Leżałam w ramionach mojego ślicznego Jezusa. A On odpoczywał z głową położoną na sercu moim. Gładziłam dłonią Jego włosy…
„Kochany… kochany mój…”- szeptałam z czułością.
Jezus odpoczywał długo. W pewnej chwili poruszył się. I poczułam na sercu słodki i czuły pocałunek…! Moje biedne serce aż podskoczyło ze szczęścia i wielkiej radości!!! Jezus pocałował drugi raz i trzeci, i czwarty, i piąty… Całował… mnie całą! Pocałunek przy pocałunku… Całym Sobą! Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, czule, gorąco… Z lubością i ogniem! Całował… A całując zanurzał mnie w Sobie, zagłębiał. Zatapiał w Sobie i stapiał ze Sobą… Zamykał w Sobie i otwierał na Siebie… Gubiłam się w umiłowanym… ginęłam w Nim! Pragnęłam w Nim zginąć! Zniknąć! Żeby mnie nie było! Tylko On! Umiłowany mój!
Jezus całował…
A potem piłam… Jezus tulił mnie. Przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ. I piłam Napój Życia i Miłości… Zanurzona w umiłowanym!
Autor: Maleńka
ZAWSZE, NA ZAWSZE!
Od dwóch dni nie jestem u siebie i u siebie nie śpię. Stan wyższej konieczności.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„U siebie, czy nie u siebie, zawsze jestem w Twoich ramionach, kochany!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim.
„Zawsze!” – wyszeptał z ogniem w oczach.
„I zawsze mogę na Ciebie liczyć!” – szepnęłam z mocą.
„Zawsze! A Ja mogę liczyć na ciebie, Monisiu?” – spytał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.
„Zawsze! Ty wiesz…”
Jezus cmoknął mnie z czułością w policzek… Słodko bardzo…
„Wiem, maleńka. Wiem!”
I położył Swą głowę na sercu moim.
„Uwielbiam odpoczywać na sercu twoim, kochana Moja!”
Objęłam mojego ślicznego Jezusa z miłością przytuliłam do serca i delikatnie głaskalam Jego włosy…
„Zawsze możesz odpoczywać jeśli lubisz, jeśli chcesz, mój Jezu!”
„Uwielbiam… Serdeńko twoje jest takie mięciutkie i baaaaaardzo wygodne… I tylko Moje całe!”
„Twoje umiłowany mój!!! Twoje zawsze i na zawsze!”
Trwaliśmy w Miłosci i intymności bez granic! Jezus odpoczywal na sercu moim. A ja głaskalam Jego włosy…
UCZENNICA JEZUSA
„Jestem dla Ciebie ważna! Widzę to!” – szepnęłam z mocą.
Leżałam przy SERCU Jezusa i patrzyłam Mu w oczy z zachwytem.
„Jesteś dla Mnie bardzo ważna, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Troszczysz się o mnie i mną opiekujesz bardzo!”
„Właśnie dlatego, że jesteś dla Mnie ważna! I twoje Dzieci są dla Ciebie ważne, Monisiu! Dlatego prosilaś, za jedno z Nich! Żebym zdjął z Niego cierpienie, a dał je tobie!”
„Bo Ono takie chore i biedne i słabe… Nie chcę, żeby cierpiało. Ja mogę za Nie. Ale Twoja wola, Jezu mój! Nie moja! Twoja!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem wielkim!
„Prosilaś, żebym nauczył cię kochać! A Ja uczę cię powoli, łagodnie, cierpliwie. Niedostrzegalnie. I już widzę efekty tej nauki! Widzę efekty! Kochasz i potrafisz wyrażać swoje potrzeby. Mówisz, czego chcesz, czego potrzebujesz i czego pragniesz!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Tak. Kiedyś bałam się. Teraz mówię bez obaw!”
„Pojętna uczennica!”
Jezus patrzył we mnie zachwycony cały. A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
CO MÓWI CI SERCE?
„Nie wiem co zrobić…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy głęboko.
„A co mówi ci serce, Monisiu?” – spytał Jezus łagodnie, pobłażliwie nawet.
„Co serce mi mówi? Mówi, że tu nie ma złej decyzji. Że każda decyzja jaką podejmę będzie dobra!”
„Dobrze ci mówi twe serce!”
„Ale jak powiem 'tak’ to będzie dobrze i jak powiem, że 'teraz nie’ to też będzie dobrze??! Dziwne!”
„Ale tak jest!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
O czym rozmawialiśmy? Skonczyłam układac modlitwy wiernych. I już od dawna rozważałam czy jak pani redaktor Oremusa zaproponuje kolejne układanie to czy się zgodzić, czy już nie. I coraz bardziej skłaniałam się, żeby powiedzieć, że na razie wystarczy. Zmęczona jestem baaardzo… Ale pomyślałam , że jeśli teraz odmówię to potem trudniej będzie mi się zebrać… Z drugiej strony baaardzo potrzebuję odpocząć… I nie wiedziałam…
„Kusi mnie, że jeśli odmówię to sprawię Ci przykrość, że Cię zranię, że sprawię Ci ból…” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie z czułością niezwykłą…
„Nic z tych rzeczy, kochana Moja! Nic z tych rzeczy!” – wyszeptał z tkliwością i łagodnością bez granic.
„I nie będzie Ci przy…”
Jezus przerwał mi. Zamknął mi usta pocałunkiem… Czułym, słodkim i gorącym…
„Każdą twoją decyzję przyjmę ze zrozumieniem i miłością! Więcej nawet!” – urwał na moment . A potem wyszeptał z ogniem:
„Wiem jak bardzo potrzebujesz odpoczynku. Dlatego też dobrze będzie jeśli teraz zrobisz przerwę. A w przyszłości jeśli zechcesz, możesz wrócić do układania!”
„Taaak…? Bo tak właśnie mówi mi serce!” – szepnęłam zaskoczona i uszczęśliwiona jednocześnie.
Jezus patrzył we mnie z lubością…
„Masz mądre serce, Monisiu. Mądre i dobre…”
„Bo Ty w nim jesteś! Gdyby nie Ty nie byłoby takie…”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
W IMIENIU JEZUSA
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Zakochana na zabój!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie jakoś dziwnie… Uroczysty i poruszony wielce!
„Zanurzam cię… Zatapiam cię w Sobie i stapiam ze Sobą! Łączę cię z Sobą… Czynię z Sobą jedno!”-wyszeptał Jezus. I przysunął się jeszcze bliżej… Patrzył we mnie płonący cały miłością i uwielbieniem. Przenikliwie bardzo.
„Jesteś Mną, Monisiu!”
Zaniemówiłam!
„Tobą??!! Jak to??!! Nie rozumiem!!!”
„Jesteś Mną dla świata! Rozdajesz pokój i miłość i radość i szczęście i nadzieję! W Moim Imieniu!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa zdziwiona!!! Ja mam być Nim???! Przecież ja nawet kochać nie potrafię! Nie umiem!
„Naucz mnie kochać, mój Jezu! Naucz mnie kochać!!!” – szepnęłam cała rozgorączkowana.
„Uczę cię, maleńka…. Uczę…” – wyszeptał Jezus pieszczotliwie jak do dziecka.
I pogłaskał mnie delikatnie po policzku.
A mnie zalał wieeeeelki i głęboki pokój… Bezbrzeżny, bezgraniczny pokój!
W JEDNOŚCI…
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały… Słodko patrzył… Uwielbialam gdy tak we mnie patrzył… Zakochany i zachwycony…
„Tęsknię za Tobą, mój Jezu! Do Ciebie tęsknię! Im bliżej mnie jesteś tym tęsknię bardziej!!!”
„Pociąga cię Moja miłość!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Kiwnęłam głową twierdząco. Nie wiedziałam jak to opisać… Brakowało mi słów… Byłam bezradna… Spojrzałam Jezusowi w oczy… Patrzył we mnie rozpromieniony cały! Wiedziałam, że mnie rozumie! On mnie rozumie! On jeden wie czego doświadczam…
„Wszystko mi jedno czy będę żyć czy umrę! Byleby tylko być z Tobą! Przy Tobie! W Tobie! Bez Ciebie nie ma życia, szczęścia, ani miłości! Ty, mój Jezu jesteś ŻYCIEM i SZCZĘŚCIEM i MIŁOŚCIĄ!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie…
„Pięknie powiedziane! Bardzo pięknie!”
„To Ty, nie ja…”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A Jezus patrzył we mnie… A patrząc zanurzał mnie w Sobie, zatapial w Miłosci. Zamykał w Sobie i otwierał na Siebie. Otwierał na Siebie coraz bardziej. Jezus mój słodki czynił mnie z Sobą jedno… A ja tęskniłam jeszcze bardziej! Trwaliśmy w jedności…
O MĄDROŚCI MĘDRCÓW
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Oddałam Mu moje osłabienie, zmeczenie, brak sił. Oddałam Jezusowi. A potem odpoczywałam w moim umiłowanym. Odpoczywałam i rozmyślałam…
„Trzech Króli, trzech mędrców… Mędrcy byli ludźmi wykształconymi. Studiowali księgi, obserwowali gwiazdy, badali, czytali… Byli też ludźmi mądrymi. Widząc gwiazdę na niebie, wiedzieli, że zwiastuje ona narodzenie Kogoś wielkiego. Największego! Zapragnęli Go zobaczyć i oddać Mu pokłon. Zostawili wszystko i wyruszyli za gwiazdą… Herod też był człowiekiem wykształconym. Ale nie był mądrym. Wykształcenie i mądrość to dwie różne rzeczy. Często nie idą w parze. Mijają się często. Można być człowiekiem wykształconym, ale głupim. Można też nie skończyć szkół, ani studiów, a być człowiekiem mądrym. Bo mądrość to dar Boży. Dar o który trzeba się modlić. Zabiegać. Król Salomon prosił Boga o mądrość. Bóg go wysłuchał i razem z mądrością dał mu wiele bogactw.
Gdyby Herod był człowiekiem mądrym, wiedziałby, że nowonarodzony Król, Mesjasz przychodzi nie po to, żeby mu cokolwiek zabrać, ale żeby dać! Żeby dać mu wolność! Wyzwolić z grzechów.
Trzej mędrcy oprócz mądrości mieli coś jeszcze. Serca dzieci, pokorne i ufne. Trzeba być dzieckiem i mieć w sobie pokorę, żeby w Dzieciątku leżącym w żłobie zobaczyć Mesjasza, uznać Go i oddać Mu pokłon. Trzeba być pokornym, żeby posłuchać głosu Bożego i inną drogą wrócić do domu.”
UWIELBIA I PRAGNIE!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały miłością! Poruszony niezmiernie… Patrzyłam tylko w mojego ślicznego Jezusa… Tylko w Niego patrzyłam! Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z miłością…
„Mój kochany… mój śliczny… mój słodki Jezu! Uwielbiam Ciebie i pragnę!” – szepnęłam z trudem. I dodałam:
„Twoja mała oblubienica uwielbia Ciebie i pragnie!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył mi w oczy głęboko…
„Moja maleńka oblubienico, uwielbiam ciebie i pragnę ciebie!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
Zbliżył Swą twarz jeszcze bardziej i zaczął mnie całować! Delikatnie, czule, słodko i gorąco… Całował! Całował jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice… Całował całym Sobą. A całując zanurzał mnie w Sobie zatapial… Zamykał w Sobie i otwierał na Siebie. Ginęłam w moim Jezusie! Rozpływalam się w Miłosci! Pragnęłam się rozpłynąć… Zniknąć jak kropla wody znika w ocenie… Jezus całował i całował. Wciąż całuje…
DO DYSPOZYCJI
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona. I rozmyślałam:
„Wiesz, mój Jezu? Myślałam, że jak ten wirus mnie dopadnie to będę go przechodzić ciężko bardzo. Nie mówię, że jest lekko. Nie jest. Ale tyłu ciężko chorych wokoło. Umierają. A ja słaba, nieodporna. Trudności z oddychaniem. Myślałam, że jak mnie dopadnie to od razu wskoczę do Ciebie na rączki!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
„Jeszcze potrzebuję cię tutaj, Monisiu! Jesteś Mi potrzebna!” – wyszeptał z ogniem.
„Ty Jezu mnie potrzebujesz??!”
„No jasne! Żebym mógł działać przez ciebie! Bez ciebie ani rusz!”
„Niesamowite! To muszę szybko wyzdrowieć, żeby być do Twojej dyspozycji, kochany mój Jezu!”
„A teraz nie jesteś?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„No, jestem… Jestem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Właśnie! Zdrowa czy chora jesteś do Mojej dyspozycji!”
Przytaknęłam. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… A Jezus mój śliczny patrzył tak we mnie… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
NIE ROZŁĄCZY!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością! Wyciągnęłam rękę i chciałam dotykać i pieścić SERCE Najdroższe. Ale nie miałam siły…
„Nawet pieścić nie mogę…” – pomyślałam z bólem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Pieścisz i pocieszasz SERCE Moje, Monisiu! Pokornym i cichym znoszeniem cierpienia. Miłością i ufnoscią. Pocieszasz i pieściszbardzo! Zresztą patrz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
I zobaczyłam dwa serca. SERCE Najdroższe i serce moje. Zbliżyły się i ucałowały. I przytuliły się do siebie nawzajem. Wtuliły się w siebie…
„Nikt i nic ich nie rozłaczy!”-wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Taaak!” – szepnęłam z przekonaniem.
Wtuliłam się jeszcze bardziej w mojego ślicznego Jezusa. I odpoczywałam w Nim.