Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie jak w obrazek… Z zachwytem i uwielbieniem… Ja patrzyłam w mojego ślicznego zdumiona do głębi wczorajszym wydarzeniem!!!
„Można powiedzieć, że pijesz mi z ręki…” – szepnęłam zaskoczona swoimi słowami.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Nie tylko 'można powiedzieć’, ale tak jest. Piję z Twoich rąk, z Twoich dłoni. I jadłbym Ci z ręki gdybyś mi podała!”
„Jadłbyś mi z…”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem!
Moje zdumienie rosło i roslo…!!! I przerodzło się w przerażenie i pytanie… Cała byłam PYTANIEM!!!
„Dlaczego??!!!”
„A Ty, Moniko jeszcze pytasz?! Z niczego, z rzeczy błahej i nieważnej uczyniłaś COŚ wielkiego! Uczyniłaś GEST uwielbienia! GEST miłości i uniżenia. Mogłaś dać mi pić inaczej, mogłaś powiedzieć, żebym sam sobie wziął. Ile to nabrać wody i się napić. A Ty nabrałaś, usłuzyłaś Mi. A nie mając naczynia, sama siebie uczyniłaś naczyniem. Naczyniem, z którego mogłem się napić!”
Jezus przerwał na chwilę i spojrzał we mnie wzruszony… I mówił dalej:
„Uniżyłaś się przede Mną, upokorzyłaś… Widząc taką miłość, chęć służy i uniżenie, nie mogłem przed Tobą, Moniko nie uklęknąć! Nie mogłem! Uczyniłaś siebie naczyniem!”
„Żeby tylko to naczynie nie było puste…” – szepnęłam z trudem.
Jezus zaśmiał się cudnie!
„A czujesz się pusta? No, sama powiedz!”
„Właśnie nie! Przeciwnie! Czuję się pełna!
Pełna Twojej obecności, bliskości, miłości, czułości… Słowem, pełna Ciebie, Jezu!”
„Sama widzisz! Uczyniłaś siebie naczyniem! A otwierając się na Mnie, jesteś pełna Mnie! Dlatego będę jadł Ci z ręki, wszystko co Mi podasz!”
Patrzyłam w mojego umiłowanego Jezusa zdziwiona do głębi… A On patrzył we mnie płonący cały miłością i uwielbieniem. Jak w obrazek patrzył…
Autor: Maleńka
PRZY STUDNI
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem staliśmy przy studni. Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą….
„Moniko, kochana Moja! Miła Moja! Słodka Moja…!” – szeptał Jezus z ogniem miłości.
„Kochany mój Jezu… Jedyny mój…” – szeptało moje serce.
Jezus patrzył we mnie płonący cały. Patrzył głęboko… I ja w Niego patrzyłam. Rozpromieniona cała.
Jezus wziął moją twarz w Swe dłonie. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco…
„Daj mi pić, Moniko, proszę. Pragnę!” – wyszeptał z cudnym uśmiechem.
„Już, już, tylko zaczerpnę, Jezu!” – szepnęłam uradowana, że mogę usłużyć umiłowanemu mojemu.
Na studni stało drewniane wiaderko. Nałożyłam je na haczyk i nabrałam wody.
„Znów nie mam naczynia… ale nic to, poradzimy sobie!” – szepnęłam sama do siebie, śmiejąc się wesoło.
Włożyłam dłonie do wiaderka i nabrałam w nie wody. Potem uklękłam przed Jezusem, wyciągnęłam dłonie pełne wody i wyszeptałam:
„Proszę, napij się, kochany!”
I w tym momencie uświadomiłam sobie, Jezus w ten sposób się nie napije. Przecież klęczalam przed Nim! A, żeby mógł się napić, musiałabym wstać! Stać przed umiłowanym i tak dać Mu się napić?! Też nie… Ja chcę, pragnę klęczeć przed Nim! Jest moim Panem i Królem! Uwielbiam przed Nim klęczeć! Ale jak dać Mu pić?!
I tak ze skołatanym sercem klęczalam przed Jezusem. A On patrzył we mnie z czułością niezwykłą. I po prostu ukląkł przede mną. Wziąl moje dłonie w Swoje, nachylił się i pił. Pił z moich dłoni…
A we mnie wszystko się burzyło…!!!
Jak On może klęczeć przede mną…?!!! Jak może!!!
Tymoszenko Jezus wypił wodę, uniósł głowę i patrzył we mnie… Rozczulony i poruszony cały…
„Tak, Moniko. Tak, kochana Moja, jeśli Ty klękasz przede Mną to i Ja klękam przed Tobą! Od razu! Inaczej nie mogę i nie chcę!”
Spojrzałam w oczy Jezusowi z miłością i uwielbieniem… I położyłam głowę na Jego ramieniu.
„Jezu mój… Jezu kochany mój…” – szepnęłam z trudem.
Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie… Zanurzył w Sobie… Leżałam w Jezusie cała i odpoczywałam… Leżałam zanurzona w Miłość…
BO MOGĘ!
Jezus siedział na ławeczce obok studni i trzymał mnie w objęciach Swoich. Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Zakochani i szczęśliwi niezmiernie… W pewnej chwili zeskoczyłam z kolan Jezusa, chwyciłam Go za rękę i zaczęłam ciągnąć!
„Zatańczmy, zatańczmy, kochany mój!!!” – szepnęłam śmiejąc się perliscie.
„Z Tobą zawsze, umiłowana!”
Jezus zerwał się z ławeczki, objął mnie całą i porwał do tańca! Tańczylismy w Światłości, intymności i Miłości… A Światłość, intymność i Miłość zlewała się w Jedno. Była Jednym. I my jednym byliśmy! Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
„Jakaś Ty piękna, Moniko!” – wyszeptał ogniście.
„Dziękuję, ale nie mówmy o mnie… O Tobie mówmy, Jezu kochany!”
„Ale Ja pragnę mówić o Tobie! Chyba Mi nie zabronisz?!” – zaśmiał się Jezus cudownie i dał mi delikatnego pstryczka w nos.
Zaśmiałam się radośnie i umilkłam. Jezus kontynuował:
„Jakaś Ty piękna, mężna, dzielna! I silna! A mówiąc o Tobie, o Sobie mówię, Moniko! O Moim dziele w Tobie! Jakaś Ty Mi oddana… Cała Moja! Wszystko Twoje jest Moim!!! Chcę, żebyś wiedziała, że wszystko MOJE jest Twoim, jedyna Moja! I JA jestem, Twój!!!”
W oczach Jezusa widziałam żar, plomienie i oddanie!
Patrzyłam w mojego ślicznego zawstydzona, onieśmielona i uszczęśliwiona zarazem… Tańczylismy jeszcze trochę. A potem odpoczywałam w moim Jezusie. Pomyślałam że chce mi się pić. I nie zdążyłam pomyśleć do końca, a Jezus przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… Piłam i rozmyślałam…..
„Ostatnio zmieniło się moje podejście do wszystkiego co robię, do mojego działania.
Już nie robię dlatego, że muszę, ani nawet dlatego, że chcę. W wyrazeniu „muszę” jest
przymus, presja, nacisk. Z reguły negatywny. W wyrażeniu „chcę” też jest jakiś przymus. Może być pozytywny, ale może być i negatywny. Nie działam dlatego, że muszę, ani dlatego, że chcę. Działam dlatego, że mogę! MOGĘ! W tym słowie wyraża się wolność! Otwartość, entuzjazm i szczęście! A jednocześnie w wyrażeniu MOGĘ łączą się i „muszę” i „chcę”.
Mogę! Mogę więc działam!
BUDUJE SWOJE KRÓLESTWO!
Siedziałam na ławeczce obok studni i trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i całkowicie mi oddany… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Napisałaś wczoraj, kochana Moja, że przyjąłem Twój dar!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„No tak. A bo co?” – spytalam Jezusa uśmiechając się do Niego od ucha do ucha.
„Ja przyjmuję wszystko co Mi dajesz szczerym i ochotnym sercem!”
„I tak dałam!”
„I Ja przyjąłem!”
„To o co ta cala rozmowa?”
„A tak, chciałem, żebyś wiedziała!“
Jezus usmiechal się do mnie cudownie!!! I ja też się do Niego uśmiechałam…
Rozczuliłam się niezmiernie…
Pochyliłam się i ucałowałam Jezusa w policzek… Z czułością i namaszczeniem…
„Wiem… wiem mój Jezu kochany!” – szepnęłam Mu wprost do ucha.
Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko… Delikatnie przysunął moją twarz do Swojej twarzy… I całował mnie… Całował całym Sobą… Całował czule, słodko i gorąco… Jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice.
A całując szeptał:
„Twoimi darami z serca buduję Swoje Królestwo…!”
Zaniemówiłam…
„Niesamowite…!!!” – pomyślałam.
A Jezus wciąż całował...
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
A On całował i całował…
OTWARTA
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Usmiechalismy się do siebie nawzajem promiennie!
„Problem zniknął! Jest dobrze! I wcale nie byłam niecierpliwa, nie pośpieszyłam!” – szepnęłam z radością.
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem.
„Dlaczego mi tego wczoraj nie powiedziałeś?!”
„Cóż z tego gdybym Ci powiedział, kochana Moja?! – Jezus szepnął pobłażliwie – potrzebowałaś sama tego doświadczyć, przekonać się!”
To prawda!
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. I zaczęłam rozmyślać…
Mój dar dla Niego, obrazy, w mojej parafii nie zostały przyjęte. Oschłość, przykre słowa, (że”kościół to nie muzeum“ i że “w kościele jest za dużo Maryi”. Te ostatnie słowa zabolały mnie najbardziej, bo Maryja zawsze wskazuje na Jezusa! Zawsze! I kościół Maryjny to kościół w pełni, całkowicie Chrystusowy) a wczoraj obojętność, udawanie, że się mnie nie widzi. I spojrzenie jakbym swojemu Pasterzowi wielką krzywdę zrobiła…
Ale Jezusa też w “Jego ojczyźnie”, w Jego mieście, Nazarecie nie przyjęto. Jestem więc podobna do Niego.
Co dalej z moim darem dla Jezusa? Plany są. Jednak nie będę o nich mówić, dopóki nie będę na 100% wiedziała. Zobaczymy co Bóg da 😊 Nie martwię się jak się skończy ta sprawa. Na wszystko jestem otwarta na każdą okoliczność. Zarówno na przyjęcie jak i na nieprzyjęcie. I w każdym przypadku będę się cieszyć! To jest mój dar dla Jezusa, a On juz go przyjął. Tak czy inaczej.
W SERCU
Leżałam w objęciach Jezusa, patrzyłam Mu w oczy głęboko i rozmyślałam…
„Wczoraj popołudniu na mojej drodze pojawił się problem. Pojawił się nagle i niespodziewanie. Przyszedł ze strony, z której się w ogóle nie spodziewałam. Problem ten raz urastał do wielkich, niebotycznych rozmiarów i był ciężki jak głaz. A raz był malutki i lekki jak piórko. W zależności od tego z której strony na niego patrzyłam. Ale ja nie wiedziałam z której strony mam na niego patrzeć… Byłam zdezorientowana i zagubiona…. Nie wiedziałam co o tym myśleć, co robić, co mówić.
Jezus patrzył we mnie z wielką Miłością i spokojem. Milczał. Wtedy przypomniałam sobie, że mówił że teraz trzeba cierpienia, ciszy i cierpliwości. I nagle… uświadomiłam sobie, że ten problem pojawił się dlatego też, że byłam niecierpliwa, że nie zaczekałam!!!
Rzuciłam się Jezusowi na szyję i przytuliłam się do Niego mocno…
„Przepraszam, mój kochany… Przepraszam! Przepra…”
Urwałam, bo Jezus objął mnie całą… Całym Sobą objął. I głaskał mnie z tkliwością niesamowitą po głowie…
„Ciii… Ciii maleńka… Wszystko będzie dobrze!“
Oddałam Jezusowi mój problem i wszystko co jest z nim związane.
Patrzyłam, a wszystko to znikło w Jego SERCU.
PO TATUSIU!!!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic…
„Pięknie wychowujesz swoje Dzieci, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Zaśmiałam się perliscie!
„Nawzajem się wychowujemy! One mnie, a ja Je. Mamy jeden wspólny Cel, Niebo, do którego dążymy wychowując się nawzajem!” – szepnęłam z mocą. I dodałam z zachwytem i dumą:
„Piękne mam Dzieci… Dobre i kochane baaaaaardzo!!!”
„Po Mamusi Duchowej!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
“Po Mamusi?!! – zaśmiałam się głośno – Po TATUSIU raczej!!! Po Ojcu i Stworzycielu!!!”
„A Ich Duchowa Mamusia także piękna po TATUSIU!!!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem.
„Po TATUSIU!!!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus patrzył we mnie głęboko… Płonący cały. A patrząc zanurzał mnie w Sobie… Tańczylismy bardzo, bardzo w Miłosci niewypowiedzianej…
POCIESZENIE…
Ujęłam dłoń Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie. Potem zaczęłam wpatrywać się w Ranę…
„Bardzo, bardzo Cię bolą Rany, kochany mój Jezu!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością niezwykłą…
„Często bolą. Bardzo…”
Urwał na moment spojrzał we mnie z ogniem…
„Ale teraz nie. Przy Tobie kochana nie bolą!”
„A dlaczego przy mnie Cię nie bo…”
Jezus przerwał mi pocałunkiem… Czułym i słodkim…
„Bo pocieszasz mnie bardzo, kochana Moja!”
„Pocieszam?! Jak ja mogę Cię pocieszyć… Nie umiem!”
„Pocieszasz! Pocieszasz Mnie swoim stosunkiem do przeciwności. Tańcem! Znoszeniem Cierpienia. I uśmiechem pocieszasz!”
Ucałowałam Ranę Jezusa serdecznie!
„I pocałunkami!” – wyszeptał Jezus z lubością.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i zanurzał w Sobie zatapial w Miłosci i czynił z Sobą jedno! I On mnie pocieszał…
DAM SZANSĘ!
„Nie przyjęto Ciebie. Nie przyjęto Twego daru, Moniko kochana…” – wyszeptał Jezus z ogniem. Był poważny, ale nie smutny.
I ja też smutna nie byłam! Przeciwnie. Uśmiechałam się do Jezusa promiennie.
„No widzisz!” – szepnęłam z lekkością.
I uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!!!
„A Ty Moniko taka radosna?! Nie jest Ci przykro?!”
„Przykro? Nie. Szczerze mówiąc nie!”
Jezus patrzył we mnie zdumiony.
Uśmiechnęłam się do Niego i wyszeptałam:
„A niby dlaczego mam być smutna?! Że jestem podobna do Ciebie?! Przecież Ciebie też nie przyjęli w Nazarecie! W Twoim rodzinnym mieście! Jestem podobną do Ciebie! I z tego powodu mam być smutną, i ma być mi przykro?! Niedoczekanie!”
Jezus patrzył we mnie poruszony i płonący cały!
„Tak, Moniko. Jesteś podobna do Mnie!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„Poza tym postanowiłam dać jeszcze szansę. Ty mi zawsze dajesz szansę… To i ja dam!”
„Wielkie rzeczy rodzą się w cichości, cierpieniu i w cierpliwości wielkiej!”
„Nie wiem czy to jest wielka rzecz, ale chcę spróbować”.
Jezus patrzył tylko we mnie. I ja tylko w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tańczyliśmy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
POWAŻNIE!
„Wiesz mój Jezu kochany, jak sobie radzę gdy nachodzą mnie pokusy?” – spytałam z uśmiechem.
Spojrzałam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. I w Jego oczach zobaczylam to samo… Miłość i bezgraniczne uwielbienie…
„No, powiedz Mi jak sobie radzisz, kochana Moja!”
„Wołam moje wilki! – szepnęłam śmiejąc się perliście – Każdego po imieniu wołam! I często nie zdążę wszystkich zawołać a pokusy już nie ma! Ucieka!”
„Wołasz swoje wilki?! Ciekawy pomysł!” – zaśmiał się Jezus perliście.
„Twój! Nie pamiętasz, że kiedyś radziłeś, że jak będę potrzebowała pomocy to mam wołać moje wilki!”
„Oczywiście, że pamiętam. Ale nie myślałem że potraktujesz to poważnie!”
„Ja wszystko co mówisz traktuję poważnie!” – szepnęłam wręcz z oburzeniem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco i czule. Jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę…