronna wobec Miłosci! Pragnęłam być bezbronna… I byłam! Byłam Jego maleństwem! Jego dzieciątkiem! Jego niemowlęciem…
„Uwielbiam Ciebie, mój Jezu! Uwielbiam! Uwielbiam…!” – szeptało moje serce.Oczami duszy zobaczylam, że Hostia, którą przed chwilą adorowałam, wyszła z monstrancji i weszła do serca mego.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie rozpromieniony cały Miłością…
„Jesteś Moim Tabernakulum, Moniko. W Nim odpoczywam… Z lubością!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Leżałam w Jego objęciach i rozmyślałam…
„Kiedyś w moim sercu był ogród. Ogród Sercowy! Teraz w jego miejscu jest umiłowany mój. Jezus! Wypełnia me serce! Miejsca ma duuuużo bo przecież Ogród Sercowy był bardzo rozległy. Teraz ON, Jezus jest moim OGRODEM! Tak!!! Jezus jest moim Ogrodem! Moim Rajem! W którym odpoczywam… Z lubością!”
Jezus patrzył we mnie zakochany cały…
Autor: Maleńka
ROZKWITAM W DOJRZAŁOŚCI
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego. Byliśmy w Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej i cichej… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący! Bardzo piękny i taki we mnie zakochany!
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Wiesz mój Jezu… wczoraj zaczęłam czytać moje stare notki opisujące nasze pierwsze spotkania… Na ławeczce, w Ogrodzie Sercowym, w Różanym Kąciku…. Notki tamte jaśniały świeżością, czystością i zachwytem wielkim nad tym co się dzieje we mnie! I naszła mnie myśl, że teraz notki są inne… Że moja wiara skostniała, że jest sztywna, utarta, a nawet martwa… A Ty, że stałeś się mi powszedni… że mi spowszedniałeś… Myśli te raniły moje serce! Jak ukłucia sztyletu…. Jednak postanowiłam się z nimi zmierzyć! Zaczęłam się zastanawiać się nad moją wiarą. I doszłam do wniosku że te myśli nie są prawdziwe! Że moja wiara jest może prosta, ale szczera i żywa. Że Ciebie ciągle szukam, odkrywam, poznaję! I pragnę odkrywać Cię bardziej i głębiej. I że to dla mnie niesamowite, fascynujące i zachwycające! Nawet bardziej niż kiedyś!!! I zaczęłam czytać najnowsze notki. I one jaśnieją świeżością, czystością i zachwytem wielkim nad Tobą! Ale są inne od tamtych pierwszych. Na czym polega ta inność… nie umiem powiedzieć…”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Jego cudne spojrzenie Miłości przenikało mnie na wskroś!!!
„Zobacz Moniko, kiedyś wystarczał Ci kwiatek, owoc, ptaszek w Ogrodzie Sercowym i już się nimi zachwycałaś! Teraz wystarczam Ci Ja! To Mną się zachwycasz!”
Kiwnęłam głową twierdząco i popatrzyłam w Jezusa jakby mówił coś dla mnie oczywistego! Bo było oczywiste!
„Twoja wiara dojrzewa, Moniko! Ty dojrzewasz w bliskości ze Mną! We Mnie dojrzewasz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Dojrzewam…?! Przecież niedawno mówiłeś że kwitnę…” – szepnęłam nic z tego nie rozumiejąc. Patrzyłam w mojego Jezusa zagubiona…
„Bo kwitniesz, kochana Moja! Rozkwitasz w dojrzałości!”
Jezus, umiłowany mój patrzył we mnie słodko… ja patrzyłam w Niego zagubiona… Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice… Czułe i słodko i gorąco… Potem patrzeliśmy w siebie nawzajem w milczeniu. On patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Trwaliśmy w pełnym Miłosci milczeniu…
MIMO DRZWI ZAMKNIĘTYCH
Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam…
„Przychodzisz, Panie, mimo drzwi zamkniętych!” Dwa tysiące lat temu przyszedłeś zmartwychwstaly do Apostołów zamkniętych z obawy przed Żydami. Dziś przychodzisz i do nas, zamkniętych z obawy przed… wirusem. Można powiedzieć, jakie czasy takie obawy… Przychodzisz więc do nas, zamkniętych. Przychodzisz delikatnie, niepostrzeżenie, pokornie i cicho. Jakbyś nie chciał przeszkadzać Swoją Osobą… Przezroczysty i bezbronny… Przychodzisz… I wchodzisz w nasze obawy. Stajesz po środku naszych obaw, lęków, po środku naszego życia. Stajesz po środku… Rozkładasz szeroko ramiona, pokazując nam Rany po gwoździach – znaki Miłosci.
-Pokój wam! Czego się boicie? Nie bójcie się! Zmartwychwstałem! Żyję! Jestem z wami! Nie bójcie się!!! – mówisz.
A my zalęknieni… nie dowierzamy… Zdaje nam się, że widzimy ducha.
Dziś wchodzisz i w moje obawy. I burzysz je cierpliwością, łagodnością, dobrocią, czułością… I prawdą. Burzysz moje lęki!
-Nie bój się mała trzódko! Spodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo Niebieskie!
I już się nie boję! Bo Ty jesteś ze mną!”
GDZIE JA, TAM TY!
Byliśmy w Otchłani Smutku Jezusowego. Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały! Patrzyłam w mojego Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko!
„Koniec smutku, ciemności i pustki, Moniko! Ja Jestem Radością, Światłością i Pełnią! Jestem Życiem! A Ty żyjesz we Mnie, kochana!” – wyszeptał z ogniem.
„Taaaa…” – szepnęłam z trudem.
I natychmiast ogarnęła, zalała nas Światłość wielka!!! Bardzo raziła moje oczy, nie przyzwyczajone do światła! Zamknęłam je automatycznie, szybko! Leżałam w ramionach Jezusa z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Poczułam na policzku delikatny i czuły pocałunek.
Otworzyłam oczy! Światło już mnie nie raziło. Przeciwnie! Było odpocznieniem i ukojeniem. Było wypełnione Miłością!
„Żyjesz we Mnie, Moniko!” – wyszeptał Jezus. Piękny był niezmiernie, szczęśliwy i uroczysty wielce.
„Taaak! A moje Dzie…?!”
„Twoje Duchowe Dzieci też!”
„Obie…?!”
„Obiecuję!”
„Dzięku…!”
„Dziękuję Ci, kochana Moja, że byłaś ze Mną w Otchłani Smutku Mego i Mnie pocieszalaś!”
„Gdzie Ty, tam ja!” – szepnęłam całą sobą.
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
„Masz rację, Moniko! Gdzie Ja, tam Ty!”
Uśmiechałam się do Jezusa promiennie. A On patrzył we mnie jak w obrazek…
GŁOŚNA SOBOTA
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego! W Jego ramionach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie… Miłość sama! Patrzyłam w mojego ślicznego z miłością.
„Dzisiaj zstąpilem do Otchłani, do Szeolu. I wydobyłem, wyprowadzilem stamtąd wszystkich, którzy oczekiwali na Zmartwychwstanie! Czekali wiele wieków! Adama i Ewę, patriarchów, królów, sędziów, wodzów, proroków! Ludzi Starego Testamentu. Wiele wieków na spełnienie się Obietnicy i… ”
„I dzięki Tobie się doczekali!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
„Tak! Żebyś Ty, Moniko, widziała jak oni się cieszyli!!! Tańczyli! Śpiewali! Skakali z radości!!! Jak oni się cieszyli!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Więc ta sobota wcale nie była cicha!”
„Cicha??!!! – zaśmiał się Jezus perliscie – Skąd!!! Wręcz przeciwnie! To była głośna sobota!!!”
Zaśmiałam się radośnie!!! A Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem!
JAK SOKÓŁ NA NIEBIE!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Całkowicie! Jezus wisiał na Krzyżu. Rozpostarty jak Sokół na Niebie! Stałam przed Nim ze czcią i namaszczeniem… Obolała bardzo i bardzo zmęczona. Tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus cierpiał niezmiernie… Ogromnie! Widziałam, że cierpi bardzo… Ale mimo że cierpiał niezmiernie… uśmiechał się do mnie cudownie!!! I patrzył we mnie płonący cały! Tak! Jezus płonął cały Miłością!!! Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I jak On, rozłożyłam szeroko, szeroko ręce, ramiona. Przylgnęłam do mojego Oblubieńca całą sobą! Policzek przy policzku, twarz przy twarzy, ręka przy ręce, noga przy nodze…. Serce przy SERCU!!! Całą sobą przylgnęłam! Tak ściśle, że nie było widać gdzie kończy się Jezus a zaczynam ja… Trwaliśmy w zjednoczeniu… Miłości i cierpienia. SERCE Jezusa biło dla mnie! A moje serce biło dla Niego!
„Kocham Cię, Moniko!!!”
„Kocham Cię, Jezu!!!”
Tańczylismy bardzo w intymności… Jezus i ja.
Jak sokół na Niebie…
DOBRY JAK CHLEB…
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
„Dzisiaj oddałem Ci się cały! Nie tylko jutro, ale już dzisiaj! Stałem się Pokarmem i Napojem. Dla Ciebie! Stałem się Pokarmem i Napojem, żebyś więcej nie była głodna i więcej nie pragnęła!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Dziękuję mój Jezu!!! Stałeś się maleńki, delikatny i kruchy… Żebym się Ciebie nie wystraszyła! Żebym nie wystraszyła się Twojej potęgi, wielkości i wszechmocy! Stałeś się Chlebem… Dziękuję że jesteś tak bliski!!! Dziękuję że jesteś dobry jak Chleb…!”
„Dziś też ustanowiłem Sakrament Kapłaństwa. I powołuję kapłanów, aby mieli udział w Mojej Ofierze, aby rozdawali Mnie ludziom i głosili Ewangelię! Ty Moniko także masz udział w Moim Kapłaństwie poprzez kapłaństwo powszechne!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
„Kapłaństwo to wielki Dar! Zaszczyt, ale i Obowiązek!” – szepnęłam z mocą.
I dziękowałam Jezusowi za moich Duchowych Synów, Kapłanów. Wymieniałam każdego po imieniu i dziękowałam. Dziękowałam…
KWITNĄCA MIŁOŚĆ I ŻYCIE!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony niezmiernie… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
„Przekwitam… To znaczy, moje ciało przekwita. Moje serce, moja dusza rozkwita!!! Kwitnie! Kwitnie w Tobie, mój Jezu! Wszystko mnie boli i jak bardzo jest ciężko. A we mnie tyle kolorów! Tyle barw! Aż się ze mnie wylewa!!!”
„Kwitniesz jak Ja, Moniko!” – wyszeptał Jezus z czułością i ogniem zarazem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!!!
Jezus patrzył we mnie głęboko i przenikliwie bardzo… Patrzyłam w Niego… W mojego ślicznego patrzyłam… I się zapatrzyłam…
W jednej chwili znalazłam się przy Krzyżu. Wisiał na nim Jezus. Ale… nie wyglądał na cierpiącego! Uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!!! Patrzyłam zachwycona…
„Obejmij Mnie umiłowana…!”-wyszeptał Jezus z ogniem. Rozpostartymi ramionami zapraszał mnie do Siebie…
Objęłam Jezusa z miłością… Z taką czułością i delikatnością jaką tylko zdołałam. Jezus objął mnie całą i przytulił mocno, niezwykle czule i delikatnie… Trwaliśmy razem. SERCE przy sercu!
SERCE Jezusa szeptało:
„Krzyż! Drzewo hańby i śmierci! Zakwitło! Zakwitła na nim Miłość! Zakwitło Życie!!! Kwitniesz jak Ja, Moniko!”
„Jak Ty, mój Miły!” – szepnęłam z mocą.
Jezus tulił mnie do Siebie! Do SERCA! Zanurzał mnie w Sobie, zatapial w Miłosci i czynił z Sobą jedno…
Kwitnącą Miłość! I Życie!
ŻYJ!!!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką niewypowiedzianą…
Jezus leżał w moich objęciach… cierpiący był bardzo!!! Z zamkniętymi oczami leżał… Patrzyłam w Niego cała obolała i zmęczona bardzo. Położyłam głowę na Jego SERCU…
„Jak bardzo mnie kochasz!!!! Jak bardzo!!! Nie mogłeś się oprzeć Swojej Miłości do mnie! I za mnie poszedłeś na Krzyż! To ja powinnam na tym krzyżu wisieć! Ty poszedłeś za mnie!!! Tak bardzo bardzo cierpiałeś za moje grzechy… I nadal cierpisz…! Przepraszam Cię, mój Jezu… Przepraszam… przepraszam… ”
Zaczęłam całować SERCE umiłowane… I przepraszalam…
Potem umilkłam zmęczona. Leżałam na SERCU Jezusa. A ONO szeptało:
„Zobacz jak Twój Bóg i Pan Ciebie kocha!!!! Zobacz jak Stwórca kocha Swe stworzenie!!! Umarłem z Miłości do Ciebie!!! Na Krzyżu otworzyłem Ci bramy Nieba! Umarłem, abyś Żyła!!! Żyła ze Mną! W Pełni!!! Popatrz na Krzyż, znak Miłosci… Obudź się! Obudź się i Żyj! A zajaśnieje Ci Chrystus!!!”
Dziękowałam… dziękowałam… dziękowałam…
Potem przyłożyłam usta do Rany SERCOWEJ… I Jezus dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam aż zaspokoiłam pragnienie.
SERCE Jezusa biło dla mnie…
NIE MOŻE MI SIĘ OPRZEĆ
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem spacerowaliśmy pod rękę w Otchłani Smutku Jego. Jezus trzymał mnie pod rękę… Patrzył tylko we mnie… I ja tylko w Niego patrzyłam!
„Właśnie przed chwilą adoptowałam księdza… kapłana!” – szepnęłam rozpromieniona.
„Pięknie! Piękne rozpoczęcia Wielkiego Tygodnia!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Mój Duchowy Syn poprosił mnie o modlitwę za swojego współbrata, za kogoś dla siebie ważnego. A ja go adoptowałam.”
„Od razu! Od ręki! Bardzo się cieszę, Moniko!”
„Cieszę się, że moja modlitwa pomaga Synowi! Gdyby nie pomagała, to by mnie o nią nie prosił…”
„Odkrywam przed Tobą owoce Twego tańca i modlitwy Twojej. W pełni je zobaczysz u Mnie na rączkach! Nawet nie wiesz jakie są piękne, soczyste i jędrne! Zobaczysz u Mnie na rączkach!” – wyszeptał Jezus wpatrzony we mnie z zachwytem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie. I pomyślałam, że chciałabym, żeby już teraz wziął mnie na rączki! Nie dlatego, że chcę zobaczyć owoce, ale żeby mnie przytulił. Po prostu… Jezus przystanął, chwycił mnie… i ani się obejrzałem, byłam u Jezusa na rączkach! W Jego objęciach leżałam! Zaśmiałam się radośnie bardzo!!!
„Nawet Cię nie poprosiłam! Pomyślałam tylko! A Ty już spełniasz… moje zachcianki!”
Jezus śmiał się perliscie!
„Nie mogę Ci odmówić! Nie mogę Ci się oprzeć, kochana Moja!!!”
Dziwiłam się…
Jezus patrzył we mnie głęboko… Poważny i dostojny bardzo.
„Jakże się cieszę, że ze Mną będziesz, Moniko! W te trudne, bolesne i piękne Dni! Jakże się cieszę!” – wyszeptał z naciskiem.
„I ja się cieszę! Że mogę być z Tobą, Jezu! I dzielić z Tobą, doświadczać z Tobą!”
„Tak! Będziesz doświadczać…!” – Jezus patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Cieszę się! Bardzo!!!!”
„I Ty się dziwisz, kochana, że nie mogę Ci się oprzeć!!!”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie i zachwycony cały. Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem… I wiedziałam, że mogę z Nim zrobić wszystko!