Siedzieliśmy na ławeczce! Mój Jezus i ja! Obok studni! W płomieniach jasnego, ciepłego i cichego światła! Jezus obejmował mnie z czułością niezwykłą! Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa zakochana na zabój patrzyłam…
„To od tej pory będziemy się spotykać tu??! Na ławeczce, przy studni?!” – spytałam zaskoczona.
„Jeśli zechcesz, Moniko, będziemy!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem. Ujął moje ręce w Swoje dłonie i głaskał je czule… Patrzyłam w Niego zdumiona! Przecież On, mój Jezus wie, że nie potrzebuję ani studni, ani ławeczki, żeby się z Nim spotykać!!! Wie, że potrzebuję i pragnę Jego!!! Że ON jest dla mnie najważniejszy!!! Wie!
Patrzyłam w Jezusa zdziwiona do głębi… a On jakby nic sobie z tego nie robił.
„Moniko, wiesz co symbolizuje w Biblii studnia, prawda?” – spytał Jezus ciągle uśmiechając się do mnie cudownie.
Kiwnęłam głową twierdząco, że wiem!
„Ale ławeczki w Biblii nie ma!” – szepnęłam przekornie.
Jezus zaśmiał się perliscie!
„Ławeczki nie ma! Ale jest kamień! Z czym Ci się kojarzy kamień?” – spytał.
„Kamień…? – zamyśliłam się – Na kamieniu Aaron i ten drugi…”
„Hur!”
„I Hur. I posadzili Mojżesza gdy walczyli z Amalekitami. I podtrzymywali jego ręce do góry… Na kamieniu Jakub położył głowę i śnila mu się drabina i Aniołowie, którzy po niej wchodzili i schodzili… I Ty w Ogrójcu modliłeś się oparty o kamień… Tak sobie wyobrażam…!”
Mówiłam nieudolnie, nieskładnie, ale Jezus słuchał mnie z uwagą i przytakiwał mi.
„Na kamieniu także składano ofiary!” – dodał.
„Tak, ołtarze były z kamienia!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością! Głęboko! Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Modlitwa kochania!!!” – wyszeptał z ogniem.
„Modlitwa kochania??!!” – zdziwiłam się ogromnie, nie wiedziałam o co Jezusowi chodzi…
„Jest modlitwa prośby, modlitwa dziękczynienia, uwielbienia, przebłagania… I jest też modlitwa kochania! Zawiera ona w sobie te wszystkie modlitwy, ale jednocześnie jest ponad nie wszystkie! Szybuje jak sokół na Niebie!” – wyszeptał Jezus z ogniem i entuzjazmem niezwykłym.
Patrzyłam w mojego Jezusa zachwycona tym co mówił…
„Baaaaaardzo pięknie… ale co to ma ze mną wspólne…”
Nie dokończyłam! Jezus przyłożył Swój palec do moich ust. Umilkłam. Patrzyłam Jezusowi w oczy i On patrzył w moje… Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko…
„Pomyśl, dlaczego ze Mną jesteś, Moniko?” – spytał Jezus łagodnie, wręcz pobłażliwie.
A we mnie wszystko się oburzyło!!! Dlaczego mnie o to pyta??!! Przecież wie!!! Jestem z Nim, z moim ślicznym bo mnie kocha!!! I dlatego, że ja Go kocham!!! Dlatego z Nim jestem!!! Tylko dlatego!!!
„Modlitwa kochania!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością. Patrzyłam w Niego… Moje oburzenie znikło w jednej sekundzie! A serce zalała miłość, wielkie szczęście i radość! Entuzjazm i pokój!
„To co? Może zostać studnia i ławeczka?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i patrzyłam Jezusowi w oczy… rozpromieniona!
„Ta ławeczka powinna być kamienna, jeśli już… Ale ok, taka też może być!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego! Jezus całował mnie czule i słodko i gorąco… A nasze serca rozmawiały:
„Nasze pierwsze spotkanie tutaj! Ty siedziałeś na ławeczce i zapraszaleś mnie, żebym usiadła obok Ciebie, mój Jezu kochany!”
„Usiadłaś i położyłaś głowę na Moim ramieniu… jak pieczęć!”
„A Ty wziąłeś mnie i przytuliłeś do SERCA!”
„I tak już zostało! Na wieczność!”
Modlitwa kochania…
Autor: Maleńka
PROSTO Z MOSTU!
„Aaa! Zapomniałabym Ci powiedzieć, mój Jezu! Jestem umówiona z Oremusem. Będę układać modlitwy wiernych na październik przyszłego roku! Jeszcze trochę poczekam, aż szczęka odpocznie i będę układać! A o sierpniowych ułożonych przeze mnie modlitwach pani redaktor Oremusa napisała że 'znów mamy zwięzłość, prostotę, świeżość oraz radość wiary :-)'”
Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA! Patrzył we mnie piękny niezwykle i uśmiechnięty!
„Krótka, prosta, świeża i radosna! Taka modlitwa jest najlepsza i najpiękniejsza!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Od serca! – szepnęłam – A w cierpieniu bólu i smutku można być radosnym i z radością się modlić?!”
„W cierpieniu bólu i smutku można być radosnym i modlić się z radością!” – potwierdził Jezus z naciskiem i po chwili dodał:
„Sama jesteś dowodem na to!”
Patrzyłam w mojego Jezusa onieśmielona, ale zaprzeczyć nie mogłam.
„Wiem, że zawsze wysłuchujesz mojej modlitwy! Czasem, bardzo rzadko powiesz 'nie’. Ale wysłuchujesz zawsze!”
„Modlitwa prosto z serca jest Mi bardzo miła! I jej wysłuchuję!”
„A jaka modlitwa nie jest Ci miła i jakiej nie wysłuchujesz, mój Jezu?”
Jezus nie odpowiedział, ale patrzył we mnie głęboko… Patrzyłam w Niego z uwielbieniem… I natychmiast przyszła mi do głowy przypowieść o faryzeuszu i celniku.
Faryzeusz stał przed ołtarzem i się chwalił, koloryzował, ubarwiał, owijał w bawełnę dziękował, że nie jest taki jak grzesznicy. Jednym słowem egoizm i pycha. Celnik stał z tyłu, w kąciku. Pochylony cały. Znał prawdę o sobie. Wiedział, że jest grzesznikiem i bardzo potrzebuje Bożego miłosierdzia. I nie tłumaczył się, nie koloryzował. Walił prosto z mostu!!! Prosto z serca!!!
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie… Patrzyłam w Jego duże, łagodne, piękne oczy… I nagle myśl jak błyskawica! Jak grom z jasnego nieba!
„Ty Jezu tak się modliłeś!!! Do Swego TATY! Prosto z SERCA! Prosto z mostu!!!”
Jezus wzruszył się jeszcze bardziej… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i ucałował mnie w czoło… z tkliwością niesamowitą… Z czułością jakiej nie potrafię opisać… I cały był dla mnie…
PRAWDZIWA RADOŚĆ!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością! Ja uśmiechałam się do Niego radośnie! Zakochana na zabój!
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj w gniazdku bylo tylko pisklę! Gołębicy mamy nie było! Wypad miala!” – zaśmiałam się perliscie.
„Wylot raczej!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
„Wylot po jedzenie!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem…
„Wiem, że ten gołąb i jego pisklę to prezent od Ciebie dla mnie, mój Jezu! Chcesz mi sprawić choć trochę radości! Ucieszyć mnie… Moje życie lekkie nie jest. Przeciwnie! Jest ciężkie i coraz cięższe… Bardzo ciężkie. Ale daję radę…”
„Pięknie dajesz radę!” – wyszeptał Jezus patrząc mi w oczy z ogniem.
„Dzięki Tobie i dla Ciebie! – szepnęłam z mocą – I wiesz? Te chwile radości są ważne. Ale prawdziwą, największą i najważniejszą Radością jesteś Ty, mój Jezu! I z Ciebie wypływają wszystkie inne radości!”
Jezus milczał. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z zachwytem i uwielbieniem… nie do opisania…
PISKLĘ
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach tańcząca leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! Patrzyłam w oczy Jezusowi uśmiechnięta od ucha do ucha i rozmyślałam…
Wczoraj przed południem wyszłam na podwórko, pojeździć na wózku elektrycznym. Od razu skierowałam się do „mojego” gołąbka. Zobaczyć co u niego słychać. Podjechałam pod świerk i zaczęłam go obserwować. Co prawda niewiele widziałam przez gałęzie, ale to co trzeba zobaczylam 😉😄 Gołębica siedziała dumna i piękna! Ale obok niej w gniazdku zobaczyłam COŚ jeszcze. Coś małego i czarnego… Taka kulka puchata. Patrzyłam co to takiego… W pewnej chwili kulka się poruszyła i przez sekundę mignął mi przed oczami czarny dziobek, który szybko się znalazł w dziobie gołębicy!
-Pisklak!!! – pomyślałam i aż podskoczyłam z radości.
Rzeczywiście! W gniazdku gołębicy wykluło się pisklę! A ja trafiłam akurat na jego karmienie!!! Cała główka pisklęcia znajdowala się w dziobie mamy. A ona je karmiła. Po chwili karmienie dobiegło końca i mogłam zobaczyć główkę pisklęcia! Była ciemna, prawie czarna. Dziób duży, wydawać by się mogło, że za duży dla takiego malucha. I bystre, czarne oczko. Pisklę było małe i nieporadne. I patrząc obiektywnie nie było za ładne. Ale było urocze! A gołębica – mama patrzyła na nie z dumą!!!
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
„Pierwszy raz w życiu widziałam pisklę gołębia!!!” – szepnęłam z zachwytem.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały!!!
„Ty Moniko też jesteś takim moim pisklęciem…!” – wyszeptał z ogniem.
Zaśmiałam się radośnie!
„Małym, nieporadnym i brzy…!”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Najpiękniejszym w kosmosie! Z którego jestem baaardzo dumny!”
Zaśmiałam się perliscie uszczęśliwiona cała!!! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie jak w obrazek…

Zdjęcie z internetu bo bałam się, że gołębica spłoszy. Widziałam podobne 😊
W UCISKU I UDRĘCZENIU
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i troską niezwykłą. Patrzyłam w Niego wykończona, padnięta. Przymknęłam oczy… powieki zamykaly mi się same. Leżałam, a moje serce szeptało:
„Zmęczona jestem ogromnie! Ale odpocząć nie mogę. Nie mam jak! Nie dane mi odpocząć… Zresztą Ty wiesz, mój Jezu!”
„Żyjesz w ciągłej, nieustannej burzy, Moniko! W ucisku i w udręczeniu!”
„A moje serce ściśnięte z bólu…”
Jezus z nabożeństwem i z namaszczeniem dotknął mego serca a ono natychmiast wyskoczyło z ciała i znalazło się w dniach Jezusa. Jezus patrzył w nie poruszony niezmiernie… Było obolałe bardzo. Jezus ucałował je serdecznie i włożył do mojego ciała. Potem otworzył się na mnie cały. Weszłam w Niego i położyłam głowę na SERCU umiłowanym.
„Napij się, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z czułością niesamowitą.
„Dziękuję mój Jezu!”
Przyłożyłam usta do Rany SERCOWEJ a Jezus dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… Piłam aż zaspokoiłam pragnienie.
A Jezus cały był dla mnie…
JAK DALEKO…
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Trzymałam mojego umiłowanego Jezusa w objęciach i tuliłam Go do serca mego. Jezus spał… Słodko i błogo… Uśmiechał się przez sen. Przytuliłam policzek do Jego policzka. W tym momencie Hostia wyszła z SERCA JEZUSA i weszła do serca mojego. Zamknęłam oczy i tak trwałam dłuższy czas. Policzek przy policzku, serce przy SERCU…
Otworzyłam oczy i podniosłam głowę… Jezusa nie było!!! Rozglądam się wokół siebie zaniepokojona… Kiedy nagle usłyszalam ciepły i pełen miłości szept:
„Idź za głosem serca, Moniko! Ono Cię zaprowadzi!”
Wstałam i szłam w jasności wielkiej, słuchając głosu serca. A ono szeptało: „Idź tu. Potem tu. Skręć w prawo. Teraz prosto…”
Szłam za jego głosem.
Nagle… W oddali, w promieniach słońca zobaczylam tę samą studnię, którą widziałam kilka dni temu! A obok studni, ławeczkę! Patrzyłam z daleka zdumiona i zasmucona…
„Cofam się do początku…???!! Nie chcę!!!” – pomyślałam.
I zobaczyłam Jezusa, który stał przy studni i uśmiechem i gestem dłoni zapraszał, żebym podeszła. Podeszłam niepewnie… Spojrzałam Jezusowi w oczy i spytalam ze smutkiem:
„Cofam się…?!”
Jezus objął mnie całą z czułością niezwykłą!
„Ten obraz jest Mój, nie Twój, Moniko! Jest Mój!” – wyszeptał z naciskiem.
A wskazując na ławeczkę, wyszeptał:
„Usiądźmy, proszę!”
Spojrzałam w Jezusa pytająco. I mimo że wszystko we mnie było 'na nie!’, podeszłam do ławeczki i usiadłam na niej. Zrobiłam to tylko dlatego że Jezus mnie prosił. Wbrew sobie, wbrew swojej woli… Dla Niego!
Jezus usiadł przy mnie. Rozpromieniony cały! Wyciągnął rękę i dotknął dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością.
„Przez ten obraz chcę Ci Moniko pokazać jak daleko zaszłaś w relacji i w bliskości ze Mną!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Jak daleko zasz…?! Nie cofam się?!!” – szepnęłam nic z tego nie rozumiejąc. Jezus przyłożył Swój palec do moich ust.
„Ciii… Posłuchaj głosu swego serca!” – wyszeptał z namaszczeniem.
Spojrzałam w Jezusa i zaczęłam słuchać serca mojego.
„Pragnę Ciebie Jezu! I zrobię wszystko co zechcesz! Nie co ja chcę, ale co Ty! Wbrew mnie! Wbrew mojej woli! Twoje prośby są dla mnie rozkazem! Kocham tylko Ciebie, pragnę tylko Ciebie i ufam tylko Tobie! Pragnę Ciebie, Jezu mój kochany!!!” – szeptało moje serce.
A ja patrzyłam tylko w Niego! Tylko w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam. A On wziąl mnie w ramiona i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! Jak w obrazek we mnie patrzył…
JESTEM JAKA JESTEM!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i uwielbieniem… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i czułością!
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj byłam u dentysty. Ząb o który opieram pędzel jest nadwyrężony. Rusza się i dlatego mnie boli. Dentystka zaleciła mi odpoczynek, przerwę od malowania. Na razie dwa miesiące…
„Tak, odpocznij kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem i troską niezwykłą.
„Odpocznę. I mam nadzieję że potem wrócę do malowania!” – szepnęłam z mocą i naciskiem.
„Wrócisz!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Zaśmiałam się radośnie!
„Mam nadzieję!!!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Jestem z Ciebie dumny, Moniko!” – wyszeptał Jezus z zachwytem.
„Dumny? A dlaczego?” – spytalam.
„Że jesteś taka jaka jesteś!”
Zaśmiałam się perliscie! Przypomniałam sobie co moja mała siostrzenica powiedziała do mojej siostry, a swojej mamy:
-Mamuś, a Adaś mówi, że jestem za ładna! Za ładna…?! No co ja poradzę? Jestem jaka jestem!
„Więc co ja poradzę? Jestem jaka jestem!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Uwielbiam Cię taką!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością.
Trwaliśmy w intymności… Jezus i ja.
WESELE NIEDŁUGO!!!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach leżałam. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i miłością i oddaniem. A On patrzył we mnie… Miłość, czułość i tkliwość sama!
„Zmęczo…” – szepnęłam z trudem.
„Odpocznij Moniko… Posil się i odpocznij kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i przytulił mocno do SERCA Swego.
Zamknęłam oczy i odpoczywałam… Wsluchiwalam się w bicie SERCA Najdroższego… Biło dla mnie… Słuchałam…
Nagle!!! Znalazłam się w promieniach światła! Jasnego i cichego i ciepłego… Cała byłam w promieniach! Jezus był przy mnie. Obok nas stała studnia… Tak! Staliśmy przy studni! Ja byłam ubrana w piękną, białą długą suknię. Ozdobna w stokrotki i perły. Na głowie miałam welon, który okrywał mi twarz. Jezus ubrany był w lśniącą, białą szatę. Opasaną złotym pasem. Delikatnie zsunął welon z mojej twarzy i zarzucił do tyłu, na włosy. Ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Promieniał cały dumą… Uroczysty wielce!
„Wesele niedługo, Moja jedyna!” – szepnął patrząc mi w oczy głęboko.
„Wesele??!!” – spytałam zdumiona i uszczęśliwiona cała.
„Wesele!” – wyszeptał Jezus i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
A potem wszystko zniknęło. Leżałam z zamkniętymi oczami przy SERCU Jezusa i słuchałam JEGO bicia.
I pomyślałam że wesela to ja już doświadczam! Bliskość Oblubieńca, Jego Miłość, czułość, szczęście i radość! I tańce! Już doświadczam wesela!
„To przedsmak wesela, Moniko! Prawdziwego wesela, wesela w pełni doświadczysz u Mnie na rączkach!” – wyszeptał Jezus.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Uszczęśliwiona bez miary!!!
JEZUS – PRAGNIENIE MIŁOSCI
Leżałam w objęciach Jezusa. Obolała bardzo i bardzo zmęczona. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały…
„Boli bardzo!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
„Jestem z Tobą, Moniko! Jestem z Tobą, jedyna Moja!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Nie protestowałam, że wiem, że nie potrzebuję Jego zapewnień. Tylko uśmiechnęłam się do Jezusa z czułością. A On patrzył we mnie z lubością i wzruszeniem…
Nie protestowałam, że nie potrzebuję Jego zapewnień. Bo wiedziałam, że robi to z miłości do mnie. A ja choć nie potrzebowałam to jednak… pragnęłam. Pragnęłam!!!
Pamiętam jak w dzieciństwie chciałam, czekałam, potrzebowałam usłyszeć, że jestem kochana… Usłyszeć zwyczajnie: 'Kocham cie, Moniko!” Wiedziałam, że jestem kochana, ale usłyszeć to, to dla małego dziecka było bardzo ważne… Kiedy w końcu się doczekalam tych słów, miałam poczucie, że są one powiedziane na odczepnego. Jak ochłap rzucony psu… Byłam z tego powodu bardzo nieszczęśliwa… Może wtedy to poczucie było wyolbrzymione. Ale wtedy tak to odebrałam.
Zarzuciłam Jezusowi ręce na szyję i przytuliłam się do Niego cała!
„Kocham Cię Jezu!!!” – szepnęło moje serce.
„Pragnę!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. I przytulił mnie do Siebie jeszcze bardziej! Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic… Jezus i ja.
SKORO…
Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA. Pochylał się nade mną… Czułość i tkliwość sama…! Patrzyłam w mojego Jezusa rozpromieniona uśmiechem od ucha do ucha i uszczęśliwiona cała! Jezus nakarmil mnie Swoim. Dotykał Swą dłonią mojego policzka i głaskał go… niesamowicie…
„Jakaś Ty piękna, Moniko! Jakaś piękna… – szeptał Jezus z ogniem i zachwytem wielkim – A jakaś podobna do Mnie!!!”
I zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i ucałował moje oczy.
„Oczy masz podobne do Moich oczu…”-wyszeptał z naciskiem.
Potem ucałował moje usta.
„Usta masz podobne do Moich ust…”
Potem ucałował moje serce.
„Serce masz podobne do Mojego SERCA…” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do Niego promiennie! I On uśmiechnął się do mnie cudownie…
„Uśmiech masz podob…” – wyszeptał Jezus. Ale nie dokończył! Przerwałam Mu!
„Uśmiech mam podobny do MAMY! Sam mówiłeś że uśmiech mam po Niej! Pamiętam!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
„Serce też masz po Niej, Moniko!”
„Skoro po Tobie to i po Niej!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zaśmiał się perliscie!!! I patrzył we mnie jak w obrazek…