Staliśmy przy studni. Umilowany mój Jezus obejmował mnie z czułością niezwykłą. Trzymał moją twarz w Swych dłoniach i patrzył we mnie jak w obrazek… Patrzyłam z uwielbieniem w mojego ślicznego Jezusa i uśmiechałam się do Niego promiennie!!!
„Zatańczymy, mój Jezu kochany?! Zatańczymy?!” – szepnęłam perliście.
„Z Tobą i dla Ciebie zawsze!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Wziął mnie w ramiona i zaczęliśmy tańczyć! Tańczyliśmy po całej Światłości!!! Mój Jezus i ja!
Tańczyliśmy lekko i zwiewnie! Fruwaliśmy!
„Pięknie tańczysz, mój kochany!!! Cudownie!!!” – szepnęłam z zachwytem.
„Dziękuję kochana! I Ty tańczysz bardzo pięknie!!! Jak baletnica!!!” – Jezus promieniał cały miłością i zachwyem.
„Dzięki Tobie, mój Jezu! Dzięki Tobie!!! Z Tobą i taniec i układanie modlitw i malowanie mi wychodzi!!! Może nawet polubię malowanie pejzaży!!!” – zaśmiałam się perliście.
Jezus patrzył we mnie głęboko… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś! Cały mnie przenikał!!! I ja Jego też!!!
„Pragnę Cię, Moniko!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„To mnie bierz!!! Już kiedyś mówiłam Ci mój śliczny, że jak mnie pragniesz to mnie bierz!!!” – szepnęłam z oddaniem. A po chwili dodałam z mocą:
„I ja pragnę Ciebie, mój Jezu kochany!!!”
„To Mnie bierz!!!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
Tańczyliśmy bardzo, SERCE przy sercu. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego!
Tańczyliśmy bardzo. W bliskości bez granic!!!
Autor: Maleńka
TAŃCZ!!!
Jezus siedział na ławeczce obok studni i trzymał mnie w objęciach Swoich. Siedzialam u Niego na kolankach. Cała wtulona w umiłowanego, zanurzone w Nim cała… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie głęboko…
„Gdy tak we mnie patrzysz, wiem, że jestem dla Ciebie jedyna… Jednocześnie wiem, że w każdego człowieka patrzysz podobnie jak we mnie. Każdy człowiek jest dla Ciebie jedyny i z każdym pragniesz być w jak najbliższej relacji!!! Jakie to piękne!!!” – szepnęłam zachwycona.
Jezus patrzył we mnie z uwielbieniem…
„To prawda, Moniko!!!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„Jakie to piękne, że każdego kochasz tak samo i jednocześnie każdego inaczej!”
Jezus spojrzał we mnie zdziwiony, jakby zaskoczony, że o tym wiem!
„Kocham każdego tak samo i jednocześnie każdego inaczej, to prawda! Każdego kocham osobiście! I pragnę być tylko dla niego. Jednak nie każdy chce tego doświadczyć… Nie każdy chce otworzyć Mi serce!” – wyszeptał Jezus z powagą i posmutniał bardzo.
Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i głaskałam go z czułością…
„Jak chcesz, mój kochany, będę za nich tańczyć, żeby otworzyli dla Ciebie serca i mogli doświadczyć Twojej miłości i bliskości?!” – szepnęłam z mocą.
Jezus rozpromienił się cały nade mną!!! Rozświetlił się cały!
„Tańcz, Moja piękna! Tańcz!!!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
Ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją z ogniem…
Patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam… Tańczyliśmy bardzo w intymności niewyslowionej… Mój Jezus i ja!
NAPRAWDĘ!
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Umilowany nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej. I rozmyslalam. A rozmyslając dzieliam się z Jezusem swoją radością:
„Wczoraj moja siostra jechała z dziećmi na Winobranie. I wyciągnęła tatę, a tata wyciągnął mnie. Bardzo bolaly mnie stawy, ale pomyślałam, że stawy i w domu i w mieście bolą tak samo, a tam chociaż na stragany sobie popatrzę. Pojechałam. Myślałam, że przejdziemy się po deptaku w tę i z powrotem. A tu nagle… wylądowalismy w Wesołym Miasteczku, rozstawionym w centrum miasta! Dzieci były w swoim żywiole! Co chwilę jakaś karuzela, mniejsza i większa i kilka mniejszych. Smok, samochodziki, trampoliny…
– Idziemy?! – zażartowałam wskazując siostrze najwyższą karuzelę.
– Na tę??!! Zapomnij! – zaśmiała się siostra – Ale na tę mogę z tobą iść!!!
I wskazała na trochę mniejszą, ale też dużą karuzelę.
– To chodź!!!
– chcesz?!
– Tak!
Mojej siostrze dwa razy nie mówić! Kupiła bilety. I poszłyśmy. W międzyczasie moje siostrzenica i bratanica zaskoczone i ucieszone, że mama i ciocia idą na karuzelę, też kupiły bilety i poszły z nami. Tata przesadził mnie z wózka na karuzelę, siostra Lucyna usiadła obok mnie i wzięła mnie pod rękę. Pan z obsługi zapiął blokadę. I karuzela ruszyła…
– Tylko się trzymaj kobito, bo jeszcze wypadniesz i dopiero będzie! – zaśmiała się siostra.
– Trzymam się!!!
– Ciocia, nie boisz się?!! – zawołały Ola i Minia, które siedziały w wagoniku przed nami.
– Nieee!!! – zawołałyśmy Lucynka i ja.
Było super! Ale w pewnej chwili karuzela, to znaczy wagonik zaczął się unosić coraz wyżej i wyżej…
– Chyba za szybko powiedziałam… – zaśmiała się Lucyna.
– No… A ja stara a głupia! Karuzeli mi się zachciało!!! – śmiałam się.
– Jak to mówią, raz się żyje!!!
– O, już dobrze!
-Super! Szkoda że nie wzięłam komórki, byśmy sobie zrobiły zdjęcie jak fruniemy! Na dole została. Ale może i lepiej, mogłaby mi wypaść jakbym pstrykała!
– Tak, potem zrobisz!
– Dobra!
Tak rozmawiając, Lucyna i ja kręciłyśmy się na karuzeli. Bardzo wysoko było! I baaaardzo mi się podobało!!! Lucynce też!!! Karuzela kręciła się jeszcze trochę. W końcu wagonik się zaczął opuszczać, a karuzela zwalniała. Aż całkiem stanęła. Tata przesadził mnie z powrotem na wózek.”
Jezus słuchał mojej opowieści z zachwytem i co chwilę się uśmiechał cudownie!
„Szalona, zwariowana jestem!” – szepnęłam z mocą śmiejąc się perliście.
„Tak! Ale to dobre zwariowanie i dobre szaleństwo! Czerpiesz z życia z życia, nie skupiasz się na swoim bólu, ale cieszysz się z życia, Moniko! I żyjesz prawdziwie! Żyjesz naprawdę!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem i rozpromieniony cały.
„Taaa…!!!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. A On patrzył we mnie jak w obrazek…

OPERACJA NA OTWARTYM SERCU
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo, bardzo! Leżałam w Umilowanym moim Jezusie. A On robił mi operację. Operację na otwartym sercu. Układał, przekladal, wykładał i składał. Niektóre rzeczy z serca mojego wyrzucał, a inne wkładał. Robił to z niezwykłą precyzją i dokładnością. I z delikatnością niezwykłą! Jezus robił operację. A ja leżałam z przymkniętymi oczami… W końcu Jezus pochylił się nade mną i wyszeptał z miłością i cudnym uśmiechem:
„No, skończone!”
„Skończyłeś wszystko?!”
„Wszystko nie! Przy reszcie będę potrzebował Twojej pomocy. Ale to za jakiś czas dopiero. Tymczasem odpoczywaj, kochana Moja! Wiem, że jesteś bardzo zmęczona!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa z wdzięcznością i czułością.
„Nie, mój kochany Jezu, nie jestem zmęczona! Moje serce jest wypoczęte i odżywione!!!” – szepnęłam z mocą.
„Serce, tak, jest wypoczęte. Ale Twoje ciało jest bardzo obolałe i zmeczone.”
„Taaak…!”
Oczy mi się zamykały… Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Zatańczymy, mój śliczny?!”
„Oczywiście, jedyna Moja! Dla Ciebie wszystko!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
Wstał z ławeczki i trzymając mnie w objęciach zaczął tańczyć… Lekko i błogo i słodko… A ja leżąc w objęciach Jezusa zapadałam w sen…
POUKŁADA!
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Tańcząca byłam bardzo, bardzo. Obolała. Ale nie mówiłam o tym mojemu umiłowanemu. Opowiadałam natomiast co robię i co się u mnie dzieje. Mówiłam, że układam modlitwy wiernych, że już prawie połowę ułożyłam. I gdy wysłałam maila do pani redaktor Oremusa z pytaniem dotyczącym czytań, ona nie tylko bardzo dokładnie mi odpowiedziala, ale przede wszystkim bardzo się zdziwiła, że mam takie tempo. Mówiłam Jezusowi że zaczęłam malować nowy obraz. Zimę. Pejzaż zimowy. Nie umiem, ani nie lubię malować pejzaży. I właśnie dlatego, że umiem ani nie lubię, postanowiłam spróbować!
Jezus słuchał z uwagą i cudnym uśmiechem tego co mówiłam.
„Twoja Duchowa Córeczka jest z Ciebie bardzo dumna!” – wyszeptał nagle.
Nie spodziewałam się takich słów… Od razu wiedziałam o którą Córeczkę chodzi… Odsunęłam się od Jezusa automatycznie i skuliłam się w sobie…
„Wybacz, ale nie jestem jeszcze na to gotowa…”- szepnęłam bezgłośnie prawie.
Moja Duchowa Córeczka zmarła niedawno. I to wydarzenie było jeszcze dla mnie świeże… Spojrzałam jednak w mojego Jezusa. Patrzył we mnie z wielką miłością i czułością! Wielką! Nawet większą niż do tej pory!
Wyciągnęłam rękę i dotknęłam policzek Jezusa. A dotykając zbliżyłam się do Niego.
„Myślisz?” – spytałam głaszcząc z czułością policzek umiłowanego.
„Że jest z Ciebie dumna? Ja nie myślę, Ja wiem! Widzę jak patrzy na Ciebie z Góry i uśmiecha się z wielką dumą widząc jak sobie pięknie radzisz, Moniko!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!!!
„Wybacz, proszę, że tak zareagowałam… Nie gniewaj się na mnie, kochany…”- szepnęłam nieśmiało, ale jednocześnie z mocą.
Jezus ujął moją dłoń, którą głaskałam Jego policzek i ucałował ją z ogniem!
„Ależ Moniko Ja się nie gniewam! Rozumiem Cię, kochana Moja! Musisz po prostu to wszystko w sercu poukładać!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. I zbliżył się do mnie bardzo! I ja zbliżył się do Jezusa!
„Właśnie! Muszę poukładać w sercu! A jeszcze nawet nie zaczęłam… Szczerze mówiąc nie jak się za to zabr…!” – nie dokończyłam. Jezus przerwał mi pocałunkiem…
„A może pozwolisz, żebym Ja to w Tobie poukładał?” – spytał z prostotą.
„Ty? We mnie? Jasne, oczywiście, naturalnie, że tak!!!”
„Ulozymy wszystko pomalutku, bez pośpiechu, w Twoim tempie, kochana Moja!”
Jezus przerwał na chwilę, a potem dodał z promiennym uśmiechem:
„Po nocy zawsze nastaje dzień, po burzy wychodzi słońce, po pracy jest odpoczynek. I w Twoim sercu nastanie dzień, słońce i odpoczynek!”
Jezus patrzył we mnie głęboko, z ogniem. A ja pomyślałam, że już nastaje…
„Dziękuję Ci bardzo, mój kochany Jezu!!! I bardzo przepraszam!”
Jezus patrzył we mnie… A Jego spojrzenie mówiło, że nie mam Go za co przepraszać.
Patrzyłam w mojego Jezusa z wdzięcznością i oddaniem… A On uśmiechał się do mnie cudownie!
ZDECYDOWANIE!!!
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Umilowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Patrzył mi w oczy Swym cudnym spojrzeniem miłości i bliskości bez granic! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… I nuciłam refren pieśni, którą słyszałam wczoraj w kościele:
„Jezu, Jezu, przyjdź do duszy mej! Obdarz ją łaskami Swymi! I bądź Królem jej!”
Bardzo mi się ona spodobała. Jednak kiedy ją teraz nuciłam… coś mi w niej nie pasowało… W niej był czas przyszły. A we mnie był czas teraźniejszy… We mnie było TERAZ!
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie, pomyślałam chwilę i zaczęłam nucić swoją wersję refrenu:
„Jezu, Jezu, mieszkasz w duszy mej! Darzysz ją łaskami Swymi! Jesteś Królem jej!”
Spojrzałam w mojego Jezusa… Patrzył we mnie rozpromieniony cały!!! Płonący cały ogniem miłości!!!
„Taaak… Teraz bardziej pasuje do tego co we mnie czynisz, mój kochany!!!” – szepnęłam zapatrzona cała w mojego ślicznego Jezusa.
„Zdecydowanie!!!” – wyszeptał Jezus.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę! Czule i słodko i gorąco bardzo.
„Tak! Zdecydowanie bardziej pasu…!”- zaczęłam z ogniem. Ale nie dokończyłam, bo mój słodki Oblubieniec znów mnie pocałował… Na dodatek zaczął dłonią dotykać i pieścić moje serce… Było mi błogo i lekko i słodko… Wyciągnęłam rękę i dłonią zaczęłam dotykać i pieścić SERCE Jezusa… Dotykałam i pieściłam SERCE umiłowanego z czułością i delikatnie… Starałam się… Nagle oba serca wyskoczyły z naszych ciał i znalazły się na naszych dłoniach!!! SERCE Jezusa na mojej dłoni, a moje serce na dłoni Jezusa!!! Serca zbliżyły się do siebie nawzajem, objęły się z miłością i wtuliły w siebie nawzajem… A mnie się wydawało, że widzę jedno serce, zamiast dwóch…!!!
„To jest właśnie TO CO we mnie robisz, Jezu!!! To jest właśnie TO!!!” – szepnęłam rozpromieniona cała i cała szczęśliwa.
„Zdecydowanie!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
I znów mnie całował… A ja byłam cała Jego i dla Niego cała!
UBÓSTWO, KTÓRE UBOGACA
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i uwielbieniem i zachwyem… Umilowany mój patrzył tylko we mnie. I ja tylko w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam.
„Piękna rozmowa, piękna wymiana zdań między Twoim Duchowym Dzieckiem i Tobą. Możesz ją tu przytoczyć, Moniko?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„A myślisz, że moje Dziecko nie będzie miało nic przeciwko?” – spytałam z prostotą.
Jezus pokiwał głową przecząco.
„Myślę że nie!”
„Ok, ale jakby co to 'zwalę’ na Ciebie, Jezu” – zaśmiałam się perliście. Mój Jezus śmiał się także!
Wtuliłam się w mojego Jezusa jeszcze bardziej. I rozmyslalam. A rozmyslając dzieliam się z Jezusem:
„Wiesz… ❤️ jak wczoraj napisałeś o ubóstwie, zaczęłam się zastanawiać czy ja jestem uboga i w jakim sensie. I doszłam do wniosku, że w sensie materialnym uboga nie jestem. Nie mogę powiedzieć. Ale jestem uboga w innym sensie. Choroba mnie czyni ubogą. Bardzo. Często upokarza. Przez nią jestem całkowicie zależna od innych. Muszę na nich liczyć. Uczę się prosić. Jestem uboga. Ale odkryłam, że moje ubóstwo jest też bogactwem. Darem. Nie tylko dla mnie, ale i dla innych ❤️ ”
„Tak jest! Ubóstwo to nie znaczy nic czy niewiele mieć. To umiejętność dzielenia się sobą i tym, co się ma. I trud korzystania z pomocy innych. Także trud i ból proszenia o coś. 💙💙💙”
Zastawiając się nad tym wszystkim, pomyślałam, że prosząc o pomoc daję temu kogo proszę możliwość, żeby mi pomógł. Daję sposobność do czynienia dobra, do zrobienia dobrego uczynku. Bez mojej prośby inni mogliby o tym nie wiedzieć. Daję im swego rodzaju szansę. I zawsze staram się dziękować. Dziękować nawet za najmniejsze uczynione mi dobro. Mój bratanek bardzo często mówi, że nie ma za co i śmieje się, że on nic takiego nie zrobił, i przesadzam z tym dziękowaniem mu! Ale ja wolę w dziękowaniu przesadzić, niż je zaniedbać. Dziękowaniem i uśmiechem wyrażam wdzięczność i radość! A to sprawia, że dzieciaki pomagają mi bo chcą, a nie dlatego, że muszą. Pogadamy przy okazji, pośmiejemy się. I jest super!
A tacie na przykład dziękuję za to, że mi twarz, gebusię rano umył. Sama sobie twarzy nie umyję i wiem, że tata tak, czy inaczej by mi umył. Ale podziękowaniem i uśmiechem wyrażam wdzięczność. I pokazuję, że chcę go wyróżnić, docenić, pochwalić. A to wszystko sprawia że tata uśmiecha się do mnie promiennie. I pomaga nie tylko z obowiązku, nie dlatego że musi, ale że chce!
Jestem uboga. Nie mam nic. Ale moje ubóstwo sprawia, powoduje, że mogę dzielić się sobą. I w tym sensie moje ubóstwo jest bogactwem. Daję siebie innym… Rozdaję… Jak Ty!”
Spojrzałam w mojego Jezusa zdziwiona do głębi! Ostatnia myśl, ostatnie słowa nie były moje! Nie pochodziły ode mnie! Więcej! Zostały mi jakby narzucone!!
„Tak, Moniko! Jak Ja. Wiesz, kiedy wisiałem przygwożdzony do Krzyża też nic nie mogłem zrobić. Nie mogłem ruszyć ani ręką, ani nogą. Ale mogłem dawać Siebie. Dawać Siebie ludziom…”
„Teraz już wiem co to znaczy 'ubóstwem ubogacać’! W dzieciństwie wydawało mi się, że jestem nikomu nie potrzebna. Teraz wiem, że jestem innym potrzebna! I że moja choroba może prowadzić do zbawienia nie tylko mnie, ale i innych.”
„Wszystko jest po coś, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! A On patrzył we mnie jak w obrazek…
VICE VERSA
Leżałam w ramionach Jezusa tańcząca bardzo, bardzo… Jezus mój śliczny pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie głęboko. Płonący cały miłością…
„Boli bar…”- szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy. Przytulił policzek do mego policzka…
„Wiem, maleńka Moja. Wiem…” – wyszeptał poruszony niezmiernie.
Uśmiechnęłam się do Jezusa z trudem… A On wyciągnął dłoń i zaczął dotykać i pieścić moje serce.
„Tak mi dobrze przy Tobie i słodko i lekko i błogo…” – szepnęło moje serce.
„Tak Oblubienicy przy Wybranku swoim być powinno!”
„Przy 'Wybranku’? Przecież to Ty mnie Sobie wybrałeś, a nie ja…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!!!
„Ty Mnie Sobie wybrałaś otwierając Mi swe serce, Moniko!”
„Bez Ciebie nic nie mogłabym zrobić!” – szepnęło moje serce z ogniem.
„I vice versa!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości i łagodnie bardzo.
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Nie rozumiałam tego co mówił… To znaczy rozumiałam, ale nie miałam głowy… Jezus mój śliczny pochylał się nade mną i pieścił moje serce z ogniem i lubością… Nakarmił mnie Swoim Ciałem i pieścił… A pieszcząc zamykał mnie w Sobie, zatapiał w miłości. I czynił z Sobą jedno.
WIDZI!
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i uwielbieniem! Jezus patrzył tylko we mnie. I ja tylko w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam!
„Kocham Cię mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„Wiem! Doświadczam Twej miłości, Moniko. Na każdym kroku!”
„Cieszę się, że doświadczasz! To znaczy, że jak mówię tak robię… Mogłabym na przykład tylko mówić, ale nie robić…”
„I tak często się zdarza… Ty jednak jesteś jednolita, spójna. Jak mówisz, tak robisz!” – wyszeptał Jezus z ogniem i pewnością.
„Jak mówię, że kocham to kocham. Dla mnie to, że tak powiem, oczywista oczywistość!”
Zaśmialiśmy się oboje głośno i perliście!!!
„Zmęczona jestem, kochany!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Odpocznij miła Moja…”- wyszeptał Jezus z czułością bezgraniczną.
Uśmiechnęłam się do Niego delikatnie i wtuliłam się w mojego ślicznego jeszcze bardziej. Jezus zaczął dotykać i pieścić moje serce… Słodycz i rozkosz i błogość… Patrzył mi w oczy płonący… Milczał przez chwilę. Potem wyszeptał z ogniem:
„Jak coś dla Mnie robisz to na całego! Całą sobą! Wkładasz całe swe serce!!!”
„Staram się, Jezu! Dla Ciebie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie, z czułością. I pomyślałam, że On to zauważa co i jak robię. I cieszy się z tego! Dobrze, że mi o tym powiedział.
NIE TYLKO O BALETNICY…
Jezus siedział na ławeczce obok studni. Siedział i trzymał mnie w objęciach Swoich. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko i uśmiechalam się do Niego z miłością i lubością…
„Tak bardzo się cieszę, że jestem z Tobą, mój kochany Jezu!!! Tak bardzo!!!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!! Od ucha do ucha!!!
„A nawet nie wiesz jak bardzo Ja się cieszę, że ze Mną jesteś, Moniko!!! Nawet nie wiesz jak bardzo!!!”
„Nie wiem… To mi pokaż, żebym wiedziała!” – szepnęłam z ogniem w oczach.
Jezus spojrzał we mnie tak jakby zobaczyl mnie pierwszy raz w życiu… Wyciągnął rękę i dłonią zaczął dotykać i pieścić moje serce… Ale inaczej zupełnie niż do tej pory… Nie potrafię tego opisać jak, ale… Zapadałam cała w moim Oblubieńcu… Ginęłam w Nim! I byłam w Nim wolna!!! Byłam sobą bardziej niż kiedykolwiek!!! A w sercu czulam rozkosz i błogość i słodycz…
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały…
„Teraz już wiesz, jedyna Moja!” – wyszeptał z mocą.
„Ta… tak…!” – wymamrotałam z ledwością, uszczęśliwiona cała.
„Mogę Ci pokazywać częściej, jeśli chcesz, kochana!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Chcę!”
Jezus dotykał i pieścił moje serce jak nigdy wcześniej. A ja onieśmielona i ośmielona zarazem, zaczęłam Mu opowiadać:
„Wiesz, mój Jezu? Wczoraj skończyłam mój nowy obraz ”
Baletnica” I wszystkim on się podoba, tylko jednemu mojemu Duchowemu Dziecku nie. Dziecko twierdzi, że kiedyś 20 lat temu, malowałam piękne obrazy a teraz już nie. Przykro mi, że tak uważa… Może i wcześniej malowałam ładniejsze obrazy. Teraz nie mam już tyle siły co kiedyś. Cieszę się że w ogóle mogę malować…”
„Człowiek pokorny nie przejmuje się ani pochwałami, ani krytyką. Wie jaki jest w oczach Bożych. I nie przejmuje oceną ludzi…”
„No widzisz, Jezu! A ja się przejęłam. Sam widzisz ile we mnie pychy. Na kilogramy! A pokory we mnie nie uświadczysz!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością niezwykłą.
„Człowiek pokorny widzi w sobie pychę, bardziej niż u innych, nawet wtedy jeśli inni jej nie widzą!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Umilklam. Nie wiedziałam co o tym co powiedział Jezus myśleć. Nie rozumiałam…
„A Tobie podoba się moja 'Baletnica’?” – spytałam z prostotą.
Jezus zbliżył znów Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie z tkliwością…
„Tak, podoba Mi się Moja Baletnica, Moniko! Tańczy w Moim świetle zwiewnie i lekko, rozsiewając wokół słodki zapach stokrotek…”
Jezus uśmiechał się do mnie ślicznie! A ja wiedziałam, że nie mówi o moim obrazie. A raczej nie tylko…