Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie ogniście. Płonący cały! I ja patrzyłam w mojego Jezusa z ogniem. Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i przytuliłam do siebie… Mocno! Całą sobą!
„Jaki Ty Jezu jesteś dobry!!! Jak bardzo mnie uszczęśliwiasz!” – szepnęłam z mocą.
Jezus objął mnie całą i wtulił się we mnie! Jeszcze bardziej!
„Nawet nie wiesz jak bardzo Mnie uszczęśliwiasz, maleńka!” – wyszeptał słodko.
Zdziwilam się…
„A Ty mój Jezu wiesz jak bardzo mnie uszczęśliwiasz?!”
„Wiem!”
„Jak?” – spytalam przekornie uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Jak nikt inny w kosmosie!”
„Wiesz!”
„Znam cię, Monisiu! Znam twoje myśli, słowa i czyny!”
Po chwili dodał z cudnym uśmiechem:
„A ty Mnie znasz?!”
„Znam! Troszkę! Ale pragnę Cię poznawać bardziej i bardziej i bardziej… I bardziej kochać!”
Jezus patrzył we mnie rozczulony…
„I ty się dziwisz gdy mówię, że Mnie uszczęśliwiasz?!”
Umiłowany mój wtulił się jeszcze bardziej we mnie… Wiedziałam, że mogę zrobić z Nim wszystko. I On wiedział, że może zrobić wszystko ze mną! Wszystko!
Autor: Maleńka
ZNAMY SIĘ!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja!
„Wisisz ze Mną na Krzyżu i dzielisz ze Mną Mękę Moją, Monisiu… Moja słodka!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„I jestem bardzo szczęśliwa! Że mnie chcesz… Że chcesz, żebym…”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Rozpromieniony cały! Z oczu zaczęły Mu płynąć łzy!!!
Spojrzałam w Jezusa wystraszona!
„Co Ci mój słodki…”
Jezus uśmiechnął się przez łzy z tkliwością niesamowitą…
„To ze szczęścia, Monisiu!”
„Ze szczęścia??!”
„Nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się, że ze Mną jesteś! Jak wielką, ogromną radość Mi sprawiasz, że przy Mnie jesteś! Gdyby Ciebie tu nie było, co było… Pustka i ciemność! Zobacz sama!”
I zobaczylam! Pusto, ciemno, smutno i samotno bardzo!
„Rozświetlasz Mi SERCE! Na Twój widok jaśnieje SERCE MOJE!”
„To nie ja! To TY mi rozjaśniasz i rozświetlasz moje serce! Ty mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie rozczulony. Znał mnie i wiedział, że nie odpuszczę! I ja Go znałam i też wiedziałam, że nie odpuści!
Patrzyliśmy w siebie nawzajem i uśmiechaliśmy się do siebie z miłością! Pomyślałam że znamy się i kochamy! Na zabój!
MIŁOŚĆ I PIĘKNO JEZUSA!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach szczęśliwa bardzo leżałam… Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył… Piękny niezwykle!
Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie…
„Jakiś Ty piękny, mój Jezu!!! Jakże piękny!!! Jak mam opisać Twe piękno i miłość do mnie?! Tego nie da się zrobić!!! Brak mi słów!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Miłosci i piękna Boga nie można opisać słowami, maleńka… Ale może w Nim żyć! Żyć w świetle Bożej miłości i piękna! I można je pokazywać, opowiadać o nich!” – wyszeptał Jezus z czułością.
„Pokazywać? Opowiadać? Jak?” – spytalam zaciekawiona.
„Swoim życiem! Czynami swoimi!”
„A ja tak robię? Pokazuję? Opowiadam?” – spytalam nieśmiało.
„A jak myślisz?” – spytał Jezus. Dał mi delikatnego pstryczka w nos i zaśmiał się perliscie! I ja się śmiałam! Dźwięcznie, głośno, radośnie!
Patrzyłam w Jezusa zachwycona cała! Zbliżyłam twarz do Jego twarzy i ucałowałam Go z ogniem i czułością…
„Żyję w świetle Twojej Miłosci i pięknie! I pokazuję Ciebie, Jezu słodki! Pokazuję i opowiadam czynami moimi! Ty wiesz!”
Patrzyłam w mojego najmilszego rozpromieniona! Rozświetlons Jego Miłością i pięknem! A Jezus patrzył we mnie… W Jego oczach widziałam dumę i wielką radość!
DZIELĘ!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! I ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem! Zachwycona cała! Zakochana na zabój…
„Wisisz ze Mną na Krzyżu, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem. Pogładził mój policzek z czułością niezwykłą…
„Wiszę, kochany! Wiszę!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Dzielisz ze Mną Mękę Moją!”
„Pragnę!” – szepnęłam. W ostatnim czasie nie cierpiałam jakoś bardziej niż zwykle.
„Nie chodzi o cierpienie, ale o miłość, kochana Moja. Cierpienie samo w sobie jest złem! Chodzi o miłość! Miłość jest celem! Cierpienie jest środkiem, które może do celu prowadzić. Czy jesteś gotowa, żeby cierpieć z miłości nie tylko do Mnie i do swoich Dzieci, ale także do tych, którzy cię nie rozumieją, krzywdzą, ranią? „-spytał Jezus łagodnie.
„Tak! Jestem!” – szepnęłam z mocą.
„Dla Mnie gotowość już jest czynem!” – wyszeptał Jezus. A po chwili dodał z ogniem:
„Dzielisz ze Mną Mękę Moją!”
„Dzielę!”
Jezus i ja patrzyliśmy w siebie nawzajem. Z miłością! Głęboko! W bliskości bez granic!
PORÓWNANIE
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością… Ognisty! Patrzyłam tylko w Niego z uwielbieniem… Patrzyłam i rozmyślałam…
„Już Ci to kiedyś mówiłam, mój Jezu! Ale powtórzę. Gdy patrzę na Krzyż, to widzę miłość! Miłość! Płomień miłości spalający się dla mnie i za mnie!!! Miłość w czystej postaci! Cierpienie oczywiście też widzę. Ale miłość przede wszystkim! Budzi we mnie zachwyt i podziw!!! I pragnę się uczyć tak kochać od Ciebie! A litość, współczucie..? Ty nie chcesz pustego współczucia. Sam upomniałeś niewiasty gdy płakały nad Tobą! Powiedziałeś, żeby nad sobą płakały i nad swoimi dziećmi. Można przyjść pod krzyż, użalić się, zapłakać nad 'biednym Jezuskiem’ i dalej żyć tak jakby Ciebie nie było. A Tobie nie chodzi o pusty płacz, ale o przemianę serca! O zmianę myślenia!”
Zamilkłam. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością…
„Naszła mnie pewna myśl. Porównanie. Pewnie złe i nieadekwatne…”
„To bardzo dobre porównanie! Napisz o tym, Monisiu!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce.
„Nie bardzo chcę, żeby ludzie wiedzieli w jaki sposób maluję obrazy. Że maluję ustami. Dlaczego? Wiele lat temu byłam na plenerze. I malowalam sobie na powietrzu. Pejzażyk. I zaczęli się do mnie schodzić ludzie, otoczyli mnie w kolo. I patrzyli jak maluję. Patrzyli z bólem, współczuciem i litością… Z ust jednej osoby wyrwało się:
-Biedactwo!!!
W ogóle nie patrzyli na obraz, ale na to w jaki sposób maluję….Nie patrzyli czy obraz jest ładny czy nie. Wcale ich to nie obchodziło! Nie chciałam, żeby w ten sposób na mnie patrzyli, żeby w ten sposób mnie oceniali. Chciałam, żeby sobie poszli… Było mi bardzo smutno i przykro. Dla mnie nieważne jest to czy obraz jest namalowany ręką czy szczęką. Ale ważne, czy jest dobry czy nie. Ręka czy szczęka to tylko narzędzie. Obraz powstaje w sercu. I żeby to serce w obrazie zobaczyć, trzeba wejść głębiej. A nie zatrzymać się tylko na sposobie malowania.”
Umilkłam. A po chwili dodałam:
„Wiem, że to złe, nieadekwatne porównanie…”
„To dobre porównanie, Monisiu! Nie wolno zatrzymywać się na tym co zewnętrzne. Trzeba wejść głębiej!!”
Patrzyłam w Jezusa z ogniem. A On uśmiechał się do mnie promiennie!
DZIĘKI MIŁOŚCI!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie ogniście. Płonący cały Miłością… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie… Oczy Mu błyszczały!
„Piekło!” – wyszeptał z ogniem.
Wzdrygnęłam się cała! Jezus mówil, a ja rozważałam Jego słowa w moim sercu…
„Wchodząc w Mękę i śmierć Moją wszedłem w Piekło! Na samo dno! Doświadczyłem piekła! Pełnego nienawiści i diabelskiego jazgotu. Bez Boga. Bez miłości! Wszedłem na samo dno Piekła, aby wam, moim umiłowanym dzieciom Niebo otworzyć! Aby otworzyć wam Bramy Raju… „
Jezus urwał na moment, a potem wyszeptał:
„Moje kochane, najdroższe dzieci!!!”
Jezus patrzył we mnie, a jednocześnie patrzył gdzieś w dal… Widział wszystkich ludzi, którzy byli na świecie. Od jego początku do końca!
I patrzył znów we mnie płonący cały! Poruszony niezmiernie!
„Wyobraź sobie, Monisiu, że gdyby nie Moja Męka i śmierć na Krzyżu nie mógłbym cię trzymać w ramionach! Nie mógłbym cię tulić do SERCA, pieścić, całować… Nie mógłbym mieć ciebie tak blisko…!”
„Nie mogę sobie tego wyobrazić!!! Nie mogę…” – wyrwało mi się z głębi serca.
„Ani Ja nie mogę…” – Jezus patrzył we mnie z lubością.
„Ale mogę być z Tobą bliziutko dzięki Twojej Męce i śmierci…”
„Dzięki Mej Miłosci! Przede wszystkim!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Dzięki Miłosci!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie! A ja wpatrzona w Niego jak w obrazek uwielbialam Jego Miłość…
CZY ZNASZ…?
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko… Łagodnie, z czułością… Patrzyłam w mojego Jezusa pełna zapału i werwy! Patrzyłam w milczeniu, ale moje oczy i serce zadawały pytanie:
„To co robimy?!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Chcę, żebyś ten Wielki Post przeżyła tak jakby go nie było! I jakby był!”
Zdumiałam się!!!!
„Jakby go nie było?! I jakby był?! Wybacz, Jezu kochany, głupia jestem i nie rozumiem…”
„Jesteś ze Mną, tańczysz dla Mnie, piescisz Moje SERCE. Teraz będziesz Mi towarzyszyła!”
Patrzyłam w mojego Jezusa zdziwiona… Nie rozumiałam…
„Oddaj się maleńka, mojej woli. Zaufaj mi…”
„Ufam Tobie! Bądź wola Twoja!” – szepnęłam z mocą i oddaniem.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością poruszony cały…
„Czy znasz Moje odrzucenie? Opuszczenie Moje? Doświadczyłaś? Czy znasz osamotnienienie Moje? Ból Mego Serca? Czy znasz cierpienia Moje? Czy znasz śmierć Moją?”
Kiwnęłam głową, że nie!
„Będziesz Mi towarzyszyć!”
„Pragnę!!!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy jeszcze bardziej. I mnie pocałował. Czule i słodko i gorąco… Jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę…
TYLKO SERCEM!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… W Jego ramionach tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony cały! I ja patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Patrzyłam tylko w Niego…
„Jutro środa popielcowa i Wielki Post!” – szepnęłam z mocą.
„Spędzisz ten czas tutaj. W objęciach Moich!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Dobrze, kochany mój!”
„I będziesz Mi towarzyszyć…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
„Baaaaaardzo się cieszę!!! Bardzo!!!”
„Cieszysz się?! Przecież…”
„Tak! Cieszę się!!! Kocham Cię Jezu i pragnę towarzyszyć Ci we wszystkim! W radości i cierpieniu! A poza tym…” – urwałam.
Umiłowany mój patrzył we mnie pytająco.
„Jeśli chcesz, żebym była z Tobą, towarzyszyła Ci w ten szczególny czas to znaczy, że jestem Ci bardzo bliska!”
Jezus uśmiechnął się delikatnie.
„Najbliższa! Każdy człowiek – dziecko Moje, jest Mi najbliższe! Niestety często Ja nie jestem bliski dla nich, Moich dzieci… Oddalają się ode Mnie. Odpychają, odrzucają Mnie…”
„Dla mnie jesteś bliski… Najbliższy! Bliższy niż najbliższy… Nie umiem powiedzieć jak bardzo jesteś mi bliski… Słów brakuje…”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Wyciągnął rękę i dłonią sięgnął po moje serce. Jak po Swoje sięgnął. Wyjął je z mojego ciała, podniósł do Swych ust i ucałował gorąco! Serce moje wyrywało się do Umiłowanego! Jezus przytulił je do policzka, a potem do SERCA Swego….
„Masz rację, Monisiu! Tę bliskość można wyrazić tylko sercem!”
„Taaak…!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
Serca tuliły się do siebie nawzajem… z miłością!
NA POCZEKANIU!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Bardzo! Mój umiłowany Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! Promieniał cały miłością! I ja tylko w Niego patrzyłam… Tylko w mojego ślicznego Jezusa! I mimo, że wszystko mnie bolało, uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
Zylam jeszcze ostatnim wydarzenem. I bardzo się nim cieszyłam!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Usmiechal się do mnie cudownie!!!
Patrzyłam w Jezusa… Patrzyłam… I się zapatrzyłam… I nagle zaczęło mi się układać:
„Bądź uwielbiona cała Trojco Święta!
Bądź pozdrowiona cała uśmiechnięta!
Rozpromieniona i radosna cała!
Tobie w niebiosach niech będzie chwała!
W Niebie, na ziemi, we mnie, w mym sercu!
Z Tobą w nim stanę na ślubnym kobiercu!
W Tobie utonę, zanurzę się cała!
I Twym uśmiechem będę promieniała!
Ojciec, Syn Boży, a także Duch Święty!
Wpatruje się we mnie cały uśmiechniety!”
Umilkłam i patrzyłam Jezusowi w oczy…
„Nie głupio…?! Samo mi się ułożyło. Na poczekaniu!” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
„Głupio??! No coś ty, kochana Moja! Cudownie!!! Pięknie! Przepięknie! I to sama prawda!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzył we mnie z lubością! A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
UKŁADAJĄ MOZAIKĘ…
„Wiesz mój Jezu kochany?! Dla mnie to też dopiero początek! Już myślałam, że to koniec! A to dopiero początek! Nie spodziewałam się, że aż tak!”
Patrzyłam w mojego Jezusa rozpromieniona uśmiechem i uszczęśliwiona niezmiernie!!!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały… Głęboko i uroczyście bardzo!
„Mój Duchowy Syn, mój Synek jest bardzo mądry! Bardzo mądry! Zawszeh o tym wiedziałam! Ale odkrywam to codzień na nowo! To co zrobil, a raczej to czego nie zrobił zadziwiło mnie, zachwycilo! I baaardzo mi się spodobało! A zadziwiło dlatego, zwykle (żeby nie powiedzieć, zawsze) spotykam się z czymś odwrotnym. Z odwrotną reakcją, zachowaniem. I potem pojawia się litość, współczucie… A ja tak nie chcę! Nie chcę współczucia i litości, bo nie ma do tego powodu. Chcę, żeby było normalnie, zwyczajnie! I mój Syn nie wiedząc o tym, tak zrobił. Bardzo jest mądry, bo wie, że to co jest teraz ukryte, przemilczane, kiedyś może wybuchnąć ze zdwojoną siłą! Na Bożą chwałę! Madry jest mój Syn… „-szepnęłam z mocą i zachwytem.
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie…
„I ma mądrą Duchową Mamę… Ktoś inny…”
Szybko zamknęłam umiłowanemu usta słodkim pocałunkiem.
Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie z lubością…
Patrzyłam w oczy Jezusowi uśmiechnięta od ucha do ucha! Patrzyłam… Oczy Jezusowi błyszczały… I naszła mnie myśl, że uczestniczę w czymś wielkim, ogromnym, potężnym! Ja taka maleńka i słaba… Uczestniczę w Czymś potężnym… Co składa się z maleńkich kawałeczków, fragmentów. Jak puzzle, układanka, mozaika. I co jakiś czas dokładany jest jakiś nowy element. Nie wiem jeszcze co z tego wszystkiego wyjdzie, ale jestem przekonanana, że będzie to wielkie i piękne!
I wiem, że w tym całym wydarzeniu Jezus, Maryja i św Wincenty uśmiechają się nad nami. Nade mną, nad moim Duchowym Synem i jego braćmi. Pochylają się nad nami z czułością, uśmiechają się promiennie… I układają cudną mozaikę.