Nasze serca objęły się z czułością i wtuliły w dniu siebie nawzajem… Trwały w przytuleniu. SERCE Jezusa i moje serce… Leżałam na SERCU Jezusa. On leżał na moim sercu. Objęłam mojego ślicznego z miłością i przytuliłam Go do siebie. I Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie… Tańczylismy niezmiernie w bliskości i intymności…
„Kocham Cię Jezu!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego promiennie.
„Wiem, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Pragnę Ciebie, Jezu!” – szepnęłam znowu.
„Wiem, Moja jedyna!” – wyszeptał Jezus, a w Jego głosie słyszałam wielkie pragnienie.
„A Ty mój Jezu adorujesz mnie i rozpieszczasz!”
„Co w tym dziwnego?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
Zaśmiałam się radośnie!
„Niby nic… I wszystko!!!”
„Oblubieniec adoruje i rozpieszcza Swoją Oblubienice!”
„Tak, ale Oblubieniec jest Bogiem, a oblubienica tylko…”
Jezus przerwał mi pocałunkiem. Czułym, słodkim i gorącym.
„Tym bardziej nic w tym dziwnego!” – wyszeptał z naciskiem.
„Nie rozumiem. Ale jestem bardzo szczęśliwa! Bardzo!!! Jestem bardzo szczęśliwa przy Tobie, mój Jezu!”
„Jestem bardzo szczęśliwy przy Tobie, Moniko! Bardzo szczęśliwy!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem wielkim.
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. A Jezus przytulał mnie do Siebie jeszcze bardziej i bardziej. Tańczylismy niezmiernie w bliskości i intymności…
Autor: Maleńka
POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej…
„Dobrze napisałaś, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Nie pytali o nic tylko wyliczali co według nich jest źle… A jedna osoba napisała, że ona widzi dwie panie i jest jej smutno. I żebym coś z tym zrobiła. Gdyby śledziła moje wpisy, widziała by, że 'robię coś z tym’ od dłuższego czasu…. Wpis ten przypomnial mi słowa jednego z moich Duchowych Dzieci, że jeśli nie myślę i robię tak samo jak ono to jestem zła, niedobra, że siedzi we mnie Zły. Wpis tej osoby był oczywiście mniejszego kalibru niż słowa Dziecka, ale przypominal mi jedno: szantażyk emocjonalny. Odpisałam, że: ”staram się, ale nie bardzo wychodzi. Wczoraj malowalam pół dnia i jestem padnięta. To, że jesteś smutna, przykro mi. Ale wybacz, to nie jest mój problem.” I opublikowalam jeszcze ten post, który znasz, mój Jezu!”
A po chwili dodałam:
„To, że nie wychodzi mi namalowanie pana, nie znaczy od razu, że promuję gender, prawda?” – spytalam Jezusa śmiejąc się wesoło.
„Oczywiście, że nie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Spojrzał we mnie tak jakby zobaczył mnie pierwszy raz w życiu i wyszeptał z zachwytem:
„Nie poznaję Cię, Moniko! Znasz swoją wartość, masz poczucie własnej wartości! I bronisz siebie!”
„Ja też siebie nie poznaję! Kiedyś bym się nie odważyła… Siedziałabym w kąciku cichutko jak myszka. A teraz mówię to co myślę. To dzięki Tobie, mój Jezu kochany! Ty wlewasz we mnie poczucie własnej wartości! To dzięki Tobie, Jezu!”
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, jedyna Moja! I Ty bądź dumna z siebie!”
„Jestem! A ten obraz jest ważny, prawda? Dzięki niemu odkrywam siebie!”
„Jest bardzo ważny, Moniko! I piękny bardzo!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
MIŁOŚĆ NIGDY NIE PADA!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach tańcząca bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony niezmiernie. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego Jezusa zmęczona bardzo.
„Opowiedz mi proszę o Sobie, mój Jezu…”- szepnęłam z trudem wielkim i uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha.
„Uwielbiam Twój uśmiech, Moniko!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce.
„Ale nie mów mi proszę o moim uśmiechu, mój kochany. Ale o Sobie… proszę!” – szepnęłam ciągle się uśmiechając.
„Ja Jestem Pasterzem!” – wyszeptał Jezus z ogniem dłonią głaszcząc z czułością mój policzek.
„Dobrym Pasterzem! Pasterzem o cudnym uśmiechu i z pięcioma Ranami na Ciele! Te Rany to z miłości do Swych owiec… Życie za nie dałeś! Dajesz na każdej Eucharystii! Dajesz… Kładziesz Swe życie za owce! Kiedyś czytałam Hymn o Miłosci, św Pawła. I zamiast: 'Miłość nigdy nie ustaje’, przetłumaczone było, że 'Miłość nigdy nie pada’. Bardzo mnie uderzyło i poruszyło to tłumaczenie! Miłość nigdy nie pada! Twoja Miłość nigdy nie pada… Ale sama się kładzie za Swoje dzieci… Za owce!”-szepnęło moje serce.
Jezus patrzył we mnie płonący…
” Znasz Mnie, Moniko! Znasz mój głos, Moja jedyna! I idziesz za Mną!”-wyszeptał z ogniem miłości.
„Znam Ciebie, Jezu i znam Twój głos! Za innym głosem nie pójdę!”-szepnęło znowu moje serce.
Leżałam w ramionach Jezusa zmęczona i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… Z uwielbieniem patrzył…
KRZEW WINNY CAŁUJE SWOJĄ LATOROŚL…
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czułe i słodko i gorąco! Miły mój całował… A nasze serca rozmawiały:
„Pięknie malujesz nasz pocałunek, Moniko!”
„Pięknie…?! Niektórzy mówią że gender, że kicz, słyszę docinki i drwiny… a Ty mówisz że…”
„Bardzo pięknie, Moniko! I bardzo pięknie, że nie odpowiadasz na drwiny i docinki, ale z uśmiechem mówisz że poprawisz!”
„Bo poprawię! Wiem, że mi pomożesz! Już mi pomagasz, mój śliczny! Krzew Winny całuje swoją latorośl… taka myśl mnie naszła jak malowalam stokrotki. I stokrotki wytarłam, a namalowałam krzew winny…” – szepnęło moje serce, a po chwili dodało:
„Tylko wiesz, mój Jezu? Chciałabym gołębia – Ducha zostawić, ale nie wiem czy mi się zmieści…”
„Gołąb może być mniejszy, może nachodzić na serce i może siedzieć na krzewie winnym!”
„A widzisz!!! Dzięki za podpowiedź, mój Jezu kochany!!!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i ciągle całował…
Krzew Winny całował swoją latorośl… Ciągle całuje…
TAŃCZĄC…
Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy w Światłości wielkiej, bardzo ciepłej i cichej i przyjaznej bardzo! Tańczylismy. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził! Tańczylismy lekko i zwiewnie. Po całej Światłości! Nagle opadłam z sił… Jezus chwycił mnie i wziął na ręce… I przytulił mocno do Siebie, do SERCA przytulił.
„Zmęczo…” – szepnęłam z trudem i uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
„Odpocznij najmilsza! Odpocznij…” – wyszeptał Jezus z troską i ogniem zarazem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
„Tańczmy mój Jezu kochany! Tańczmy, proszę…!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały miłością! Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczył trzymając mnie na rękach! Tańczył w Światłości… Tańczył… A ja razem z Nim! SERCE przy sercu… W intymności i bliskości bez granic!
MAŁE WIELKIE RZECZY
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Na SERCU umiłowanym leżałam i rozmyślałam…
„Ostatnio naszła mnie myśl, że ja już na nic w życiu nie czekam. Na nic wielkiego. A zaraz potem naszła myśl, że już mnie w życiu nic nie czeka. I pomyślałam że to nie tak. To że na nic nie czekam wcale nie znaczy że już nic mnie nie czeka. A to że nie czekam na nic wielkiego pozwala mi się cieszyć rzeczami małymi, zwyklymi, powszednimi. Pozwala mi cieszyć się codziennością. Ot na przykład takim ptaszkiem o którym pisałam wczoraj… „- szepnęłam z uśmiechem.
Jezus patrzył we mnie płonący cały…
„Na jedno wydarzenie czekasz, Moniko!!! Czekasz niecierpliwie! Czekasz z entuzjazmem i wielką radością!!!” – wyszeptał z ogniem.
Od razu wiedziałam o czym Jezus mówi!!!
„Taaak!!! Na to WYDARZENIE czekam! Chodziło mi to ży…!”- przerwałam i umilkłam. Jezus Swoimi słowami zburzył moje myślenie i ustawił je po Swojemu. Pomyślałam że to baaaaaardzo dobrze! Że po to tu jestem, żeby uczyć się myśleć tak jak On!!!
„Ale tak myślę że żeby Tam się znaleźć, żeby zdobyć Niebo wcale nie trzeba robić nie wiadomo jak wielkich rzeczy! Wystarczy być członkiem dostrzegać małe rzeczy i robić je z miłością!”
„Dla Mnie male rzeczy są często wielkimi!”
„A wielkie małymi!”
Jezus skinął głową twierdząco.
„Wszystko zależy od tego czy robisz je z miłością!”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Z zachwytem wielkim… A ja pomyślałam że tylko On potrafi dostrzec małe, takie nic! Potrafi dostrzec słabe i biedne maleństwo, wziąć je na ręce. I uczynić wielkim!
GNIAZDKO W JEZUSIE!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo… Leżałam i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
„Naprzeciw okiem mojego pokoju rośnie świerk srebrny. Rodzice posadzili go dawno temu. Kiedy bardzo urósł, rodzice obcięli mu czubek. I wygląda jak wielki parasol przed naszym gankiem. Od kilku lat, na przełomie kwietnia i maja gdy leżę w łóżku to nad ranem słyszę gruchanie gołębia. Gołębica uwiła tam sobie gniazdo i co roku wysiaduje jaja. Szukałam ją wiele razy, ale wśród gałęzi i igliwia nie mogłam jej dostrzec…
A wczoraj zobaczylam ją! Zupełnie przypadkiem! Dostrzeglam golebicę! Siedziała w gniazdku ukryta wśród gałęzi. Ledwo ją można było zobaczyć!
-Tu jesteś kochaneczko! W końcu cię znalazłam! – zaśmiałam się wesoło.
Gołębica wydawała nic sobie z tego nie robić, że ją obserwowałam. Może nie widziała mnie? Czyscila piórka, mościla się w gniazdku. Obserwowalam ją, podziwiając mądrość ptaszka. Nie zbudowala gniazda na szczycie świerku,gdzie słońce paliło, albo deszcz padał. Uwił gniazdo między gałęziami, także gałęzie nad nią tworzyły jakby daszek. Gołębica nie siedziała ani na słońcu, ani w cieniu. Siedziała w półcieniu. Wysoko, że czarny kot sąsiadki, Czaruś, nie mógł jej dostrzec ani zrobić krzywdę.
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem… Nagle naszła mnie myśl, że aż uśmiechnęłam się do Jezusa i do niej radośnie!
„O czym pomyślałaś, Moniko?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Ty Jezu wiesz o czym! Ale jeśli chcesz, powiem. Pomyślałam że jak ta gołębica uwiła gniazdko w gałęziach świerku, tak ja uwiłam gniazdo w Tobie, mój Jezu! Słońce Tu nie pali, deszcz nie zaleje, zło nie dostrzeże, nie dosięgnie. Uwiłam sobie gniazdko w Tobie, mój Jezu! „-szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
„Pięknie powiedziane! I pomyślane!” – wyszeptał Jezus promieniejąc uśmiechem i Miłością.
„To od Ciebie! Sama bym tego nie wymyśliła!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie zakochany i zachwycony cały!
WYJĄTKOWA!
Jezus trzymał mnie w objęciach Swoich i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Taki piękny i delikatny… I taki we mnie zakochany! Oddany mi całkowicie! Cały był mój i cały był dla mnie!!!
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem…. Zakochana i zachwycona cała! Oddana Mu całkowicie! Cała byłam Jego i dla Niego cała!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Z uwielbieniem…
„Jakaś Ty piękna, Moniko!!! Jakaś Ty piękna…!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„To dzięki Tobie, mój Jezu! To dzięki Tobie! Dzięki Tobie…” – szczebiotałam szczęśliwa cala.
Jezus jakby nie słuchał tego co mówiłam…
„Pragnę Ciebie!!!” – wyszeptał Jezus wyszeptał Jezus z ogniem.
I patrzył we mnie… Gdy tak we mnie patrzył wiedziałam, że jestem dla Niego kimś drogocennym, wyjątkowym, fascynującym! Najważniejszym na świecie! Jedynym… Tak! Byłam jedynaczką Jezusa! I rozpieszczał mnie jak jedynaczkę…
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem! A On zanurzał mnie w Sobie zatapial… Ginęłam w Miłosci… Zobaczylam nasze serca! SERCE Jezusa i moje serce. Serca objęły się i przytuliły do siebie nawzajem… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Serca trwały w przytuleniu. Jezus i ja patrzyliśmy w siebie nawzajem… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic!
TANIEC W DUCHU!
Tańczyłam w Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej i cichej i przyjaznej bardzo! Jezusa nie było. Ale cała Światłość była wypełniona Nim! Jego Obecnością i Miłością… Tańczyłam więc w moim Jezusie! Uśmiechnięta od ucha do ucha!
W pewnej chwili zauważyłam nad sobą Cień… Dziwny Cień! Nie przeszkadzal On Światłości! Przeciwnie! Wypływał z niej, był jej częścią! Uśmiechnęłam się bardzo radośnie! Bo od razu przypomnialam sobie, że DUCH osłonił Miriam po Zwiastowaniu… Wiedziałam więc Kto to! Wiedziałam że to DUCH!!! Tańczyłam otulona Duchem… W Duchu tańczyłam! I z NIM tańczyłam!!! Wiedziałam, że DUCH uwielbia tańczyć! Tańczył ze mną przecież! Bo kiedy Jezus ze mną tańczy, tańczy też TATA i DUCH!!! Pomyślałam że spytam o to Jezusa.
Tańczylismy! Wirowałam… Duch unosił mnie do góry…
Potem odpoczywałam w objęciach Jezusa… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały!
„Tańczyłam z Duchem!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Ooo! Widzę że znasz i DUCHA, Moniko!”
„A znam! ON uwielbia tańczyć… ze mną…”-ostatnie słowo wyszeptałam bezgłośnie.
„Nie dziwię Mu się!” – zaśmiał się Jezus perliscie.
„A prawda, że gdy Ty ze mną tańczysz to tańczy też TATA i DUCH??! Cała Trójca Święta tańczy ze mną?!”
„Prawda, prawda! – wyszeptał Jezus z uśmiechem dając mi delikatnego pstryczka w nos – Ale skąd Ty kochana Moja o tym wiesz?!”
„Jak to skąd?! Od Ciebie, Jezu kochany! Ty dajesz mi tego doświadczać! Ty mi o tym mówisz! O, tu!!!” – pokazałam palcem moje serce.
Jezus patrzył we mnie płonący… Miłość sama! Rozpływalam się w tym Spojrzeniu Jezusa… Rozpływalam się w Jego Miłości…
Z JEZUSEM DAM RADĘ!
Byłam w moim Jezusie… W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący… Miłość sama! Cały był Miłością… Cały! Patrzył we mnie… a Jego spojrzenie przenikało mnie… Zanurzało w Miłosci… Zatapialo… Tonęłam, rozpływalam się… Ginęłam w moim Jezusie! Gubiłam się w umiłowanym… Pragnęłam ginąć! Pragnęłam się gubić!
„Mój słodki Jezu!!! Mój śliczny… kochany mój Jezu!” – szeptało moje serce.
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie i bardzo poważny.
„Będziesz wiele cierpieć, najmilsza, jedyna Moja!” – wyszeptał bezgłośnie prawie.
„Jeszcze bardziej? Jeszcze więcej?” – spytalam.
Jezus nie odpowiedział. Tylko skinął głową twierdząco.
„Spoko! Jeśli trzeba, będę!” – szepnęłam z lekkością.
Jezus spojrzał we mnie zdziwiony!
„Nie boisz się się cierpienia, Moniko?!”
„Bać się?! Nie! Ty mnie z cierpieniem oswoiłeś! Z Tobą dam radę! Z Tobą daję radę! Tylko dzięki Tobie daję radę! Tylko dzięki Tobie, mój Jezu! Tylko dzięki Tobie…” – pod koniec głos zaczął mi się łamać. Ale jakoś się opanowałam. I uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Promiennie!
Jezus był poruszony niezmiernie… Milczał. A Jego SERCE szeptało:
” Oblubienico Moja słodka! Śliczna Moja! Jedyna Moja! Umiłowana! Uwielbiam Ciebie! Uwielbiam!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i rozpływalam się w Nim cała…