Jezus siedział na ławeczce obok studni, a ja siedziałam u Niego na kolanach. Jezus obejmował mnie z czułością. Ja dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. Ujął moją dłoń w Swe dłonie, ucałował ją gorąco i przytulił do Swego policzka.
„Mam do Ciebie prośbę, Moniko…” – zaczął z powagą.
„Prośbę?! Jaką, Jezu kochany?!”
„Tańcz, proszę za mojego Przyjaciela i Sługę! Mówi się o Nim wiele złych, niepradziwych rzeczy! Oskarża o herezję i kontakty ze Złym. To Sługa dobry i wierny. Tańcz, żeby się nie poddawał i robił swoje!” – wyszeptał Jezus bardzo poważny i uroczysty.
„Jasne! Będę!” – szepnęłam z prostotą.
„Dziękuję, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z wdzięcznością.
Nagle ogarnęła mnie ciekawość co to za osoba… Nikogo nie widziałam. Tylko biel i Światłość!
„A ta osoba…” – zaczęłam i natychmiast umilkłam.
„To Sługa dobry i wierny, pokorny i cichy!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Rozumiem. Będę za niego tańczyć!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z wielką Miłością i ja w Niego patrzyłam. Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem. I pomyślałam że nie będę Go dopytywać. Jak będzie chciał to Sam mi powie. A jak nie to nie. Będę studzić, powściągać swoją ciekawość, gasić domysły. Będę tańczyć! Po prostu!
Jezus patrzył we mnie z zachwytem.
„Jesteś bardzo podobna do Niego, Moniko!” – wyszeptał z ogniem i zachwytem wielkim.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
Autor: Maleńka
TANIEC W POCAŁUNKACH
Staliśmy przy studni. Umiłowany moj Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością… Obejmował mnie całą! Patrzył we mnie piękny niezwykle… Patrzył we mnie głęboko… Płonący cały Miłością!!! Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa… I płonęłam Jego miłością!!!
Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył tylko we mnie. I ja tylko w Niego patrzyłam.
„Kocham Cię, Moniko!” – wyszeptał Jezus.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice! Czule i słodko i gorąco! Uśmiechnęłam się do Jezusa onieśmielona i uszczęśliwiona cała!!!A On całował mój uśmiech i serce! Obsypywał mnie pocałunkami jak deszczem!!! A potem… porwał mnie do tańca!!! Szalonego i niezwykle intymnego! Tańczylismy bardzo po całej Światłości! Lekko i zwiewnie! W bliskości bez granic! A ja miałam wrażenie… Nie! Nie wrażenie! Miałam pewność że Jezus wciąż mnie całuje! Obsypuje pocałunkami! Deszczem pocałunków!!! A tańcząc i całując zanurzał mnie w Sobie, zatapial w Miłosci…
„Pi…”- ledwo zaczęłam, a Jezus od razu wziął mnie na ręce i przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam jak swoje… A Jezus wciąż obsypywał mnie pocałunkami…
Teraz też mnie całuje… Zanurza w Miłosci!
DZIĘKOWAŁ MI…
Leżałam w objęciach Jezusa… Obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością i uwielbieniem…
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie z powagą.
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Moniko! To co zrobiłaś wymagało zaparcia się siebie i wielkiej odwagi!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Serce mnie bolało gdy to robiłam… Ale nie mogłam dłużej bezczynnie słuchać kłamstw na Twój temat! Musiałam…”
Jezus patrzył we mnie z zachwytem…
„Wybacz mu! Wybacz mojemu Duchowemu Dziecku, że tak o Tobie mówi! Proszę!!!”
„A z jakiego niby powodu miałbym wybaczyć Twojemu Dziecku?” – spytał Jezus z delikatnym uśmiechem.
„A choćby dlatego, żeby mu pokazać, że jesteś inny niż o Tobie mówi!!! Pokaż mu, że jesteś pełen miłości i miłosierdzia, dobroci i łagodności!!!”
Jezus patrzył we mnie… Na Jego twarzy i w oczach malowało się wielkie poruszenie…
„Wybaczam! Wybaczam Twojemu Dziecku, Moniko!!!”
„Dziękuję mój Jezu kochany!!!” – szepnęłam. I opadłam bez sił…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem całował moje obolałe i zmęczone ciało… Obsypywał pocałunkami… I szeptał z tkliwością niesamowitą:
'To Ja Ci dziękuję, Moja jedyna! To Ja Ci dziękuję!!!”
JEST ŻYCIEM I DAJE ŻYCIE!!!
Jezus siedział na ławeczce obok studni i trzymał mnie w Swoich objęciach. Ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. Położyłam głowę na SERCU Jezusa i rozmyślałam…
Wczoraj napisałam do moich Duchowych Dzieci taką wiadomość:
„Już prawie miesiąc nie maluję. I wiesz?! Jakoś mnie w ogóle nie ciągnie do malowania. Nie to, że nie chce mi się malować. Chce. Ale po prostu wiem, że muszę zrobić sobie wolne. I tyle. Wcześniej jak robiłam sobie kilka dni wolnego od malowania to aż mnie ssało żeby malować. Teraz nawet mnie nie ciągnie.
Wiem że jestem na zwolnieniu ☺️do połowy lipca. A potem zaczynam malować.
To chyba jest odpowiedzialność za siebie, prawda?”” I wolność. Także od malowania ❤️”-napisałam do Synka. A on odpowiedział:”Ta wolność mi się podoba. Odpowiedzialność też, ale ta wolność pięknie zabrzmiała 👍💙”
Spojrzałam w Jezusa. Usmiechalam się do Niego radośnie, promiennie!
„Wiesz mój Jezu? Jak byłam młodsza, czasem myślałam jak to będzie kiedy będę stara i chora, tak, że nie będę mogła malować. I jakoś nie mogłam sobie tego wyobrazić! Nie mogłam sobie wyobrazić życia bez malowania!!! A teraz nie maluję i żyję!!! Normalnie! W wolności! W przekonaniu, że już nic nie muszę, ale wszystko mogę!”
Spojrzałam w Jezusa. Patrzył we mnie zakochany i zasłuchany… Mówiłam więc dalej:
“Bez wszystkiego co stworzyłeś na świecie można żyć! Można się bez tego obyć! Ale nie można żyć bez Ciebie!!! Bo Ty, Jezu jesteś Życiem!!! I dajesz życie!!!”
Jezus milczał. Uśmiechał się do mnie cudownie i tajemniczo. A ja pomyślałam że te myśli od Niego pochodzą. Że Jezus mówi przeze mnie! Jak On bardzo musi mi ufać! Że niczego nie przeinaczę… Że niczego nie powiem od siebie… Jak Jezus mi ufa!!! Jak bardzo ufa słabemu i biednemu człowiekowi…
SZYBUJĘ..!
Leżałam w objęciach Jezusa. Tańcząca bardzo leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem!
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa zakochana i zachwycona!
„Wiesz, mój Jezu? Wczoraj na blogu wyskoczyło takie powiadomienie: 'statystyki bloga szybują w górę!’ Moje serce też szybuje w Górę! Cała szybuję!!! Nic już tu mnie nie trzyma! Nie krępuje! Wszystkie więzy we mnie zerwałeś! Zbędny balast ze mnie wyrzuciłeś! I szybuję wysoko… wysoko!!!”
Jezus patrzył we mnie z uwielbieniem… A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
„Moniko, posłuchaj i nie przerywaj Mi proszę!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Poczym kontynuował:
„Żyjesz tylko dla Mnie! Kochasz tylko Mnie! Liczysz tylko na Mnie! Ufasz tylko Mi…!”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!!!
„To prawda!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„O! Tak to przerywać Mi możesz! Jesteś bardzo dzielna, odważna i pewna siebie!”
„Gdybym była pewna siebie to opierałabym się na sobie! A ja na Tobie się opieram! Jestem pewna Ciebie, Jezu. A nie sie…!”
„To prawda!”- przerwał mi Jezus gwałtownie.
„Ty Jezu też możesz mi tak przerywać!”
Smialismy się oboje głośno i radośnie! Perliscie. Potem Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim… Jak w obrazek we mnie patrzył… I ja w Niego patrzyłam jak w obrazek.
Szybowałam w Jezusie… Coraz wyżej i wyżej!
PRZEZ SEN
Obudziłam się.. Obudziłam się i od razu poczułam, że jestem w ramionach Jezusa… Otulona Jego Miłością, zanurzona w Nim cała. Leżałam z zamkniętymi oczami… I co chwilę zapadałam w półsen… Drzemałam… Ostatnie noce słabo spałam. I byłam zmęczona bardzo… Leżałam… A moje serce biło dla Jezusa… Drzemałam, a moje serce biło dla Niego!
„Kocham Ciebie Jezu!”
W pewnej chwili poczułam oddech na moim policzku, a potem czuły i słodki pocałunek. I przytulenie policzek do policzka…
„Odpocznij kochana Moja… Słodka Moja… Odpocznij…” – usłyszalam ciepły i pełen miłości szept Jezusa,
Odpoczywałam, a moje serce biło dla Niego…
Nie jak długo odpoczywałam. W końcu otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Jezusa! Patrzył we mnie piękny niezwykle, zakochany i zachwycony cały!
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Kocham Cię Jezu!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
„Mówiłaś Mi o tym całą noc, przez sen, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam zanurzona w Miłosci…
UDZIAŁ W JEZUSIE
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolanach. Jezus obejmował mnie z tkliwością i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały… Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i wdzięcznością!
„Bardzo piękna niespodzianka, mój Jezu!!! Bardzo! Dziękuję!”
Zarzuciłam ręce Jezusowi na szyję i ucałowałam Go w policzek. Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie!
Za chwilę spoważniał. I patrzył we mnie głęboko. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś…
„To jeszcze nic. Początek góry lodowej. Módl się za tego człowieka, sługę Mojego, Moniko, jedyna Moja!!! On bardzo tego potrzebuje!” – wyszeptał Jezus z ogniem niesamowitym.
„Jasne! Będę! Nie mam zamiaru przestać!” – szepnęłam z podobnym ogniem.
„Módl się! I wierz!” – Jezus patrzył we mnie coraz głębiej.
„Wierzę!” – szepnęłam z prostotą.
„Wierz, bo Twoja wiara góry przenosi! Nie możesz temu zaprzeczyć, sama widzisz!”
Rzeczywiście… widziałam i zaprzeczyć nie mogłam.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie… Gorejący cały! Piękny, uroczysty wielce i dostojny!
A ja pomyślałam, że biorę udział w Czymś wieeeeelkim! Potężnym!!! Nieogarnionym!!! Niedoścignionym!!! Niebotycznym!!! Doskonałym!!! W Czymś czego nie mogę pojąć swoim malym rozumiem, ani ogarnąć biednym sercem!!! W Czymś co mnie przerasta, przewyższa, onieśmiela baaaaaardzo!!! I jednocześnie ogromnie uszczęśliwia, budzi zachwyt, podziw i entuzjazm!!!
Jezus wciąż patrzył we mnie głęboko…
„Tak, Moniko! Masz udział w Moich dziełach. Więcej! Masz udział we Mnie!” – wyszeptał Jezus z mocą.
„Udział w… Tobie?!” – szepnęłam zdumiona do głębi.
Jezus skinął głową twierdząco.
„Niesamowite!!!” – szepnęłam zachwycona cała.
ULUBIENIEC URADOWANY!
Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy w Światłości wielkiej, bardzo ciepłej i cichej i przyjaznej bardzo! Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził! Tańczylismy lekko i zwiewnie!!! Umiłowany mój Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i uwielbieniem… I dziwnie jakoś… Tajemniczo jakoś…
Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha! I patrzyłam Mu w oczy z oddaniem.
„Jesteś Moją ulubienicą, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„A Ty moim ulubieńcem, mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zaśmiał się perliscie!!! A mnie naszła myśl, że może powiedziałam coś głupiego i Jezus śmieje się ze mnie. Ale od razu do mojego serca przyszło pytanie: 'Czy Bóg może być ulubieńcem duszy?!’ Odpowiedź nasuwała się sama: 'Jasne, że TAK!!!’
„Jesteś moim Oblubieńcem! Ulubieńcem! Umiłowanym wytęsknionym… wyczekanym… upragnionym…”- szepnęłam z ogniem.
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Nawet nie wiesz jak bardzo raduję się, że jesteś, Moniko!”
„Jesteś moim ulubieńcem uradowanym!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„Jestem!” – wyszeptał Jezus. A po chwili dodał:
„Jesteś Moją Oblubienicą! Ulubienicą! Umiłowaną! Wytęsknioną! Wyczekaną! Upragnioną! Ale wiesz?!” – Jezus promieniał cały.
„Tak?!” – szepnęłam rozpromieniona Jego miłością.
„Warto było czekać na Ciebie! Warto było czekać! Warto było czekać, żeby teraz móc się Tobą cieszyć!!!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie, promiennie! Tańczylismy! Jezus patrzył we mnie tajemniczo… Patrzył, a Jego spojrzenie mówiło:
„Mam dla Ciebie niespodziankę, Moniko!!!”
Spojrzałam w Jezusa pytająco, zdumiona…
„Cierpliwości, kochana Moja!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
Uniósł mnie do góry i wirował!!!
Rzeczywiście! Sprawił mi wieeeeelką niespodziankę!!! Jaką?! Czyjeś serce jeszcze wczoraj zamknięte na cztery spusty, dziś otworzyło się na oścież!!!
PIEŚCIŁAM SERCE JEZUSA…
Leżałam w objęciach Jezusa. Tańcząca bardzo leżałam… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! Jak w obrazek we mnie patrzył…
I ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem… I byłam Jego maleństwem, Jego niemowlęciem, Jego dzieciątkiem byłam…
„Jesteś Moją ulubienicą, Moniko!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Moje SERCE się raduje gdy na Ciebie patrzę!” – szeptał dalej Jezus rozpromieniony Miłością.
„Naprawdę?!” – szepnęłam uszczęśliwiona cała.
„Bardzo się raduje!!! Bardzo, bardzo…!!!” – wyszeptał znowu z tkliwością i rozczuleniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa…
A On nagle posmutnial bardzo… Postawił mi przed oczami pewną osobę i wyszeptał prawie bezgłośnie:
„Adoptuj tego człowieka, proszę… On bardzo potrzebuje Twojej modlitwy i tańca!”
„Jasne! Dobrze, kochany mój!” – szepnęłam z mocą.
„Jego pycha i aroganckie zachowanie sprawia ból Mojemu SERCU! Wielki ból…” – wyszeptał Jezus z trudem.
„Ciii… ciii… mój słodki Jezu…”- szepnęłam z czułością.
Zaczęłam pieścić SERCE Najdroższe… Dotykałam dłonią SERCE Jezusa i pieściłam z tkliwością i czcią… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja pieściłam Jego SERCE…
DOBRO WRACA!
Jezus trzymał mnie w ramionach. Obejmował mnie całą! A ja położyłam głowę na SERCU. I uśmiechałam się do Niego i do siebie z czułością…
„Moja Córeczka pieści moje serce… Od wczoraj 'do odwołania’. Wczoraj gdy mi o tym powiedziała, bardzo się wzruszylam… Na sercu zrobiło się miękko. I od wczoraj tak mam, że dotyka moje serce, pieści je i szepcze: 'piękna jesteś! Dobra, odważna i dzielna! Najdzielniejsza!’ I na sercu mi dziwne słodko…”
Przerwałam i uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Powiedziała, że kiedyś ja pieściłam jej serce, a teraz Ona będzie pieścić moje!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cuuuudownie!!!
„Nawet najmniejsze dobro uczynione drugiemu wraca do Ciebie, Moniko, zwielokrotnione! A Ty tego dobra czynisz bardzo wiele!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem i spojrzał mi w oczy głęboko. I przypomniał mi jedno wydarzenie…
Kilka lat temu (może 5, może 7) mój kolega, obecnie przyjaciel był ciężko chory. I miał mieć operację ratującą nie tylko zdrowe, ale i życie. Ja w tym czasie byłam administratorem strony na Fb „Modlitewne Okno Życia” umieszczałam tam intencje dotyczące życia dzieci nienarodzonych. Ale nie tylko. Ksiądz, który tę stronę prowadził, powiedział, że mogę umieszczać tam też swoje ważne intencje. Więc umieszczałam czasem i swoje. I w dniu operacji kolegi umieściłam taką intencję: „O szczęśliwą operację dla Janusza!” Pamiętam, że odezwało się pod tą intencją baaardzo wielu ludzi zapewniając o modlitwie. Januszowi oczywiście nic o tym nie powiedziałam i nie sądziłam, że kiedykolwiek on się o tym dowie. Operacja się udała, Janusz wrócił do zdrowia. Jakiś czas potem potrzebowałam pomocy przy administrowaniu strony Modlitewnego Okna Życia. I Janusz mi tę pomoc zaoferowal. I przeglądając intencje modlitewne, Janusz „przypadkiem” zobaczył: „O szczęśliwą operację dla Janusza!” a pod nią setki ludzi zapewniających o modlitwie! Intencja była umieszczona w dniu jego operacji! Pisał do mnie potem, że patrzył na tę intencję oniemiały i poruszony cały! Od razu wiedział, że to ja zrobiłam! Dla niego!
-Zrobiłaś wielką rzecz, Moniko!
-Ale ja tylko…
-Zrobiłaś wielką rzecz!!! Dla mnie! Skoro za mnie modliło się AŻ tylu ludzi, operacja MUSIALA się udać!!! I udala się dzięki Tobie!!!
Wtedy byłam pewna, że Janusz mówi na wyrost. A teraz już sama nie wiem!
Od tego czasu minęło kilka lat, a ja zawsze mogę liczyć na Janusza, np kiedy się blog zepsuje. A kiedy przepraszam, że znowu zawracam mu głowę, odpowiada z uśmiechem:
-Zawracaj mi głowę do skutku!
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!!!
„Nawet najmniejsze dobro uczynione drugiemu wraca do Ciebie, Moniko, zwielokrotnione! A Ty tego dobra czynisz bardzo wiele dobra!” – wyszeptał z naciskiem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach szczęśliwa cala!