Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja… To znaczy, tańczył Jezus, umiłowany mój, a mnie trzymał na rękach. W objęciach mnie trzymał. I tak tańczył! Tańczylismy! Leżałam w ramionach Jezusa obolała bardzo i bardzo zmęczona… Bez sił. Bolało mnie całe ciało, ale najbardziej bolało mnie serce…
„Kocham Cię Jezu… Kocham Cię Jezu mój!!!” szepnęłam z trudem wielkim.
„Jestem z Tobą, Moniko! Jestem przy Tobie!” – wyszeptał Jezus z ogniem i czułością niezwykłą.
„Wiem mój Jezu! Wiem…!” – szepnęłam. Oczy mi się zaszkliły…
Wczoraj, gdy mi było bardzo ciężko, podniosłam głowę i przez szybę zobaczylam mój obraz, który wisi w moim pokoju. Jezus cierpiący, w koronie cierniowej, a z Jego oka spływa wieeeeelka łza. Obraz ma tytuł: „Miłosierdzie”. Patrzyłam na ten obraz… I naszła mnie myśl, że Jezus jest teraz taki przy mnie, a ja wyglądam tak jak On. W sercu zrobiło mi się miękko…
Patrzyłam w Jezusa zmęczona bardzo… A On patrzył we mnie z tkliwością niesamowitą i poruszeniem… Milczeliśmy. Ale nie potrzeba było słów. On był ze mną, a ja z Nim…
Umiłowany mój Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA… Mocno tulił.
Wciąż tuli. A ja wyglądam jak On…
Autor: Maleńka
ZYCZENIE
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Usmiechalismy się do siebie nawzajem. Zakochani i szczęśliwi niezmiernie!
„Dziś Twe święto, Moja jedyna!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością i zapatrzony we mnie jak w obrazek.
„Tak! Jakie masz życzenie z tej okazji? Czego Ci życzyć?”
„Przecież to Ty Moniko masz dzisiaj urodziny i to Ty zbierasz dzisiaj życzenia, a nie Ja!” – wyszeptał Jezus, a na Jego twarzy malowało się zdziwienie.
„Czego Sobie życzysz, mój śliczny?” – spytalam łagodnie, a zarazem nieustępliwie.
„Żebyś zawsze była taka maleńka jak teraz, albo jeszcze mniejsza!” – uśmiechnął się Jezus cudownie.
„Czyli jest dobrze, a może być jeszcze lepiej!” – zaśmiałam się perliscie.
„Właśnie!” – wyszeptał Jezus i zamyślił się. A po chwili patrząc mi w oczy głęboko, wyszeptał:
„Nawet nie wiesz jakby Mi było smutno i pusto bez Ciebie, Moniko!”
„Pusto??!! Przecież jest tyłu ludzi!” – dziwiłam się.
„Wiesz, Moja jedyna, u Mnie na rączkach każdy ma swoje miejsce. I gdy go tam nie ma to miejsce jest puste. Kiedy patrzę w to puste miejsce, tęsknię niezmiernie…” – wyszeptał Jezus z nostalgią.
„Nie pozwól, Jezu, żeby moje miejsce u Ciebie na rączkach nie było puste!”
„Ty Moniko już u Mnie na rączkach jesteś! Ale wielu ludzi, wiele dusz jeszcze Mnie nie zna, albo poznać nie chce! Wielu ludzi ma serca zamknięte na Mnie! O tych trzeba się modlić i za tych tańczyć!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Będę tańczyć!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem… Patrzyłam w Niego z uwielbieniem… I On we mnie patrzył zakochany na zabój… Patrzyłam… I naszła mnie myśl, że właśnie Jezus powiedział mi swoje życzenie…
„Twoje życzenie jest moim życzeniem, mój Jezu kochany!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością…
WITAMINA D I ESPRESSO W JEDNYM!
Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam:
„Kilka dni temu zaczęłam układanie modlitw na październik przyszłego roku. Mam czas na ułożenie do końca kwietnia. I wyliczyłam sobie, że żeby spokojnie i bez pośpiechu zdążyć, powinnam ułożyć trzy dni w miesiącu. I lipiec się jeszcze dobrze nie zaczął, a ja już przeznaczone na lipiec modlitwy ułożyłam!!! Spokojnie, bez pośpiechu. I jakby nie ja! Samo mi się układa!”
Spojrzałam w Jezusa uśmiechnięta od ucha do ucha!!! Jezus patrzył we mnie głęboko… Patrzył rozpromieniony i zachwycony cały! Świetlisty!
„Jesteś moim Słońcem! Z Ciebie czerpię energię! Jesteś Żywą Witaminą D!!! I to darmową!!!”
Jezus śmiał się głośno, perliscie! Cudownie!!! Ja śmiałam się razem z Nim!!!
„Jesteś Witaminą D i espresso w Jednym!!!” – śmiałam się radośnie.
„Espresso ze śmietanką!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
„A jakże!” – szepnęłam z ogniem.
„A Ty, Moniko, jesteś przodowniczką pracy!!!” – zawołał Jezus ze śmiechem.
Zachichotałam i pomyślałam że 'przodowniczka’ może się źle kojarzyć. Ale co tam!
„Siedzisz na wózku, a biegasz, Moniko! Tańczysz, krzątasz się wokół Mnie i Moich spraw! Zabiegasz, żeby tylko Mnie ucieszyć, uszczęśliwić, zachwycić!!! Jesteś jak mrówka robotnica i pszczoła w jednym!” – wyszeptał Jezus z ogniem i zachwytem wielkim.
„Dobrze, że nie truteń!!!” – zaśmiałam się wesoło i głośno.
Jezus wybuchnął jasnym, czystym głośnym śmiechem!!! Słońce moje…
„Jesteś Moim Słonecznikiem, Moniko!” – wyszeptał z tkliwością niesamowitą.
„Słonecznik ma zawsze głowę zwróconą do Słońca!” – szepnęłam z mocą.
„Jak Ty!” – wyszeptał Jezus.
Patrzyłam w Niego z uwielbieniem… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie jak w obrazek…
DUSZA
Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i tulił do SERCA. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie płonący cały miłością poruszony niezmiernie. Patrzyłam w mojego Jezusa w milczeniu. Nie miałam siły żeby cokolwiek powiedzieć.
„Cierpię z Tobą, Moniko!” – wyszeptał Jezus ze wzruszeniem. Oczy Mu się zaszkliły.
„Wiem mój kochany! – odezwało się serce moje – Ale proszę, nie myślmy o tym, nie mówmy! Usmiechnij się do mnie mój Jezu! Ja tak kocham Twój uśmiech! Usmiechnij się do Swojej jedynej!”
I sama, mimo bólu, uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
„Takiemu uśmiechowi odmówić nie mogę!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
I rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! I Sam uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha!!!
Aż pojaśniało wokół nas jeszcze bardziej!!!
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem… Patrzyłam, patrzyłam i się zapatrzyłam… I nagle w Światłości wielkiej zobaczylam niemowlę, które uśmiechało się do mnie cudownie! Pierwszy raz w życiu je widziałam, a miałam takie wewnętrzne przekonanie, że znam je od zawsze! Uśmiechnęłam się do niemowlęcia radośnie! A ono jakby weszło we mnie… Jakby przybrało moje ciało…
„Kto to, mój Jezu?!”
„To Ty, Moniko!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Jaaa…?!”
„To Twoje najgłębsze ja. To coś co jest zawsze maleńkie i nie umiera nigdy! To Twoja dusza!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Dusza?! Więc TAM u Ciebie na rączkach będę takim maleństwem?!”
„U Mnie na rączkach każdy jest mały. Im mniejszy tym lepiej!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa z zachwytem… A On tulił mnie do SERCA z czułością…
GOSPODARZ SERCA
Leżałam w ramionach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus tulił mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i uwielbieniem. Leżałam cierpiąca.
„Kocham Cię Jezu… Kocham Cię!” – szepnęłam z mocą.
Wyciągnęłam rękę, chciałam pogłaskać policzek Jezusa. Ale nie mogłam. Ręka zawisła w powietrzu… Jezus natychmiast ujął moją rękę w Swe dłonie i przytulił mocno do policzka.
Uśmiechnęłam się do Jezusa z wdzięcznością! Potem Jezus ucałował moją rękę gorąco!
„Kocham Twoje ręce chore, pokręcone, bezwładne, ale tak wiele robiące dla Mnie!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!!!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i pocałował mnie gorąco…
„Kocham Twój uśmiech, Moniko! Piękny niezwykle i radosny mimo bólu i cierpienia!!!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa poruszona niezmiernie…
A On pochylił się jeszcze bardziej i pocałował moje serce, gorąco!!!
„Kocham Twoje serce płonące miłością!!!” – wyszeptał z tkliwością.
„Twoją Miłością, mój Jezu!” – szepnęłam z trudem wielkim.
„Moją Miłością, Moniko!” – wyszeptał Jezus. A po chwili dodał:
„Zmęczony jestem, bardzo…”
„Odpocznij kochany!!! We mnie odpocznij!” – wyszeptalo moje serce.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył głowę na sercu moim.
„Jak dobrze Mi u Ciebie jedyna Moja!!! U Ciebie jestem u Siebie!” – wyszeptał Jezus.
„Tak się cieszę, mój słodki! W moim sercu jesteś nie tyle gościem, ale Gospodarzem! Gospodarzem mego serca!”
„Tak właśnie się czuję, kochana Moja!”
Jezus odpoczywal w sercu moim…
NAJPIERW ZMIENIŁ MOJE SERCE!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały… I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego ślicznego Jezusa! A nasze serca rozmawiały:
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj po przyjęciu Komunii św., naszła mnie taka myśl: 'Zanim wziąłeś mnie jako narzędzie, żeby zmieniać serca innych ludzi, najpierw zmieniłeś serce moje! Zmieniłeś moje serce! Wyzwoliłeś je z lęków, zmor z dzieciństwa. Z kompleksów poczucia niższości, poczucia bycia gorszą, niepotrzebną, nic nie wartą i brzydką! Zmieniłeś moje serce, aby potem przez nie zmieniać serca innych ludzi!”
„Musiałaś Mi pozwolic je zmienić, Moja kochana Moniko!”
„Musiałam pozwolić?”
„Ja niczego nie robię na siłę!”
„Głupia bym była, gdybym Ci, Jezu mój, nie pozwoliła! Bardzo głupia!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Dziękuję Ci Jezu mój, że należę do Ciebie! Że jestem cała Twoja i cała dla Ciebie! Że jestem cała w Twoich rękach! Dziękuję Ci mój Jezu!” – szepnęłam z trudem.
Jezus patrzył we mnie płonący cały!!!
„Moniko, Moja jedyna! że należę do Ciebie! Że jestem cały Twój i cały dla Ciebie! Że jestem cały w Twoich rękach! Dziękuję Ci bardzo!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem… A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego! Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej…
PO TO JESTEM!
Jezus siedział na ławeczce obok studni, a ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus cały był miłością, cały był mój i cały był dla mnie! A ja cała Jego i dla Niego cała!
„Taki malutki gest dobroci a spowodował tak wieeeeelką lawinę…” – szepnęłam zamyślona.
„Wybacz Moja jedyna, że podarowanie obrazu nie nazwałbym 'malutkim gestem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
Ok ☺️ miałam o tym nie mówić. Ale skoro Jezus zaczął, to opowiem. Kilka dni temu podarowałam pewnej osobie obraz. Tak po prostu. Chciałam, żeby miała ode mnie pamiątkę. A wczoraj przy stole osoba ta mi nadskakiwała! 'A może ci pomóc? Podać? Spróbuj tego, Moniko, pyszne jest! A tego chcesz? Nałożyć ci? A Monika jeszcze nie ma!!!’ I 'ochy’ i 'achy’ pod moim adresem! W szoku normalnie byłam!!! Do tej pory osoba ta nie traktowała mnie źle! Nie! Tego absolutnie nie mogę powiedzieć. Ale traktowała mnie inaczej. Jako 'osobę niepełnosprawną’, która tylko oczekuje pomocy. Teraz zobaczyła we mnie człowieka, który też potrafi pomóc, czyni dobro. Człowieka z którym można normalnie porozmawiać, pośmiać się!
„Taki malutki gest dobroci a spowodował tak wieeeeelką lawinę…” – szepnęłam znowu.
Jezus zaśmiał się perliscie! Wiedział, że mnie nie przegada, więc mi odpuścił!
„Robisz wielkie rzeczy, Moniko! Zmieniasz serca ludzi!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„Po to jestem!” – powiedziałam ja, ale jakby nie ja. Jakby ktoś kazał mi to powiedzieć.
„O, właśnie! Po to jesteś na świecie! Po to Ciebie stworzyłem taką, a nie inną! Żebyś zmieniała serca ludzi! I robisz to! Sama widzisz! Nie możesz zaprzeczyć!”
To prawda. Zaprzeczyć nie mogłam…
„Taaak!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko….
„Moja piękna! Jedyna Moja! Słodka Moja! Po to jesteś!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… Tonęłam w moim Jezusie…
PIERWSZA KOMUNIA ŚWIĘTA MINI
Dziś króciutko.
Odnotuję wydarzenie ważne dla mojej rodziny! Dzisiaj na Mszy św moja bratanica Minia przyjęła po raz pierwszy Pana Jezusa do serca.
Dumna jestem z niej bardzo i bardzo szczęśliwa!
Cuuudna uroczystość w kościele.
A przede wszystkim czyste, niewinne serce dziecka… Jezusowi jest w nim dobrze. Czuje się u siebie. Jestem tego pewna!
CZERPIĘ ZE ŹRÓDŁA!
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolanach. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i czułością. A On obejmował mnie całą z tkliwością niesamowitą. Cały był Miłością i cały był dla mnie!
„Może ja wczoraj do Ciebie za ostro… Nie powinnam! Przepra…!”- zaczęłam…
Jezus przerwał mi gwałtownie! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i gorąco…
„Nie przepraszaj, Moniko! Nie masz za co! To ja Ciebie przepraszam!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Cmoknęłam Jezusa w policzek!
„Nie masz za co!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Naprawdę uważam, że pięknie tańczysz kochana! Że mogłabyś brać udział w konkursach tańca!”
„Ale ja nie dla konkursów…” – szepnęłam błagalnie.
Jezus znów zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… Potem przytulił policzek do mego policzka…
„Wiem! Dla Dzieci swoich tańczysz! Nawet nie wiesz ile dla nich robisz! Taka cierpiąca, zmęczona i słaba…!”
„Z Ciebie czerpię siłę! Przychodzę do Ciebie, mój Jezu! I czerpię! Jak z tej studni!” – szepnęłam pokazując ręką na stojącą obok studnię. Potem szeptałam dalej:
„Czerpię z Ciebie, Jezu mój kochany! Ze Źródła!!! Dzięki Tobie Jezu mogę przeżyć kolejny dzień… Tylko dzięki Tobie!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i obsypywał pocałunkami! Jak deszczem!!!
GŁĘBIEJ
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja! Po całej Światłości tańczyliśmy! Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością i w tańcu prowadził!
„Pięknie tańczysz, Moniko!” – wyszeptał Jezus z zachwytem niezmiernym.
„Od Ciebie się uczę, mój Jezu!” – szepnęłam lekko.
„Mogłabyś w konkursach tańca brać udział!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Ja?! W konkursach tańca?!” – zdziwiłam się.
Jezus przytaknął z ogniem, ale patrzył we mnie jakoś dziwnie. Badawczo.
Przerwałam taniec! I spojrzałam Jezusowi w oczy z oburzeniem!
„Ja nie dla konkursów tańczę! Ale dla Dzieci moich!” – powiedziałam ostro.
I stanęłam przed Jezusem i wystawiłam przed Jego oczy wszystkie moje rany i bóle. Pokazałam Mu wszystko! Stałam przed umiłowanym moim naga, przeźroczysta. Z ranami i bólami… Jezus spojrzał we mnie zdumiony! Jakby mnie zobaczył pierwszy raz w życiu!!! Wyciągnął dłoń i delikatnie, jakby z obawą, że sprawi mi ból, nieśmiało zaczął mnie obejmować… Dotykał mnie delikatnie, nieśmiało… Pozwalałam Mu na to. Jezus spojrzał we mnie głęboko… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!!!
„Jakaś Ty podobna do Mnie, Oblubienico Moja! Jakaś Ty podobna do Mnie, Oblubienico Moja słodka!!!” – wyszeptał z ogniem miłości.
Jezus dotykał i obejmował mnie Sobą. Okrywał mnie Sobą… Ubierał w Siebie… Dotykał każdą ranę i każdy ból całował… Wziąl mnie na ręce i usiadł na ławeczce obok studni. Trzymał mnie w objęciach Swoich. Patrzyłam w mojego Jezusa z oddaniem.
„Zmęczona jestem… bardzo”-szepnęłam z trudem wielkim.
„Wiem. Ja też…” – Jezus patrzył płonący cały…
„Wiem…” – szepnęłam.
Ujęłam głowę Jezusa w swoje dłonie i położyłam ją na sercu moim…
Jezus odpoczywal. A ja wchodziłam w Niego głębiej i głębiej…