Jezus odpoczywal we mnie… A ja… Odpoczywałam w moim Jezusie. Odpoczywalam i rozmyślałam:
„Dzisiaj w Niebie wielkie Święto! Święto Wszystkich Świętych! Czy ja chcę być świętą?! Tak! Chcę! Bo tylko święty może być z Bogiem w Niebie! Tylko święty! Bóg mnie stworzył dla Siebie i powołał do życia z Sobą i w Sobie! W Miłosci i Bliskości! W Szczęściu i Radości! To Bóg jest Tym wszystkim! To wszystko jest w Bogu! Ale nie tak jak tu, na ziemi. W Pełni! Tylko w Nim będę w Pełni kochać, tylko w Nim będę w Pełni szczęśliwa! On jest Pełnią! Pełnią życia, doskonałości i świętości! Mam być święta tak jak On jest Święty! Ja taka grzeszna nędzna! Takie nic! Ma być świętą! Tak! Dzięki JEGO MILOSIERNEJ MIŁOSCI! On mnie uczyni świętą. On może! Tylko On! Ja sama z siebie nic nie mogę. Nic dobrego pomyśleć, powiedzieć czy zrobić! Sama nie mogę nic! Ale z Nim, z moim ślicznym Jezusem mogę wszystko! Wszystko! Mogę nawet zostać świętą! On mi pomoże… Podniesie . Poprowadzi… Gdy tylko Mu zaufam… I będę razem ze wszystkimi świętymi wielbić Jego Imię! Całą wieczność!”
Tak rozmyślałam… A Jezus uśmiechał się do mnie cudownie…
Autor: Maleńka
JEGO ŻYCIE WE MNIE…
Staliśmy przy studni. Jezus i ja. Jezus obejmował mnie delikatnie. Z miłością. Patrzyl we mnie głęboko… Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Zakochana cała!
„Ciało moje jest bardzo zmęczone, mój Jezu! Obolałe bardzo i podrętwiałe. Powoli, bardzo powoli gaśnie. Widzę to, kochany! – dotknęłam dłonią mojego serca – ale tu życie buzuje, kipi, wrze!”
Jezus umiłowany moj patrzył we mnie płonący cały… Poruszony cały!
„Moniko jakaś Ty piękna!!!”
Wziąl mnie na ręce usiadł na ławeczce. Zanurzył mnie w objęciach i patrzył mi w oczy z zachwytem… Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha! I rozmyślałam…
„Tak! Moje ciało powoli gaśnie. A moje wnętrze, serce moje kipi życiem! Dzięki Jezusowi! Tylko dzięki Niemu! Kiedyś pochylił się nade mną i dotknął mnie! Miłością! Dotknął delikatnie, żeby mnie nie wystraszyć…A ja pod wpływem dotyku miłości zaczęłam się otwierać. Powoli. Otwierałam się. A Jezus dotykał… Łagodnie i delikatnie, a jednocześnie konsekwentnie, cierpliwie wytrwale… Dotykał mnie. Otwierał. Pokazywał mi moje piękno. Pokazywał mi mnie samą. Poznawałam Jezusa a z Nim poznawałam i siebie. A Jezus mój śliczny, dawał mi Siebie, wypełniał Sobą. Miłością! I teraz Jego życie kipi we mnie! Buzuje! Wrze! A ja kwitnę… ”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Moniko, jakaś Ty piękna! Coraz piekniejsza!” – wyszeptał zachwycony cały.
„Pragnę być piękna! Dla Ciebie, Jezu mój kochany!” – szepnęłam z mocą.
Jezus ucałował mnie gorąco… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
BARDZO DOBRZE…
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach.
„Zatańczymy, kochana Moja?” – spytał Jezus płonący cały.
„Z Tobą zawsze!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego od ucha do ucha. Jezus wiedział że nie mam siły. Wziąl mnie na ręce i wstał z ławeczki. I zaczął tańczyć! Lekko i zwiewnie. Tańczył… A tańcząc pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie. Zakochany i poruszony…
„Jakże samotny jestem w kościołach, Moniko… Jakże samotny…”
„Wiem… Czy mogę Ci jakoś ulżyć w tej samotności, kochany?”
„Bądź ze Mną!” – wyszeptał Jezus szybko.
„W Tabernakulum?!”
„Tak! Nie chcesz?” – spytał umiłowany jeszcze szybciej niż wcześniej.
„Chcę! Bardzo!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
I… w jednej chwili znaleźliśmy się w ciasnym, ciemnym i zimnym pomieszczeniu.
„Tu jesteś… Sam! Dnie i noce… Jak wytrzymujesz w tej ciasnocie, ciemności i zimnie?!”
Jezus nie odpowiedział. Tylko patrzył we mnie z bezgraniczną miłością…
„Nasze serca mogą to zmienić!”
Popatrzyłam w Jezusa zdziwiona. Nie powiedział 'Moje SERCE’, nie powiedział 'Twoje serce’. Powiedział 'nasze serca’.
Moje serce zaczęło bić mocniej i mocniej. Aż wyszło z ciała i przytuliło się do SERCA Jezusa. A ONO objęło moje serce… I nagle w pomieszczeniu zrobiło się jasno i ciepło i dobrze…
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i uwielbieniem… Ja też w mojego ślicznego tak patrzyłam. Z miłością i uwielbieniem…
„Jak tu miło i dobrze…” – szepnęłam z radością.
„Bardzo dobrze, jedyna Moja! Dlatego, że jesteś!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce. Patrzył we mnie jak w obrazek…
JAK JEZUS
Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam…
„Wiesz mój Jezu? Ostatnio coraz bardziej odkrywam na nowo i na nowo sobie uświadamiam dlaczego mnie stworzyłeś! Stworzyłeś mnie, żebym była Twoim odbiciem na ziemi. Żebym kochała! Rozdawała wokół Twoją miłość! Rozsiewała radość i szczęście! Ty mnie tym obdarowujesz, nie po to, żebym zatrzymywała to wszystko dla siebie. Ale, żebym się tym dzieliła. Rozdawała siebie!
Żebym nikogo nie osądzała, nie potępiała. Żebym kochała! Tak jak Ty mnie kochasz!
Miłosci nikomu nie można narzucić. Nakazami lub zakazami. Do miłości nie można zmuszać. Ludzie zmuszani do czynienia dobra, lub zła czują się zniewoleni. W obu przypadkach. Nie wolno zmuszać. Ty nigdy nie zmuszałeś! Zapraszałes, proponowałeś, zachęcałeś. I Sam pokazałeś jak trzeba kochać! Dałeś przykład. Idąc na Krzyż! Do tego posunęła się Twoja Miłość do mnie! I ja idąc za Tobą mam czynić podobnie! Wtedy wybór miłości nie będzie przymusem, ani zniewoleniem. Będzie wolnością!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
„Pięknie powiedziane!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Pragnę być Twoim odbiciem na ziemi. Kochać pragnę! Rozdawać wokół Twoją miłość! Rozsiewać radość i szczęście! Pragnę spalać się dla Ciebie, mój Jezu kochany!” – szepnęłam z mocą.
„Robisz to Moniko! Robisz to!”-wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Daj mi pić, proszę…”
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam… A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
CAŁY MÓJ ŚWIAT!
Obudziłam się… Cała w pocalunkach!!! Szybko otworzyłam oczy… Zobaczylam pochylone Oblicze umiłowanego mojego! Jezusa! Patrzył we mnie piękny niezwykle… Poruszony cały… Miłością… Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Całowałeś mnie?!” – szepnęłam szybko.
Jezus skinął głową twierdząco, zawstydzony jakby.
„Wiem, czułam!” – szepnęłam z mocą.
„Czułaś moje pocałunki?! Przez sen?!”
„A tak! Śpię, ale serce moje czuwa. I czuje! Całuj mnie jeszcze, jeśli chcesz… Uwielbiam!!!”
„Jeśli chcę?” – spytał Jezus z ogniem.
Kiwnęłam głową, że tak.
„Nie chcę… Pragnę!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie całował… Całował jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco… Całował nie tylko ustami. Całował całym Sobą!!! Jezus całował… A ja rozpływalam się w Jego pocalunkach… Tonęłam… Znikałam… W Umiłowanym moim Jezusie! Jezus całował… a całując karmił mnie Sobą! Ożywiał! Dodawał sił!! Jezus! On był moją siłą! Moim Szczęściem i Radością! Moim Światłem… Był moim Światem! Tak! Był i jest całym moim Światem!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i całował… Wciąż całuje…
NIC WIĘCEJ NIE TRZEBA…
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Umiłowany moj nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we zakochany i zachwycony cały! I ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem! Zakochana cała! Na zabój!!!
„Wiesz mój Jezu…? Ja nie potrzebuję Cię już prosić, ani nie potrzebuję Ciebie przepraszać… Dziwne to. Ale jak! Nie potrzebuję. Potrzebuję natomiast… Nie! Nie potrzebuję. Pragnę! Pragnę być Twoja! Należeć do Ciebie! Pragnę być Twoja i Ciebie podziwiać!”
Ujęłam dłoń Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie… Potem położyłam ją na sercu moim.
” Moje serce należy do Ciebie, Jezu!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały… Zaczął dotykać i pieścić moje serce… Pieścił delikatnie, z czułością niezwykłą, a jednocześnie całym Sobą. Pieścił…
„Od dawna należy!” – wyszeptał z ogniem.
„Od dawna!” – szepnęłam z mocą.
Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie, ucałował ją gorąco i położył na SERCU Swoim…
„A Moje do Ciebie należy, Moniko!”
„Tak! Sama JE sobie wybrałam!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Zaczęłam dłonią dotykać SERCE Jezusa i pieścić JE z czułością.
Jezus pieścił moje serce, ja pieściłam Jego SERCE… Wzajemna pieszczota serc… I bycie dla… Nic więcej do szczęścia nie trzeba…
BEZ GRANIC!
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. Poruszony niezmiernie!
„Moniko, dziękuję Ci bardzo za to co zrobilaś! Nie chciałem Ci mówić. Chciałem, żebyś sama zobaczyła. Swoim czynem pomogłaś Mi nie tylko jednego człowieka, ale kilka osób!”
„Aż tak?!” – szepnęłam z trudem.
„Aż tak! Dzięki Tobie mają one szansę nawrócic się do Mnie. I żyć ze Mną w Niebie!”
„Dziękuję że mogłam!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„A Ja dziękuję, że chciałaś!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Milczałam. To było dla mnie zbyt wielkie…. co Jezus mówi…
„Wiem, że nie bardzo chcesz o tym mówić. Szanuję to, jedyna Moja! Chcę tylko, żebyś wiedziała, że jestem Ci wdzięczny.!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem. I zbliżył się do mnie jeszcze bardziej… Uśmiechał się do mnie od ucha do ucha. I ja uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
„Zatańczymy?” – spytał Jezus z ogniem. Pokiwałam głową twierdząco. Umiłowany moj nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja. Bez granic!
ZAŚNIJ…
Obudziłam się… Obudziłam się i od razu poczułam, że jestem w ramionach Jezusa. Rozbudzalam się powoli… Otulona Jego Obecnością i Miłością. Leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do mojego Jezusa od ucha do ucha! Posłałam dla Niego buziaka… I od razu poczułam na policzku delikatny i czuły pocałunek… Chciałam otworzyć oczy, ale usłyszalam:
„Odpocznij jeszcze, kochana Moja! Odpocznij… Dziś niedziela. Odpocznij Moniko…”
Uśmiechnęłam się, a moje serce szeptało:
„Odpocznę, jeśli Ty Jezu odpoczniesz razem ze mną!”
I mimo że miałam zamknięte oczy widziałam Umiłowanego mojego Jezusa. Położył się obok. I odpoczywał…
„Jakże niewielu ludzi chce, żebym z nimi odpoczął… Bardzo wielu chce, żebym spełniał ich prośby, ale żebym z nimi odpoczął, niewielu…”
„Będę częściej!”
„Ty chcesz!”
„Ale rzadko. Będę częściej!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z lubością…
„Jak dobrze że jesteś, mój Jezu! Że nigdy mnie nie zostawisz, nigdzie nie odejdziesz…” – szepnęłam z mocą.
„Bóg nigdy nie opuści człowieka. Nigdy nie zostawi, nigdy o nim nie zapomni. To człowiek opuszcza Boga. Zobacz, Moniko, w przypowieści o synu marnotrawnym. To syn opuszcza Ojca, zostawia Go. Odchodzi. Ale Ojciec zawsze czeka, tęskni. Pragnie powrotu syna. Pamięta o nim. Można powiedzieć, że jest z nim w jego drodze. Syn zapomina o Ojcu. Przypomina sobie o Nim gdy jest głodny… Ojciec nigdy o Swoim dziecku nie zapomina.”
„Tak…”
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko… Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z czułością.
„Mój maleńki… Zamknij oczka i zaśnij…” – szepnęłam bezgłośnie prawie. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. Zamknął oczy. I po chwili spał… Głaskalam Jego policzek z tkliwością…
Z ROZKOSZĄ…
Staliśmy przy studni. Umiłowany moj Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha! Szczęśliwa i zakochana cała! Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z czułością.
„Mój kochany… Mój kochany Jezu…” – szepnęłam z mocą i uwielbieniem. I pomyślałam że ON jest cały mój i cały dla mnie. I od razu jak to pomyślałam, zawstydziłam się tych myśli… Spuściłam głowę zawstydzona i onieśmielona bardzo… I gdy tak stałam ze spuszczoną głową… usłyszalam bicie dwóch serc! SERCE Jezusa i moje serce. SERCE umiłowane biło dla mnie, a moje serce biło dla Jezusa! Serca biły dla siebie nawzajem!
Jezus podsunął dłoń pod mój podbródek i delikatnie ale stanowczo podniósł moją głowę do góry. Spojrzałam Jezusowi w oczy głęboko. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
„Upodobałem Sobie w Tobie, Moniko! Uwielbiam Ciebie! Jestem cały Twój i cały dla Ciebie!” – wyszeptał z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie i położyłam głowę na SERCU Jego. Z oddaniem… Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie. Zanurzał mnie w Sobie zatapial w Miłosci…
Byłam w moim Jezusie… Rozpływalam się w Nim. Leżałam w Jego objęciach, w Jego ramionach leżałam. Leżałam. A Jezus mój śliczny pochylał się nade mną. Cały… Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem wyciągnął rękę i zaczął dłonią mnie dotykać. Dotykał mojego pokrzywionego, zniszczonego kręgosłupa. Dotykał i pieścił… Dotykał podrętwiałą rękę. Dotykał i pieścił… Dotykał chorych, pokurczonych jelit. Dotykał i pieścił… Dotykał. A Jego dotyk był dla mnie odpocznieniem i ukojeniem… Dotykał nie jak lekarz, ale jak Oblubieniec. Jak Pan, który bierze Swoje. Pozwalałam Mu na to z radością. Z rozkoszą…
ULŻYŁAM I OGRZAŁAM…
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach tańcząca bardzo, bardzo leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie… W Jego oczach i całej postawie widziałam cierpienie i ból niewyobrażalny…
„Jak mogę Ci ulżyć, kochany? Chciałabym choć troszkę…”-szepnęłam z trudem.
„Boli Cię bardzo, zmęczona niezmiernie, ręka dretwieje, a Ty Moniko jeszcze chcesz Mi ulżyć?!” – wyszeptał Jezus z zdumieniem.
„Tak. Pragnę! Bardzo! Sam powiedziałeś, że mam pragnąć, a Ty zrobisz resztę! I pragnę! Uczyń według pragnienia mojego! Proszę…”
Jezus spojrzał we mnie z ogniem w oczach. I nagle znalazłam się razem z Nim na Krzyżu. Jezus wisiał. Cierpiący był bardzo!!! Oczy miał przymknięte…
” Ziiimmno…”-wyszeptał bezgłośnie prawie.
Objęłam delikatnie obolałe i cierpiące Ciało… Delikatnie, żeby nie sprawić Jezusowi jeszcze większego bólu… I zaczęłam całować… Całowałać umęczonego Jezusa… Myślalam, że chociaż Go troszkę pocałunkami ogrzeję… Całowałam delikatnie, ostrożnie… A jednocześnie z ogniem, całą sobą… Całowałam i całowałam. Ze czcią i namaszczeniem wielkim. Z miłością i uwielbieniem. I nabożeństwem… Całowałam, całowałam… Całowałam do utraty sił…
I znów byłam w objęciach Jezusa. A On patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie.
„Ulżyłaś Mi bardzo, Moniko, i bardzo ogrzałaś!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa z trudem…
„Dziękuję Ci Oblubienico Moja słodka!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i gorąco bardzo…