Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach zanurzona cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie głęboko. Zakochany i zachwycony cały! I ja patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i ucałowałam Go z czułością. Gorąco!
„Jakież inne są Twoje pocałunki od pocałunku Judasza!!! Jakież inne! Jego pocałunek był zimny, pusty i raniący… Jak ucięcie nożem. Zdradliwy!” – wyszeptał Jezus bezgłośnie.
„Dla mnie pocałunek jest dowodem, przejawem, oznaką miłości. Kochasz mnie i dlatego mnie całujesz! I ja Ciebie kocham więc Cię całuję. Nie wyobrażam sobie inaczej…!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z ogniem, a ja szeptałam dalej:
„Dlaczego Judasz tak postąpił…? Może miał uraz z dzieciństwa. Może ktoś jego zdradził pocałunkiem… Może wiele razy… I może nie umiał inaczej?”
„Próbujesz go usprawiedliwić??!” – spytał Jezus ze zdumieniem.
„Nie! Nie usprawiedliwić. Zrozumieć! Zresztą Ty go rozumiesz bardziej niż ja. Skoro mnie rozumiesz, tym bardziej jego!”
Patrzyłam w Jezusa z ogniem. Jezus patrzył we mnie płonący i poruszony niezmiernie. Milczał,, ale widziałam, że wszystko w Nim się wywraca… Tsunami!
Szepnęłam znów:
„Kiedyś czytałam, że gdy pójdziemy do Nieba, trzy razy się zdziwimy. Pierwszy raz, gdy zobaczymy kto tam jest. Drugi raz gdy zobaczymy kogo tam nie ma. I trzeci raz, że my tam jesteśmy! Może Judasz w ostatniej sekundzie żałował tego co zrobił, może poprosił Ciebie o przebaczenie, może uwierzył w Twoje miłosierdzie?! Mogę się założyć, że Judasz…” – nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem. Ognistym, słodkim i czułym… Potem patrzył we mnie poruszony niezmiernie.
„Moniko! Jedyna Moja! Nie myślisz jak Ty, ale ja!!! Myślisz po Mojemu!!!” – wyszeptał rozpromieniony cały Miłością.
„Baaaaaardzo dobrze!!!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie i zaczął obsypywać mnie pocałunkami… Odpoczywalam w Jego pocalunkach…
Autor: Maleńka
MAM TĘ MOOOOC…!!!
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim całkowicie. Trzymałam mojego umiłowanego w objęciach i tuliłam Go do serca mego… Usmiechalam się do Niego radośnie i Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
„Odpoczęłaś trochę, Moniko?” – spytał Jezus z troską.
„Tak! Bardzo dziękuję, mój Jezu!!!” – szepnęłam.
„To dobrze! Bo wczoraj byłaś niezmiernie zmęczona!”
„Wczoraj moje zmęczęnie osiągnęło punkt krytyczny, apogeum, szczyt. Wiedziałam, że albo coś z tym zrobię, albo ze zmęczenia zwariuję… padnę. I zrobiłam to… Bolało mnie spojrzenie mojego Duchowego Dziecka gdy to robiłam, ale nic nie powiedziałam… Ja dużo snu nie potrzebuję. Trochę jednak potrzebuję, żeby troszkę odpocząć i jakoś funkcjonować…”
„Czasem trzeba pomyśleć też i o sobie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Tak. Ale proszę, nie mówmy już o tym. Nie mówmy już o mnie…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa nieśmiało.
Dotknęłam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością… Nagle…
„Mam tę moc… Mam tę mooooc!!!!” – wyrwało mi się z głębi mnie. Zaśmiałam się perliscie! Radośnie bardzo i głośno!!!
„To słowa z jakiegoś filmu dla dzieci! Nie znam nawet tytułu! Wpadła mi do głowy i wypaść nie chce! A jeśli ja mam moc to tylko dzięki Tobie!!!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Patrzyłam i zapatrzyłam się w ślicznego mojego…
„Mam tę moc… Mam tę mooooc… dzięki Tobie!!!” – znów wyrwało mi się z głębi serca. Tak! Z głębi serca!!!
Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha! Radośnie! A Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
Wracałam powoli do siebie… Zmęczenie powoli mnie opuszało…
NAWZAJEM
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam. Ledwo żywa leżałam. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Mimo zamkniętych oczu widziałam Umiłowanego mojego… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Miłość, czułość i tkliwość sama!
„Ja jestem przy Tobie, Moniko! Jestem z Tobą!” – szeptał poruszony niezmiernie.
Nie miałam siły żeby otworzyć ust i coś powiedzieć. Ale moje serce szeptało:
„Jezu, ufam Tobie… Jezu, ufam Tobie… Ufam Tobie!”
Jezus patrzył we mnie… Wiedział, że cierpię bardzo. Że moje serce bardzo cierpi. I ja wiedziałam że Jezus cierpi… Że cierpi Jego SERCE. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej. A tańcząc pocieszaliśmy się nawzajem…
W ZMĘCZENIU…
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka… Ale najbardziej bolało mnie serce…
„Jestem bardzo zmęczona, mój Jezu… Bardzo! Tak że ze zmęczenia często nie potrafię trzeźwo myśleć… i…”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem, czułym i słodkim… I patrzył we mnie płonący cały miłością.
„Nie musisz tłumaczyć, Moniko! Ja wiem!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem… Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją gorąco!
„Co ja bym bez Ciebie zrobiła, mój Jezu??!!! Co bym zrobiła bez Ciebie???!! Umarła bym! Zginęła!!! Na zawsze! Na amen!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko… Łagodnie i z wielką czułością.
„Na szczęście Ja jestem przy Tobie, z Tobą jestem. I nie pozwolę Ci zginąć, jedyna Moja!!!”
Patrzyłam w mojego ślicznego z wdzięcznością,..
Tańczylismy razem. SERCE przy sercu. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. I nasze serca wtuliły się w siebie nawzajem. I tak trwały w miłosnym przytuleniu…
NA ZAWOŁANIE!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z czułością niezwykłą i zachwytem. Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją gorąco. Ucałowałam Ranę w dłoni Jezusa.
„Aż tak bardzo bardzo mnie kochasz, mój Jezu!!! I ja Cię pragnę kochać! Coraz bardziej i bardziej! I pragnę być zawsze gotową gdy po mnie przyjdziesz! Zawsze!!! Być gotową na Twoje zawołanie! I wiesz??!! Jestem gotowa! Przyjdziesz po mnie i tylko zawołasz!!! A ja od razu do Ciebie polecę! Na skrzydłach!!!”- szeptałam z ogniem.
„Niedługo Cię zawołam, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z tkliwością niesamowitą.
„Nie mogę się doczekać, Jezu mój!!!”
Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha! A On promieniał cały miłością i zachwytem!!!
„Ciemno tu i zimno i smutno i pusto… A Ty Moniko kwitniesz! Zamiast więdnąć rozkwitasz!!!” – wyszeptał Jezus z podziwem.
„Bo Ty jesteś ze mną!!! Jesteś moim Światłem, moim Ciepłem, moją Radością i Pełnią!!! Dzięki Tobie zakwitam!!! Nawet w Otchłani Smutku!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały i ja w Niego patrzyłam płonąca. Tańczylismy niezmiernie w intymności wielkiej!
W OPUSZCZENIU…
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Trzymałam mojego umiłowanego Jezusa w objęciach i tuliłam Go do serca mego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie… Płonący cały Miłością i oddaniem.
Patrzyłam Mu w oczy z ufnoscią…
„Jezu mój… a Ty naprawdę na Krzyżu doświadczałeś opuszczenia przez TATĘ? Bo…” – urwałam i patrzyłam w Jezusa z ogniem.
„Tak, Moniko. Jako człowiek byłem krańcowo wyczerpany, osamotniony, opuszczony, odrzucony przez wszystkich. Bolało Mnie całe Ciało… Niewyobrażalnie! Nie było w Moim Ciele miejsca, które Mnie nie bolało! Ale najbardziej bolało Mnie SERCE!!! Opuszczone, odrzucone, zdradzone… Doświadczalem opuszczenia nawet przez TATĘ! – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Bo ja też, choć wiem, że jesteś przy mnie zawsze… To szczególnie ostatnio…”
„Rozumiem Cię, Moniko!” – w słowach i spojrzeniu Jezusa nie było oskarżenia ani osądu. Jedynie zrozumienie i miłość!!!
Ujęłam dłoń Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie!
„Dziękuję mój Jezu!!!” – szepnęłam bezgłośnie.
„Doświadczyłem opuszczenia przez TATĘ, żeby zrozumieć Ciebie. I być z Tobą, kochana Moja! Być z Tobą w Twoim doświadczeniu!”
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… I ja w Niego patrzyłam płonąca. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej!
TANIEC W OTCHŁANI SMUTKU
Byłam w ramionach Jezusa. Zanurzona w Jezusie cała! Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością… Cały był mój i cały był dla mnie! A ja cała Jego i dla Niego cała! Leżałam w objęciach mego ślicznego z miłością i uwielbieniem. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha! Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką…
„Zatańczymy, mój Jezu?!” – spytałam z entuzjazmem.
Jezus zrobił wieeelkie oczy! Zdumiony był bardzo! Ogromnie!
„Chcesz tutaj tańczyć, Moniko?!” – spytał Jezus.
„A dlaczego nie?! Miejsce dobre jak każde inne! Dobre do tańca. Miejsca dużo!”
Zeskoczyłam z kolan Jezusa. Chwyciłam Go za rękę i zawołalam:
„No już! Wstawaj!!!”
Jezus zaśmiał się cudnie, głośno, perliscie! W Otchłani Smutku jakby troszkę pojaśniało i ociepliło… Jezus wstał i objął mnie z czułością. Patrzył mi w oczy głęboko…
„Jesteś niesamowita…!” – wyszeptał z zachwytem.
Zaśmiałam się radośnie, perliscie i głośno. W Otchłani Smutku pojaśniało troszkę bardziej.
Jezus trzymał mnie w objęciach i w tańcu prowadził. Prowadził i tulił do Siebie…
„Wiesz, Moja jedyna?! Jeszcze nigdy z nikim tutaj nie tańczyłem!” – wyszeptał z ogniem.
Dotknęłam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością…
„Zawsze musi być ten pierwszy raz! Cieszę się bardzo, że ze mną!” – szepnęłam bezgłośnie prawie. Jezus przytulił mnie do Siebie jeszcze bardziej… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości niezmiernej.
W końcu Jezus wziąl mnie znów na ręce.
„Zmęczyłaś się kochana Moja… Odpocznij teraz! We Mnie odpocznij…!” – wyszeptał z tkliwością.
„Taaak… Chce mi się pić, mój Jezu. Daj mi proszę…”
Mój umiłowany natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
JAK DOBRZE, ŻE TU JESTEŚ!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. A ja tuliłam mego Jezusa… Jezus patrzył we mnie głęboko… Z tkliwością niesamowitą… Patrzyłam w Niego poruszona.
„Mój Jezu… jak dobrze, że tu jestem! Jak dobrze, że mnie tu chcesz! Jak dobrze, że mogę Cię tulić do serca, utulić… Jak dobrze, że tu jestem, mój Jezu!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i oddaniem… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko.
„Wiem, Moja jedyna, że czujesz się bezradna, bezsilna wobec sytuacji w której się znalazłaś. Wiem! Znam ten stan bezradności, bezsilności… Ja jako człowiek też byłem bezradny i bezsilny. Gdy wisiałem na Krzyżu i widziałem Moje umiłowane dzieci, które patrzyły na Mnie z nienawiścią! Lżyły i szydziły ze Mnie… Przeklinały Mnie! Nie mogłem nic zrobić, przygwożdżony do krzyża. Mogłem jedynie za nie, za Moje dzieci umrzeć!”
Jezus patrzył we mnie… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Chcę jak Ty, mój Jezu!” – szepnęłam z ogniem.
Jezus patrzył we mnie…
„Jak dobrze, że tu jesteś, Moniko!” – wyszeptał płonący cały.
Patrzyłam w mojego ślicznego poruszona i szczęśliwa! A On patrzył we mnie z zachwytem. Trwaliśmy w Miłosci i bliskości…
NIE ODPRAWIAM, IDĘ!!!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach ledwo żywa leżałam. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. A moje serce szeptało:
„Jezu mój… Ty wiesz co się u mnie dzieje… Jestem pewna, przekonana, że już tego nie wytrzymam… że stanę na środku i zacznę krzyczeć, wrzeszczeć… że się poddam, że nie dam rady… Terror, krzyki i ciągle dręczenie… Osoby które nas odwiedzają i wchodzą w moją sytuację, potem przez długi czas są chore. Odchorowują odwiedziny. One są u nas krótki czas. A ja jestem w tej sytuacji 24 godziny na dobę… I jestem pewna że już nie wytrzymam, że nie dam rady… Ale ku mojemu zdziwieniu daję!!! Daję radę!!! I wiem że to dzięki Tobie!!! Że to Twój cud!!!, mój Jezu!!! Większy niż uzdrowienie ciała!!!”
Otworzyłam oczy… Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. Zakochany do szaleństwa i poruszony niezmiernie…
„Jezu mój… w tym roku nie odprawiam Drogi Krzyżowej. Wybacz mi… Nie mam siły…” – szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Nie odprawiasz Drogi Krzyżowej, Moniko! Idziesz Nią!!! Idziesz Nią, ze Mną!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Pod rękę z Tobą, Jezu…”
„Pod rękę. Jak Panna Młoda ze swym Oblubiencem! Na Wesele! Na Gody!”
Tańczylismy bardzo w Miłosci i intymności wielkiej. Jezus i ja!
POCIESZAĆ MYŚLAMI
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił. Jezus tulił mnie do SERCA Swego. Patrzył we mnie z niezwykła czułością i miłością…
„Zmęczo…” – szepnęłam z trudem.
„Wiem… Odpocznij, Moja jedyna” – wyszeptał Jezus z tkliwością niesamowitą.
„Pocie…”
Jezus spojrzał we mnie poruszony.
„Pocieszasz Mnie, Moniko! Bardzo pocieszasz! Obecnością, tym, że ze Mną jesteś! Wczoraj byłaś u spowiedzi i niezmiernie Mnie tym pocieszyłaś i ucieszyłaś! I teraz też Mnie pocieszasz! Swoimi myślami!”
„Myślami? To myślami można pocieszać?” – spytało moje serce.
„A o czym teraz myślisz, Moniko?”
„O jednym z moich Duchowych Dzieci. O tym jak mu pomóc.”
„Właśnie!!! Sama obolała i zmęczona bardzo, a nie myślisz o tym. Tylko jak pomóc swojemu Dziecku! Cieszysz Mnie tym bardzo!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i uśmiechem. Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Kocham Cię, Jezu!!!” – szepnęło moje serce.
„Kocham Cię, Moniko!!! Kocham Cię, jedyna Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem. Przytulił policzek do mego policzka…. A potem zaczął całować moje obolałe i zmęczone ciało. Obsypywał mnie pocałunkami jak deszczem! Odpoczywałam w Jego pocalunkach! Odpoczywałam w moim Jezusie!