Leżałam w ramionach Jezusa. Tańczyliśmy bardzo! SERCE przy sercu, twarz przy twarzy, policzek przy policzku…
„Dziękuję, że mogę Ci opowiadać… Że chcesz słuchać moich opowieści o mojej Córce. To bardzo mi pomaga…”- urwałam na chwilę i po chwili szepnęłam z bólem:
„Tęsknię za Nią… Tak zwyczajnie, normalnie, po ludzku… Tęsknię!”
Znów przerwałam na chwilę. W moich oczach pojawiły się łzy… Jezus otarł je z wielką delikatnością i patrzył we mnie głęboko… W Jego oczach widziałam miłość i bezgraniczne zrozumienie. To osmieliło mnie bardzo! Szeptałam więc dalej:
„Wszyscy martwią się o mojego Duchowego Syna. Pytają jak się trzyma, jak daje sobie radę, jak to wytrzymuje… A mnie nikt o to nie spyta… A ja też mam ciężko, trudno. Może nawet trudniej niż mój Syn. Ale ok. Nie czas się teraz licytować kto z nas ma tru…”
Jezus przerwał mi gwałtownie! Zamknął moje usta czułym i słodkim pocałunkiem… Potem wyszeptał z ogniem:
„Nie! Właśnie trzeba to powiedzieć. Raz, ale jasno i wyraźnie! To Ty masz trudniej, kochana Moja! Zdecydowanie trudniej! A wiesz dlaczego?”
„Nie…”- szepnęłam zdziwiona nkręcąc przecząco głową.
„Twój Syn zna życie bez Twojej Córki. Zna życie bez Niej! Może z łatwością sobie przypomnieć jak to było zanim Ją poznał. Ty nie znasz życia bez Niej! Była z Tobą od początku! Od zawsze. Była w każdym momencie Twojego życia! I teraz nagle znikła! Nie ma Jej! I to, że Ci Jej brakuje, że po prostu za Nią tęsknisz to naturalne!”- wyszeptał Jezus łagodnie.
„Taaak…”
„Byłoby dziwne, gdyby było inaczej! Bardzo byłoby dziwne… – szeptał dalej Jezus – Daj sobie czas, Moniko. Daj sobie czas… Nie ponaglaj siebie, nie popędzaj… Daj sobie czas. To naturalne, że tęsknisz, że czujesz ból, pustkę i żal… Pozwól sobie na to. Daj sobie czas…”
„Dziękuję Ci bardzo za te słowa… Bardzo potrzebowałam je usłyszeć!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z czułością bezgraniczną… I ja w Niego patrzyłam.
„Naszły mnie także myśli, oskarżenia, że to przeze mnie… bo to przecież ja…” – nie dokończyłam. Jezus znów zamknął mi usta czułym i słodkim pocałunkiem.
Potem ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie z miłością…
„Wiesz, Moniko, że te oskarżenia są nieprawdziwe, że nie pochodzą ode mnie? Że Ja Ciebie nigdy nie oskarzam? Przeciwnie! Usprawiedliwiam Ciebie!”
„Tak!” – szepnęłam z przekonaniem.
„Następnym razem jak przyjdą takie myśli, wołaj swoje wilki! Każdego Każdego po imieniu wołaj!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się delikatnie.
„Dobrze!” – szepnęłam z uśmiechem.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…
Autor: Maleńka
ŻAŁOBA, NADZIEJA I CZYSTE SERCE
Leżałam na SERCU Jezusa… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie jak w obrazek… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Wczoraj pożegnaliśmy na cmentarzu moją Mamę. Na pogrzeb Mamy przyszło bardzo dużo ludzi. Ja jednak pożegnałam się z Nią, a raczej to Ona pożegnała się ze mną wcześniej. Było to pożegnanie bardzo osobiste i przejmujące bardzo… Opowiedzieć Ci o nim, kochany?”
„Opowiedz, Moja śliczna! Opowiedz mi!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„We wtorek moja Mama już bardzo źle się czuła. Leżała z zamkniętymi oczami. Nie wiadomo było czy jest przytomna, czy nie… Chcialam przy Niej posiedzieć, poprosilam więc Tatę, żeby mnie do Niej zawiózł. I Tata zawiózł. Siedzialam przy łóżku Mamy, a Ona leżała z przymkniętymi oczami. W pewnym momencie je otworzyła i spojrzała na mnie. I bardzo niewyraźnie, z trudem wielkim wyszeptała:
– Mo-ni-ka… Mo-ni-ka…
– Tak, kochanie, to ja jestem! – szepnęłam poruszona bardzo, siląc się na uśmiech.
– Mo-ni-ka…
– Tak, mamusiu, to ja…
Mama spojrzała na mnie i zamknęła oczy. Więcej Jej z otwartymi oczami nie widziałam…
Jezus patrzył we mnie głęboko… Poważny i poruszony niezmiernie…
„A opowiedzieć Ci jak czuwa nade mną?” – spytałam uśmiechając się delikatnie.
„Opowiedz, kochana Moja, opowiedz Mi!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Na pogrzeb Mamy nie chciałam ubierać się całkowicie na czarno. Wymyśliłam więc, że nałożę tę ciemnozieloną sukienkę, którą kupiłam na I Komunię chrzesniaczki. Do niej potrzebowałam czarny żakiet lub wdzianko. Jednak nic takiego nie miałam… Bratowa Ania przyniosła mi swój czarny żakiet. Ledwo mi go nałożyli! Był ciasny i gruby, a teraz gorąco. Od razu bym była cała spocona. Potrzebowałam coś takiego cienkiego i przewiewnego i czarnego oczywiście. Poprosiłam moją siostrę Lucynkę, żeby jak będzie mogła coś takiego popatrzyła dla mnie w mieście.
– Gdzie ja ci teraz czarne wdzianko znajdę… Tak na poczekaniu trudno bardzo będzie… – powiedziała zmartwiona Lucyna. Ale obiecała popatrzeć.
Pojechała do miasta. Po jakimś czasie wraca, przychodzi do mnie i mówi:
– Patrz co mam! Weszłam do pierwszego lepszego sklepu i od razu było! Jakby czekało na mnie!
I mi pokazuje… czarne, cienkie, przewiewne wdzianko!!! Takie jak chciałam!!
– Idealne! – zawołałam z radością.
Lucyna opowiadała dalej:
-Wchodzę do pierwszego sklepu a sprzedawczyni od razu do mnie: 'w czym może pomóc?’ Więc ja do niej, że szukam czegoś czarnego i przewiewnego. A ona pyta: 'na pogrzeb? Dla zmarłego czy dla kogoś?’ Tak jakby zmarły już nie był kimś… Ale mniejsza o to. Mówię, że dla kogoś. A ona pokazuje mi to…. Aż w szoku byłam!”
Przerwałam na chwilę, a potem dodałam:
„Także byłam ubrana na zielono i czarno. Czarny to kolor żałoby, a zielony, kolor nadziei…”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!!
„Pięknie wyglądałaś w kolorach żałoby, nadziei i z czystym sercem!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Tak! Byłam wczoraj u spowiedzi, bo wcześniej z powodu wirusa nie miałam możliwości. Dziękuję, że mi wybaczyłeś i że mogłam przyjąć Komunię za Mamę!!! Dziękuję, mój Jezu!!!”
Leżałam na SERCU Jezusa. A On patrzył we mnie jak w obrazek…
POGRZEB MAMY
Dziś odbył się pogrzeb Mamy. Tata, moje rodzeństwo i ja pochowaliśmy Żonę i Matkę. Ciało Mamy spoczęło na cmentarzu gdzie oczekuje na Zmartwychwstanie. Dusza, ufam, jest u Jezusa na rączkach.
Wybaczcie, że nie napiszę nic więcej, ale jestem bardzo zmęczona…
ODPOCZYNEK I CZUŁOŚĆ…
Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo… Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył tylko we mnie… I ja tylko w mojego Jezusa patrzyłam… Tańczyliśmy w miłości i bliskości wielkiej.
„Potrzebowałam bardzo ciszy… Jednak ta cisza, która jest teraz, jest nieznośna…!!! Nie do wytrzymania! W uszach dzwoni! Serce rani… Ale przynajmniej w nocy trochę pośpię, odpocznę. Bo wcześniej, niedawno jeszcze często przez kilka nocy z rzędu nie spałam. Nie było mi dane… Przepraszam…!!! Myślę tylko o sobie!”- szepnęłam z goryczą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Czasem trzeba pomyśleć i o sobie, Moniko!” – wyszeptał z czułością i mnie pocałował. Słodko i gorąco…
„Odpocznij, kochana Moja! Należy Ci się odpoczynek…” – wyszeptał znów Jezus.
A ja przerwałam Mu gwałtownie!!!
„Nic mi się nie należy!!! Wszystko jest Darem od Ciebie!!!”
„Właśnie dlatego, że tak uważasz, należy Ci się!” – wyszeptał Jezus łagodnie i jednocześnie stanowczo.
Leżałam więc dłuższą chwilę w milczeniu i odpoczywałam
„Wiesz mój Jezu… Okazujemy sobie wzajemnie czułość… Mój Duchowy Syn i ja… Wcześniej rzadko sobie okazywaliśmy. Teraz często… Obejmujemy się wzajemnie, ja glaskam Syna po policzku… Nauczyłeś mnie tego… I cierpimy razem. Nie każde osobno. Ale razem. I tak jest łatwiej…”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie… Znów zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę… Czule i słodko i gorąco bardzo…
ODNAJDYWAĆ SIĘ…
Leżałam w ramionach Jezusa. Serce przy SERCU… Twarz przy twarzy… Tańczyliśmy bardzo!
„Wiesz mój Jezu… Martwię się o mojego Duchowe Dziecko, Syna i o siebie też… Wczoraj pomyślałam, że najgorsze już za nami. Ale teraz zaczynam myśleć, że…”- urwałam. A Jezus dokonczyl:
„Że najgorsze dopiero przed Wami…”
Kiwnęłam głową potakująco. I szeptałam dalej:
„Prawie całe Jego, Syna, życie kręciło się wokół mojej Córki i jej choroby. Córeczka bardzo skupiała uwagę na sobie i chorobie. Absorbowała sobą. Syn prawie cały dzień Nią się zajmował. A ja… zajmowałam się… sobą!!!” – szepnęłam z goryczą.
Jezus spojrzał we mnie z tkliwością… I zaczął dotykać mój policzek i głaskal go z czułością niezwykłą…
„Nie mów tak, Moniko, bo to nie jest prawda! Bardzo dobrze, że znajdowałaś sobie zajęcia…”
„Nie chciałam przeszkadzać sobą… Zylam w cieniu Córeczki… „- urwałam na chwilę i po chwili szepnęłam:
„Teraz będziemy musieli nauczyć się żyć jakby od nowa. Odnaleźć się w nowej, nieznanej trudnej rzeczywistości…”
„Nie odnaleźć, Moniko. To będzie proces, powolny i żmudny. Będziecie musieli odnajdywać się, codziennie, każdego dnia, od nowa.”- wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Taaak. Powoli, spokojnie. Niczego nie przyspieszać, nie ponaglać, ale i nie zatrzymywać się, nie spowalniać. Będę musiała przeorganizować swoje życie. Bardziej skupić się na Synu, ale też nie zapominać o sobie. I Syn tak samo. Musi nie zapominać o sobie. A tak wygląda jakby zapomniał o sobie. Skupiał się na żonie i córce, a o sobie zapomniał. Teraz musi o sobie przypomnieć.”
„Ty, Moniko musisz mu w tym pomóc!” – wyszeptał Jezus z czułością.
„A mnie Ty, Jezu, pomożesz?!” – szepnęłam poruszona.
„Jasne!!! I przecież macie jeszcze matkę i żonę!!! Ona się Wami zaopiekuje!!!” –
„No przecież!!! To, że jest u Ciebie, nie znaczy, że nie ma obowiązków wobec nas! Nie znaczy, że nie ma, że nie może nam pomagać, zaopiekować się nami! Prawda?!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem. Ja uśmiechnęłam się do Niego promiennie!
„Macie siebie nawzajem, kochacie się. Będzie dobrze!”
„Będzie dobrze przede wszystkim dlatego, że mamy Ciebie!” – szepnęłam z mocą.
Jezus rozpromienił się cały nade mną! Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Mocno i czule…
WESZŁA W ŻYCIE!
Dziś rano odeszła do Pana moja kochana Mama. Jezus wziął moje Duchowe Dziecko na rączki <3
Ufam, że będzie Tam na mnie czekać. Ufam, że nie umarła, ale odeszła w ŻYCIE. Jezus to ŻYCIE! Mama przekroczyła próg śmierci i weszła w Życie.
Potrzebowałam ciszy… Ta cisza, która jest teraz, aż w uszach dzwoni… Głowa bardzo boli. Ale moje serce jest spokojne. Zanurzone w Jezusie…
TYLKO DZIĘKI JEZUSOWI
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolanach. Umilowany mój patrzył we mnie głęboko… Poważny i uroczysty wielce. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
Patrzyłam w mojego Jezusa poważnie. Z ufnością.
„Przygotowywałeś mnie na tę chwilę, na ten moment mojego życia, prawda, mój Jezu? Przygotowywałeś mnie?” – spytałam z powaga i ufnością.
Jezus przytaknął.
„Czy jestem gotowa, nie wiem… Raczej nie. Chyba żaden człowiek nie jest gotowy na odejście, na odchodzenie bliskiej, kochanej osoby. Ale jest mi łatwiej. Jest mi łatwiej, bo wiem że mam Ciebie, moje Duchowe Dzieci i… moje wilki… Dziękuję, że mnie przygotowywałeś na ten moment!”-szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie poruszony.
„Pamiętasz, Moniko jak Twoje Dziecko mówiło, że Ono,, Twoi bliscy są Twoimi rękami i nogami, a Ty jesteś ich głową?” – spytał Jezus z ogniem.
„Tak, wiele razy tak mówiło!”
„Wczoraj to potwierdziłaś! Zachowałaś zimną krew, przejęłaś kontrolę nad trudną sytuacją!”
„Staralam się…”
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko..
„Wiesz mój Jezu, kilka dni temu powiedziałam mojemu Synowi, że bardzo potrzebuję ciszy, że żyję w nieustannym krzyku i potrzebuję ciszy… I wczorajszy dzień i noc, pierwszy raz od kilku lat cisza… Aż dziwnie mi… Dziwne uczucie…”
„Jesteś bardzo dzielną kobietą, dzielną niewiastą, Moniko!”
Jezus patrzył we mnie z czułością, uwielbieniem i dumą.
„Ja tej dzielności w sobie nie widzę, ale jeśli jestem to tylko dzięki Tobie, mój Jezu!!!”
Wtuliłam się w mojego ślicznego Jezusa całkowicie…
ZA MOJĄ MAMĘ
Nie będę dzisiaj opisywać mojej rozmowy z Jezusem. Nie mam siły…
Proszę Was o modlitwę za moje Duchowe Dziecko, które odchodzi powoli na rączki Jezusa. Za moją Mamę <3
ZENUŚ…
Leżałam w ramionach Jezusa… Tańczyliśmy bardzo!!! SERCE przy sercu, twarz przy twarzy, policzek przy policzku… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie jak w obrazek…
„Kilka dni temu zmarł mój Duchowy Syn… Gdy się dowiedzialam o Jego śmierci to z jednej strony poczułam smutek, a z drugiej wielką radość! Smutek, że już Go na ziemi nie zobaczę, a radość, bo wiem, że jest już u Ciebie na rączkach! Wiem, że jest! To był… to jest, bo żyje, żyje w Tobie, święty Człowiek!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem!
„Kardynał Zenon… Zenuś! Lubię zdrabniać imiona moich Dzieci, więc i Jego zdrabniam… Pamiętasz w jaki sposób stał się moim Duchowym Synem, prawda?” – spytałam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„Pamiętam! Przypomnij Mi, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Po abdykacji Papieża Benedykta, zebrało się konklawe, żeby wybrać nowego Papieża. W internecie zorganizowano wtedy akcję 'adoptuj kardynała!’ Wzięłam w niej udział… Było losowanie. I ja wylosowałam kardynała Zenona!!! Bardzo się ucieszyłam, że wylosowałam akurat Jego!!! Od tamtej pory modliłam się za Niego, tańczyłam… Chciałabym, żeby wiedział, że ma duchową mamę, która jest z Niego dumna!!!”
„Teraz wie!” – wyszeptał Jezus poruszony bardzo.
„Tak… teraz już wie!”
„Wie, że ma duchową Mamę, która bardzo go kocha! I jest szczęśliwy baaardzo!!!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
„Taaa…” – urwałam bo zaniemówiłam…
Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko… I zobaczylam w nich… mojego Syna! Zenusia… Rozpromieniony był niezmiernie… Uśmiechnął się do mnie i mnie pobłogosławił… a ja ujęłam Jego dłoń i ucałowałam serdecznie… I znikł.
Znów patrzyłam w mojego Jezusa…
„Do tej pory Ty się opiekowałaś Nim, teraz On się będzie Tobą opiekował. Razem z Twoimi wilkami!” – wyszeptał Jezus promiennie.
„Dziękuję! A możesz Go poprosić, żeby opiekował się także Swoim Duchowym Rodzeństwem?!” – szepnęłam szybko.
„To oczywiste!”
„Dla mnie oczywiste!!!” – szepnęłam z mocą.
„Dla Niego tym bardziej!” – wyszeptał Jezus z ogniem i rozpromieniony cały.
Uśmiechnęłam się do Jezusa uszczęśliwiona!!! Tańczyliśmy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja!
ROZPŁYWA SIĘ..
Jezus siedział na ławeczce, obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolanach
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA… Patrzyłam z uwielbieniem w mojego ślicznego umiłowanego!
„To mówisz, Jezu, że mówisz przeze mnie?!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem!
„Wiesz, moje Duchowe Dziecko, Córeczka, po przeczytaniu wczorajszej notki powiedziała: 'Moze wreszcie do Ciebie dotrze ze On przez ciebie mowi Nieustannie’. I że Tobą świecę. To znaczy że ona widzi, że mówisz przeze mnie! Bo ja szczerze mówiąc… nie… Chociaż z drugiej strony sama z siebie nigdy bym nie zastanawiala się nad sformułowaniem 'wierzę w Boga’! Bo i po co…?! Nie przyszłoby mi do to do głowy… Czyli wynika z tego, że nie tylko mówisz przeze mnie, ale i myśli mi podsuwasz…! Tak, mój Jezu?! Czy tak..?”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Posłuchaj Moniko… Skoro cala do Mnie należysz, skoro jesteś cała Moja, cała dla Mnie i cała we Mnie to Ja w Tobie działam! I Tobą się posługuję! Otworzyłaś Mi Swe serce to działam w nim! Buszuję, jak to kiedyś powiedziałaś! Buszuję na całego!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Płonący był cały!!!
„Buszuj, mój Jezu!!! Buszuj do woli!!! Cieszę się Baaaardzo, że chcesz!!!” – szepnęłam rozpromieniona cała i cała szczęśliwa!
„Ja cieszę się niezmiernie, że mogę!!! Cieszę się niezmiernie!!!! Moja kochana… Moja śliczna!!!” – wyszeptał Jezus…
Zbliżył Swoją twarz do mego serca i zaczął je piescić i całować! Jak Oblubieniec pieści i całuje serce Swej Oblubienicy… Czule i słodko i gorąco…. Całował, pieścił i szeptał:
„Jedyna Moja… słodka Moja… rozkoszy Moja…”
Serce moje rozpływalo się w umilowanym moim Jezusie… Wciąż się rozpływa …