Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylał się nade mną z tkliwością… Patrzył we mnie rozpromieniony cały… Uśmiechnęłam się do Niego z czułością. Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z miłością…
„Mój Syn… Synek… Mój słodki Syneczek…”-pomyślałam. I… Rozpromieniłam się cała!!! Rozświetliłam!!! Rozjaśniľam się cała!!! Nie było we mnie żadnego oporu! Żadnego muru! Tylko światło! Pokój i radość! I szczęście! Wielkie szczęście, że mogę być matką Jezusa!!! Że mogę Go rodzić w sercach ludzkich!!!
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję mój Synku kochany!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Jezus promieniał cały miłością!!!
„To Ja ci dziękuję, Monisiu! Mamusiu Moja! Dziękuję, że Mi powiedzialaś, że podzieliłaś się ze Mną tym co ci przeszkadza! Że nie ukrywałaś tego, nie chowałaś!”
„Dlaczego miałam przed Tobą ukrywać?! – zdziwiłam się – Przecież mnie kochasz! A ja Ci ufam! I mnie to bolało, ten opór! Bolało mnie… A powiedziałeś, że mój ból jest Twoim! Dlaczego miałabym Ci nie powiedzieć?! Ufam Ci!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On całował mój uśmiech…
Bóg jest wielki!!! Potężny! Dobry i czuły! Zobaczyl uniżenie moje… Pochylił się. Wziąl mnie na ręce i przytulił do SERCA! I uczynił Swoją mamą… Wielkie to i piękne! I jest moim udziałem! Niech będzie błogosławiony! Uwielbiony! Wywyższony!
Autor: Maleńka
SYN
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Leżałam i tuliłam do siebie SERCE Najdroższe. A Jezus mój śliczny tulił do Siebie serce moje… Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
„Opowiedz mi o Sobie, mój Jezu! Proszę!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Jestem Synem. Nie tylko zrodzonym na początku przez TATĘ! I nie tylko zrodzonym z Miriam, jako Człowiek. Jestem Synem każdego, kto rodzi Mnie w sercach innych ludzi! Jestem także twoim Synem, Monisiu!”
„I mogę do Ciebie mówić 'Synku’?!”-spytałam nieśmiało.
„Jak najbardziej! Baaaaaardzo bym się cieszył! W tak wielu sercach Mnie już zrodziłaś! I w tak wielu sercach jeszcze Mnie zrodzisz!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością.
„Synku… Syneczku kochany…” – szepnęłam z czułością, ale coś mi…
„Mamo! Mamusiu kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Mi jednak coś… Postanowiłam o tym powiedzieć Jezusowi!
„Mój Jezu… muszę Ci powiedzieć… Z przykrością i bólem… I wiem, że to Ciebie też boli… Gdy pomyślę, że jesteś, że możesz być moim Synem, rodzi się we mnie jakiś wewnętrzny opór! Mur! Że to nierealne, niemożliwe! Że zbyt wielkie i piękne, żeby mogło być moim udziałem. Boli mnie, że tak jest… Ale jest. I przepraszam Cię za…!”
Jezus patrzył we mnie łagodnie…
” Przepraszam Cię za to, mój Synku!”-szepnęłam z mocą.
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
„To jest twoim udziałem, Monisiu! Bardzo dobrze, że ten opór w sobie widzisz! I, że Mi o nim powiedziałaś! Zburzymy go razem! Wspólnie! Dobrze?”
„Taaak!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On zbliżył się do mnie jeszcze bardziej…
WIE…
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Leżałam i tuliłam do siebie SERCE Najdroższe. A Jezus mój śliczny tulił do Siebie serce moje… Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem…
„Jak mogę Ci usłużyć, kochany? Jak Cię uszczęśliwić?! Ty Jezu mnie tak baaaaaardzo uszczęśliwiasz!!!” – szepnęłam z mocą.
„I ty Mnie bardzo uszczęśliwiasz, maleńka! Tulisz SERCE Moje! Pieścisz, całujesz, szepczesz MU słowa miłości! Moje SERCE jest bardzo szczęśliwe u ciebie, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Ale chciałabym…”
Jezus przerwał mi pocałunkiem! Czułym, słodkim i gorącym… Potem patrzył we mnie głęboko… płonący i poruszony cały!
„Myślisz, Moniko, że nie wiem jak bardzo cię boli?! Myślisz że nie widzę jak cierpisz?! Swój ból, cierpienie ukrywasz pod cudnym uśmiechem. Ale Ja widzę! I widzę jak pięknie tańczysz kochana Moja! Przepięknie!”
Rozwaliły mnie te słowa Jezusa…
„To prawda, kochany… Boli mnie bardzo. Coraz bardziej!” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
„Wiem, Moja kochana! Wiem! Jestem z tobą!”
Jezus przytulił policzek do mego policzka. Tańczylismy bardzo w intymności bez granic…
POZWOLIŁ MI SIEBIE WYBRAĆ!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo… Trzymałam SERCE Najdroższe w dłoniach i tuliłam do siebie. Jezus tulił do Siebie serce moje. Mój umiłowany Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Wiesz dlaczego, Monisiu od razu, na początku nie wziąłem cię na ręce, nie dałem Ci SERCA i nie kazałem tulić? Wiesz dlaczego?”
Zaprzeczylam gwałtownie ruchem głowy! Nie wiedziałam!
„Gdybym to zrobił od razu, na początku, to nie byłabyś taka szczęśliwa jak teraz jesteś!”
„Dlaczego?!”
„Nie miałabyś możliwości wyboru! Postawiłbym cię Moniczko przed faktem dokonanym! Czułabyś się tu obco, źle…. Jak roślina wyrwana nagle z korzeniami ze swego ogródka i wsadzona w obcą ziemię! Narzucił bym ci Siebie! A Ja nikomu Siebie nie narzucam! Po to dałem ci rozum, serce i wolną wolę, żebyś sama Mnie wybrała! I wybrałaś! Pokonując kolejne etapy, poznawałas siebie i Mnie. Odrzucalaś to co zbędne, niepotrzebne i nieważne! Wybierałaś TO co było dla ciebie ważne! I zauważ, że im dalej szłaś wszystkie otoczki i tła były dla ciebie coraz mniej ważne. Ja byłem ważny!”
„I jesteś! Najważniejszy! I już nie ma w moim sercu żadnych teł, otoczek! Całe moje serce Ty zajmujesz! Moje serce należy do Ciebie mój Jezu!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I dodałam z ogniem:
„Dziękuję mój Jezu, że mi to wytłumaczyłeś! I że pozwoliłeś, żebym sama Ciebie wybrała! Dziękuję! Jestem tak baaaaaardzo szczęśliwa!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Jak w obrazek patrzył…
WARTO BYŁO!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Tuliłam do siebie SERCE Najdroższe… Jezus tulił do Siebie serce moje. Mój umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie zakochany i zachwycony cały! Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
„Jak mi tu u Ciebie dobrze! Leżę w Twoich ramionach, trzymam w dłoniach SERCE i tulę do siebie! Szczyt pragnień! Szczyt szczytów, można powiedzieć!”
Przerwałam na moment i spojrzałam w oczy Jezusowi… Płonęły Miłością! Szepnęłam znowu:
„A nie mogłeś mój Jezu od razu wziąć mnie na ręce, dać mi SERCE Najdroższe w dłonie i powiedzieć, żebym JE tuliła?”
„Niestety nie mogłem, Monisiu kochana!” – Jezus uśmiechnął się z czułością.
„Musiałam przez to wszystko przejść?”
Jezus przytaknął.
„Przecież to na około! Na okrętkę! A tak hops i już!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
„Taka była twoja droga, Monisiu! Musiałaś przejść przez ogrody, ławeczki, altanki, wodospady, łąki, góry modlitwy i skalne szczeliny, żeby dotrzeć tutaj, w Moje ramiona!”
„Cóż… pewnie tak! Ale jedno Ci powiem, kochany! Warto było! Warto było to wszystko przejść, żeby się tu dostać! I jeszcze Ci powiem, że gdybym musiała jeszcze raz to wszystko przejść, żeby tylko być, przeszłabym z radością! Byleby tylko tu być!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice! Czule i słodko i gorąco… Potem patrzył we mnie z zachwytem niezmiernym!
„Teraz mam tylko Ciebie! Oprócz Ciebie nie mam nic. Mam tylko Ciebie! A mając Ciebie, Jezu mój słodki mam wszystko! Bo Ty jesteś wszystkim!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
SIOSTRZYCZKA…
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Leżałam i tuliłam do siebie SERCE Najdroższe. A Jezus mój śliczny tulił do Siebie serce moje. Mój umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Pio powiedział…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„O! Widzę, że jesteście na 'ty’!” – zaśmiał się cudnie.
„A, tak jakoś! Samo wyszło!” – szepnęłam śmiejąc się wesoło.
„Bardzo się cieszę! Baaardzo!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Przyjaciele mojego Przyjaciela są moimi przyjaciółmi!” – szepnęłam z mocą.
„I vice versa, Monisiu! I vice versa! Przyjaciele Mojej przyjaciółki są przyjaciółmi Moimi!” – Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
Nie spodziewalam się, że tak to ujmie… I patrzyłam w Niego zaskoczona i uszczęśliwiona cała! Jezus uśmiechał się do mnie przepięknie… Potem posmutnial, spoważniał… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Dotknął dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością…
„Będziesz wiele cierpieć, najmilsza Moja…” – wyszeptał z bólem.
„Będę! Jeśli trzeba, będę, kochany!” – szepnęłam z mocą.
„A jeśli nie tyle, że trzeba. Tylko, że Ja cię poproszę?”
Spojrzałam w Jezusa oburzona!
„Co to za pytanie w ogóle! Tym bardziej będę, mój Jezu! I nie musisz mnie pytać, ani o tym mówić! A może ja nie chcę wiedzieć?! Jestem z Tobą, kocham Ciebie, ufam! I pragnę doświadczać wszystko to co Ty! Po prostu! Nie musisz mi mówić, mój słodki!”
„Nie muszę! Ale chcę! Chcę! Pragnę Ci mówić o wszystkim, dzielić się z tobą, Moniczko!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję, kochany mój! Mój bracie dziękuję! Braciszku maleńki dziękuję Ci bardzo!”
Jezus patrzył poruszony niezmiernie…
„Moja słodka! Siostrzyczka Moja maleńka! Będę cię rozpieszczać! Jeszcze bardziej będę!”
Patrzyłam w mojego Jezusa wzruszona… Oczy Mu się zaszkliły… Trwaliśmy w intymnej bliskości bez granic! Mój Jezus i ja…
BRAT!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Trzymałam SERCE Najdroższe w dłoniach i tuliłam do siebie… Jezus tulił do Siebie serce moje. Rozmyślałam… O SERCU Jezusa… Jezus patrzył we mnie z czułością…
„Lubisz rozmyślać, Monisiu?”
„Taaak! Bardzo! Uwielbiam!”
„To jesteś podobna do naszej MAMY. Ona też bardzo lubi rozmyślać! Wszystko rozważa w Swym Sercu! Jesteś baaardzo do Niej podobną!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zamknęłam oczy i szybko zasnęłam…
Miałam sen… Piszę tak o tym, bo z reguły nie mam snów. Nic mi się nie śni. A jeśli już to bardzo, bardzo rzadko! A ten sen był dziwny…. I cuuuudny niezmiernie!
Śniło mi się, że jestem w kościele. Niby to był mój kościół parafialny… niby nie. Siedziałam z tyłu, na wózku inwalidzkim. A w jednej z ławek przede mną siedział Ojciec Pio! Tak! Ojciec Pio! Nie widziałam go dobrze i siedział tyłem do mnie. Ale wiedziałam, że to on! Po prostu wiedziałam! Modlił się długo. Jak skończył, zawołałam go. Po imieniu!
Podszedł do mnie! Od razu go poznałam! Był taki sam jak na zdjęciach, na obrazkach. Brązowy habit, długa, siwa broda, wielkie łagodne przenikliwe oczy. Głowę miał przykrytą szarym materialem. Poprosiłam go bardzo o modlitwę! Ojciec Pio spojrzał mi w oczy głęboko… I rozpromienil się bardzo!!! Ogromnie!!! Niezmiernie!!! Wziął moją rękę w swoje dłonie i pogłaskał ją delikatnie, poklepał… Potem znów spojrzał mi w oczy. I znów rozpromienil się niezmiernie…!
„Jezus, twój brat!!! Jezus twój brat!!!” – wyszeptał z naciskiem i mocą.
Uśmiechnęłam się do Ojca Pio od ucha do ucha!!!
„Taaak!” – szepnęłam z przekonaniem.
Patrzyłam mu w oczy i wiedziałam, że mnie zna. I zna moją relację z Jezusem! Wie, że jestem Mu bardzo, bardzo bliska! Patrzyliśmy w siebie nawzajem szczęśliwi niezmiernie… I się obudziłam!
Znów leżałam w objęciach Jezusa! I tuliłam do siebie SERCE Najdroższe. Jezus tulił do Siebie serce moje. Patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony cały… I był mi bliski jak brat…! Brat!
POWALONA!
Leżałam w objęciach Jezusa. Tańcząca bardzo leżałam. SERCE Najdroższe tuliłam do siebie. Jezus tulił do Siebie serce moje… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z czułością…
„Teraz widzisz, Monisiu, jak wielki poczyniłaś postęp w relacji i w bliskości ze Mną! I rozumiesz to co ci tyle razy mówiłem, że zawsze można bliżej!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Taaak! – szepnęłam rozpromieniona cała – A czy jeszcze bliżej można?!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
„Zawsze można bliżej, kochana Moja! Zresztą zobaczysz!”
„Taaak!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem! Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Po chwili spoważniałam.
„Wiesz mój Jezu, kusi mnie,, że to wszystko jest kłamstwem! Że to kłamstwo! Ale ja tak sobie myślę, że gdyby to było kłamstwo to bym się dzięki temu tak bardzo nie zmieniła. Na lepsze! A ja widzę! Że się zmieniam, dojrzewam, dorastam! I jednocześnie maleję. Gdyby to było kłamstwo to bym tego nie widziała, prawda?”
„Prawda!”
„Ostatnio powiedziałam sobie, że jestem wolnym człowiekiem i grzeszyć nie muszę! I nie będę! Bo grzech to niewola! A ja jestem wolna i grzeszyć nie będę! I od tego czasu grzeszę bardzo mało. Zresztą wiesz, bo to dzięki Tobie!”
„Wiem, Moniko!” – Jezus patrzył we mnie jak w obrazek.
Chciałam zeskoczyć z kolan Jezusa i rzucić Mu się do stóp… I dziękować! Chcialam… ale nie mogłam! Uświadomiłam sobie, że nie mogę ruszyć ani ręką, ani nogą…! Że jestem obezwładniona! Miłością! Powalona! Rozłożona na łopatki! Miłością umiłowanego mojego! Jezusa! Leżałam więc w Jego ramionach. A całe moje wnętrze zalewała błogość, pokój i światło…
NIEWYPOWIEDZIANE SZCZĘŚCIE…
Jezus trzymał mnie w objęciach Swoich. Ja trzymałam SERCE Najdroższe w dłoniach i tuliłam do siebie. Jezus tulił do Siebie serce moje… Oboje byliśmy poruszeni i szczęśliwi bez granic! Mój Jezus i ja!
„Pragnąłem tego od zawsze! Od początku!” – wyszeptał płonący cały.
„Od początku??!”
„Monisiu, jestem Miłością! Stworzyłem człowieka z miłości i do miłości. Do intymnej bliskości ze Mną! Niestety grzech pierworodny oddalił ludzi ode Mnie… Wraz z nim na świat weszła śmierć i cierpienia. Ja jednak nie zostawiłem Moich kochanych dzieci samych! Opiekowałem się nimi, troszczyłem się! I bardzo pragnąłem, żeby moje dzieci do Mnie powróciły! I gdy nadeszła pełnia czasów przyszedłem na świat, jako Człowiek. Żeby ludzie nie tylko mogli doświadczyć i odczuć Mojej Miłości, ale by mogli jej dotknąć! Żeby mogli przytulić się do SERCA Mego… Dotykać, pieścić… Żeby mogli dotykać mojej Miłości. Otworzyłem Swe SERCE! Oddałem się cały moim dzieciom! Tobie się cały oddałem, Monisiu!”
„Niesamowite… Ja też pragnęłam… Sama nie wiedziałam czego! Nie umiałam wypowiedzieć, wyrazić słowami… Ale teraz wiem, że to jest właśnie to czego pragnęłam! To jest właśnie to!”
I po chwili dodałam:
„Jednego tylko jeszcze pragnę… Jednego mi brakuje…”
„Pragniesz zobaczyć Mnie takim jakim jestem? I żyć ze Mną w pełni?”
Przytaknęłam wpatrzona w umiłowanego.
„Zobaczysz, kochana! I będziesz żyć! I już niczego ci nie będzie brakować!”
Jezus patrzył we mnie… I ja w Niego patrzyłam… W Jego i moich oczach pojawiły się łzy… Ale nie były to łzy smutku! Ale łzy szczęścia! Tak! Wielkiego, niewypowiedzianego szczęścia!
SERCA NA RĄCZKACH
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach i pieściłam SERCE Najdroższe. Dłonią, delikatnie pieściłam. Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie, zbliżył do ust i ucałował ją gorąco.
„Moja rączka kochana! Taka słaba a tak się stara…!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha.
„Jeśli chcesz, Monisiu to możesz wziąć SERCE na ręce!” – wyszeptał Jezus.
Pomyślałam, że mówi tak, bo chce, żeby mi było łatwiej, lżej.
„Nie trzeba, dziękuję. Tak mi dobrze!” – szepnęłam.
I w tej samej sekundzie przeleciała mi przez głowę myśl! Jak błyskawica! Że to SERCE pragnie iść do mnie na ręce! Spojrzałam w Jezusa zdziwiona, zaskoczona do głębi!!!
„SERCE Najdroższe??!! Na ręce?! Do mnie…?!!” – szepnęłam z lękiem i zachwytem jednocześnie.
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem Miłosci.
Wyciągnęłam obie ręce i ostrożnie i delikatnie, z nabożeństwem SERCE i przysunęłam do siebie… Pieściłam SERCE Najdroższe, głaskalam, całowałam… Adorowałam JE. Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Teraz SERCE Moje jest już u ciebie na rączkach!” – wyszeptał z tkliwością.
„Tak!” – szepnęłam z mocą uszczęśliwiona cała. I dodałam:
„Będę JE brać codziennie! Jeśli zechcesz! Jeśli pozwolisz, kochany!”
„Z radością! Z wielką radością!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
Wtedy serce moje zaczęło… pragnąć! Nigdy wcześniej tego nie pragnęłam… Nawet nie przyszło mi do głowy i serca, żeby o tym myśleć! Żeby tego pragnąć! To było nierealne! Niemożliwe! Teraz gdy SERCE NAJDROŻSZE pragnęło, moje też zaczęło…
„Serce moje pragnie…”-szepnęłam bezgłośnie prawie.
Jezus spojrzał we mnie płonący cały! Oczy Mu się zaszkliły… Wyciągnął ręce sięgnął we mnie i ujął serce moje. Ujął ze czcią i namaszczeniem wielkim. I przysunął do Siebie. Dotykał, głaskał, pieścił… serce moje. I płonął cały Miłością…