Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach zakochana i zachwycona cała!
„Wciąż nie mogę się nadziwić!!! W szoku jestem jak sobie pomyślę…!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony cały!
„Cieszę się, Monisiu! Baaaaaardzo się cieszę!!!” – wyszeptał z ogniem.
„Już myślałam, że nic mnie w życiu nie czeka… Cieszyłam się tym co mam, a mam niemało. A tu Ty dajesz mi jeszcze więcej!”
Umilkłam na moment, a po chwili dodałam śmiejąc się perliscie:
„Co prawda jeszcze czasem kusi mnie, że nie dam rady, że nie podołam. Ale widzę, że jest zupełnie odwrotnie! Daję więc pokusie w pysk! I robię swoje! Już czwarte układam!”
„Nic w tym dziwnego, maleńka Moja! Posłuchałaś Mnie i Mi się poddałaś! I Ja w tobie działam!”
„Tak… Gdybym posłuchała siebie, na pewno bym tego nie robiła! Na pewno!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Z lubością…
Autor: Maleńka
CIII…
Obudziłam się tańcząca bardzo! Bardzo! Obudziłam się… i od razu wiedziałam, że jestem w ramionach Jezusa… Otulała mnie Jego Miłość i czułość. Leżałam z zamkniętymi oczami… Chłonęłam tę Miłość…
„Jezuniu najsłodszy mój…” – szepnęło moje serce.
W tym samym momencie poczułam na policzku delikatny i czuły pocałunek…A potem przytulenie policzka Jezusa.
„Ciii maleńka… Ciii… Jestem z Tobą. Odpoczywaj. Wiem,, że zmęczona jesteś i wszystko cię boli… Odpoczywaj kochana Moja…” – usłyszalam ciepły i pełen miłości szept Jezusa.
Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha! I leżąc w ramionach mojego umiłowanego odpoczywałam… Otulona Miłością…
DAJĘ DZIAŁAĆ JEZUSOWI
„Będę układać rozważania do czytań do Oremusa na czerwiec 2023!”
Leżałam na SERCU Jezusa. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością i patrzył we mnie z lubością i dumą.
„Jakiś czas temu pytałeś czy się cieszę. Powiedziałam Ci wtedy, że nie wiem. Że raczej jestem pełna obaw i niepewności czy dam radę. Dziś mogę powiedzieć że się cieszę! Baaardzo!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Ja także się cieszę! I jestem z ciebie dumny! Nawet nie wiesz jak bardzo!”
Oczy Jezusa płonęły radością i dumą!
„To powiedz jeszcze, że zostałaś mianowana psychologiem!”
„A! Tak! Przez moją Córeczkę! – zaśmiałam się perliscie – Kilka dni temu powiedziałam jej w jaki sposób, według mnie, powinna podchodzić do życia, na czym się skupić. A wczoraj pani psycholog powiedziała jej to samo co ja! Córeczka w szoku była! I ja też jak mi o tym powiedziała!”
„Ja jako Człowiek też nie miałem dyplomu psychologa a znałem serca ludzi!”
„Ale TY jesteś Bogiem!”
„A ty maleńka jesteś stworzona na Mój Obraz i Podobieństwo! I dajesz Mi w sobie i przez siebie działać!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…
NIE MA CO SIĘ LENIĆ!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach. Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem! A Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
„Wczoraj byłam u lekarza. I jadąc trochę się obawiałam jak to wszystko będzie. I usłyszalam w sercu:” Jadę z tobą, razem jedziemy!” W sercu szepnęłam, że tak, a moja gębusia uśmiechnęla się od ucha do ucha! Gdy zajechaliśmy na miejsce, szepnęłam znów w sercu:
„Skoro jedziesz ze mną, Jezu kochany, to pomagaj! Nie ma co się lenić!” I pomogłeś! Na całego! Pomogłeś też mojemu Duchowemu Dziecku, któremu wydawalo się, że w drodze powrotnej do samochodu zgubiło okulary. Już się zawróciło, żeby ich szukać. Ale okazało się, że okulary są w kieszeni Jego kurtki. Mi także pomogłeś, mam nadzieję. Ale o tym przekonam się za kilka dni!”
„Ja nie chcę, żeby cię bolało, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z czułością.
„Wiem… Może za ostro wczoraj Ci powiedziałam…”
„Nie za ostro. Konkretnie! Ja lubię konkret! Poza tym do kogoś obcego tak byś nie powiedziała!”
„Masz rację, kochany mój! Do obcego tak bym nie powiedziała. Wstydziłabym się. Nie miałabym odwagi… Tak mówię tylko do przyjaciela!”
„Jestem dla ciebie Przyjacielem?!” – wyszeptał Jezus z entuzjazmem.
„Jasne, że jesteś! Nawet więcej niż przyjacielem!”
„Przyjaciel musi pomagać Swojej przyjaciółce! Nie ma co się lenić!”
„Taaak!” – zaśmiałam się perliscie.
Patrzyłam w mojego Jezusa uszczęśliwiona! Jezus patrzył we mnie jak w obrazek..
PAPUŻKI NIEROZŁĄCZKI
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach leżałam. Patrzyłam w mojego ślicznego z czułością, miłością i oddaniem…
„Cierpisz bardzo, mój Jezu kochany!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. Słodko patrzył…
„Ty cierpisz ze Mną, Monisiu. Razem cierpimy”-wyszeptał poruszony niezmiernie.
„Tak. Wszystko robimy razem! Razem malujemy razem układamy, razem piszemy, razem się cieszymy. I razem cierpimy!”
„Tak! Jesteśmy nierozłączni!”
„Taaak! Jak moje papużki!
Jezus zaśmiał się cudnie! A ja szeptałam dalej:
„Delikatnie skubią sobie nawzajem piórka na główkach, dają sobie 'buzi buzi’, przytulają się do siebie! Podobnie do nas!”
Jezus skinął głową twierdząco i patrzył we mnie z uśmiechem.
„W dzieciństwie też miałam papużki. Klatka stała na dworze. I tak jakoś się stało, że się otworzyła. I jedna papużka z niej wyfrunęla i pofrunęła na drzewo. To ta druga ją nawoływała! Krzyczała! Śpiewała do niej. A gdy tamta nie wróciła, ta w klatce zdechla z tęsknoty… Na siedząco… Nie mogła żyć bez tej drugiej… Tak jak ja nie mogę żyć bez Ciebie Jezu!!!”
” A Ja bez ciebie, kochana Moja!”-wyszeptał Jezus płonący cały.
„Może to głupie porównanie do papużek! Przepra…”
„A gdzie tam głupie! Piękne! Bardzo Mi się podoba!”
„Szczerze mówiąc, mi też…”
Patrzyłam w Jezusa z uwielbieniem, a On patrzył we mnie… Objęłam Go za szyję z tkliwością. Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie. Trwaliśmy razem. SERCE przy sercu… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. A my objęci, przytuleni, tańczylismy w Miłosci. Nierozłączni…
ŚWIATŁO
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. Usmiechalam się do mojego ślicznego Jezusa od ucha do ucha! I On uśmiechał się do mnie cudownie!
„Ułożyłam… Mam już trzy!”
„I co? Trudno było?”
„Nie! Łatwo! Bardzo łatwo! Choć raz, w jednym dniu poczytatam czytania kilka razy potem posłuchałam co o nich mówią księża. Czasem słucham, żeby wiedzieć na czym się skoncentrować. Więc poczytałam, posłuchalam… I głowę miałam tak pełną, że nie wiedziałam od czego zacząć, na czym się skupić! Już myślałam, że nie dam rady ułożyć! Ale wystarczyło, że się zapatrzyłam w Ciebie i Ciebie zasłuchałam… I chwilę później rozważanie samo mi się w sercu ułożyło! I to moje! Osobiste! A nie czyjeś!”
Patrzyłam w Jezusa z miłością i uwielbieniem i dodałam:
„Wielkie rzeczy we mnie robisz, kochany!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Po to cię stworzyłem! Jesteś stworzona do wielkich rzeczy, maleńka Moja!”
„W tych rozważaniach jest Twoje światło!” – szepnęłam z mocą.
„Widzisz je?!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Jasne! Trudno byłoby go nie zobaczyć! Daje po oczach, aż razi! – zaśmiałam się perliscie.
Jezus uśmiechnął się promiennie i delikatnie dotknął dłonią mojego serca.
„To Moje światło masz tu, w sercu, Monisiu kochana!”
Patrzyłam w mojego ślicznego rozpromieniona i uszczęśliwiona cała! Jezus patrzył we mnie płonący! Miłość sama!
A W SERCU MI SIĘ UKŁADAŁO…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca.
„Wiesz mój Jezu? Chyba jednak nie dam rady….”
„Dasz. Gwarantuję, że dzisiaj ułożysz, Monisiu!”
„Tak? To dobrze!”-szepnęłam.
Zaczęłam się układać na SERCU Jezusa. Mościc się na NIM.
„Wierzysz Mi?” – spytał Jezus jakby zaskoczony.
„Jasne, że tak. Tyle razy przekonałeś mnie, że to co mówisz jest prawdą to nie widzę powodu, żeby Ci nie wierzyć. A co? Dlaczego pytasz?” – spytalam nie przerywając moszczenia się.
„Nie, nic, maleńka. Tak tylko…” – wyszeptał Jezus zawstydzony jakby. A może mi się tylko tak wydawało.
Leżałam wygodnie na SERCU Najdroższym. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Zakochana cała!
„Mój maleńki, śliczny! Mój słodki Jezu! Jakiś Ty dobry i czuły, i delikatny! I jaki piękny! Przepiękny!” – szepnęłam z mocą zachwycona cała.
Jezus patrzył we mnie słodko i łagodnie… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył… A patrząc zanurzał mnie w Sobie zatapial w Miłosci… Zamykał w Sobie i otwierał na Siebie… Zapatrzyłam się w umiłowanego mojego! Patrzyłam z uwielbieniem i entuzjazmem. Z podziwem i oddaniem… A w sercu mi się układało…
JEZUS CHCE!
„Ułożyłam kolejne…!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! A ja… czułam się zagubiona w Jego Miłości… A jednocześnie bezpieczna jak nigdy dotąd! Szczęśliwa i zakochana cała!
„Co Ty Jezu ze mną robisz?! Co Ty robisz we mnie??!”
„Chcę!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Jak mnie maleństwo wywyższasz! Mnie, nic takie, aż tak wywyższasz!!!”
„Chcę!”
„Chcesz?!”
„Chcę pokazać co mogę zrobić z duszą oddaną i ufną. Jak wielkie rzeczy mogę w niej uczynić! Nawet w takim maleństwie jak ty, kochana Moja!” – Jezus był czułością samą. I dodał:
„Chcę wielkich zawstydzić!”
„Zawstydzić??! Przecież ja nie znam się na teologii! I głupio się przyznać, ale nie wiem co to jest egzegeza!”
„I bardzo dobrze!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Dobrze??!!”
„Widzisz kochana, wiedza czasem może przeszkadzac. Może Mnie zasłonić! Otwarty umysł i ufne pragnące serce Mi wystarczą, żebym mógł działać!”
Patrzyłam w mojego Jezusa i nie wiedziałam co powiedzieć… Brak mi było słów, żeby wyrazić swoją wdzięczność… Patrzyłam więc w Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem… Z zachwytem i podziwem!
Milczałam długo… W końcu szepnęłam:
„Chciałabym ułożyć jeszcze jedno rozważanie, żeby mieć trzy próbki jak pani redaktor je zechce. Żebym miała co pokazać…”
„Tak, spokojnie ułożymy trzecią próbkę. I na razie wystarczy! Nie marnuj sił na próbki. Zbieraj je na później, bo będziesz ich potrzebować!”
„A! O siły to ja się nie martwię! Dasz mi! Jeśli zechcesz, żebym uklalała to mi dasz!”
„Chcę!”
„To mi dasz! Musisz!” – szepnęłam z bezczelną ufnoscia i uśmiechem od ucha do ucha!
„Mus to mus!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i uśmiechał się do mnie cudownie!
DAMY RADĘ!
„Za krótkie rozważanie było! Ale wydłużyłam, poprawiłam… I jest!” – szepnęłam z mocą.
Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha! Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
„Pięknie, Monisiu!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„Muszę pisać głębiej, bujniej! Ale dam se radę! Z Tobą oczywiście!”
„Co mówisz, kochana?” – spytał Jezus jakby niedosłyszał.
„Mówię, że z Tobą dam radę!”-szepnęłam nierozumiejąc o co chodzi umiłowanemu.
„Co mówisz, kochana Moja?!”
„Że dam radę z…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Ty słyszysz co mówisz, Moniko?! Jeszcze wczoraj byłaś pełna niepewności i obaw czy podołasz! A dzisiaj mówisz, że dasz radę!”
Zaśmiałam się perliscie!
„Tak! Z Tobą dam!”
I dodałam:
„Tylko to trzeba będzie ułożyć 30 albo 31 rozważań.”
„Ułożyliśmy jedno, ułożymy 31!”-wyszeptał Jezus pełen entuzjazmu.
Entuzjazm mojego ślicznego, udzielił się i mnie!
„Wiesz mój Jezu, muszę przyznać, że łatwiej mi się układało niż modlitwy wiernych! Już mam pomysł na kolejne rozważanie!”
„No widzisz, Monisiu! To Mi się podoba!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem promiennie! Uradowani niezmiernie! Mój słodki Jezus i ja!
MUS TO MUS!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach tańcząca leżałam. Patrzyłam w umiłowanego mojego niepewnie… Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!
„Wszystko idzie ku temu, że będę układać rozważania do czytań do Oremusa!” – szepnęłam nieśmiało.
„Cieszysz się, Monisiu?! Jesteś zadowolona?!” – spytał Jezus z ogniem.
„Czy ja wiem czy to można nazwać radością, zadowoleniem… Zdumiona jestem raczej i baaardzo zaskoczona! Pełna niepewności i obaw…. Czy dam radę, czy podołam…” – szepnęłam z powagą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Zobacz!” – wyszeptał płonący cały. Patrzyłam Mu w oczy… I nagle zaczęłam układać! Zaczęłam układać rozważanie do wczorajszych czytań!
„Jestem umiłowanym dzieckiem Boga. Jestem Jego oczkiem w głowie. Jego winnicą, którą pragnie uprawiać. W Swojej nieskończonej miłości obdarzył mnie istnieniem. Dał mi życie w dzierżawę. I hojnie mnie obdarował. Dał wolną wolę, rozum, talenty. Dał Przykazania, Kościół i ołtarz, abym wiedział czym się w życiu kierować, korzystał z Sakramentów i karmił się Jego Słowem i Ciałem. Posyła ludzi, którzy przykładem i radą pomagają mi winnicę mojego życia uprawiać. W końcu Bóg dał mi TEGO, który był dla Niego najdroższy. Swego Syna. Jezus pragnie być moim przyjacielem i powiernikiem. Doradcą i przewodnikiem w drodze do Nieba. Czy odrzucę miłość Bożą i Jego dary i zacznę żyć po swojemu? Jakie winnica mego życia wyda owoce? Cierpkie i kwaśne, czy dorodne, soczyste i słodkie?”
Jezus patrzył we mnie płonący.
„I co? Trudno było?” – spytał z prostotą.
„Nie! Łatwo… Bardzo łatwo! Redaktor będzie prosiła mnie o próbki. Wyślę. Jak będą chcieli, jak mnie przyjmą to będziesz musiał mi pomagać!” – szepnęłam z mocą.
„No cóż… Mus to mus!” – wyszeptał Jezus jakby od niechcenia.
„Sama nie dam rady!”
Jezus znów zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i wyszeptał z ogniem:
„Mus to mus, kochana Moja!”
I uśmiechnął się do mnie cudownie!
Patrzyłam w mojego Jezusa zdziwiona cała…
Tamto rozważanie było za krótkie. Przedłużyłam, trochę poprawiłam i wklejam:
„Jestem umiłowanym dzieckiem Boga. Jestem Jego oczkiem w głowie. Jego winnicą, którą pragnie uprawiać. W Swojej nieskończonej miłości obdarzył mnie istnieniem. Dał mi życie w dzierżawę. I hojnie mnie obdarował. Dał wolną wolę, rozum, talenty. Dał Przykazania, abym wiedział czym się w życiu kierować. Dał Kościół i ołtarz, abym korzystał z Sakramentów i karmił się Jego Słowem i Ciałem. Abym z Nim rozmawiał. Dziękował, prosił, przepraszał. Abym Go uwielbiał. Abym składał swoje intencje i ofiary. Posyła ludzi, którzy przykładem i radą pomagają mi winnicę mojego życia uprawiać. Rodziców, kapłanów, nauczycieli. Daje wzory do naśladowania, świętych, którzy pokazują jak żyć, żeby się Bogu podobać. W końcu Bóg Ojciec dał mi TEGO, który był dla Niego najdroższy. Swój najcenniejszy Skarb. Jedynego Syna. Jezus pragnie upiększać winnicę, którą jestem. Wraz ze mną uprawiać, przycinać i pielęgnować. Chce czynić mnie coraz doskonalszym, piękniejszym, bogatszym w miłość, pokorę, cichość. Pragnie być kamieniem węgielnym winnicy.
Jezus chce być moim przyjacielem i powiernikiem. Doradcą i przewodnikiem w drodze do Nieba. Czy odrzucę miłość Bożą i Jego wspaniałe dary i zacznę żyć po swojemu? Jakie winnica mego życia wyda owoce? Cierpkie i kwaśne, czy dorodne, soczyste i słodkie?”