Patrzyłam w mojego Jezusa… Patrzyłam. I się zapatrzyłam… Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha. I Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Nagle… twarz Jego zmieniła się całkowicie!!! Cały się zmienił! Na twarzy, która ukryta była jakby za mgłą pozostał przepiękny uśmiech… Cudowny! A szata mieniła się wszystkimi kolorami świata i wszechświata! Były też takie kolory, które widziałam pierwszy raz w życiu! Od razu poznałam, że to nie jest Jezus! Już kiedyś widziałam Tę Osobę!
„Taaataa?!”-szepnęłam zachwycona cała! I od razu wiedziałam że tak! To był TATA!
„Dziecię Moje słodkie! Błogosławię Ciebie i Mojego Syna na Wasze Gody!”
„Gody??!!” – szepnęłam zaskoczona ogromnie.
Już TATY nie było. Jezus znów mnie tulił do SERCA. Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie i szepnęłam:
„TATA pobłogosławił nas na… Gody!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością i milczał tajemniczo.
A ja zaczęłam rozmyślać…
„Gody?! Co to znaczy? Czyżby Jezus już chce zabrać mnie na rączki? Sama osobiście jestem gotowa! Przygotowana i wytęskniona, żeby do Niego iść! Tylko, żeby mi jeszcze modlitwy pozwolił dokończyć. Głupio tak, bo podjęłam się to chciałabym się z tego wywiązać! Poproszę Go, żeby pomógł mi szybciej układać!”-tak pomyślałam. I już chciałam powiedzieć o tym umiłowanemu. Kiedy Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Płonący cały Miłością!
” Nie ma pośpiechu, kochana Moja… Nie ma pośpiechu… „
Urwał na moment. A po chwili wyszeptał z ogniem:
„Nasze Gody dzieją się teraz!”
„Teraz??!!” – zawołałam zdumiona do głębi, a jednocześnie uszczęśliwiona cała.
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem. W Jego oczach zobaczylam nas oboje i TATĘ, który nakładał na nasze głowy wianki z lilii…
„Teraz jesteś dla Mnie kimś więcej niż matką i kimś więcej niż Żoną! Jesteś Moją duszą umiłowaną, wybraną i poślubioną!”
„Brakuje mi słów, żeby….”
„Nie trzeba słów, Moniko! Miłość wystarczy!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Jak w obrazek patrzył we mnie… I ja w Niego jak w obrazek patrzyłam!
Autor: Maleńka
BARDZO DOBRZE…
Byłam w ciemności wielkiej! Nieprzeniknionej! Niczego wokół siebie nie widziałam. Tylko ciemność. Było mi bardzo smutno, pusto i samotno bardzo…. Tylko ja i ciemność. Nagle usłyszalam huki i grzmoty jakby… Bardzo się wystraszyłam! Ale wiedziałam już co mam robić.
„Atos! Portos! Aramis i d’Artagnan!! Do mnie!!!” – zawołałam w ciemność.
Natychmiast wokół mnie pojawilo się cztery pary oczu! Błyszczały w ciemności jak iskry!
„Moje wilki kochane! Chodźcie do swojej pańci!” – szepnęłam z radością.
Od razu poczułam na dłoniach lizanie i radosne mruczenie. Moje wilczki były ze mną i już się bałam!
Nagle wszystko się zmienilo! Wilki zniknęły! A ja znalazłam się… nie wiem gdzie… Nie wiem czy to była ciemność tak ciemna, czy jasność tak jasna… W każdym razie nic nie widziałam! Ale zalała mnie Obecność… Objęła Bliskość… Otuliła Miłość… I usłyszalam dziwny, dźwięczny jak dzwoneczki głos:
„Oto Oblubieniec się zbliża! Na spotkanie Oblubienicy! Biegnie! Biegnie jak młody jeleń! Na spotkanie z umiłowaną! Wytęskniony pędzi! Na skrzydłach! Pędzi jak wiatr! Na spotkanie ze swoją jedyną!”
Słuchałam głosu z wielką radością tęsknotą! I entuzjazmem wielkim! Trwałam w Obecności i w oczekiwaniu jednocześnie… I w jednej sekundzie znalazłam się na ławeczce! Na kolankach Jezusa! Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa zakochana i zachwycona cała…
„Nie wiedziałam, że można być tak blisko…” – szepnęłam z zachwytem.
„Można, kochana Moja! Zawsze można bliżej!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„To ja pragnę!”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem położył głowę na sercu moim.
„Potrzebuję odpocząć. A tu, u Ciebie kochana Mi najlepiej…” – wyszeptał łagodnie i słodko.
Objęłam umiłowanego mojego całą sobą.
„Tak. Tak, odpocznij mój śliczny…”
Jezus zamknął oczy i wyglądało jakby spał. Usmiechal się przez sen. Widziałam, że jest Mu u mnie dobrze. Bardzo dobrze…
ZAPROSZENIE
Rozmawialiśmy, mój Jezus kochany i ja. Opowiedziałam Mu o problemie, który miałam. Opowiadalam a Jezus patrzył we mnie głęboko. Z miłością i czułością patrzył. I w jednej sekundzie rozwiązał mój problem! I zamienił go w mój dar dla Niego! W podarunek! Ze szczerego serca!
„Rozwiązujesz wszystkie moje problemy, mój Jezu kochany!” – szepnęłam z mocą.
„Twoje problemy są Moimi i rozwiązuję je z Tobą, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Tak bardzo mnie kochasz! Tak bardzo!!!” – szepnęłam z oddaniem.
„Jeszcze bardziej!!!” – Jezus promieniał cały.
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował gorąco, słodko i czule. Ale ten pocałunek był inny niż wszystkie poprzednie. Był zagadkowy, tajemniczy… I był zaproszeniem… Zaproszeniem do pójścia dalej. W głąb. Zaproszeniem do jeszcze większej zażyłości i bliskości… Był zaproszeniem… Na które odpowiedź mogła być tylko jedna…
„Pragnę!”
Natychmiast po tej odpowiedzi znalazłam się w ciemności nieprzeniknionej! Niczego wokół siebie nie widziałam. Było mi zimno, pusto i samotno bardzo… Ale z drugiej strony otulała mnie obecność, niesamowita bliskość i niewysłowiona miłość Jezusa!
I znowu zrobilo się jasno, a przed sobą widziałam Umiłowanego mojego! Patrzył we mnie piękny niezwykle! Cały płonął poruszony miłością! Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha! A Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. I obsypywał pocałunkami! Jak deszczem!
NA SERCU MOIM…
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus cały był miłością i cały był dla mnie! Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa zakochana i zachwycona cała! Patrzyłam, patrzyłam i się zapatrzyłam… Nie było nic prócz Niego! Nic więcej się nie liczyło! Tylko On! Mój Jezus umiłowany!
Nagle zobaczyłam, że moje serce wyskoczyło z ciała i z entuzjazmem wskoczyło na dłoń Jezusa! Jezus rozpromienil się bardzo! Rozświetlił się cały! Rozczulił…. Podniósł moje serce do góry i patrzył w nie z zachwytem niezmiernym…. Potem przytulił je do Swego policzka. I szeptał poruszony cały:
„Serce Moje! Serduszko kochane! Słodkie Moje! Śliczne Moje!”
Jezus szeptał czule. A moje biedne serce podskakiwalo ze szczęścia i wielkiej radości! Jezus włożył je z powrotem do mojego ciała. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem położył Swą głowę na sercu moim…
„Serduszko kochane, jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem…”
Objęłam mego Oblubieńca z tkliwością. Jezus odpoczywal na sercu moim. A ono rozpływalo się w umiłowanym…
CORAZ BARDZIEJ…
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Oddałaś Mi się na nowo, Moniko!” – wyszeptał płonący cały miłością.
„Tak!”
Wczoraj oddałam mojemu Jezusowi wszystkie moje grzechy, słabości, biedy, całą swoją nędzę i nicość. Oddałam Mu też to co we mnie dobre i piękne. Oddałam Jezusowi całe zło i całe dobro, które jest we mnie.
„Tak, oddałam Ci wszystko. Nic sobie nie zostawiłam! Wszystko we mnie jest Twoim!”
„To tak jak Ja. Nic Sobie nie zostawiłem. Cały jestem Twój, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„To prawda!” – szepnęłam z mocą.
I nagle wezbrała we mnie wielka wdzięczność!!! Zeskoczyłam z kolan Jezusa i rzuciłam się do Jego stóp! I zaczęłam całować Jego stopy i dziękować za Jego Miłość i Miłosierdzie jakie mi okazuje! Całowałam i dziękowałam… Jezus pochylił się i podniósł mnie delikatnie. Klęczalam przed moim Jezusem rozpromieniona cała! A On klęknął przede mną. Położył dłoń na moim ramieniu i wyszeptał z ogniem:
„Uwielbiam Ci się oddawać, Moniko. A Ty jesteś do Mnie podobna. Coraz bardziej!”
Położyłam głowę na ramieniu Jezusa, a On objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie…
UWIELBIAM JEZUSA!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały. Z miłością i zachwytem patrzył. I ja patrzyłam w mojego Jezusa zakochana i zachwycona cała! Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać Jego policzek. Głaskalam go z czułością…
„Uwielbiam Ciebie Jezu! Mój słodki! Najsłodszy! Mój piękny! Najśliczniejszy! Mój dobry! Najlepszy! Mój czuły! Najczulszy! Mój bliski! Najbliższy… Uwielbiam Cię mój kochany!” – szepnęłam z mocą.
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
” SERCE Moje się raduje gdy na Ciebie patrzę, Moniko! SERCE Moje się raduje… „-wyszeptał z ogniem.
„A dlaczego?” – spytalam z prostotą.
„Mam wyliczać?! Blogu by nie starczyło!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
„Choć troszkę….” – szepnęłam z uśmiechem.
„Kochająca, dobra, piękna, dzielna, wytrwała, czuła, łagodna, cicha, mężna, cierpliwa, słodka…”
Jezus urwał. I patrzył we mnie jak w obrazek. A mi po raz pierwszy nic nie wyrzucalo, że to na wyrost! Coś /Ktoś mówił mi w sercu, że to prawda. Że taka jestem, jak Jezus powiedział. Wiedziałam też, że ON we mnie to wszystko zrobił. Tylko ON! Sprawił, że taka jestem. Pewnie On Jezus powiedziałby, że Mu w tym pomogłam. Ok, pewnie tak. Ale przede wszystkim to Jezus, Jego miłość, cierpliwość łagodność…
„Uwielbiam Ciebie Jezu kochany!” – szepnęłam z mocą.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i zanurzył mnie w Sobie.
„SERCE Moje się raduje gdy na Ciebie patrzę… Oblubienico Moja!”
Serce moje tańczyło dla Umiłowanego mojego…
ŚWIĘTA PRAWDA
Staliśmy przy studni. Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością i dłonią dotykał mojego policzka. Głaskał go delikatnie… Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem! I ja w mojego Jezusa patrzyłam rozpromieniona cała!
„Moja słodka! Śliczna Moja!” – szeptał Jezus z ogniem głaszcząc mój policzek.
„Zatańczymy mój Królu?!”
„Dziś pragnę całować i pieścić Moją księżniczkę!”
„Jak chcesz, kochany! Jak chcesz!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„A czego Ty chcesz, Moniko?!”
„Chcę być z Tobą, po prostu!”
Jezus zaczął obsypywać mnie pocałunkami! Deszczem pocałunków! Całował i pieścił… A nasze serca rozmawiały:
„Jesteś ze Mną, jedyna Moja! I Ja z Tobą jestem. I wiesz, że nawet kiedy wydaje Ci się, że Mnie nie ma, Ja Jestem!”
„Tak! Wiesz mój Jezu? Tak sobie ostatnio pomyślałam, że nawet gdy odejdę do Ciebie, to tutaj zostanę. Zostanę w moich obrazach, modlitwach które ułożyłam, w blogu…”
„Przede wszystkim zostaniesz w sercach swoich Dzieci!” – SERCE Jezusa uśmiechnęło się do mojego serca.
„Taaak!!! Przede wszystkim w ich sercach!” – szepnęło moje serce z entuzjazmem. A po chwili dodało:
„Będę moim Duchowym Dzieciom pomagać, troszczyć się o Nie, holować! Jeszcze bardziej niż teraz! Nie wyobrażam sobie, żebym tego nie robiła! Będę, prawda?!”
„Prawda!”
Moje serce uśmiechnęło się do SERCA Jezusa.
„A w Tobie będę szaleć!” – szepnęło z ogniem.
„Szaleć?!”
„Bo jeśli Niebo to szaleństwo Miłosci to będę szaleć w Tobie. Szaleć w Miłosci! Prawda?”
„Prawda, Moniko! Święta prawda!”
Jezus wciąż całował mnie i pieścił…
ZJEDNOCZENI
Leżałam w objęciach Jezusa obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. Ręka drętwa i kręgosłup i jelita. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały i poruszony niezmiernie.
„Cierpisz bardzo, umiłowana Moja!” – wyszeptał z troską i bólem.
„Tań…”
„Tak! Tańczysz! I Twój taniec jest Mi bardzo miły!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Po chwili dodał:
„I Ja tańczę w Tobie!”
Próbowałam uśmiechnąć się do mojego ślicznego, ale nie bardzo mogłam. Z trudem się uśmiechnęłam…. Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! I zaczął dotykać moje obolałe i zmęczone ciało. Dotykał jak Oblubieniec. Dotykał, pieścił, całował… Z lubością… Pieścił, całował… Potem przytulił policzek do mego policzka. I tak trwaliśmy zjednoczeni w Miłosci i cierpieniu. Mój Jezus i ja.
CUDOWNIE!
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Umiłowany moj Jezus cierpiący był bardzo… Patrzyl we mnie głęboko smutnym, obolałym spojrzeniem…
„Chcesz Mi ulżyć, pomóc, Moniko? Chcesz być moim ukojeniem?” – spytał Jezus łagodnie.
„Tak! Bardzo!”
W tej chwili znalazłam się na Krzyżu razem z Jezusem. Cierpiał niewymownie… Objęłam Jezusa delikatnie. A spojrzał we mnie z ogniem w oczach.
„Uśmiechnij się do Mnie, Oblubienico Moja! Twój uśmiech będzie Mi pomocą i ukojeniem…” – wyszeptał Jezus z trudem wielkim.
„Mam się uśmiechać kiedy Ty tak cierpisz?! Płakać powinnam! Nad sobą i nad moimi grzechami! Bo to one to wprawi….” – nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem… Czułym, słodkim i gorącym… Potem spojrzał mi w oczy.
„Proszę…!” – wyszeptał błagalnie.
Milczałam zawstydzona… I po prostu zaczęłam się do cierpiącego Jezusa uśmiechać… Z tkliwością i czułością uśmiechałam się do Umiłowanego mojego! A On uśmiechał się do mnie! Z czułością niezwykłą i tkliwością! Uśmiechał się do mnie cudownie!
„Jesteś Moim ukojeniem, Moniko…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Ty jesteś moim bardziej…”
Nasze serca objęły się i przytuliły do siebie nawzajem. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus usmiechal się do mnie, a ja do Niego się uśmiechałam… I było nam błogo, słodko i intymnie bardzo… Brak mi słów, żeby opisać. Po prostu cudownie…
ŚWIECĘ!
„Jaki piękny jest mój blog…” – szepnęłam z zachwytem leżąc w ramionach Jezusa.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością.
„Bardzo piękny, Moniko! Bardzo, bardzo!” – wyszeptał z ogniem.
„Taaak… I mówię to nie dlatego, że jest mój, ani żeby się chwalić! Ale żeby chwalić Ciebie! On jest Twój! I to Ty go piszesz! Ty go tworzysz, Jezu!”
„Tworzę w Tobie i przesz Ciebie, Moniko! Tworzę piękno!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! A ja uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!
„Ludzie chwaląc mnie chwalą Ciebie, mój śliczny!”
Umiłowany mój Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie zakochany i zachwycony bez granic!
„Moniko jesteś Moim światłem! Moim światłem dla innych ludzi! Świecisz Mną! I blog też świeci!” – wyszeptał z tkliwością niesamowitą.
Zapatrzyłam się w umiłowanego mojego… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości…