Jezus ujął moją prawą rękę w Swe dłonie i zaczął dotykać i badać. Niczym lekarz.
„Boli?” – spytał z troską.
„Boleć raczej nie boli. Ale dziwna jest, jakby nie moja”-szepnęłam po prostu.
Od kilku miesięcy drętwieje mi. Z początku lekko, ale teraz bardziej i mocniej. Czuję w niej mrowienie, to znów igly. A ostatnio nic, jakby była martwa. Nie moja. Odkąd pamiętam była nie władna. A teraz jeszcze jest podrętwiała.
Jezus pochylił się i ucałował moją drętwą rękę.
„Jest Mi ona szczególnie droga i cenna. Jest przygwożdżona do Krzyża, jak Moje…”- wyszeptał Jezus z ogniem.
„Wiem, mówiłeś kiedyś. A skoro jest przygwożdżona to i drętwieje. Twoje też drętwieją?”
„Nawet nie wiesz jak bardzo…”
„No to jak Twoje drętwieją to i moja też!”
Jezus spojrzał we mnie z czułością niezwykłą…
„Zadziwia Mnie i zachwyca to w jaki sposób przyjmujesz przeciwności, Moniko. Wszystko odnosisz do Mnie!”
„A do kogo mam odnosić? Do siebie?! Ty Jezu jesteś dla mnie najważniejszy, Ciebie kocham. I do Ciebie odnoszę. Staram się po pierwsze przyjmować to co na mnie dopuszczasz. Tak jest łatwiej.”
„Niektorym łatwiej jest odrzucić i na Mnie się gniewać!” – w głosie Jezusa słyszałam ból.
„Mi łatwiej najpierw przyjąć, a potem próbować coś zmienić jeśli się da. A jak się nie da to biorę to i tańczę! Tobie ofiaruję.”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
Autor: Maleńka
GONIĘ!
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością, uwielbieniem i zachwytem…
„Wczoraj powiedziałeś, mój Jezu,, że całuję Ciebie swoim życiem…!”- szepnęłam.
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem.
„Pięknie powiedziane… Żyć tak, żeby swoim życiem Boga całować! Ja bym na to nie wpadła!”
„Stwierdziłem tylko fakt!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Skoro tak mówisz… A Ty zachowujesz się tak, jakbyś chciał, żebym Ciebie goniła!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Jakbym chciał, żebyś Mnie goniła?!” – Jezus wydawał się być zaskoczony, choć wiedziałam, że doskonale wie o czym mówię.
„Zbliżasz się do mnie, pozwalasz mi doświadczyć Twoją miłość, bliskość, czułość. A potem uciekasz! Oddalasz się. I chcesz, żebym Cię goniła! I nawet więcej!, wiesz, że będę Cię gonić!”
„Widzisz to!!!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały zachwytem wielkim.
„No jasne! Ślepa nie jestem!” – zaśmiałam się perliscie.
Jezus patrzył we mnie płonący cały…
„Widzisz, Moniko, dając Ci doświadczyć Moją miłość, a potem oddalając się pragnę żebyś poznawała Mnie coraz bardziej i bardziej. Żebyś Mnie odkrywała. Żebyś była coraz bliżej i bliżej Mnie… Dlatego, tak! Chcę żebyś Mnie goniła! Żebyś doszła jak najdalej w bliskości ze Mną!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem!
„I będę Cię gonić, mój Jezu kochany! Choć chyba Cię nigdy nie dogonię! Będę Cię gonić do samego Nieba!”
„Tam Mnie dogonisz, kochana Moja! Dogonisz Mnie i będziesz miała Mnie. W całej pełni!” – wyszeptał Jezus z uniesieniem.
„Wtedy Ty będziesz mnie gonił, mój Jezu!”
Smialismy się oboje głośno i radośnie! Perliscie! A potem Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha!
JAK NAJWIĘCEJ!
Siedzieliśmy przy studni. Jezus i ja. To znaczy, Jezus siedział oparty o studnię. A ja klęczalam przy Nim. Mój umiłowany Jezus patrzył tylko we mnie. Zakochany i zachwycony cały! I ja patrzyłam tylko w Niego! W mojego ślicznego! W mojego słodkiego! Patrzyłam z uwielbieniem i zachwytem! W pewnej chwili Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie, podsunął do Swojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i gorąco…
„Uwielbiam…!” – szepnelismy oboje w tej samej chwili.
Jezus uśmiechnął się do mnie a ja do Niego się uśmiechnęłam.
„Ty pierwsza, Moniko. Co uwielbiasz?” – spytał Jezus z ogniem.
„Uwielbiam Twoje pocałunki, mój Jezu kochany!” – szepnęłam rozpromieniona cała, ale i onieśmielona.
„Uwielbiam całować Ciebie, jedyna Moja!” – wyszeptał Jezus.
I znów mnie pocałował. Ogniście… A ja pocałowałam Jezusa.
„I ja uwielbiam Ciebie całować…” – szepnęłam jeszcze bardziej onieśmielona, ale uszczęśliwiona cała.
„A Ja uwielbialam Twoje pocałunki!” – wyszeptał umiłowany mój. Płonący cały Miłością!
I zaczęłam całować mojego Jezusa! Całowałam Jego Rany, Jego SERCE. I Jego całego… Całowałam całą sobą. Nie tylko, nie tyle ustami. Ale sercem całowałam! Sercem i duszą całowałam mojego ślicznego, słodkiego Jezusa!
Jaki słodki jest mój Oblubieniec! Najsłodszy! Całowałam i całowałam…
Kiedy skończylam spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko… Jezus patrzył we mnie… Miłość sama!
„Uwielbiam Twoje pocałunki, Moniko!” – wyszeptał z ogniem.
„To będę więcej!”
„Całujesz Mnie! Całujesz Mnie swoim życiem, Moniko!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„To nie chcesz więcej, mój Jezu…?” – spytalam niemal ze smutkiem. A w moim sercu zaczęły pojawiać się wątpliwości… Że może Jezus mówi tylko tak, żeby mi było miło. Że może wcale nie chce…
Tymczasem Jezus znów ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko… Płonący cały!
„Chcę, Moniko! Pragnę więcej! Jak najwięcej!!!” – wyszeptał Jezus. I od razu wątpliwości znikły z mego serca.
„Ja też pragnę! Jak najwięcej!
Jezus patrzył we świetlisty i uroczysty wielce. Nasze serca zbliżyły się do siebie nawzajem, objęły się… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
A Jezus i ja trwaliśmy w pocałunkach…
JAK MI POZWOLI!
Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie… Tylko we mnie patrzył zakochany na zabój i zachwycony cały! Patrzył rozpromieniony! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego ślicznego, słodkiego Jezusa patrzyłam! Z miłością i uwielbieniem! Z oddaniem patrzyłam.
„Nawet nie wiesz, Moniko, jak bardzo się cieszę, że Cię mam!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Stworzyłeś mnie, więc mnie masz!”- szepnęłam śmiejąc się perliscie.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno! Potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czułe i słodko i gorąco…
„Z tego, że jesteś ze Mną! Cieszę się niezmiernie!!!” – Jezus patrzył płonący cały miłością.
„Jestem z Tobą, bo chcę! Bo mogę! Bo pragnę…” – szepnęłam z mocą i uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
„Masz wolną wolę, Moniko! Mogłaś pójść gdzie indziej. Ale jesteś ze Mną!”
„Mam wolną wolę. Ale cała ja jestem skierowana na Ciebie! Cała Twoja i cała dla Ciebie. I moja wola jest także skierowana na Ciebie! Żyję dla Ciebie i dla Ciebie działam. Na ile mi pozwalasz! A widzę że pozwalasz na wszystko. Jak nie drzwiami to oknem! Wlizę! Jak mi pozwolisz!”
Jezus patrzył we mnie… Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem… Obsypywał pocałunkami! Jak deszczem! Całował i całował… Z czułością i uwielbieniem… Z ogniem całował! Tonęłam w Umiłowanym moim…
O ŻYCIU
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Rozmyślałam o swoim krzyżu…
„Tak, Moniko. Dźwigasz swój krzyż. Z prostotą, pokorą i dumą. Dźwigasz taki jaki Ci dałem. Nie za ciężki, nie za lekki. Na Twoje możliwości!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego Jezusa z miłością.
„Wiesz, mój Jezu? Czasem siebie tak rozmyślam… Czy chciałabym być kimś innym. Mieć inne życie. Zamienić się z kimś. Być np długonogą piękną modelką. I zawsze jestem przekonana, pewna, że nie! Nie zamieniłabym się z nikim! Nikomu niczego nie zazdroszczę! Nie chciałabym mieć innego życia. Jestem Moniką, niepełnosprawną. Maluję ustami. Mam umiłowanego najlepszego i najpiękniejszego w kosmosie! Dla Niego tańczę! A On mnie obdarowuje… Największym Darem od Niego są moje Duchowe Dzieci! To prawda, nie mam łatwego życia. Ale takie mi dałeś. Trudne, ale piękne! I chcę odnajdywać w nim radość i szczęście. I tak je przeżyć, żeby dojść do Ciebie na rączki!”
„Pięknie powiedziane! Nic dodać nic ująć!” – wyszeptał Jezus z zachwytem niezmiernym.
„To nie ja, to Ty!” – szepnęłam z mocą.
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem! Jak w obrazek patrzyłam. A On uśmiechał się do mnie cudownie…
JAK WIDAĆ!
Leżałam w objęciach Jezusa. Leżałam i rozmyślałam… O moich dwóch Synach Duchowych. O tym, że jeden z nich bardziej myśli o Panu Bogu i ludziach, a drugi bardziej jeszcze do rzeczy jest przywiązany. Niestety… I że muszę za tego drugiego Synka bardziej tańczyć, żeby stał się podobny do tego pierwszego. Na obu Synach mi bardzo zależy i obu kocham jednakowo! Wszystkie moje Duchowe Dzieci jednakowo bardzo kocham. Ale tańcze bardziej za to dziecko, które akurat tego tańca bardziej potrzebuje. Raz za jedno Dziecko tańczę bardziej, innym razem za drugie. I za wszystkie też tańcuję!
Pomyślałam też, że najwyższa pora skończyć użalać się nad sobą, bo jestem tym użalaniem już zmęczona!
Zaśmiałam się perliscie i spojrzałam w oczy Jezusowi…. Patrzył we mnie z niezwykła czułością…
I pomyślałam, że pragnę dalej iść za umiłowanym moim, a nie w miejscu stać!
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha i zapytałam:
„I jak, udało się Ci, Jezu ułożyć wszystko w sercu moim po Swojemu?”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Jak widać, Moniko. Jak widać!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
„No, do wczoraj jeszcze miałam ciężar na sercu. A dziś już nic nie ma. I lekko! Czyli ułożyłeś!”
„Jak widać, kochana Moja!”
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego radośnie i patrzyłam Mu w oczy z wdzięcznością i oddaniem.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Jak w obrazek patrzył…
UKŁADA
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bolało mnie serce… Jezus wiedział o tym. Wiedział o co chodzi. I cierpiał ze mną. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Zaczął dotykać Swą dłonią moje obolałe serce. Pieścił delikatnie… Z czułością niezwykłą. A pieszcząc układał wszystko. Po Swojemu.
Po ludzku było mi trudno. Zostałam upokorzona, poniżona. Moje słowa miano za nic. A teraz ani skruchy, ani słowa przepraszam. Nic.
Jezus pochylał się nade mną poruszony niezmiernie i wciąż układał w moim sercu… I nagle pomyślałam, że jestem bardzo podobną do Niego. On też był upokorzony, poniżony… Jego słowa także miano za nic. Jestem bardzo podobną do mojego Jezusa. Do Oblubieńca mojego.
Teraz także leżę w ramionach Jezusa, a On pieści moje serce. A pieszcząc wciąż układa wszystko. Po Swojemu.
WEDŁUG WOLI JEZUSA
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały. Patrzyłam w mojego ślicznego i rozmyślałam…
„Posłucham rady Duchowego Syna. Spróbuję zachowywać się tak, jakby się nic nie stało. Serce boli i przykro bardzo. Ale spróbuję.”
Ujęłam dłoń Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie. Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Nie martw się, Moniko. Zrobimy tak, żeby było według Woli Mojej!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa delikatnie.
I pomyślałam, że Jego Wola jest o wiele, wiele, wiele piękniejsza i lepsza niż nasza ludzka wola. I nagle uświadomiłam sobie, że Jezus powiedział: „zrobimy”! Czyli, że razem, wspolnie! Że ja Mu w tym pomogę!
Jezus znów uśmiechnął się do mnie przepięknie…
„Oczywiście, że Mi pomożesz, kochana Moja! Bez Ciebie ani rusz!”
Uśmiechnęłam się i znów ucałowałam dłoń Jezusa.
„Dziękuję, kochany mój! Dziękuję!”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…
SIŁA ARGUMENTU
Dziś krótko. Tańczę bardzo bardzo i nie mam siły. Opiszę tylko naszą rozmowę:
„Nie jesteś temu winna być, Moniko!”
„Czuję się winna!”
„Nie jesteś! I nie przejmuj się tym tak bardzo, proszę Cię kochana Moja!”
„Jakże mam się nie przejmować, mój Jezu…”
„Nie bierz cudzych win na swoje ramiona!”
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko…
„Ty Jezu moje winy na swoje ramiona wziąłeś! I zaniosłeś na Krzyż! To ja nie mogę jak Ty??!!”
Jezus spojrzał we mnie zdumiony! I umikl. Poddał się sile mojego argumentu.
BO MA ZA CO…
Jezus siedział na ławeczce obok studni i trzymał mnie w objęciach Swoich. Leżałam w Jego ramionach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam…
„Zmęczo…” – szepnęłam z trudem.
Jezus pochylił się nade mną jeszcze bardziej i pocałował mnie z tkliwością niesamowitą.
„Pracujesz dla Mnie bardzo to i zmęczona jesteś, Moniko! Odpocznij troszkę!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. A On mówił dalej:
„Tak. Pracujesz dla Mnie ciężko! A wtedy gdy wydaje Ci się, że nic nie robisz, tylko cierpisz, wtedy najciężej pracujesz dla Mnie!”
Tak, często mi się wydaje, że nic nie robię.
„Tańczysz dla Mnie! Pięknie bardzo! W miłości, uśmiechu i cichości!”
Nic nie odpowiedziałam. Pomyślałam tylko, że Jezus ciągle mnie chwali… Wczoraj, dzisiaj… Ciągle!
Jezus uśmiechnął się do tych moich myśli.
„Jak mam za co to i chwalę. Jakbym nie miał za co chwalić, to na pewno bym tego nie robił!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. I uśmiechał się do mnie cudownie… I ja uśmiechałam się do Niego radośnie!