Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach Swoich i tulił do Siebie. Ja pieściłam SERCE Najdroższe… Dotykałam, głaskalam, całowałam… Szeptałam:
„Serduszko Najdroższe, Słońce moje!
Serduszko Najdroższe, szczęście moje!
Serduszko Najdroższe, płomieniu Miłości!
Serduszko Najdroższe, moja radości!”
Jezus patrzył we mnie z dumą i lubością…
„Wiedziałem kogo wybrać, żeby pocieszał Serce Moje! Wiedziałem kogo wybrać!” – wyszeptał z ogniem i zachwytem wielkim.
Wtedy wszystko we mnie opadło… Zrobiło mi się głupio i wstyd! Wiedziałam przecież jaka jestem! Jedno wielkie NIC! Maleńkie NIC! Znam swoje grzechy, słabości i wady. Jestem przed Bogiem pusta i naga. Nic bez Niego nie jestem w stanie zrobić!
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Właśnie dlatego, że wiesz jaka jesteś, wybrałem ciebie Monisiu! Nie potrzebuję wielkich, bogatych i pysznych! Pragnę maleńkiej, cichej, pokornej miłości, która będzie pocieszać SERCE Moje…”
Spojrzałam w Jezusa onieśmielona, ale uszczęśliwiona niezmiernie…
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i wyszeptał z tkliwością:
„Wiedziałem kogo wybrać, Monisiu kochana!
A ja już nic nie wiem… Gubię się w tym wszystkim! Nic nie rozumiem. Ale szczęśliwa jestem cała!
Autor: Maleńka
ZMIENIŁO SIĘ WSZYSTKO!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja weszłam w Niego i zaczęłam pocieszać SERCE Najdroższe. Pieściłam, całowałam, głaskalam, szeptałam czułe słowa…
W pewnym momencie przerwałam i zwróciłam się do umiłowanego mojego Jezusa:
„Od tej pory będę TU leżeć. Nie zrozum mnie źle, mój śliczny. Uwielbiam leżeć w objęciach, w ramionach Twoich! Uwielbiam baaardzo! Ale TO jest ważniejsze niż moje uwielbianie!”
Jezus patrzył we mnie poruszony głęboko…
„Rozumiem, maleńka Moja! Ja zrobiłbym to samo gdyby bolało cię serce twoje! Zrobiłbym to samo!”
I wtedy stało się coś niesamowitego! Niepojętego! Cudownego! Wewnątrz, w głębi Jezusa zobaczylam Jego samego! Jezusa! Trzymał On mnie w objęciach i tulił do Siebie! Jednocześnie ja mogłam bez przeszkód pieścić SERCE Najdroższe…
Nie pytajcie jak to możliwe. Nie wiem! Pojęcia nie mam! Ale wiem, że dla Niego wszystko jest możliwe!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący…
„Zawsze znajdę sposób, żeby trzymać w objęciach Moją umiłowaną! Zawsze znajdę sposób, żeby być blisko jedynej Mojej! Żeby ją całować, pieścić i tulić! Zawsze znajdę sposób!” – wyszeptał z ogniem.
Oboje, i Jezus i ja mieliśmy łzy w oczach… Nie były to łzy smutku. Były to łzy szczęścia! Podniosłości! I wielkiej miłości!
Jezus pochylił się jeszcze bardziej i pocałował mnie…. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Słodko i ogniście! Z lubością!!! Potem Jezus ucałował serce moje…
Coś mnie próbuje odpychać, odsuwać od wnętrza Jezusa. Niemal fizycznie czuję jak mnie pcha do tyłu! Próbuje mi wmówić, że się do tego nie nadaję, że jestem zbyt grzeszna, zbyt mała. Nie godna! A ja się nie daję! Prę naprzód! Brnę! Napieram z całych sił! Bo wiem, że skoro Jezus tak chce to tak być musi!
Pewnie pomyślicie, że nic się nie zmienilo. Nadal leżę w ramionach Jezusa. Dla mnie zmieniło się wiele. Bardzo wiele! Zmieniło się wszystko! Jestem głębiej, w umiłowanym moim… A On jest wobec mnie bezbronny… Odsłonił się przede mną! Zmieniło się wszystko!
ODSŁONIŁ SIĘ…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach onieśmielona i zachwycona cała!
„Jak to jest, że gdy chcę Ci usłużyć, kochany mój Jezu, Ty mnie uszczęśliwiasz?!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
A ja szeptałam dalej:
„Służenie Tobie, Jezu, to nie jest jakiś ciężar. Ale wielka łaska, szczęście i radość!”
„Monisiu Moja kochana! Ty pragniesz Mi służyć i uszczęśliwiac i Ja pragnę ciebie uszczęśliwiać! Poza tym 'jarzmo Moje jest słodkie a Moje brzemię lekkie!'”
„Tak! Właśnie tak! Słodkie i lekkie!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący… Głęboko patrzył.
„Widzialaś rany w Moim SERCU, prawda?” – spytał z powagą.
Kiwnęłam głową, że tak.
„To grzechy, którymi ranią moje dzieci SERCE… Tak bardzo ranią… Coraz bardziej i bardziej… i bardziej! I pragnę, aby ktoś pocieszał SERCE Moje, koił bol, opatrywał rany…” – wyszeptał Jezus z ogniem poruszony niezmiernie.
„Ja mogę spróbować… Jeśli mi pozwolisz!” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
„Pragnę! Moja śliczna, pragnę! Inaczej bym ci o tym nie mówił. O takich sprawach mówię tylko zaufanym. Odsłoniłem się przed tobą, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus cicho.
Weszłam w mojego Jezusa i pieściłam SERCE Najdroższe… Całowałam, dotykalam, głaskalam… Pieściłam… Wciąż pieszczę…
BEZBRONNY I BEZRADNY…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Chciałaś Mi usłużyć, Monisiu. Czy to pragnienie jest nadal aktualne?” – spytał Jezus pokornie.
„Jasne, że aktualne! Zawsze! Nieustannie aktualne, mój kochany!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezusowi aż oczy błysnęły!
„Pieść Moje SERCE, jedyna Moja! Ale inaczej niż zwykle. Bliżej!”
Spojrzałam w Jezusa pytająco! Zaskoczona!
„Bliżej??!”
Jezus skinął głową twierdząco i patrzył we mnie głęboko… Teraz mi oczy błysnęły!!!
A potem stało się coś niezwykłego… Nie wiem jak to opisać… Opiszę po prostu! Weszłam w Jezusa, to znaczy włożyłam głowę… Bez ceregieli. Z bezczelną ufnoscia! Włożyłam głowę. I zaskoczyło mnie, że w Jezusie nie było jasno! Ale nie było też ciemności. Raczej panował ciepły półmrok. Zaczęłam dotykać, glaskać SERCE Najdroższe… Całować JE… Zobaczylam, że jest całe w ranach! Wcześniej ich nie widziałam. Było całe poranione… Pomyślałam z bólem, że to rany, które ja Mu zadałam… Pieściłam SERCE całą sobą! Z ogniem i oddaniem! A jednocześnie starałam się najdelikatniej… jak umiałam. Nie chciałam JE skrzywdzić, zranić jeszcze bardziej… Pieściłam długo, wytrwale, gorliwie….
„Przepraszam, już nie mam siły!” – szepnęłam z trudem. I opadłam w ramiona Jezusa… Jezus pochylił się nade mną… Poruszony cały! Oczy Mu płonęły!
„Teraz Ja!!!” – wyszeptał ogniście.
Zanim zdążyłam jakoś zareagować, cokolwiek powiedzieć czy zrobić… Jezus wszedł we mnie, a raczej włożył Swą głowę i zaczął pieścić serce moje! Pieścił całym Sobą… Dotykał, głaskał całował… Z ogniem, a jednocześnie delikatnie bardzo. Z czułością i tkliwością… Pieścił… A moje małe, biedne serce rozpływalo się w Miłosci… Ginęło w pieszczotach… Jezus skończył. Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… W milczeniu. Pomyślałam, że mój słodki, umiłowany mój przekroczył kolejną granicę w bliskości ze mną… Zerwał kolejną zasłonę w naszej relacji.
„To ty Moja kochana zerwałaś tę zasłonę!”
„Ja??!”
„Swoją miłością i oddaniem. I jak ty to mówisz, bezczelną ufnoscia! Tylko dusza o sercu dziecka może zrobić coś takiego. Wie, że może! A Ja gdy widzę taką miłość i taką ufność, staję się bezradny i bezbronny!”-wyszeptał Jezus. I zbliżając Swą twarz do mojej twarzy dodał z ogniem:
„Uczyniłaś Mnie bezbronnym i bezradnym, Moniko!”
Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa jak w obrazek…
SZYBKI BILL!
W nawiązaniu do przedwczorajszej notki:
„Jezu, mówię Ci o jakimś moim bólu, doznanej przykrości, zranieniu. Oddaję Ci to wszystko. To często potem pojawia się problem. Czy mam o tej naszej rozmowie pisać, czy ją opisywać. Dlaczego? Bo gdy rozmawiamy to ten problem, zranienie jest, a gdy mam o tym pisać to często już go nie ma, albo nie jest tak wielki jak wtedy gdy o nim rozmawialismy. Mówię Ci co mnie boli, a Ty działasz! Więc po co pisać o tym czego już nie ma? Ale doszłam do wniosku, że notka to relacja z naszego spotkania. Więc opisuję.”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie i skinął głową twierdząco.
„Monisiu Moja kochana Moja, mówisz mi o tym co cię boli, oddajesz Mi i pozwalasz działać. Więc działam!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Mówię o tym nie tyle ze względu na Ciebie, bo Ty wiesz! Mówię, ze względu na Czytelników. Żeby nie myśleli o mnie jak o ofierze losu, czy inne Bóg wie co. A przede wszystkim mówię o tym, żeby pokazać Ciebie! I jak we mnie działasz! I jak szybko działasz!!!”
„Pozwalasz Mi, więc działam!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„A działasz szybciej niż strzała, szybciej niż błyskawica! Niż pendolino!”
Jezus śmiał się głośno i dźwięcznie!
„Szybki Bill jesteś!!!”
„Szybki Bill?! – Jezus ciągle śmiał się cudnie.
„Tak się mówi o kimś kto jest bardzo szybki! Szybko działa!”
I dodałam z uśmiechem:
„Pasuje do Ciebie! Szybki Bill! Szybki Jezus!”
Jezus patrzył we mnie zachwycony!
„Jeszcze nikt nigdy tak Mnie nie nazwał! Podoba Mi się!!!”
„Jesteś moim Szybkim Billem!”
Uśmiechałam się do Jezusa promiennie i patrzyłam w Niego jak w obrazek…
Z MIŁOŚCI!
Leżałam w objęciach Jezusa. Zmęczona leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie. Zakochany i zachwycony cały! Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem!
„Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój?” – spytalam z trudem.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Odpocznij, maleńka Moja!” – wyszeptał z ogniem.
„Ale to ja potrzebuję odpoczynku… A ja dla Ciebie chciałam!”
„Czego ty potrzebujesz i Ja potrzebuję!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
„Chciałam Cię ucieszyć!”
„Ucieszysz Mnie bardzo gdy odpoczniesz sobie, Monisiu!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
„Poddaję się!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
„Szybko! To znaczy, że ufasz, że wiem co dla ciebie najlepsze!”
„A jakże!”
Zamknęłam oczy i szybko zasnęłam. Obudziłam się. Otworzyłam szybko oczy. Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Odpoczęłaś, Monisiu?”
„Tak, dziękuję, mój Jezu!”
I przypomniałam sobie wcześniejszą rozmowę.
„Wczoraj to z miłości do Ciebie!”
„I Ja z miłości do ciebie!”
Jezus patrzył we mnie z ogniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…
MÓJ JEZUS I JA
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo! Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący i poruszony cały…
„Cierpię z tobą, maleńka Moja…” – wyszeptał Jezus bezgłośnie prawie.
„Wiem, kochany mój…”
„Zostałaś głęboko zraniona…”
„Przykro mi bardzo, tylko.”
„Głęboko. Ja wiem, Monisiu!”
„Wiesz!”
„Musisz bardzo kochać tych, którzy cię zranili…”
„Tak. Ale przejdzie. Przejdzie mi ten ból” – szepnęłam siląc się na uśmiech.
„Ktoś kto kocha, musi być gotowy na zranienia, maleńka Moja.”
„Jak Ty?”
„Jak Ja. Jesteś bardzo podobna do Mnie, Oblubienico Moja! Słodka Moja!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. I cierpieliśmy razem. Mój Jezus i ja.
ULEWA!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Kocham Cię Jezu! Kocham Cię…” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony wielce. Patrzył, a ja szeptałam dalej:
„Tak wiele mi dajesz! Obdarzasz łaskami… Ale ja nie dlatego Ciebie kocham, że mi dajesz. Ale dlatego, że jesteś! Dlatego, że jesteś! Zresztą Ty wiesz lepiej niż ja!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Jezus mój śliczny patrzył we mnie głęboko…
„Wiem, Monisiu! Wy macie pory roku, macie też porę suchą i porę deszczową. A jak to jest w twoim sercu?” – spytał Jezus łagodnie.
„W sercu?! Wiosna na całego! I pora deszczowa! Deszcz Twoich łask!!! Deszcz?! Nie! Ulewa!!!”
Jezus spojrzał mi w oczy płonący… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować… Całował całym Sobą! Ogniście, a jednocześnie bardzo delikatnie… Całował moją twarz, czoło, oczy… Usta, policzki. Całował moje biedne serce… Ręce i nogi całował… Całował całą mnie! Obsypywał pocałunkami jak deszczem! Ulewą łask! Całował… A ja prosiłam, żeby tymi łaskami obdarzył moje Duchowe Dzieci! Moje kochane Dzieci! Wszystko bym dla nich oddala! Moje Dzieciątka kochane! Prosiłam mojego Jezusa, żeby Je obdarowywał… Prosilam… prosiłam…
A Jezus całował… całował… Całował…
DLA WSZYSTKICH!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Wiesz mój Jezu? Ja tym układaniem rozważań też sama siebie ubogacam. Nie tylko słownictwo, często zaglądam do słownika synonimów, gdy mi słów brakuje! Ale też wewnętrznie się ubogacam!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Czytasz Słowo, karmisz się Nim, potem Je trawisz, przemięlasz, mielisz, miażdżysz. A potem potem układasz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Tak! Właśnie tak!” – szepnęłam zachwycona.
„Oddajesz, dzielisz się Tym Kogo masz w sercu. A w sercu masz Mnie!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i zachwytem!
„Wiesz mój kochany? Myślę, że robisz nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim na Swoją chwałę!”
„Dla Mnie, dla ciebie i dla wszystkich dusz! Ja jestem dla wszystkich! Trzeba, żebyś i ty, Monisiu była dla wszystkich! Jak Ja!”
„Pragnę!” – szepnęłam z mocą.
Milczałam chwilę zapatrzona w mojego ślicznego Jezusa…
„Ja tak ostatnio tylko o rozważaniach z Tobą, Jezu rozmawiam… Ale to dlatego, że nie mogę się nadziwić, jak sobie pomyślę… Co Ty we mnie robisz! Nie mogę się nadziwić!!!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
„I bardzo dobrze, Monisiu kochana! I baaaaaardzo dobrze!”
Patrzyłam w Jezusa jak w Obrazek… A On uśmiechał się do mnie cudownie!
CZUŁOŚCI…
Leżałam w objęciach Jezusa… W ramionach umiłowanego mojego… Otulona Jego Miłością. Wpatrywalam się w Jezusa z uwielbieniem i zachwytem! On pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie… Jak w obrazek patrzył. Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa.
Dotykałam delikatnie, z czułością. Głaskalam… Jezus chwilę mi pozwalal okazywać Sobie czułość. Potem ujął moją dłoń w Swe dłonie, ucałował ją gorąco i przytulił do Swego policzka.
Przysunęłam Jego dłoń do moich ust i ucałowałam ją także. Gorąco i serdecznie! Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Ukryj mnie w Swych Ranach, kochany!”- szepnęłam z mocą.
„Jesteś ukryta, maleńka Moja. We Mnie, w Mym Sercu i w Ranach”- wyszeptał Jezus słodko.
I nadal okazywaliśmy sobie nawzajem czułości… Jezus mi, a ja Jemu…