Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Rozmawialiśmy o moich prywatnych sprawach.
„Nie za ostro powiedziałam, mój Jezu?”
„Dobrze powiedziałaś, Moniko!”
„Czyli nie za ostro. Bo już się bałam…”
„Czasem trzeba użyć ostrych, mocnych słów, żeby do kogoś dotarło.”
„Dotarlo. Mam nadzieję, że dotarło…”
„Masz rację, Moniko. To co publiczne ma swoją granicę. Za tą granicą zaczyna się prywatność!”
„Taaak! Wiesz mój Jezu? Powierzyłam teee…” – urwałam bo nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa, żeby tę prywatność zachować. Ale Jezus natychmiast przyszedł mi z pomocą.
„Tę sprawę!”
Spojrzałam w mojego Jezusa z wdzięcznością i kontynuowalam:
„Powierzyłam tę sprawę dwojgu moim Dzieciom. Osobom którym ufam i których uważam za swoich przyjaciół. Zastanawialam się czy nie powierzyć tej sprawy jeszcze jednemu Dziecko, ale doszłam do wniosku że nie.”
„Roztropnie postąpiłaś, Moniko!”
Jezus patrzył we mnie z powaga. A ja zaczęłam rozmyślać o jednym z moich Duchowych Dzieci. Myślałam z miłością i współczuciem.
„Jest bardzo biedne, cierpiące i ciągle kieruje się emocjami…”
„Ma problem z milczeniem. I Ty będziesz teraz Je tego milczenia uczyć!”
Kiwnęłam głową potakująco.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i powagą. Mój Jezus i ja.
Autor: Maleńka
WOLNA, SZCZĘŚLIWA I RADOSNA!
Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Najbardziej bolaly mnie jelita. Ale nie tylko. Bolaly mnie mięśnie i stawy. Całe ciało… Leżałam w objęciach mojego umiłowanego bez sil. Nie miałam siły, żeby cokolwiek powiedzieć. Ale uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!
A On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Patrzył. A mnie się co i rusz wydawało, że tańczymy w wielkiej, prześwietlonej blaskiem, sali balowej. Że Jezus obejmuje mnie z czułością niezwykłą i w tańcu prowadzi. A ja wiruję w Jego ramionach wolna, szczęśliwa i radosna!
Leżałam w Jego objęciach. A On, Jezus, wyciągnął dłoń i zaczął dotykać tych wszystkich bolących miejsc w moim ciele… Dotykał z czułością, czcią i namaszczeniem… W wielkiej bliskości i intymności… A dotykając zanurzał mnie w Sobie. Moje serce rozpływalo się w umilowanym moim Jezusie… Byłam wolna, szczęśliwa i radosna!
WCIĄŻ MNIE CALUJE…
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko…
„Chcę Was prosić, żebyście po mnie nie płakali, ale cieszcie się ze mną, bo jestem już u Ukochanego mojego Jezusa, na rączkach.” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie. Zaczynal fragment listu, który napisałam do moich najbliższych, z zastrzeżeniem, żeby otworzyli go po mojej śmierci.
„Taaak…!” – szepnęłam uradowana niezmiernie.
„A wiesz, Moniko, że może być odwrotnie? Że mogą płakać po Tobie jeszcze bardziej wiedząc jaka byłaś i co po Tobie zostaje?”
„Eeee… Mam nadzieję, że nie…!!! Jakby jednak… pomóż im, proszę!” – szepnęłam prosząco.
Jezus skinął głową potakująco.. Uśmiechał się do mnie cudownie!
A mnie naszła myśl, że skąd jestem pewna, 'że pójdę do Jezusa na rączki, a nie gdzie indziej? 'Odsunęłam te myśli jak się odsuwa firankę sprzed oczu. I pomyślałam, że On, Jezus mi powiedział, a ja Mu ufam. Zresztą całe życie z Nim byłam i teraz z Nim jestem, to i potem z Nim będę… Z moim umiłowanym! Tak pomyślałam. I uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!
A On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością…
„Jesteś pięknym Człowiekiem, Moniko! Bardzo pięknym!!!” – wyszeptał poruszony niezmiernie.
„Jeżeli tak to tylko dzięki Tobie, mój Jezu kochany! Ty mnie taką czynsz! Ja sama z siebie nic nie mogę! Z Tobą mogę wszystko!”
I patrząc w oczy Jezusowi szepnęłam z mocą:
„Kocham Cię, Jezu!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… A potem mnie całował… Jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę! Czule i słodko i gorąco bardzo… Wciąż mnie caluje…!
ODKRYWAM, POZNAJĘ I UCZĘ SIĘ PATRZEĆ
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego! Patrzył we mnie taki kochający i czuły… Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego Jezusa radośnie!
„Skoro mówisz że mi się należy odpoczynek, to dzisiaj odpoczywam. Nie maluję. Wczoraj powiedziałam o tym mojemu Duchowemu Synowi. Gdy to usłyszał, że nie maluję, uśmiechnął się i spytał: 'z jakiej okazji?’ Odpowiedziałam, że bez okazji, że jestem zmęczona i potrzebuję odpocząć, a i obraz trochę wyschnie. Duchowy Syn po prostu przyjął moją decyzję do wiadomości!”
Umilklam na moment, a po chwili dodałam z uśmiechem od ucha do ucha:
„Skoro jestem taka piękna i cenna w Twoich oczach to postanowiłam o siebie zadbać! Nie tylko o ducha, ale i o ciało!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Z miłością i czułością niezwykłą!
„Baaaardzo pięknie, Moniko!!! O drogocenną Perłę trzeba dbać!” – wyszeptał Jezus z ogniem. A po chwili dodał:
„Uczysz się głośno mówić o swoich potrzebach! Nie wiem czy zauważyłaś, ale kilka dni temu Mi też powiedziałaś, że potrzebujesz trochę więcej snu!”
„Taaak…! – szepnęłam zdumiona odkryciem – Wiesz mój Jezu?! Przy Tobie poznaję i odkrywam siebie jakby na nowo!!! I… nie wiem jak to powiedzieć…”
„I uczysz się patrzeć na siebie Moimi oczami, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Taaak…”
Jezus patrzył we mnie płonący cały… Jak w obrazek patrzył… I ja jak w obrazek w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam…
TYLKO SIĘ CIESZYĆ!!!
Jezus siedział na ławeczce obok studni, a ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i uwielbieniem… Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
„Dzisiaj też się wyspałam! I rzeczywiście niektóre noce są jeszcze trudne, ale jest coraz lepiej! A w dzień dobrze, że jestem wyspana! Mięśnie i stawy bolą, jelita szaleją, ząb pękł. Gdyby do tego wszystkiego byłabym niewyspana, tańczyć byłoby mi baaardzo trudno!”- szepnęłam i spojrzałam w oczy Jezusowi z wdzięcznością.
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… Szeptałam dalej:
„Powoli, powoli dochodzę do siebie po śmierci Córeczki… Wczoraj pomyślałam, że wraz z Jej śmiercią umarla też jakaś część mnie… Ale z drugiej strony to jakaś część mnie jest już u Ciebie na rączkach! Więc nic tylko się cieszyć!!!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus patrzył we mnie z czułością niezwykłą…
„Moniko, znasz opowieść o Pollyannie? Dziewczynce, która nawet w najtrudniejszej sytuacji umiala znaleźć dobre strony, coś z czego można się było cieszyć?!” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Znam! Ale dużo mi do niej brakuje!” – zaśmiałam się perliście.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„To jej dużo brakuje do Ciebie!!!” – wyszeptał z ogniem.
„Ty Jezu jesteś moją nadzieją, moim dobrem i moim szczęściem!!!” – szepnęłam z uwielbieniem.
Jezus mój umiłowany dotknął dłonią mego policzka i głaskal go z tkliwością bezbrzeżną…
„Wielu innych ludzi na Twoim miejscu skarżyłoby Mi się, narzekało, marudzilo. A Ty Mnie uwielbiasz!!!”
„No cóż… Taką mnie stworzyłeś! Jaką mnie stworzyłeś taką mnie masz!!!”
„Baaaardzo się cieszę, że stworzyłem Ciebie taką a nie inną, Moniko!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Patrzył we mnie płonący cały…
„Ja też, mój Jezu kochany!!! Baaaardzo!” – szepnęłam z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa poruszona i uszczęśliwiona cała. A On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco i czule…
NIEBO W MOIM SERCU!
Byłam w pustym i ciemnym kościele. Na ołtarzu jaśniała przepiękna monstrancja. W niej była Hostia. Klęczałam przed Nią. Adorowałam Umiłowanego mojego. Jezusa. Ale też zachwycałam się przepiękną monstrancją. Nagle usłyszałam cichy jęk przeniknięty dreszczem:
„Ziiimnnoo Miii, Moooniiikooo…”
To był głos Jezusa… Wyciągnęłam ręce w stronę Hostii i bardzo poruszona szepnęłam:
„Chodź do mnie, najdroższy!!! Chodź do mnie! U mnie jest ciepło i miejsca dużo! Ja Cię utulę, ukołyszę, ogrzeję!!! Chodź do mnie, jeśli chce…”
Nie zdążyłam skończyć, a Hostia już wyszła z pięknej monstrancji i weszła do mojego serca. I… w jednej chwili znalazłam się w Światłości wielkiej. Siedzialam na ławeczce obok studni. Siedzialam na ławeczce, a Jezus leżał w moich ramionach… Leżał i uśmiechał się do mnie cudownie!!! Patrzyłam w mojego Jezusa uszczęśliwiona cała…
„Jak dobrze Mi u Ciebie, Moniko! Miejsca Mam dużo, ciepło i jasno… Jak dobrze Mi tu, w sercu Twoim!” – wyszeptał Jezus z błogością.
„Tak bardzo się cieszę, mój Jezu kochany!!! Chcę, żebyś tu czuł się nie tyle jak Gość, ale jak Gospodarz! Bo Ty tu jesteś Gospodarzem! Już Ci to kiedyś mówiłam, pamiętasz?!” – szepnęłam z mocą, uśmiechając się do Jezusa promiennie. Od ucha do ucha!
„Jakże mógłbym zapomnieć, Moniko, miła Moja?!! Jasne, że pamiętam! U Ciebie jestem u Siebie!!!”
„U Siebie?! To znaczy…?!” – szepnęłam jakby ze strachem i zachwyem jednocześnie.
„W Niebie, Moniko! W Niebie!” – wyszeptał Jezus z prostotą.
Spojrzałam w oczy Jezusowi zdumiona… I od razu pomyślalam, że mówi na wyrost! Żeby mnie wywyższyć… Ale potem pomyślałam, że nie! Że w moim sercu jest Niebo!!! I żadna w tym moja zasługa. Bo gdzie jest Jezus tam jest Niebo!
Jezus uśmiechal się do mnie rozpromieniony miłością… A ja tuliłam Go do serca…
PIĘKNY CZŁOWIEK…
Leżałam w ramionach Jezusa. Wyspana, prawie całą noc spałam. Leżałam więc wyspana, ale jakaś bez sił. Jakby ktoś nagle mi siły fizyczne zabrał. Leżałam w objęciach mojego umiłowanego… I było mi baaardzo dobrze! Mimo, że sił nie miałam. Było mi błogo i słodko… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie głęboko… Poruszony i rozczulony niezmiernie… Wcześniej rozmyslalam. I nagle w myślach pojawiły się oskarżenia i potępienia. Jednak były one tylko w myślach. Serca mojego nie dotykały. Przychodzily one jakby z zewnątrz. Odgoniłam je na cztery wiatry. I patrzyłam w mojego Jezusa bez sił, ale szczęśliwa bardzo!!! Z błogością patrzyłam.
„Moniko, te oskarżenia i potępienia nie są ode Mnie. Ja Ciebie nie potępiam, ani nie oskarzam! Nie mam powodu, żeby Cię o coś oskarżać! Przeciwnie! Oddałaś Mi wszystko w spowiedzi świętej i od tamtej pory żyjesz w Moim świetle! W Mojej jasności! Jesteś pięknym Człowiekiem! Piękną kobietą i Matką! Jakże pięknie doradzilaś swojej Duchowej Córeczce! Mówiłaś trudne słowa, ale mówiłaś je z miłością. Twoja Córka wie, że ją kochasz i dlatego od niej wymagasz! Wie, że Ci na niej zależy! Jesteś piękną osobą! Niezmiernie piękną! I powinnaś czasem pomyśleć też i o sobie… Tym bardziej, że ostatnio myślisz dużo o innych. Pomyśl proszę też o sobie, kochana Moja! To nie grzech! To nie egoizm, nie egocentryzm. To miłość! Miłość samej siebie! Wiem, kochasz siebie, ale postaraj się bardziej! Mówisz, że nic Ci się nie należy! A Ja Ci mówię, że się należy! Należy Ci się szacunek, miłość. I odpoczynek po dobrze wykonanej pracy. Uważasz że nie pracujesz! A Ja Ci mówię, że pracujesz!!! Taniec, ofiarowywanie cierpienia to też jest praca! Bardzo dla Mnie cenna i ważna! Kocham Ciebie, Moniko! Kocham Cię, jedyna Moja!!!”
„Dziękuję Ci, Jezu za te słowa… Bardzo potrzebowałam je usłyszeć od Ciebie! Dziękuję Ci!!!” – szepnęłam z trudem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco i czule. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach… I było mi bardzo dobrze..
RANDKI Z JEZUSEM!
Staliśmy przy studni. Mój Jezus i ja. Opieraliśmy się o nią i patrzyliśmy w wodę, która w niej była. Nasze twarze odbijały się w wodzie jak w lustrze. Jezus uśmiechał się do mnie, a ja do Niego się uśmiechałam.
„Kiedyś słyszałam, że w Biblii spotkania przy studni to takie dzisiejsze randki. Spotkania zakochanych! Jestem więc z Tobą na randce! A Ty ze mną!!!” – szepnęłam i uśmiechnęłam się do Jezusa jeszcze bardziej! Promiennie! Od ucha do ucha!!! Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem! Patrzył teraz we mnie, płonący cały miłością i zachwyem!
„Może ktoś się oburzy, ale Msza Święta też jest taką Randką z Tobą!!! A przyjęcie Komunii Świętej jest jak…” – urwałam zachwycona.
“Jest niczym pocałunek serca Oblubienicy… Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę, całuje jej serce…”- teraz Jezus urwał. I czekał aż ja będę mówić dalej. Więc mowilam:
„A ona odpowiada Ci pocałunkiem i otwiera na Ciebie serce…”
„I wchodzę do niej i jednoczę się z nią zciślej niż mąż z żoną…!”
Jezus skończył mówić. Odwrócił się do mnie, a ja do Niego się odwróciłam. Staliśmy teraz naprzeciwko siebie, przed sobą nawzajem. Zakochani do szaleństwa i zachwyceni sobą nawzajem!!! Zarzucilam ręce Jezusowi na szyję i wyszeptalam z mocą:
„Uwielbiam randki z Tobą!!!”
I zaśmiałam się perliście!
„I Ja z Tobą Moniko!!!”
Śmialiśmy się razem!
„Wiesz? Spotykamy się już tyle lat, a ja pragnę Ciebie, Jezu bardziej i bardziej i bardziej!!! Coraz bardziej!!! Piękne, prawda?!”
„Niesamowicie piękne!!!” – wyszeptał Jezus patrzac mi w oczy z ogniem miłości. Był taki zakochany i jednocześnie bezbronny wobec mojej miłości… Mogłam z Nim zrobić wszystko!!! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i oddaniem…
Nagle! Jezus zaśmiał się głośno, radośnie, perliście!!!
„Uwielbiam Ciebie, Moniko!!!” – zawołał głośno i uniósł się wielką radością nade mną!!! Objął mnie z czułością niezwykłą zaczął wirować wokoło! I cieszył się mną! Cieszył się mną niezmiernie!!!
MÓJ JEDYNY!
Tańczyliśmy w Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej, cichej i przyjaznej bardzo! Tańczyliśmy, mój Jezus i ja! Tańczyliśmy w miłości i bliskości… w intymności niewyslowionej… Jezus obejmował mnie z czułością niezwykłą i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie zakochany i zachwycony cały!!! Do szaleństwa! I ja patrzyłam w mojego Jezusa zakochana na zabój!
„Uwielbiam z Tobą tańczyć, mój Jezu kochany!!! I tańczyć dla Ciebie uwielbiam!!!” – szepnęłam rozpromieniona.
„Uwielbiam gdy ze Mną tańczysz, Moniko i gdy tańczysz dla Mnie uwielbiam!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Uwielbiam…” – szepnęłam uszczęśliwiona.
Ale zaraz napadły mnie myśli, które były niby syk węża: 'A skąd wiesz czy z innym nie byłoby ci lepiej tańczyć? Przecież nigdy nie próbowałaś!!! Może warto by spróbo… ’ Przegoniłam je od razu!!! „Ale ja nie chcę tańczyć z nikim innym, ani dla nikogo innego!!! Tylko z moim Jezusem i tylko dla Niego!!! On jest moim Jedynym!!!”
I patrząc w oczy Jezusowi głęboko, szepnęłam z mocą i ogniem:
„Mój jedyny…” – i uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… Słodko i gorąco i czule… Jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę!
„Jedyna Moja! Słodka Moja!!!” – wyszeptał płonący cały.
Potem zaczął dotykać i pieścić moje serce… Tańczyliśmy w bliskości i intymności… Mój Jezus i ja… Mój jedyny i ja, Jego jedyna…
NIE MA WAŻNIEJSZEJ SPRAWY…
„I jak tam, Moniko? Pospalaś dzisiaj choć trosz…”
W odpowiedzi rzuciłam się Jezusowi na szyję i obsypałam Go pocałunkami!!!
„Dawno nie spałam tak dobrze jak dzisiaj!!! Spałam całą noc!!! Dziękuję mój Jezu!!! Dziękuję!!!” – szeptałam rozpromieniona.
„Cieszę się baaardzo, kochanie! No widzisz? Mówiłem, że będziesz spać!” – wyszeptał Jezus z ogniem i rozpromieniony cały.
„Od razu się lepiej czuję! Bardzo dziękuję!” – szeptałam.
„Jeszcze pewnie będą trudne noce przed Tobą, ale mniej i mniej. Będziesz dobrze spać! I dziękuję, że Mnie o to poprosiłaś!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Spojrzałam w Jezusa zdziwiona!
„Zaraz, zaraz! Przecież tak naprawdę ja o nic Cię nie poprosilam! Opisałam Ci tylko swoją sytuację!”
„Czasem samo opisanie swojej sytuacji już jest prośbą o jej zmianę! Cieszę się, że Mi o tym opowiedziałaś! Bo to znaczy, że Mi ufasz, Moniko!” – Jezus promieniał cały miłością i zachwyem.
„No jasne, że Ci ufam, mój śliczny!!! Tylko…”- urwałam onieśmielona i zawstydzona.
„Tylko co, jedyna Moja?” – spytał Jezus z czułością niezwykłą.
„Tylko wydawało mi się, że to jest sprawa bardzo błaha… Drobnostka. Że Ty masz na głowie sprawy milion razy ważniejsze niż mój se…”
Nie dokończyłam. Patrzyłam w Jezusa z zachwytem… Zapatrzyłam się…
A Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko… Jego pełne miłości i dobroci spojrzenie przenikało mnie na wskroś…
„Nie ma dla Mnie ważniejszej sprawy niż Twój sen, kochana Moja! Nie ma dla Mnie ważniejszej sprawy…!” – wyszeptał Jezus poruszony cały.
Patrzyłam w mojego Jezusa poruszona, wzruszona do głębi… Na sercu zrobiło się miękko i błogo… Objęłam Jezusa z miłością i przytuliłam do serca mojego. Potem Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i On przytulił mnie do SERCA. Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa wyspana, wypoczęta, gotowa do tańca dla Niego! Uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! A On patrzył we mnie zakochany na zabój!!! Jak w obrazek patrzył…