Jezus siedział na ławeczce obok studni. Siedział i trzymał mnie w objęciach Swoich. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa ślicznego! Patrzyłam zakochana na zabój!
„Wiesz, mój Jezu? Coraz trudniej jest mi ręką pisać. Szczerze mówiąc już nie daję rady. Ale rysikiem mi wychodzi! Sprawdza się znakomicie!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Pięknie sobie dajesz radę, Moniko!” – wyszeptał Jezus z dumą i cudnym uśmiechem.
„Z Tobą zawsze daję radę! Walczę z bezwładnością i słabością ciała i będę walczyć do końca moich dni! Nie poddam się z Tobą!” – szepnęłam z mocą. I dodałam:
„A potem pójdę do Ciebie na rączki!”
„Już nie mogę się doczekać, Moja jedyna!” – Jezus promieniał cały miłością i zachwytem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Ja też! Szczególnie, że Ciebie zobaczę w całej okazałości i pełni!”
Jezus milczał, ale Jego spojrzenie mówiło:
„Całe Niebo nie może się na Ciebie doczekać! Czeka na Ciebie z wielką radością i gwarem!”
„Myślałam że w Niebie jest cicho!” – szepnęło moje serce.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie!
„Cicho? Niebo jest pełne radości i gwaru!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
Zaczęłam sobie wyobrażać jak wygląda Niebo…
„Jest jak wiosenny, rześki poranek! Pachnie zapachem konwalii i babcinego tortu… Albo zapachem łąki po deszczu, albo lasu… Migocze śmiechem dziecka… śpiewu ptaków…”
Znów uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
„Z Tobą czeka mnie piękna przyszłość, mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie rozczulony…
„Świetlana!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„Tak! Bo w Twojej Światłości!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej…
Autor: Maleńka
SZEPT DO SERCA
Staliśmy przy studni. Jezus i ja. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Patrzyłam w mojego ślicznego zakochana na zabój i zachwycona cała!
„Widzę jak działasz mój Jezu! Widzę Twoje cuda! Dziękuję, że mogę, że pozwalasz Mi zobaczyć Twoje działanie! Dziękuję Ci!!!” – szepnęłam z mocą, rozpromieniona cała.
Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko…
„Ja działam przez Ciebie, Moniko! Działam przez Twoje modlitwy, serce i przez Twe ręce! A przede wszystkim dzięki Twojemu tańcu! Dzięki ofiarowaniu cierpienia!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Dziękuję Panie Jezu!” – szepnęłam wzruszona.
„Panie?!” – zdziwił się Jezus.
„Jesteś moim Panem!”
„Nie 'Panuj’ Mi tutaj!” – zaśmiał się Jezus perliscie. Pochylił się i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice!!! Czule i słodko i gorąco.
„Mów Mi po Imieniu, kochana Moja! Moi najbliżsi mówią Mi po Imieniu. A Ty jesteś najbliższa Moja!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Dobrze, Jezuniu mój kochany!” – szepnęłam uszczęśliwiona cała.
Położyłam głowę na SERCU umiłowanym. A Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie… Zanurzał mnie w Sobie… Zatapial w Miłosci…
Ucałowałam SERCE Najdroższe… I pomyślałam że przy tym SERCU znikają wszystkie bariery, wszystkie odległości i przeszkody… znikają wszystkie panowania. Jest tylko Miłość, bliskość, intymność… Do SERCA się szepcze z czułością. I pomyślałam że nie tylko Jezus szepcze do mojego serca, ale i ja szepczę do SERCA Jego.
Podniosłam głowę i spojrzałam w oczy Jezusowi. Widziałam w nich Miłość. Jezus wziąl mnie na ręce i usiadł na ławeczce. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił wyszeptał z ogniem.
„Szepszesz do SERCA mego, Moniko. A Twój pełen miłości i intymności szept rozpływa Me SERCE! I niczego nie jest Ci w stanie odmówić!”
Patrzyłam w mojego wzruszona i uszczęśliwiona cała!
PRZYPOWIEŚĆ O ZGUBIONEJ OWCY
Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam:
„Ostatnio na nowo odkrywam przypowieść o zgubionej owcy. Jezus opowiada ją faryzeuszom i uczonym w Piśmie gdy szemrają przeciw Niemu, że przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiada tę przypowieść, mówiąc: 'któż z was, gdy ma sto owiec i zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustni i nie szuka tej zagubionej, aż ją znajdzie?’
Odpowiedź brzmi 'nikt’! Nikt z faryzeuszy i uczonych w Piśmie by tego nie zrobił. Zostawiliby ją na pastwę losu. Niech ją wilki zjedzą skoro taka głupia, że sobie poszła!
Jezus tak by nigdy nie zrobił i nie powiedział!
'Gdy zgubi jedną z nich’. To pasterz gubi owcę. Nie ona się gubi. Niby żadna różnica, ale jednak… Pasterz od razu jakby usprawiedliwia owcę. Nie mówi, że odeszła, niewdzięczna, że uciekła. „No zdubilem maleństwo Moje kochane! Zabłąkała się gdzieś… Pewnie teraz się boi, pewnie drży z zimna i głodu!’- zdaje się mówić pasterz swoją postawą. Bierze jej winę na siebie. Pasterz gubi jedną owcę. I od razu to zauważa. Zauważa jej brak w stadzie Mimo, że ma tak wielkie stado, sto owiec, widzi brak jednej z nich. Zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć. Gdzie?! Na pustni!!! A sam idzie na poszukiwania zagubionej! I szuka aż ją znajdzie!!!
'A gdy ją znajdzie, bierze ją z radością na ramiona’
Nie krzyczy, na owcę, że mu zginęła. Nie oskarża, nie obwinia. Bierze z radością na ramiona!!! 'Jesteś maleńka! Znalazłem cię! Chodź do mnie, chodź kochana Moja! Zraniłaś się?! Pokaż gdzie boli! Ja cię opatrzę, uzdrowię! Chodź do mnie! Jakże się cieszę, że jesteś!!!
Cieszy się nią! Cieszy się nią niezmiernie! Owca widzi radość pasterza, doświadcza jego miłości i bliskości… A pasterz po powrocie do domu zaprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi: 'Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła!’
Całe Niebo cieszy się z jednego grzesznika, który się nawraca!”
Leżałam na SERCU Jezusa i uśmiechałam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha! A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco… Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…
PIERWSZA KOMUNIA ŚWIĘTA OLI
Dziś króciutko.
Odnotuję fakt, wydarzenie ważne dla mojej rodziny i osobiście dla mnie. Dzisiaj na Mszy św moja siostrzenica i chrześniaczka Ola przyjęła po raz pierwszy Pana Jezusa do serca.
Dumna jestem z niej bardzo i bardzo szczęśliwa!
Cuuudna, kameralna uroczystość w kościele.
A przede wszystkim czyste, niewinne serce dziecka… Jezusowi jest w nim dobrze. Czuje się u siebie. Jestem tego pewna!
JAK DOBRZE, ŻE JESTEŚ!!!
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolanach. Umiłowany moj Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! I ja patrzyłam w Niego zakochana i zachwycona cała!
„Wiesz, mój Jezu? Wczoraj słuchałam rozważania: „Dlaczego Bóg milczy?” Ojciec Adam podawał różne powody milczenia Boga. Między innymi taki, że traktuje duszę bardzo poważnie. Jako dojrzałą. I zaprasza ją do pójścia dalej, głębiej w relacji ze Sobą. Czy ja jestem dojrzalą, nie wiem. Ale wiem że możesz mówić, albo milczeć, do woli!!! Bylebyś tylko ze mną, przy mnie był!”- szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył mi w oczy głęboko…
„Boga nie zdoła ogarnąć nigdy żaden człowiek, Moniko! On mówi kiedy chce i kiedy chce milczy! I Twoja dojrzałość czy niedojrzałość nie ma z tym nic wspólnego!” – wyszeptał Jezus z ogniem i czułością niezwykłą.
Słuchałam Go z zapartym tchem…!
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! I zaczął dotykać Swą dłonią mojego policzka i głaskał go z tkliwością…
„Dobrze Mi z Tobą mówić i dobrze Mi z Tobą milczeć! Dobrze Mi z Tobą być. Po prostu!” – wyszeptał Jezus patrząc mi w oczy.
Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie!
„Jak dobrze, że jesteś, mój Jezu! Jak dobrze, że jesteś!!!” – szeptałam wzruszona.
„I wzajemnie, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Trwaliśmy w Miłosci i intymności wielkiej…
WZAJEMNA PIESZCZOTA SERC
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja leżałam w Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem patrzyłam… Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać SERCE Jezusa… Dotykałam, pieściłam, adorowałam… Całowałam… pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku… Pieściłam SERCE Najdroższe… A Jezus był cały mój i cały był dla mnie!
„Uwielbiam gdy pieścisz Moje SERCE, jedyna Moja!” – wyszeptał z oddaniem.
„Skoro uwielbiasz to będę częściej!” – szepnęłam z trudem i opadłam z sił. Leżałam zmęczona i obolała bardzo…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem wyciągnął rękę i delikatnie zaczął dłonią dotykać moje serce… Dotykał, pieścił , adorowałam serce moje… Całowałam… pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku… Pieścił moje serce… A ja byłam cała Jego i dla Niego cała! Cała oddana i poddana mojemu Jezusowi umiłowanemu! A jednocześnie wolna! Wolna nieskończenie! To poddane i wolność sobie nie przeszkadzały! Przeciwnie! Jedno wynikało z drugiego! Wolność wypływala z poddania się Jezusowi! Była jego skutkiem! Byłam wolna! Wolna w Jezusie!
„Uwielbiam gdy pieścisz moje serce, Jezu kochany!” – szepnęłam z mocą.
„Skoro uwielbiasz to będę częściej!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
A ja pomyślałam że pozwala mi doświadczyć to czego On doświadczał gdy ja pieściłam Jego SERCE!
Niesamowitą wolność!
NOGI
Siedziałam na ławeczce obok studni. A Jezus mój śliczny usiadł u moich stóp. Spojrzałam w Niego zdziwiona. Położyłam rękę na ławeczce i szepnęłam z uśmiechem:
„Usiądź przy mnie, proszę kochany mój Jezu!”
„Chcę tutaj, jeśli pozwolisz, Moniko!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem Miłosci.
Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha. I pomyślałam, że jeśli chce, to może. Dlaczego nie?
Jezus spojrzał we mnie głęboko… I zaczął delikatnie dotykać moje nogi… Dotykał delikatnie, z czułością niezwykłą… W pewnej chwili Jezus wziąl moje nogi w Swoje dłonie, przytulił mocno do policzka.
„Moje kochane, słodkie nóżki!!! Tak wiele dla Mnie zrobiły!!! Tak wiele!!!” – szeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam oniemiała!!!
„Wiele??!!! A niby co???!!” – aż krzyknęłam ze zrozumienia.
„Jak to co??!!” – wyszeptał Jezus zdumiony do głębi.
„Przecież one nie chodzą! Nawet kroku nie zrobiły!!!” – szepnęłam bezgłośnie.
Jezus skinął głową twierdząco.
„Oczywiście, że nie zrobiły! One są przywożone do Krzyża! Razem z Moimi!!!”
Jezus spojrzał we mnie wymownie.
I zaczął całować moje stopy i nogi…!!! Całował bardzo delikatnie… Ze czcią i namaszczeniem wielkim… Całował całym Sobą…
„Moje kochane, słodkie nóżeczki… Nóżeczki Moje kochane!” – szeptał przy tym z tkliwością niesamowitą.
Patrzyłam w milczeniu na to co Jezus robił i mówił. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, ani zrobić… Byłam obezwładniona Jego Miłością!!! 'Nóżeczki’ – tak o moich nogach mówiła tylko jedna Osoba. Moja Babcia, zmarła wiele lat temu. Była baaaaaardzo dobra! I jestem pewna, że już dawno jest u Jezusa na rączkach.
Patrzyłam w mojego Jezusa, z jaką czcią i namaszczeniem wielkim dotyka moich nóg. I pomyślałam że ja nigdy w ten sposób ich nie traktowałam. Owszem, dbałam o nie, prosiłam, żeby je cieplej ubrać, kiedy było mi zimno. Ale, żeby aż tak…
Jezus, który znał moje myśli, spojrzał we mnie z wielką Miłością.
„Jesteś moim Mieszkaniem! Moją Świątynią, jesteś, Moniko!”
„Nogi też…?” – spytalam niepewnie.
„Cała! Od stóp do głów!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
Zsunęłam się z ławeczki i usiadłam obok Niego. Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
„Dziękuję mój Jezu, że mi to na nowo uświadomiłeś! Dziękuję!!!” – szepnęłam z mocą. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i przytulił do SERCA Swego… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic!
ODPOCZYNEK W MIŁOSCI…
Leżałam w objęciach Jezusa. Obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały. Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z uwielbieniem…
„Zmęczona bardzo jestem, mój Jezu…”-szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i ucałował mnie w czoło z czułością.
„Wiem, Moja jedyna! Napracowałaś się dla Mnie bardzo w ostatnich dniach. Odpocznij Moniko… Odpocznij kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
I objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie… Wtulił mnie w Siebie… W Miłość zanurzył…
Leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Niego radośnie.
I zobaczyłam dwa serca, Jezusa i moje serce. Serca się objęły w Miłosci i przytuliły do siebie nawzajem. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego… Serca trwały w przytuleniu. W bliskości i intymności wielkiej…
Odpoczywałam w Miłosci…
Z MIŁOŚCI I TROSKI
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolanach. Jezus patrzył we mnie z wielką Miłością… Płonący cały! Dotykał Swą dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością niezwykłą… Patrzyłam w mojego Jezusa z oddaniem i uwielbieniem… Prosto w oczy patrzyłam.
„Trzema kropkami się przejęłam! Bardzo! Wszystko się we mnie poruszyło! A kilka sekund później pomyślałam że nie będę się trzema kropkami przejmować! Bo nie ma czym! Od chwili gdy powiedziałam sobie, że nie będę tym się przejmować całe poruszenie znikło. W jednej sekundzie! To Twoja 'sprawka’, prawda, mój Jezu?!”- szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„To, że zaczęłaś się przejmować, czy to, że przestałaś? Co jest Moją 'sprawką’, Moniko?”
Spojrzałam w Jezusa i wybuchnęłam śmiechem! Jasnym, perlistym, głośnym! I wyzwalającym! Jezus śmiał się razem ze mną! Głośno, radośnie i perliscie!!!
Nagle posmutniałam bardzo… I szybko spuściłam głowę…
„Nigdy bym sobie nie wybaczyła gdybym skrzywdziła któreś z moich Dzieci…” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
Jezus natychmiast podsunął Swoją dłoń pod mój podbródek i delikatnie ale stanowczo podniósł moją głowę do góry.
Patrzył we mnie głęboko… Z tkliwością niesamowitą.
„Jeśli musisz któremuś Dziecku zwrócić uwagę, upomnieć, robisz to z miłości i troski, prawda?” – spytał Jezus łagodnie.
„No… tak! I z bólem serca…!” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy.
A On patrzył we mnie płonący… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i gorąco.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z czułością…
„Zatańczymy, kochany?” – spytalam z lekkością.
„Z Tobą zawsze, najdroższa!” – Jezus rozpromienil się bardzo nade mną.
Wziąl mnie w ramiona i tańczyliśmy bardzo! Mój Jezus i ja! Po całej Światłości tańczyliśmy!
UMIEM WYCHOWYWAĆ!
Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy w Światłości wielkiej. Cichej i ciepłej i przyjaznej bardzo! Jezus obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Prowadził i tulił do SERCA zarazem! Patrzył we mnie z zachwytem niezmiernym! I ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa zachwycona cała!!!
„Kilka dni temu serce mnie bolało gdy musiałam zwrócić uwagę mojemu Duchowemu Dziecku, że musiałam Je upomnieć. A dzisiaj moje serce się cieszy, raduje, że to moje upomnienie zaczęło przynosić pozytywne owoce! I modlitwa moich Duchowych Dzieci za swojego Brata!!! Bez niej nie byłoby tych owoców!!!”- szepnęłam z mocą. I uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Wspólnie działacie, Moniko! Ty i Twoje Dzieci!”- wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Ty Jezu działasz przez nas!”
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechnął.
A ja rozpromieniona szeptałam:
„I wychowuję swoje Dzieci! Teraz widzę, że wychowuję! Że umiem!”
„Jasne, że wychowujesz, Moniko! Że umiesz!!!” – wyszeptał Jezus z naciskiem i pewnością.
„Ja mała i nieuczona, wychowuję swoje Dzieci, często wielkie i uczone bardzo! Niesamowite…!”- szepnęłam onieśmielona niezmiernie.
„Wychowujesz Je z miłością i mądrościa. A prawdziwa wielkość nie polega na wykształceniu, uczoności. Ale na pokorze i mądrości właśnie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa zawstydzona i onieśmielona Jego miłością.
„Jestem baaardzo dumna z moich Duchowych Dzieci! Że nie oceniają, ale działają!!!” – szepnęłam z mocą.
„Mają to po swojej Duchowej Mamie!” – wyszeptał Jezus patrząc mi w oczy z zachwytem niezmiernym.
Pomyślałam że Jezus mówi znów na wyrost. Ale nie zdążyłam się nad tym zastanawiać, bo Jezus podrzucił mnie do góry!!! I śmiał się perliscie! I ja się śmiałam!!! Głośno i radośnie i perliscie!
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.