Tańczę bardzo bardzo bardzo. I w ogóle nie mam głowy do pisania. Napiszę tylko o czym rozmawialiśmy z Jezusem.
„Nie pomogłam mojemu Duchowemu Dziecku… Córeczce… Przyszła do mnie po pomoc, po radę… A ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, co poradzić. Nie umiałam…”
„I powiedziałaś jej o tym wprost!”
„Tak. Nie owijałam w bawełnę. Kiedy nie wiem to mówię że nie wiem. Nie wiem jak jej pomóc… Jedyne co mogę zrobić to tańczyć i modlić się w sprawie, którą mi powierzyła…”
„Tańcem i modlitwą bardzo jej pomożesz, kochana Moja! Resztę zostaw Mi!”
„Pomożesz jej, mój Jezu??”
„Tak!”
„Obiecujesz?!”
„Obiecuję, Moniko!”
„Dziękuję mój Jezu!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej…
Autor: Maleńka
CENNIEJSZA NIŻ PERŁY
Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy bardzo w Otchłani Smutku. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką nieprzeniknioną. Jezus obejmował mnie z tkliwością i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany… Płonący cały Miłością! I ja tylko w Niego patrzyłam płonąca miłością i uwielbieniem… patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa…
„Nawet nie wiesz kochana Moniko jak bardzo zmieniłaś swój stosunek do samej siebie w ostatnim czasie!” – wyszeptał Jezus z zachwytem wielkim.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Wiem! Ciągle go zmieniam. Uczę się… Uczę się mówić o swoich potrzebach, pragnieniach. Decydować o sobie. Podejmować decyzje…”
Urwałam na moment, uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie i mówiłam dalej:
„Znam siebie, znam swoje słabości i wady, ale znam i swoje zalety. Potrafię siebie pochwalić, ale i zganić kiedy trzeba. Opierniczyć!”
Zaśmiałam się perliscie! Jezus także się zaśmiał!
„Szanuję siebie. Robię sobie drobne przyjemności, prezenciki… Rozpieszczam siebie czasem…”
Spojrzałam w Jezusa z nieśmiałym uśmiechem. Mówiłam dalej:
„A! Pamiętasz Jezu jak się oburzalam kiedy mówiłeś mi o moim pięknie?! Jak zaprzeczałam?! Dziś już nie mogę zaprzeczyć! Sama widzę, że jestem piękną!”
Jezus patrzył we mnie z czułością i zachwytem…
„Widzisz samą siebie Moimi danymi oczyma, Moniko!” – wyszeptał z ogniem.
„I wiem, że jestem dla Ciebie bardzo cenna…!”
„Bezcenna! – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem – Za Ciebie umarłem na Krzyżu i zmartwychwstalem dla Ciebie!”
Milczałam zachwycona cała!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Bezcenna! Twoja wartość przewyższa wszystkie perły!”
Nie wiedziałam co powiedzieć… Milczałam w zachwyceniu… Jezus tulił mnie do SERCA.
JAK DOBRZE, ŻE JESTEŚ…
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach leżałam obolała bardzo i bardzo zmęczona. Bez sił. Leżałam z otwartymi oczami… nie miałam siły żeby je zamknąć. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością i oddaniem… Poruszony niezmiernie.
„Jak dobrze, że jesteś, Moniko! Jak dobrze, że mogę Cię tulić w ramionach i pocieszać… Jak dobrze że jesteś!” – wyszeptał Jezus z ogniem głaszcząc z czułością mój policzek.
Pomyślałam że Jezus potrafi znaleźć powód do radości w każdej sytuacji. Ja też potrafię! – tak pomyślałam i na mojej twarzy pojawił się słaby, delikatny uśmiech…
„Jak dobrze, że jesteś, mój Jezu! Jak dobrze, że mogę Cię kochać! Jak dobrze, że jesteś!!!” – szepnęło moje serce.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i słodko i gorąco… Potem przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. A Jezus patrzył we mnie głęboko… Jak w obrazek. Tańczylismy bardzo w intymnej bliskości. Mój Jezus i ja.
ZŁOTA
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką.
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj moje Duchowe Dziecko powiedziało, że jestem 'zlota’! Kiedy spytalam dlaczego, odpowiedziało, że nie wie dlaczego jestem 'zlota’, ale że jestem! A inne moje Dziecko powiedziało, że baaardzo dobrze że jestem taka jaka jestem, że nie jestem inna. Dziękowało, że jestem… ”
„Złota!” – wyszeptał Jezus przerywając mój wywód. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!!!
„Złoty to jesteś TY, mój Jezu! Ty i moje Duchowe Dzieci! Najpierw Ty, a zaraz potem moje Dzieciaki złociutkie!!!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko… Zachwycony i rozpromieniony cały!
„Wiesz dlaczego jesteś złota, Moniko?” – spytał z cudnym uśmiechem.
Gwałtownie pokiwałam głową przecząco!
„Bo masz złote serce!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Złote SERCE masz Ty, Jezu!”
„Twoje serce jest podobne do Mego SERCA! Więc też złote!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały…
„Rozpieszczasz mnie znowu… I znowu wywyższasz…” – szepnęłam onieśmielona i zawstydzona bardzo.
„Uwielbiam Ciebie rozpieszczać, kochana Moja! A wywyższa Ciebie nie Ja. Wywyższa Cię Twe złote serce!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa nieśmiało… A On patrzył we mnie zakochany i zachwycony cały!
CAŁA W JEZUSIE!
Wczoraj poszłam spać padnięta. Szybko zasnęłam…
Obudziłam się… Obudziłam się i od razu poczułam, że jestem w ramionach mojego Jezusa. Że leżę w Jego objęciach. Rozbudzałam się powoli… Bardzo powoli… Oczy miałam zamknięte. Leżałam… W pewnej chwili poczułam na policzku oddech, a potem delikatny i czuły pocałunek mego umiłowanego… Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. Leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Niego radośnie!
„Kocham Ciebie, Jezu!!!” – szepnęłam nie otwierając oczu.
„Wiem! Widziałem jak spałaś!” – usłyszalam ciepły i pełen miłości szept Jezusa.
„Jak spałam?!”
„Tak! Widziałem i słyszałem!”
„Jak spałam?!”
„Tak!!! Serce Twe biło dla Mnie i przez sen powtarzałaś 'kocham Cię Jezu!'”
„Suuuuperrr!!! Nawet we śnie Ci o tym mówię!” – ucieszyłam się bardzo.
„Więcej! Nawet Twój sen mówi Mi że Mnie kochasz! Nawet Twój sen, Moniko!”
Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Jezusa. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Jak w obrazek patrzył… Rozpromieniony cały!!! Cały był mój i cały był dla mnie!!! I ja patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem i entuzjazmem! Cała byłam Jego i dla Niego cała!!! I cała w Nim zanurzona… Zatopiona w Jezusie! Otulona, napełniona, wypełniona… Przepełniona Jezusem! Cała w Jezusie!
W PEŁNI OBECNOŚCI
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo i bardzo zmęczona…. Jezus dotykał Swą dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością niezwykłą…
„Moja maleńka… Jedyna Moja… Jedyna… Śliczniutka Moja…” – szeptał Jezus z ogniem głaszcząc z czułością mój policzek.
„Uwielbiam Twoją czułość, mój Jezu…” – szepnęłam z trudem.
Ujęłam dłoń Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie. I przytuliłam ją do policzka.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
„Święty Jan napisał, że 'Bóg jest miłością’! Równie dobrze mógł napisać, że Bóg jest czułością, tkliwością, bliskością, łagodnością, dobrocią, cichością. Mógł. Ale w Miłosci zawierają się wszystkie te cechy!” – rozmyślałam wpatrzona w Jezusa.
Jezus milczał, patrzył we mnie płonący cały…
„Jesteś bliskością… Obecnością… Ciszą… mój Jezu… Uwielbiam przebywać w ciszy…” – szepnęłam z mocą.
Umilkłam. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. I On patrzył we mnie… I nagle pustka wokół nas już nie była pustką, ale… Obecnością!!! Miłość, czułość łagodność Jezusa wypełniala całą pustkę!!!
„Jak tu pięknie…!!! I jak dobrze!!!” – szepnęłam zachwycona cała.
„Nie byłoby tak dobrze i pięknie bez Ciebie, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem. I uśmiechnął się do mnie cudownie! Od ucha do ucha!
Choć uważałam inaczej, nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Usmiechalam się do mojego ślicznego Jezusa od ucha do ucha! A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco… Trwaliśmy w Obecności. W pełni Obecności. Mój Jezus i ja.
KTO Z KIM PRZESTAJE…
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej… Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością i delikatnością.
Jezus tulił mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
„Od Ciebie, mój Jezu można się wszystkiego nauczyć! Miłości, czułości, delikatności… Cichości… Pokory… Łagodności… Wszystkiego!!!” – szepnęłam z mocą. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha! Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Jesteś bardzo pojętną uczennicą, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Ty Jezu jesteś najlepszym Nauczycielem! Uczysz mnie jakby bezwiednie, mimowolnie, mimochodem! Nawet nie wiem kiedy uczę się od Ciebie!”
Kto z kim przestaje takim się staje, po prostu!”-wyszeptał Jezus płonący cały.
„Chcę, pragnę przestawać z Tobą bardziej i bardziej, mój Jezu!” – szepnęłam wpatrzona w Jezusa z uwielbieniem.
„Wyraziłaś i Moje pragnienie, Moniko!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek. I ja w mojego Jezusa patrzyłam jak w obrazek. Tańczylismy bardzo w intymności… Bliziutko…
POTRAFIĘ!
Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja. Tańczylismy w Otchłani Smutku. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Jezus obejmował mnie z tkliwością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie płonący cały miłością. I ja w Niego patrzyłam płonąca miłością. Tańczylismy… W pewnej chwili rozejrzałam się wokoło.
„Wiesz mój Jezu? Tu jest cieplej, widniej i radośniej niż było na początku!” – szepnęłam z mocą.
„Nie, nie jest, Moniko. Jest tak samo jak było. Tak mówisz bo przyjęłaś ten stan, uznałaś za swój. Uważasz, że jest po coś. I dla Ciebie jest widniej, cieplej i radośniej!” – wyszeptał Jezus wpatrzony we mnie jak w obrazek.
„Tak, uważam że wszystko jest po coś. I denerwują mnie takie pytania:” Dlaczego Bóg mi daje tyle cierpienia, zła, itd, itp?! Karze mnie?!” albo:”Co to będzie… co to będzie?!” Takie pytania to według mnie świadczą o braku zaufania do Boga. Może za ostro mówię, ale tak uważam. A pytać 'dlaczego?’ owszem, można, trzeba nawet. Ale inaczej. „Dlaczego Bóg dopuścił do takiej sytuacji? Co chce mi przez to powiedzieć, pokazać? Co mogę dla Niego w tej sytuacji zrobić?!” – tak postawione pytanie świadczy o zaufaniu Bogu i miłości do Niego.”
Jezus patrzył we mnie z ogniem w oczach. Nagle jakby osłabł… Osunął się w moje ramiona…
Trzymałam mojego umiłowanego w objęciach i tuliłam do serca mego… Obejmowałam Go delikatnie, z czułością i tkliwością… I z drżeniem serca. Jezus leżał chwilę z zamkniętymi oczami. Nagle je otworzył i uśmiechnął się do mnie cudownie!!!
„Dlaczego Mnie tulisz, jak myślisz, Moniko?!” – spytał Jezus.
„Bo… bo jesteś zmęczony… słaby… Bo jest Ci zimno i smutno. I chcesz, żebym Cię pocie…” – urwałam i patrzyłam w mojego Jezusa.
Jezus patrzył we mnie z cudnym uśmiechem.
„Pozwalam Ci się tulić i pozwalam Ci się całować, kochana Moja, żeby pokazać Ci, że umiesz okazywać czułość. Że potrafisz, że możesz!!!”
Zatkało mnie! Zamurowało!!! Patrzyłam w mojego Jezusa oniemiała, serce aż drgnęło… Podskoczyło!!!
„A…” – wymamrotałam ledwo.
„Oczywiście pragnę Twego przytulenia i pocałunków!!! Uwielbiam je!! Ale Moje pragnienie i uwielbienie jest jednoznaczne z chęcią pokazania Ci, że potrafisz, że umiesz okazywać czułość!”
Patrzyłam w Jezusa… szczęśliwa cala!!! Serce moje tańczyło z radości!
W dzieciństwie doświadczałam niewiele czułości i byłam przekonana, niemal pewna, że sama okazywać czułości nie umiem, że nie potrafię…
A tu… Potrafię!!!
„Dziękuję mój Jezu…” – szepnęłam oniemiała ze szczęścia.
„Sobie podziękuj, Moniko!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i ucałowałam Go z czułością.
„Uwielbiam Twoje pocałunki! Uwielbiam!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Przytuliłam mój policzek do policzka Jezusa… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości i intymności bez granic… Jezus i ja!
PODUSZKA
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką… Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! I patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa zakochana i zachwycona cała!
„Moniko, jedyna Moja! Czy Ja Cię trzymam w ramionach czy Ty Mnie trzymasz, czy Ja Ciebie tulę czy Ty Mnie tulisz, nasze serca są zawsze razem! SERCE przy sercu!” – wyszeptał Jezus z ogniem i cudnym uśmiechem.
„Taaak… przytulone do siebie… Wtulone w siebie nawzajem…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„I tańczące razem!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Taaak!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem! Jezus zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice! Czule i słodko i gorąco! Potem położył Swą głowę na sercu moim. Dotykałam dłonią Jego włosy i głaskalam je z czułością… Pomyślałam że baaardzo chcę, żeby moje serce było poduszką Jezusa. Wygodną, mięciutką, ale też nie za miękką. Dopasowaną do kształtu Jego głowy, twarzy. Żeby gdy nie ma gdzie głowy złożyć, zawsze mógł położyć na moim sercu. I mógł odpocząć sobie…
„Ach! Jak Mi dobrze na sercu Twoim, Moniko! Jak wygodnie…” – Jezus wtulał się w moje serce coraz bardziej i bardziej.
„Odpocznij kochany… Odpocznij…” – szepnęłam głaszcząc Jego włosy z tkliwością.
Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic…
BARDZIEJ I BARDZIEJ… BLIŻEJ I BLIŻEJ…
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim całkowicie! Trzymałam mojego umiłowanego w objęciach i tuliłam do serca mego. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… Widziałam że cierpi bardzo… ogromnie! Niezmiernie… Patrzył we mnie Swymi dużymi pięknymi oczami… Z tkliwością niesamowitą…
„Kocham Ciebie, Jezu!” – szeptało moje serce.
I ja cierpiałam bardzo… Powieki zamykaly mi się ze zmęczenia. Stawały się cięższe coraz bardziej i bardziej. Aż zamknęłam oczy. Gdy tylko je zamknęłam, od razu znalazłam się pod Krzyżem! Jezus wisiał na nim z rozpostartymi ramionami! Jak sokół! Jak orzeł! Wyglądał majestatycznie i dostojnie bardzo! A jednocześnie był bardzo bezbronny… Objęłam mojego Jezusa z miłością. Delikatnie… Otuliłam miłością. I całowałam Jego obolałe i zmęczone Ciało. Jego rany… Całowałam ze czcią i uwielbieniem. Z namaszczeniem… Zakochana do szaleństwa!!! Całowałam… całowałam całą sobą… Całowałam… Aż się zmęczyłam.
Otworzyłam oczy… I tym razem to ja leżałam w ramionach Jezusa. Z ustami przyłożonymi do Rany SERCOWEJ. Jezus dawał mi pić. I piłam. Piłam Napój Życia i Miłości. A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek. Pociągał mnie ku Sobie jeszcze bardziej! I czynił z Sobą jedno!