Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Nagle zabłysło w Nim wielkie Światło! Jasne, ciepłe i przyjazne! W ogóle mnie nie raziło! Choć było bardzo jasne!
„Oooo…! A ja chciałam pytać…”
„Dlaczego był mrok? Żeby cię nie raziło, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Ale przecież teraz też mnie nie razi…”
Jezus uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
Patrzył we mnie płonący cały! Dostojny, uroczysty i piękny niezwykle! W tej chwili obojętne dla mnie było dlaczego światło mnie nie razi. Objęłam Jezusa za szyję i przytuliłam się do Niego… Z czułością. I zaczęłam Go całować… I On mnie całował…
„Gratuluję! Mój słodki Jezu! Gratuluję!” – szeptało moje serce.
„Zmartwychwstania?! To nie Moja zasługa! TATY!”
„I Twoja!”
„Może i masz rację, Monisiu kochana Moja…”
„Nie bądź taki skromny!!!” – szepnęło moje serce.
Jezus spojrzał we mnie zdumiony i… Wybuchnął śmiechem! Jasnym, perlistym i głośnym! Dźwięcznym jakby dzwoneczki! Głośnym aż dudniło! Ale Jego śmiech był szczęściem dla mego serca i muzyką dla uszu!
„Czy zauważyłaś, maleńka? Czy w twym sercu jest jeszcze pustka i samotność?” – spytało SERCE Najdroższe.
Zamarłam na chwilę… Zajrzałam w serce…
„Nie ma!!! Dziwne, ale nie ma! Nie wiem kiedy znikło!”
„Gratuluję! Moja miła, gratuluję!”
„To nie moja zasluga…”
„I twoja!”
„Może i masz rację, mój Jezu kochany!”
„Nie bądź taka skromna, Monisiu!”
Smialismy się oboje! Mój Jezus i ja! Głośno, radośnie i perliscie! A nasz śmiech był szczęściem i muzyką… W Światłości wielkiej!
Autor: Maleńka
ŻEBYM MOGŁA POWSTAĆ!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do Siebie z czułością… Ja pieściłam SERCE Najdroższe… Serce moje wtuliło się w SERCE umiłowane… Głaskalam, całowałam, dotykałam dłonią. Delikatnie…
Nagle w mojej głowie i sercu zrodziła się myśl! Coś, KTOŚ ponaglał mnie, żeby tę myśl wypowiedzieć na głos! Prosił… Błagał wręcz! Wypowiedziałam tę myśl bez wahania:
„Tyle miałam zranień w przeszłości! W dzieciństwie i w latach pozniejszych! Byłam pokaleczona, cała obolała na sercu! Ty uleczyłeś wszystko!!! Uzdrowiłeś! Miłością, czułością, delikatnością…. Byłam nieszczęśliwa, zakompleksiona, schowana w sobie, niepewna, zahukana, zagubiona…
Ty pomogłeś mi się podnieść! Sprawiłeś, że teraz mogę patrzeć w przeszłość z podniesioną głową! Z uśmiechem na twarzy i w sercu! Tak! Z uśmiechem! Jestem wolna! I szczęśliwa! Stoję wyprostowana! Prosta jak struna! Na obu nogach, można powiedzieć!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha i mówilam dalej:
„Stoję prosto, bo Ty mnie podtrzymujesz! Trzymasz! Na Tobie się opieram! Ty jesteś moją Opoką!”
Znów umilkłam. I patrzyłam w oczy Jezusowi! A Jezus mój śliczny patrzył w oczy moje!
„Ciągle nie rozumiem dlaczego musiałam to powiedzieć akurat dzisiaj…” – szepnęłam nieśmiało.
Jezus patrzył we mnie poruszony cały…
„Pozwoliłem owinąć się prześcieradłami i złożyć martwy do grobu, abyś ty Moja kochana Monisiu mogła powstać!” – wyszeptał umiłowany mój wprost do serca.
Spojrzałam w Jezusa olśniona! Uradowana! Niezmiernie! Uszczęśliwiona cała! W jednej chwili wszystko stało się jasne! I proste! Choć jednocześnie tajemnicze i zakryte. I ciche jak grób… Jezus i ja patrzyliśmy w siebie nawzajem w milczeniu. W ciszy. A była to cisza pełna miłości i uwielbienia…
WIELKA RADOŚĆ W WIELKI PIĄTEK!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do Siebie. Pieściłam SERCE Najdroższe… Dotykałam dłonią, delikatnie pieściłam, żeby nie skrzywdzić, nie zranić… Głaskalam, całowałam… Szeptałam:
„Moje kochane! Moje słodkie! Moje śliczne!”
Jezus patrzył we mnie płonący… Poruszony i uroczysty bardzo!
„Dziś umarłem za ciebie, Monisiu kochana na Krzyżu!”
„Tak…”
„Umarłem za ciebie, Monisiu. Żeby mieć cię dla Siebie! Żebyś żyła dla Mnie i we Mnie! I żyjesz!”
„Tak!”
„Warto było! Żeby mieć cię tutaj! Warto było! Ciesz się tym życiem, maleńka Moja!”
Jezus patrzył we z zachwytem i uniesieniem!
„Cieszę się, mój Jezu kochany!!! Cieszę się baaaaaardzo! A w Tobie wiszącym na Krzyżu widzę rozkwit Życia i Miłości!” – szepnęłam z mocą.
„Wielu widzi tylko Mękę i śmierć Moją… Ty widzisz rozkwit Życia i Miłości!”
„Tak! Tak widzę, Jezu!” – szepnęłam z prostotą.
„Dobrze widzisz, śliczna Moja! Dobrze widzisz!”
I mój umiłowany, słodki Jezus uniósł się wielką radością! Wielką radością się uniósł… nad Swoim maleństwem! Wielka radość w Wielki Piątek..!
WYPEŁNIJ!
Leżałam w objęciach Jezusa i pieściłam SERCE Najdroższe. Pieściłam długo… A w moim sercu panowała samotność i pustka… Pieściłam SERCE kochane…
„Spojrz we Mnie, jedyna Moja!” – usłyszalam ciepły i pełen miłości szept Jezusa.
Spojrzałam w Jezusa… I zobaczyłam… Jezus mój śliczny siedział przy stole. Ja naprzeciwka Niego. Umiłowany mój w dłoniach trzymał chleb. Podniósł go do góry. Wysoko, wysoko! Dziękował TACIE! Potem ułamał kawałek i podał mi.
„Jedz, jedyna Moja!” – wyszeptał płonący cały.
Zjadłam…
Jezus teraz trzymał w dłoniach kielich. Podniósł go do góry. Wysoko, wysoko! Dziękował TACIE. Potem podał mi.
„Pij, jedyna Moja!” – wyszeptał płonący cały.
Skosztowałam…
Wszystko zniknęło. Tylko Jezus umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany… Poruszony cały!
„Wiem maleńka, że w Twym sercu jest pustka i samotność. Jeśli pozwolisz, wypełnię je…”
„Wypełnij mój słodki Jezu! Wypełnij!”
„Wypełnię niebawem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Pieściłam SERCE Najdroższe…
NIE ZAUWAŻA…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Serce moje tuliło się do SERCA Jezusa… A ja pieściłam Jego SERCE Najdroższe…
„Serduszko kochane, włócznią przeorane!
Serduszko kochane, cierpiące za grzechy moje!
Serduszko kochane podstępnie pocałunkiem zdradzone!
Serduszko kochane, miłości Oceanie!
Serduszko kochane, z upadków podnoszące zawsze!
Serduszko kochane, zawsze przebaczajace!
Serduszko kochane, miłosierdzia Bożego głębiny!
Serduszko kochane, czułości i delikatnosci niezwykła!
Serduszko kochane wywyższające pokornych!
Serduszko kochane, uwielbiające maleńkich!
Serduszko kochane, bliskości nieskończona!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały!
„Ujawniam Ci przymioty SERCA Mojego! A Ty je wypowiadasz!”
Zdumiałam się ogromnie! Niezmiernie! Myślałam, że to ja układam, żeby pocieszyć SERCE Jezusa. A to ONO!
„Serce Moje pragnie wszystkie Swe dzieci przytulić do SIEBIE… Tęskni… A one nie chcą przyjść… Nie chcą się przytulić…” – wyszeptał Jezus z bólem.
„Może boją się tego wieńca cierniowego, który widzą na obrazach, a który oplata SERCE Twoje…” – szepnęłam nieśmiało.
Jezus pochylił się nade mną z tkliwością, zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko….
„Kto kocha i pragnie bliskości, ten wieniec cierniowy nie przeszkadza! Nie zauważa go nawet…”
Spojrzał we mnie z czułością i spytał:
„No powiedz, Monisiu, czy tobie ten wieniec przeszkadzał? Czy zauważyłas go?”
„No… Nie!” – szepnęłam zdziwiona odkryciem. Uświadomiłam sobie właśnie, że w ogóle nie patrzyłam na to czy ten wieniec cierniowy jest, czy nie…
„Kto kocha i pragnie bliskości ze Mną ten wieńca nie zauważa!” – powtórzył Jezus z ogniem.
Głaskalam delikatnie SERCE Najdroższe. A Jezus mój śliczny patrzył we mnie z lubością i zachwytem…
POWÓD
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pieściłam SERCE Najdroższe. Dotykałam głaskalam, całowałam… Szeptałam czułe słowa… W SERCU Jezusa panowała samotność niezgłębiona… Pustka i odrzucenie niezgłębione… I cierpienie niemające końca… W sercu moim panowało to samo. Samotność, pustka, odrzucenie i cierpienie… Gdyby ktoś mnie spytał o powód tego stanu, nie umiałabym odpowiedziec. Nie mogłabym konkretnie określić słowami. Może mój powód był powodem Jezusa, a może powód Jezusa był moim. Nie wiedziałam! Ale moje serce doskonale wiedziało… Tak bardzo pragnęło być przy SERCU Jezusa, że wyrwało się z mojego ciała i przytuliło się do SERCA umiłowanego…
Teraz powód samotności, pustki, odrzucenia i cierpienia był naszym wspólnym powodem. Był jedno! SERCE Najdroższe przytuliło do Siebie serce moje. Tak bardzo, że nie widziałam gdzie się zaczyna a gdzie kończy… Ginęło w SERCU Jezusa!
GDZIE TY TAM JA!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i tulił do Siebie. Ja pieściłam SERCE Najdroższe… Jezus pochylał się nade mną i patrzył we mnie głęboko… Z dumą i lubością patrzył. Wiedziałam dlaczego jest ze mnie dumny. Powiedziaľ mi wcześniej. Powiedział też, że jestem bardzo odważna. Ja wolałam nie musieć zrobić tego co zrobilam. I, żeby Jezus nie musiał być ze mnie dumny… Nie chciałam o tym mówić. I On to szanował.
„Przede Mną dni samotności, odrzucenia, pustki i wielkiego cierpienia. Chciałbym, żebyś przy Mnie była. Monisiu kochana! Żebyś pocieszała Mnie i SERCE Moje! Żebyś była Marią, Weroniką. Szymonem z Cyreny… Żebyś była Matką Moja…” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości i powagą wielką.
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko.
„Gdzie Ty kochany mój Jezu tam i ja! Przed nami dni samotności, odrzucenia, pustki i wielkiego cierpienia…. Przed nami! Bo gdzie Ty tam ja!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Ogniście i słodko… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości… Jezus i ja! W intymności.
EKSPLOZJA MIŁOŚCI!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Jezus tulił mnie do Siebie. Ja pieściłam SERCE Najdroższe….
„Myślałam, że Wielki Post to tylko rezygnacja z czegoś, że to Twoje oddalenie, ukrycie. Tymczasem Ty szczodrze, hojnie mnie obdarowałeś!!! Ogromnie! Niezmiernie! Post to wybuch Twojej Miłosci! Eksplozja Miłości!!!” – szepnęłam z mocą i zachwytem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!! Szeptałam dalej:
„Na zewnątrz ci, którzy na mnie patrzyli, mogli nie zauważyć, że pościłam. Zyłam normalne, nie byłam smutna. Na mojej twarzy był uśmiech. W sercu zaś pościłam bardzo!”
„W Poście nie chodzi o to, żeby 'trąbić przed sobą’, że się umartwia, chodzić ze spuszczoną głową. W Poście chodzi o Miłość!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim.
„Pamiętasz, Monisiu jak na początku Wielkiego Postu mówiłem, żebyś przeżyła go tak jakby był i jakby go nie było jednocześnie?”
Kiwnęłam głową, że tak.
„Teraz rozumiesz, Monisiu kochana o co Mi chodziło?”
„O Miłość!!! To była eksplozja Twojej Miłosci!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie… A ja pieściłam SERCE Najdroższe!
GORLIWIEJ!
Leżałam przy SERCU Jezusa… Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z czułością i tulił do Siebie.
„Ciii maleńka… ciii… Ucisz serce i odpocznij troszkę… Odpocznij kochana!” – wyszeptał z ogniem.
Ale mi w ani w głowie był odpoczynek! Byłam zła na siebie i rozczarowana sobą! Wczoraj…
„Wczoraj od razu przyszlaś do Mnie. Przeprosiłaś i oddałaś Mi się. Powiedziałem ci, że nic się nie stało!”
To prawda. Potem jednak zaczęłam rozdrapywać, rozcząsać!
„To co się stało, stało się nie tylko po to, żebyś bardziej poznała siebie. Przede wszystkim, żebyś jeszcze bardziej poznała i doświadczyła mojej miłości i miłosierdzia!”
Jezus przerwał na chwilę, zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały miłością…
„Poza tym wiem, że teraz jeszcze gorliwiej będziesz pocieszać SERCE Moje!”
„A, żebyś wiedział!!!” – szepnęłam z mocą.
„Wiem! Musisz być teraz bardziej uważna i czujna Monisiu! Zły wie, że jesteś bardzo blisko Mnie i poluje na ciebie zaciekle i zajadle! Musisz być czujna!”
„Pomóż mi Jezu kochany!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus patrzył we mnie tak jakby tylko na to czekał. W jednej sekundzie oskarżenia, złość i rozczarowanie sobą znikły!
Patrzyłam w mojego Jezusa uśmiechając się do Niego nieśmiało… On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił… Tulił do Siebie z tkliwością…
O WYBORACH
„Serduszko moje kochane!
Serduszko moje maleńkie!
Serduszko moje śliczne!
Serdeńko moje najsłodsze!”
Tak pocieszalam SERCE Najdroższe… Całowałam, głaskalam… Pieściłam!
„Jezu mój kochany wytłumacz mi proszę, bo nie rozumiem!” – szepnęło moje serce.
Jezus pochylił się nade mną cały…
„Słucham cię w Monisiu!” – wyszeptał cały zasłuchany.
„Mam ten obraz w sercu… Siedzieliśmy Ty i ja na ławeczce. Przed nami rosło Drzewo Krzyża a na nim 5 owoców. Powiedziałam Ci wtedy, że chciałabym mieć jeden owoc. A Ty odpowiedziałeś, żebym sobie wybrała który chcę. Wybralam. A Ty powiedziałeś, że to SERCE Twoje. I teraz jestem TU. Czy gdybym wtedy wybrała inny owoc, też bym tu była? Czy gdzie indziej? I Ty wtedy powiedziałeś, żebym wybrała, a wczoraj powiedziałeś, że Ty wybrałeś. To kto kogo wybrał?”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Ja wybrałem ciebie, Monisiu. A ty wybierasz Mnie. Specjalnie mówię 'wybierasz’,bo robisz to każdego dnia. Możesz wybierać Mnie kiedy tu do Mnie przychodzisz. Swoimi decyzjami, wyborami. Myślami, słowami, czynami! Możesz wybrać mnie codziennie! A gdybyś wtedy wybrała inny owoc, poprowadziłbym cię inną drogą, ale równie piękną i szczęśliwą dla Mnie i dla ciebie! A to czy byłabyś tu, czy gdzie indziej zależałoby od twoich późniejszych wyborów.”
„Ale Ty sam powiedziałeś do Swoich Apostołów: 'Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem'”
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Tak, to Ja ich wybrałem, ale i oni musieli Mnie w jakiś sposób wybrać. Spójrz na Judasza, Monisiu. Jego też powołałem i wybrałem na Apostoła. Ale on mnie odrzucił… Nie wybrał…”
„No tak… To prawda… Dziękuję, że mi to wszystko wytłumaczyłeś, Jezu kochany!”
Jezus uśmiechnął się znowu do mnie cudownie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja pieściłam Jego SERCE Najdroższe…