Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam… Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie głęboko! Patrzył płonący cały miłością!
Patrzyłam w mojego ślicznego Pięknisia z miłością i uwielbieniem….
„Ja też żyję w świetle twojego spojrzenia, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Zaniemówiłam! Zatkało mnie po prostu! Nigdy się nie spodziewałam, że takie słowa usłyszę… Nigdy! Pomyślałam, że mnie takie małe nic mój Jezus aż tak wywyższa… Jezus znał moje myśli…
„Ty sama siebie albo poniżasz, czyniąc zło, albo wywyższasz żyjąc w przyjaźni ze Mną i czyniąc dobro. Ja cię od zawsze pragnę wywyższać! Na to cię stworzyłem, żeby cię uczynić równą Sobie i żyć z Tobą w moim Królestwie!”
Jezus umilkl na chwilę. I patrzył we mnie rozczulony i rozpromieniony cały… Patrzyłam w Niego oniemiała!
„Ja też żyję w świetle twojego spojrzenia, Monisiu! Uwielbiam je i kocham!!!”
Patrzyłam w Jezusa powalona. Rozbrojona! Obezwładniona! Zniewolona! MIŁOŚCIĄ! A jednocześnie całkowicie wolna i najszczęśliwsza w kosmosie…. Jezus zanurzał mnie w Sobie… zatapial w Sobie! Tonęłam w umiłowanym… Rozpływalam się w moim Jezusie!!!
Autor: Maleńka
W ŚWIETLE SPOJRZENIA…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem wtulona w umiłowanego mojego Jezusa rozmyślałam…
„Od początku żyję pod Twoim okiem… Od 14 lat jestem tego świadoma. Żyję w świetle Twojego spojrzenia! Wiem, że na mnie nieustannie patrzysz! I wcale nie czuję się obserwowana. Nie czuję, że mnie śledzisz, szpiegujesz, kontrolujesz! Nic z tych rzeczy!!! I wiem, że nie czekasz na to aż się potknę i upadnę! Nie! Nie boję się Twego spojrzenia! Uwielbiam je i kocham! Patrzysz we mnie z tak wieeeeelką miłością! Z czułością i troską! Z lubością… I uśmiechem! Twoje spojrzenie nie oskarża, nie potępia… Twe spojrzenie podnosi… Pomaga… Uzdrawia…!”
Urwałam na moment… Potem dodałam z ogniem:
„Kocham Twoje spojrzenie! I chciałabym umieć patrzeć na innych ludzi tak jak TY na mnie patrzysz!!!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! Jaśniał cały! A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!!!
JEST ZA CO!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem rozmawialiśmy:
„Tańczysz Moniko a o tym nie mówisz!”
„Widzisz przecież, mój Jezu kochany! Poza tym wolę tańczyć niż mówić, że tańczę! Wolę działać niż o tym mówić!”
„Kiedy robisz Mi prazemt, wiem o tym tylko Ja…”
„A kto ma inny wiedzieć? Przecież to prezent dla Ciebie!”
„Twoje Duchowe Dzieci też często widzą skutek twojego działania, a nie samo działanie.”
„Bo ja lubię po cichutku, pomalutku… A w ogóle po co o tym mówimy??”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Chciałem, żeby twoi czytelnicy o tym wiedzieli. Sama byś o tym nie powiedziała!”
To prawda. Nie powiedziałabym… Spuściłam głowę zawstydzona i onieśmielona….
„A Ty mój Jezu tylko mnie chwalisz i chwalisz…”
Jezus podsunął dłoń pod mój podbródek i delikatnie ale stanowczo podniósł moją głowę do góry. Patrzył we mnie płonący cały!
„Jest za co to chwałę!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa… A On pochylił się do mojego ucha. I wyszeptał tytuł notki…. Zawstydziłam się jeszcze bardziej… Ale skoro tak chce, to tak będzie…
PROSTOTA, PRAWDA I SZCZEROŚĆ
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy baaaaaardzo! Mój umiłowany Jezus i ja! Tańczylismy w intymności i bliskości bez granic! W pewnej chwili Jezus położył Swą głowę na sercu moim… Myślałam, że zmęczony jest więc objęłam Go z czułością i głaskalam Jego włosy…
„Kochany mój Jezu… Kochany mój…” – szeptałam z miłością.
„Uwielbiam twoje serce, Monisiu! Jest takie proste, prawdziwe i szczere… Uwielbiam takie serca!” – wyszeptał Jezus z ogniem.. I pocałował moje serce…
Potem podniósł głowę i patrzył we mnie płonący cały miłością! Poruszony niezmiernie!
„Wiesz dlaczego aż tylu ludzi czyta nasz blog, maleńka?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Podobało mi się, że nazwał blog 'naszym’.
Pokręciłam głową przecząco.
„Bo mówisz fascynujące rzeczy?” – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
„Bo jest prosty, prawdziwy i szczery! Prostota, szczerość i prawda wydziera z każdej notki! Prostota, szczerość i prawda bije z każdej notki! Jak z twego serca!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„To Ty Jezuniu je takim uczyniłeś! Zabrałeś moje serce z kamienia, a dałeś mi serce nowe! Z ciała!”
„Tak, Ja.” – wyszeptał Jezus z prostotą.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Z wdzięcznością i szczęściem! A potem tańczylismy baaaaaardzo! W intymności wielkiej…
RAZEM POMAGAMY…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! I ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem!
„Jezu, wiesz??!! Bloga odwiedza baaaaaardzo wiele ludzi! W tym miesiącu 2826-ciu! Wczoraj Janusz mi napisał! On ma takie coś, że jak na przykład z jednego komputera wejdzie kilka razy dziennie to to liczy jako raz! Wczoraj mi tłumaczył, ale nie bardzo rozumiem!”
Zaśmiałam się radośnie i dodałam:
„To bardzo wiele osób!”
„Bardzo wiele! – potwierdził Jezus – widzisz ilu ludziom pomagasz?!”
Spojrzałam w Jezusa zaskoczona!!!
„Ja???!!”
„A kto?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„No oczywiście, że Ty!!!”
„Monisiu, ty piszesz tego bloga!”
„Spisuję tylko co Ty mówisz, mój Jezu! Ty pomagasz!”
Jezus patrzył we mnie z czułością…
„Codziennie bierzesz w usta rysik i klkiasz: otwierasz notatki i piszesz. Literka po literce… Od razu na czysto, bez żadnych poprawek. Potem kopiujesz notkę i wklejasz do WordPressa. I publikujesz.”
Patrzyłam w Jezusa uparta.
„Jakbyś mi nie pomagał to bym nie pisała!”
Widząc, że mnie nie przekona, Jezus wyszeptał prawie bezgłośnie:
„No dobrze… Razem pomagamy…”
„Razem? No… Na to mogę się zgodzić… ewentualnie… – szepnęłam z delikatnym uśmiechem.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno!”
„Widzisz maleńka ilu ludziom pomagasz… Pomagamy?!”
„Taaak!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A Jezus uśmiechnął się do mnie! Od ucha do ucha! Patrzyliśmy w siebie nawzajem zakochani na zabój… Jezus i ja!
UFNOŚĆ MIMO ZMARTWIEŃ
Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie… Rozpromieniony cały Miłością! Oczy Mu błyszczały… wzruszeniem… Patrzył we mnie głęboko… A Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„A nie mówiłem ci Monisiu, że wszystko będzie dobrze?!”
Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie!
„Mówiłeś! Dziękuję, kochany! Dziękuję!” – szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
I znów ucałowałam dłoń Jezusa.
„Wiesz, mój Jezu… Muszę się przyznać, że się martwiłam… Ale ufałam! Mimo zmartwienia… Ufałam. I się martiłam…”
Jezus uśmiechnął się do mnie z tkliwością… Ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie płonący cały miłością…
„To naturalny ludzki odruch, że się martwisz, Monisiu. Moja MAMA też się martiła. Kiedy nie było dla Mnie miejsca w Betlejem. Kiedy Mnie zgubili w drodze powrotnej z Jeruzalem. Szukali Mnie wtedy z Józefem `z bólem serca’ choć Mama wiedziała, że jestem Synem Boga i nic Mi się nie stanie. Wiele razy się w życiu martwiła. Ale mimo tego ufała Bogu. I ty ufasz! I widzisz jak działam. A twoje zaufanie do Mnie rośnie!”
Jezus umilkl. A ja patrzyłam tylko w Niego! Tylko w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam! A Jezus dodał:
„Zmartwienia są i będą zawsze, Moniko. Chodzi o to, żeby ufać mimo wszystko! Na przekór zmartwieniom! Ufać!”
„Naucz mnie takiej ufnosci… Proszę!!!”
„Właśnie cię uczę, kochana Moja! Właśnie cię uczę!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha! A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…
UŚMIECHNIĘCI
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy! Bardzo!!! Jezus obejmował mnie z tkliwością i patrzył tylko we mnie… Głęboko. Poważny i zamyślony… Dostojny bardzo. I ja patrzyłam tylko w Niego! Tylko w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam!
Wiedziałam, że wie o wszystkim. O okłamaniu mnie, o współczuciu i pocieszeniu mnie przez moje kochane Dzieci i o uśmiechu… Widziałam też, że to współczucie i pocieszenie przez Dzieci pochodziło od Niego. I mój uśmiech też…
Patrzyłam w mojego Jezusa i pomyślałam, że to co mnie ostatnio spotyka, przykrości i ból dotyka mego serca. Ale nie rani go. Dotyka i odchodzi. Odpływa. Spływa obok mnie.
I uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!!! Promiennie i radośnie! I Jezus uśmiechnął się do mnie!!! Cudownie!!! I tak tańczylismy…. Uśmiechnięci. Mój umiłowany Jezus i ja!
MIMO WSZYSTKO
Po ludzku można powiedzieć, że wszystko mi się wali. Nie wiem co będzie jutro. Dosłownie. Nie wiem już nic… Po ludzku.
Ale Jezus trzyma mnie w objęciach i tuli do SERCA. Pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy.
„Jesteś do Mnie podobna! Podobna… Ja też czułem się opuszczony, odrzucony. I bardzo samotny. Jesteś do Mnie podobna… Bardzo!” – mówi.
I patrzy we mnie głęboko smutnym spojrzeniem. Patrzę w mojego Jezusa z miłością. I ufam. Mimo wszystko. Mimo niepewności i bezradności. Ufam. I wiem że ON mnie nigdy nie opuści, nie zostawi. Że jest ze mną w mojej samotności. Ufam, mimo że na zewnątrz wszystko mówi mi, że jest inaczej. Ufam mimo wszystko.
ON WIE!
„Nie wiem jak to dalej bę…”
Jezus przerwał mi gwałtownie. Zamknął mi usta pocałunkiem. Patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony cały!
„Ale Ja wiem, kochana Moja! Ja wiem!”-wyszeptał z tkliwością. W Jego oczach widziałam zapewnienie, że wszystko będzie dobrze.
„A ja Ci ufam! Że będzie po Twojemu!”
Jezus mój śliczny ucałował mnie w czoło i bardzo mocno przytulił do Siebie. Przytulił całym Sobą, wtulił w Siebie… Zamykal w Sobie. Ukrywał w Sobie… I czynił z Sobą jedno. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego… Trwaliśmy w Miłosci i intymności… Jezus i ja.
CHCĘ JAK PIOTR!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. I ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Zakochana cała!
„Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój?” – spytalam z prostotą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Służysz Mi, Monisiu! Służysz Mi tym, że ze Mną jesteś! Bezinteresownie!” – wyszeptał z ogniem.
„Że z Tobą jestem?! To dla mnie wieeeeelka radość i szczęście! A nie służba!”
„Bo kochasz!”
Patrzyłam w mojego Jezusa… Czułam się taka maleńka i bezbronna… wobec Miłosci. To Jezus mi służy! Usługuje mi… Czułam się jak Piotr, przed którym Jezus klęczy i myje mu nogi… Czuję się zaskoczona! Zdumiona! Zawstydzona… A jednocześnie uszczęśliwiona! Baaaaaardzo! Jak Piotr! Bo będę miała udział z umiłowanym!
I zaczęłam rozmyślać o Piotrze… Zaparl się swego Mistrza. Żałował, płakał gorzko… Jezus wybaczył mu. Pytał o miłość. Po wniebowstąpieniu Jezusa Piotr głosił Ewangelię, czynił cuda w Imię Jezusa. A gdy przyszła pora oddał życie za swego Mistrza. Ukrzyżowany głową w dół. Powiedział, że nie jest godny umierać jak Chrystus.
Chcę jak Piotr!