Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja leżałam w Jego objęciach. Leżałam cała obolała i zmeczona cała. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły, żeby podnieść powieki. Nie miałam siły, żeby cokolwiek powiedzieć. Ale uśmiechałam się do Jezusa promiennie. W pewnej chwili posmutniałam, a moje serce szepnęło:
„Nie chcę, żebyś sam cierpiał!!! Nie pozwól na to więcej, mój Jezu kochany!!! Ja chcę, pragnę razem z Tobą, mój Jezu!!! Nie chcę, żebyś był sam na krzyżu!!! Pragnę z Tobą wisieć!!!”
„Nie jestem sam, Moniko! I nigdy nie byłem! I nie będę! Jesteś przy Mnie i cierpię z Tobą! I Ty ze Mną!!!” – usłyszałam cichy, miękki, poruszony głos Jezusa.
Na policzku poczułam oddech umiłowanego mojego, a potem czuły i delikatny i słodki pocałunek…
„Nie chcę, żebyś był sam!!! Nie pozwól na to!!! Ja pragnę z Tobą, Jezu!!!”
„Nie pozwolę! Obiecuję, kochana Moja!” – usłyszałam łamiący się głos Jezusa.
„Dziękuję!!!” – szepnęło moje serce. Też było bardzo zmęczone.
Jezus całował mnie… Jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę… Gorąco i słodko.
Leżałam z zamkniętymi oczami. A mimo to zobaczylam przed sobą SERCE. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Tańczyliśmy w bliskości i intymności… Mój Jezus i ja.
Autor: Maleńka
„JA JESTEM!”
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Byłam bardzo zmęczona. Wtuliłam się więc w umilowanego mojego Jezusa i odpoczywałam… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie głęboko.
„Ja Jestem, Moniko kochana! Ja Jestem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa z czułością. I pomyślałam, że oczywiście, że jest. Zamknęłam oczy i odpoczywałam dalej… W pewnej chwili poczułam, że jakoś mi twardo i niewygodnie… Otworzyłam oczy i zobaczyłam że… Jezusa nie ma! A ja leżę na ławeczce, a szczebleki ławki wpijają mi się w ciało. Usiadłam. Rozglądnęłam się dookoła. Jezusa, mojego umiłowanego, ślicznego mojego nie było!!! Zaczęłam tęsknić!!! Serce moje tęskniło niezmiernie… Wstałam z ławeczki i zaczęłam chodzić w tę i z powrotem. Nie mogłam sobie miejsca znaleźć! W końcu zmęczona ogromnie usiadłam przy studni, opierając o nią plecy.
„Jezu kochany, tęsknię!!!”
I nagle zobaczylam wielki krzyż! A na nim wisiał Jezus! Cierpiący niewypowiedzianie!!!
„Ja tu myślę tylko o sobie i swojej tęsknocie, a Jezus tam cierpi! Sam!!! Egoistka ze mnie!!!” – szepnęłam sama do siebie. I już chciałam biec do Jezusa, do umiłowanego mojego! Chciałam!!! Ale nie mogłam! Stałam jak zamurowana!!! Chciałam biec całą sobą!!! Ale coś mnie trzymało, powstrzymywało, zabraniało! Natomiast krzyż z wiszącym na nim Jezusem zbliżył się do mnie. I wtedy to coś mnie puściło… A ja rzuciłam się na szyję Jezusowi i objęłam Go z czułością… Objęłam mojego Jezusa całą sobą. A On uśmiechał się do mnie cudownie… Zamknęłam oczy i trwałam przy moim słodkim… A kiedy znów je otworzyłam, zobaczylam że Jezus siedzi na ławeczce obok studni a ja siedzę u Niego na kolankach. Wtulona w mojego Oblubieńca.
„Ja Jestem, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości i uśmiechnął się do mnie cudownie. Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha!
OBECNOŚĆ OSOBY
Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyslalam…
„Kiedyś słyszałam takie zdanie: 'Boga można poznawać, przez Słowa, które mówi i znaki, które czyni. Oczywiście. Ale faryzeusze słyszeli, które mówił Jezus, widzieli znaki, cuda, które czynił, a jednak nie widzieli (a raczej nie chcieli widzieć) w Nim Boga, Syna Bożego. Dlaczego?! Napiszę jak ja to widzę. Bóg jest Osobą. Żyję. I trzeba najpierw to odkryć, doświadczyć. Doświadczyć Bożej Obecności, otworzyć się na Nią. Na Bożą dobroć, miłość, bliskość… Wtedy i otwiera się na Jego Słowa i znaki… Jeśli otworzymy się na Bożą obecność i Miłość, łatwiej będzie nam przyjąć najtrudniejsze nawet Boże słowa…”
Spojrzałam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Byłam cała obolała i zmeczona… Ale uśmiechałam się do Jezusa z czułością.
„Jakaś Ty podobna do Mnie, Moniko! Jakaś Ty podobna… jak dwie krople wody!”
Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko…
„Pozwalasz mi przychodzić do Ciebie… Coraz bliżej i bliżej… Odkrywam Ciebie, Jezu. Poznaję. I gdy zaczyna mi wydawać, że już Cię troszkę znam, Ty oddalasz się ode mnie. A oddalając się ode mnie pociągasz mnie ku Sobie jeszcze bardziej. Zapraszasz do jeszcze większej bliskości… I sprawiasz, że pragnę Ciebie, mój kochany jeszcze bardziej…”- szepnęłam całą sobą.
Jezus patrzył we mnie poruszony moim wyznaniem. Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie, mój śliczny Jezus z ogniem miłości. Płonący był cały! I ja płonęłam Jego miłością…
NA CAŁEGO!!!
Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie głęboko… Z uwielbieniem. Jak w obrazek we mnie patrzył… A ja uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!!!
„Tak mi przy Tobie, Moniko, dobrze… i słodko i lekko i błogo… i miło…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego z czułością…
„Tak Oblubieńcowi przy Jego wybrance być powinno!” – szepnęłam z mocą.
„I jest…”- wyszeptał Jezus jakby nieśmiały, ale uszczęśliwiony niezmiernie.
Chciałam podnieść głowę, żeby pocałować Jezusa ukochanego, ale lekko uniosłam i nie mając sił opadła znów w Jego ramiona. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy. A ja ucałowałam Go z miłością!!! Mogłam Go teraz całować bez przeszkód! Do woli!!! I całowałam!!! Całowałam mojego Jezusa tak jak Oblubienica całuje Oblubieńca swego. Delikatnie, czule i słodko.
„Zatańczylibyśmy jak wczoraj? Cudownie było!!! Tylko nie mam siły…”- szepnęłam z trudem.
Nie masz siły, ale masz Mnie, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. A po chwili spytał:
„Uważasz, że mogę?”
„Tak! Tak uważam! Ty wszystko możesz, mój Jezu!!!” – szepnęłam z przekonaniem i uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha, z bezczelną ufnością. Jezus zaśmiał się głośno, zaskoczony aż taką ufnością! Zerwał się z ławeczki i trzymając mnie w objęciach zaczął tańczyć! A w tańcu ja całowałam mojego słodkiego Jezusa! I On mnie całował! I pieścił moje serce… Tańczyliśmy w intymności niewyslowionej. Wyciągnęłam rękę i dłonią zaczęłam dotykać i pieścić SERCE Jezusa… A ONO przysunęło się do mnie blisko… tak, że mogłam JE dotykać całować i pieścić… Z lubością! Tańczyliśmy! W moim sercu panował wielki ruch i radość wielka!!! A jednocześnie panowała cisza i lekkość i błogość i słodycz… I jasność…
A Jezus dawał mi Siebie, całkowicie! Na całego!!!
JEDNOCZEŚNIE!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem staliśmy przy studni, zapatrzeni w siebie nawzajem i zakochani w sobie nawzajem na zabój… Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko. Płonący cały!
„Tak mi przy Tobie, mój Jezu kochany mi dobrze… i słodko i lekko i błogo… i miło…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy z uwielbieniem.
„Tak Oblubienicy przy Oblubieńcu swoim być powinno!” – wyszeptał Jezus z ogniem. Rozpromieniony był niezmiernie…
„I jest…!” – szepnęłam onieśmielona, ale uszczęśliwiona niezmiernie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować… Obsypywać pocałunkami! Czułymi, słodkimi i gorącymi. Jednocześnie dłonią dotykał i pieścił moje serce…
„Chcę, pragnę zatańczyć z Tobą, mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„A Ja pragnę Ciebie całować i pieścić, Moniko!”
„A nie możesz całować, pieścić i tańczyć ze mną jednocześnie?!” – spytałam zdziwiona.
Jezus przerwał pocałunki i patrzył we mnie głęboko.
„Uważasz, że mogę, kochana Moja?!” – teraz Jezus się zdziwił, a przynajmniej tak wyglądało.
„Tak!!! Uważam, że możesz, mój śliczny! TY wszystko możesz! Dla Ciebie nie ma nic niemożliwego!!!” – szepnęłam z przekonaniem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!! Rozświetlił się cały nade mną. Objął mnie z czułością i zaczęliśmy tańczyć!!! Tańczyliśmy, a mój Jezus całował mnie słodko i gorąco i czule i pieścił moje serce! Jednocześnie!!! I było mi dobrze… i słodko i lekko i błogo… i miło!!! Tak jak Oblubienicy przy Oblubieńcu swoim być powinno… Tańczyliśmy bardzo! Oblubieniec całował mnie i pieścił moje serce… Rozpływalam się w Oblubieńcu moim…
DZIĘKI SPOJRZENIU…
Jezus siedział na ławeczce obok studni, a ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko… Z zachwytem i uwielbieniem patrzył. Ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uśmiechalam się do Niego delikatnie… Nieśmiało…
„Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, Moniko…”- wyszeptał z ogniem miłości.
„Taaak. Dlatego to zrobiłam, żeby pomóc w biedzie. Żałuję tylko, że…”
„Nie masz czego żałować, kochana Moja! Trzeba było dać świadectwo prawdzie! I dałaś. Resztę zostaw Mnie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa nieśmiało. A On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie ogniście.
„Ja bym tak samo postąpił na Twoim miejscu!!! Tak samo!”
Jezus patrzył we mnie uśmiechając się do mnie z czułością bezgraniczną… Dzięki temu spojrzeniu przez lata nabierałam pewności siebie i własnej wartości. I dzięki temu spojrzeniu mogę teraz reagować i działać tak a nie inaczej.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Promiennie! Od ucha do ucha!!! A Jezus całował mój uśmiech… Czule i słodko…
ZNIKAJĄ TROSKI
Siedziałam u mojego Jezusa na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. A ja patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko i rozmyslalam…. Jezus patrzył we mnie z czułością, a ja w Niego patrzyłam i rozmyslalam.
„Martwisz się o swoje Duchowe Dzieci, Moniko…” – wyszeptał Jezus łagodnie, czytając w moich myślach.
Kiwnęłam głową potakująco. Że tak.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie i wyszeptał:
„Rozumiem Cię, kochana Moja. Kochasz swe Dzieci, więc się o Nie martwisz. To naturalne. Moja Mama także się o Mnie martwiła gdy byłem chłopcem i zgubiłem się Moim rodzicom gdy wracaliśmy z Jerozolimy. Martwiła się o Mnie bo Mnie kochała. Jednak Twoje Dzieciaki są w moich dłoniach! Oddałaś Mi Je i Ja Je strzegę! One są w moich rękach, a ich serca w moim SERCU!”
„Przy Tobie mój Jezu znikają wszystkie troski!” – szepnęłam z mocą i uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!
On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę… Czule i słodko i gorąco bardzo…
ODPOCZYNEK I UWIELBIENIE
Byliśmy w Światłości wielkiej! Mój Jezus i ja. Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Umilowany mój patrzył we mnie z wielką miłością i dumą. Jak w obrazek we mnie patrzył… I ja w mojego ślicznego jak w obrazek patrzyłam…
„Zrobiłaś Wielką Rzecz, Moniko!” – wyszeptał płonący cały.
„Tak. Wygląda na to, że tak…”
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Moniko, jedyna Moja!”
„Dziękuję. Ja z siebie też…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy.
„To Ja Ci dziękuję, kochana! Bardzo dziękuję!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do Niego delikatnie…
„Jestem bardzo zmęczona, kochany… Czy mogę…”
Jezus nie pozwolił mi nawet dokończyć!
„Tak oczywiście! Posil się, napij i odpocznij. Na SERCU Moim odpocznij…!” – wyszeptał z tkliwością bezbrzeżną.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem, a potem przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… Piłam i odpoczywałam na SERCU Jezusa… A moje serce szeptało:
„Bądź pozdrowiony… Bądź pochwalony! Bądź uwielbiony! Bądź wywyższony! Kochany mój Jezu!!! Uwielbiam Ciebie!!!”
DALEJ TAŃCZYMY
Tańczyliśmy bardzo! Mój Jezus i ja! SERCE przy sercu… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Tańczyliśmy w bliskości i intymności! W miłości tańczyliśmy! Jezus patrzył we mnie głęboko… Bardzo poruszony, uroczysty i bardzo poważny. Patrzył we z ogniem w oczach…
„Tańczymy za Twoje Duchowe Dziecko, Moniko! Ono bardzo naszego tańca teraz potrzebuje!”y
Przytaknęłam ze wzruszeniem i powagą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i pautrzył we mnie płonący cały!
„Zrobiłaś Wielką Rzecz!” – wyszeptał z ogniem.
„Ale ja tylko…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Zrobiłaś Wielką Rzecz, Moniko! Bardzo wielką! Jutro się przekonasz!!!” – wyszeptał.
I porwał mnie do jeszcze bardziej bliskiego, ognistego tańca!!!
Tańczyliśmy bardzo! W miłości bez granic!
NOCNY TANIEC
Dziś krótko. Całą noc tańczyliśmy bardzo. Bardzo! Mój Jezus i ja. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczyliśmy w bliskości i intymności. W milczeniu. Ale nie potrzebowałam słów. Potrzebowałam Jezusa! I Jego pragnęłam!!! I On, Jezus dawał mi Siebie. Zanurzał w Sobie i czynił z Sobą jedno…