Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Jego SERCE i rozmyslalam:
„Z Tobą to ja mam dobrze!!! Życie jak w Madrycie! Czego się nie dotknę, wychodzi mi! Modlitwy wiernych układają mi się same! W nocy szczególnie mi się układają! A w dzień je tylko spisuję. Mój Duchowy Syn, któremu je potem pokazuję, mówi: 'Dla mnie super!’ Kwiaty mi same rosną, odpowiednio dobrane do warunków w moim pokoju. Ale musiałam się o to postarać. Zadbać! Układając modlitwy często korzystam ze słownika wyrazów bliskoznacznych, gdy mi słów brakuje. Żeby mieć w pokoju piękne rośliny musiałam spytać o radę eksperta.”
Przerwałam na moment i spojrzałam w oczy Jezusowi… Patrzył we mnie głęboko, z ogniem miłości…
„Wiesz? Ostatnio tak się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że sformułowanie 'wierzę w Boga’ jest niezbyt fortunne! Szczególnie w kontekście słów jednego lekarza i polityka oskarżanego o branie łapówek. Powiedział on w jednym z wywiadów takie słowa: 'Wierzę w swoją uczciwość!’ Oburzyłam się na te słowa! 'Wierzy?! Albo jest uczciwy, albo nie!!! Wiara tu nie ma nic wspólnego!’
BÓG jest! Istnieje! Bez względu na to czy w Niego wierzymy, czy nie! My ludzie mamy taką przypadłość, takie przekonanie, że jeśli w coś lub w Kogoś nie wierzymy to automatycznie tego nie ma! Tymczasem Bóg istnieje! Czy w Niego wierzymy, czy nie. Nasza wiara czy niewiara nie ma wpływu na Jego istnienie! BÓG JEST! I tylko od nas zależy czy my to Jego bycie i działanie przyjmiemy, czy nie. Czy będziemy żyć z Nim w zgodzie, przyjaźni. W symbiozie! Czy też Go odrzucimy! Ale gdy Go odrzucimy, ON i tak JEST!
Owszem, można twierdzić, że w Boga się nie wierzy, a obchodzić np 'Gwiazdkę’, albo 'imprezę zimową’ i jeszcze mówić, że to tradycja. Można też twierdzić że się w Boga wierzy, a żyć tak jakby Go nie było. W obu przypadkach żyje się w kłamstwie. Okłamuje się przede wszystkim samych siebie!”
Przerwałam na znowu moment i znów spojrzałam w oczy Jezusowi. Patrzył we mnie z czułością niezwykłą…
„Ja staram się żyć z Tobą nie tylko w przyjaźni, ale i w w symbiozie… I mam jak mam… Życie jak w Madrycie!!!”
Zaśmiałam się głośno i perliście! Jezus patrzył we mnie rozpromieniony miłością i dumą…
„Ale teraz Ty powiedz coś, mój Jezu! Bo cały czas tylko ja gadam, nawijam i nawijam. A Ty milczysz!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco!
„Mylisz się, Moniko! Ja nie milczę! Ja mówię przez Ciebie!” – wyszeptał z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa onieśmiela i uszczęśliwiona zarazem… A On głaskał mój policzek z tkliwością…
Autor: Maleńka
NIE PRZESADZA!
Tańczyliśmy bardzo! Mój Jezus i ja! SERCE przy sercu, twarz przy twarzy… Tańczyliśmy bardzo w intymności i bliskości wielkiej…
„Uwielbiam Ciebie, mój śliczny!!! Uwielbiam Ciebie moja Lilio czerwona!!! Uwielbiam Ciebie!!!” – szepnęłam ze czcią i uwielbieniem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Uwielbiam Ciebie Moja Stokrotko!!! Uwielbiam Ciebie Moja słodka!!! Uwielbiam Ciebie, Moniko!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!!!
„Opowiem Ci jeszcze o moich kwiatkach, chcesz, mój Jezu?” – spytałam.
„Oj tak!!! Opowiedz Mi, kochana! Uwielbiam Twoje opowieści!!!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i zaczęłam opowiadać:
„Bo ja najpierw tę kalateę zaobserwowałam a potem o niej wyczytałam…”
Urwałam na chwilę i uśmiechnęłam się do Jezusa.
„Może jednak od początku zacznę!”
Jezus przytaknął z uśmiechem.
Zaczęłam jeszcze raz:
„Okna mojego pokoju wychodzą na zachód. I pokój jest bardzo zacieniony. Tak, że gdyby nie lampy, w pokoju byłoby bardzo ciemno! I prawie wszystkie kwiaty, które stały na parapecie nie chciały mi rosnąć, marniały z powodu braku światła… Do czasu… gdy postanowiłam coś z tym zrobić! Postanowiłam zapytać kogoś kto się na roślinach zna! Zaczęłam z grubej rury! Napisałam do Ogrodu Boganicznego w Powsinie! Na Fb, z messengera. Opisałam swój problem i poprosilam o radę jakie rośliny moglbyby u mnie rosnąć i miałyby u mnie dobrze. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ktoś mi odpisze, a przynajmniej nie szybko. Zaczynala się pandemia (było to na początku marca) i myślałam, że Ogród Botaniczny w Powsinie jest nieczynny. Myliłam się! Na drugi dzień otrzymalam odpowiedź! 'Witamy serdecznie Pani Moniko i dziękujemy za kontakt. Każde okno daje szansę kwiatom 🙂 Czy jest możliwość, aby kwiaty stały na parapecie przy oknie, czy będą z dala od niego?’
Odpowiedzialam, że na parapecie. Pan Ekspert uprzejmie poprosił, żebym dała mu trochę czasu, a on przygotuje dla mnie listę roślin, które będą u mnie w pokoju miały dobrze i będą rosły. Poczekałam i za jakiś czas miałam listę! Ja bym powiedziała, że to raczej był elaborat!!! Zresztą sami zobaczcie:
'Pani Moniko, w niezbyt intensywnym świetle spokojnie da radę Zamiokulkas zamiolistny (Zamioculcas zamiifolia). To bardzo popularne rośliny doniczkowe, które nie potrzebują dużo światła dziennego. Stąd mogą stać nawet obok parapetu a nie na nim.
Sansewieria | to kwiat doniczkowy, który lubi cień, jedna z najbardziej wytrzymałych roślin doniczkowych. Znoszą klimatyzację, suche powietrze, mała ilość światła oraz nieregularne podlewanie.
Kalatea | Cechuje się pięknymi, wielokolorowymi liścmi. Nie przepada za dużą ilością świata. Jego nadmiar może wręcz spowodować, że zaniknie jej efektowne umaszczenie.
Filodendron cordatum | Charakteryzują ją liście w kształcie serca. Poradzi sobie w ciemnych pomieszczeniach, ale wymaga podcinania szybko rosnących pędów. Dzięki temu będzie się ładnie rozgałęziać.
Zielistka | to jedna z najłatwiejszych w uprawie roślin domowych. Potrafi się dostosować nawet do bardzo skromnych warunków. Najlepiej czuje się w warunkach rozproszonego światła.
Sansewiera gwinejska | Znana pod nazwą wężownica. To sukulent łatwy w utrzymaniu. Przetrwa brak regularnego podlewania, niewielką ilość światła oraz spore różnice temperatur. W warunkach ograniczonego oświetlenia będzie po prostu rósł powoli.
Z kwitnących Skrzydłokwiat | Dobrze czuje się w zacienionych miejscach i nie wymaga też zbyt częstego podlewania. Ziemia w doniczce musi całkowicie wyschnąć przed ponownym podlewaniem.
Idealnie sprawdzą się także: Cissus rombolistny paprocie i bluszcze.’
Tak… 😄😄W szoku byłam jak tę listę zobaczylam!!! Podziękowałam pięknie Panu Jarosławowi!!!
Sansewerię miałam już u siebie i rzeczywiście jako jedyna rosła bardzo dobrze! Postanowiłam wypróbować inne rośliny z listy. Kupiłam skrzydłokwiat. I jak tylko go kupilam… zaczął rosnąć u mnie jak najęty!!! I zakwitł nawet! Zdumiona byłam!!! Jest teraz ze cztery razy większy niż wtedy jak go kupilam! Bratowa mówi, że też miała skrzydłokwiata, ale jej zmarniał. A mój rośnie i pięknie kwitnie!
A kalateę dostałam od siostry i szwagra na urodziny. Urodziny miałam na początku lipca, teraz jest koniec a kalatea jest już dwa razy większa! Zaczęłam ją obserwować i zauważylam, że gdy zbliża się wieczór, ona liście ustawia na baczność! Do pionu! Zaciekawiło mnie to i zaczęłam czytać o niej. I wyczytałam, że ona ma w liściach specjalne receptory, jakby zegar biologiczny i reaguje na dzień i noc. Wieczorem ustawia liście do pionu. Jak dłonie w modlitwie. I jest nazywana modlącą się rośliną!”
Spojrzałam w Jezusa. Słuchał z… namaszczeniem… Z zachwytem słuchał…
„Bardzo interesujące, prawda?” – spytałam lekko.
„Baaaardzo!!! A Ty, Moniko opowiadasz tak ciekawie jakbyś botanikiem była!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Eeee… przesada!” – szepnęłam śmiejąc się perliście.
„Moniko, Ja nigdy nie przesadzam! Chyba, że kwiaty!!!”
Śmialiśmy się głośno i radośnie!!! Mój Jezus i ja!!! A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
O KWIETNIKU, NIEBIE I BŁOGOŚCI
Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam i opowiadalam umiłowanemu mojemu:
„Wiesz, mój Jezu? Kwietnik sobie do pokoju kupiłam. Incognito! Nikomu nie powiedziałam, że kupuję. Tylko Mikołaj wiedział. Miarkę mi nawet przynosił i pokazywał ile to jest 123 cm, żebym mogła się na oko zorientować jaki ten kwietnik jest wysoki. I tak pokazał za nisko, bo ten kwietnik na żywo wyższy jest! 😃Ale nic to! Kurier go wczoraj przywiózł. Mikołaj go rozpakował i kwiatki mi pięknie na nim poustawiał! Tak, że gdy rodzice weszli do pokoju dziwili się skąd ten kwietnik się wziął! Tata go nawet w pierwszej chwili nie zauważył! Także wesoło było!!! 😊😊 Ale mówili, że ładny wybrałam. Prosty i elegancki. Do wyboru były jeszcze ze wzorami, ornamentami. A ja wybrałam bez wzorów. Delikatny. Do tej pory moje kwiaty na podłodze stały. Teraz będą na kwietniku. Wyeksponowane troszkę!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z miłością!
„Lubisz kwiaty, prawda?”
„Lubię?! Uwielbiam!!!” – szepnęłam rozpromieniona.
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i szeptałam dalej:
„Wiesz…?! Wyobrażam sobie, że Niebo jest pełne kwiatów!!! Pięknych i bujnych!!! Że TATA jest wielką, piękną monsterą! Z wielkimi, dziurawymi liśćmi, pod którymi można schronić się przed słońcem i odpocząć… DUCH jest skrzydłokwiatem, którego liście unoszą się i opadają. TY jesteś piękna piękną czerwoną lilią. MAMA też jest lilią, tylko białą. A na przykład św Faustyna jest też białą lilią, ale z kropkami, taką bardziej tygrysią. A św Tereska jest fiołkiem. Św Łukasz makiem polnym, Jan jest kosaćcem. A św Piotr jest kalateą! Wiesz?! Kalatea to taka oryginalna roślina, która reaguje na dzień i noc! Nie przez światło i ciemność. Ale ma w liściach jakby zegar biologiczny. I kiedy nadchodzi noc, ona ustawia liście w pionie! Jak dłonie do modlitwy! I jest nazywana 'modlącą się rośliną! Tak, św Piotr to kalatea modląca się za Kościół!!!”
Jezus słuchał mojej opowieści z zachwytem!
„A jakim Ty jesteś kwiatem, Moniko?” – spytał z cudnym uśmiechem.
„Ja?! Przecież wiesz, mój Jezu! Oczywiście, że stokrotką!”
„Całe niebo czeka na swoją Stokrotkę!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Będzie rosła w cieniu pięknej monstery i skrzydłokwiata, obok czerwonej i białej lilii. Tuż za lilią tygrysią, fiołkiem, makiem polnym, kosaćcem i modlącą się kalateą…!” – szepnęłam uradowana.
„Całe niebo czeka na swoją Stokrotkę!!!” – powtórzył Jezus ogniście.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej.
„Kiedy w dzień przypominam sobie nasze rozmowy, kiedy przypominam o moich wilkach, Atosie, Portosie, Aramisie i D’Artagnanie, albo, że Ty jesteś 'Monikowy’, gęba mi się śmieje od ucha do ucha, a w sercu błogość i szczęście!” – szepnęłam z uwielbieniem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie jak w obrazek.
„I o to chodzi, Moja Miła! O to chodzi!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.

MONIKOWY
Leżałam w ramionach Jezusa. Serce przy SERCU, twarz przy twarzy… Tańczyliśmy bardzo… W intymności wielkiej… Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem dotykał mego policzka i głaskal go z czułością.
„Opowiedz Mi o swoich pragnieniach, Moniko…” – wyszeptał z tkliwością.
Uśmiechnęłam się do mojego Jezusa promiennie.
„Pragnę Ci się podobać, mój śliczny! Pragnę żyć na Twoją chwałę! I pragnę być tylko Twoja!” – szepnęłam rozpromieniona.
„Masz juz to wszystko, Moniko!!! I jesteś Moja! Cala Moja, cała dla Mnie i cała we Mnie!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Jezusowa jestem! A Ty Ty jesteś mój! Cały mój!”
„Cały Twój, cały dla Ciebie i cały w Tobie!” – Jezus promieniał cały miłością i zachwyem.
„Taaak!!!” – uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
„Monikowy jestem!” -wyszeptał Jezus z ogniem.
„Monikowy?!” – zdziwiłam się.
„Jak Ty Jezusowa to Ja Monikowy!!!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Rozczuliłam się bardzo… Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i głaskałam go z czułością…
„Monikowy… Monikowy…” – szeptało moje serce. Tańczyliśmy bardzo… W bliskości i intymności…
ATOS, PORTOS, ARAMIS I D’ARTAGNAN!
Siedzieliśmy na ławeczce obok studni. Mój umiłowany Jezus i ja. Wokół nas leżały moje wilki. Warowały.
Wczoraj wieczorem leżąc w łóżku, chciało mi się płakać. Płakać nad sobą, nad swoją biedą, bezsilnością, bezradnością, słabością, nad niezrozumieniem przez najbliższych… itd, itp… Ale zamiast płakać, oddałam to wszystko Jezusowi. Oddałam Mu swoją biedę, bezsilność, bezradność, słabość, niezrozumienie przez najbliższych. Oddałam wszystko mojemu Jezusowi! I już nie chciało mi się płakać. Ulżyło mi.
Siedzieliśmy więc teraz na ławeczce. Jezus patrzył we mnie głęboko… Z bezgraniczną miłością…
„Nie jesteś sama w tym wszystkim, Moniko! Ja jestem z Tobą! I będę nosił to co Mi oddałaś. Będziemy nosić razem!”- wyszeptał Jezus z ogniem. Urwał na chwilę. Spojrzał we mnie jeszcze głębiej i wyszeptał z czułością niezwykłą:
„I chcę, żebyś o tym pamiętala. Ja Ciebie nie oskarżam ani nie potępiam! Więcej! Nie ma w tym wszystkim Twojej winy!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!!! A ja uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!!! Radośnie! Promiennie! Po raz pierwszy od kilku dni!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem wskazując dłonią na wilki, powiedział z uśmiechem:
„No dobrze! A teraz one czekają na imona! Jak je nazwiesz?”
Otworzyłam usta ze zdumienia i uświadomiłam sobie, że rzeczywiście moje wilki nie mają jeszcze imion!
Popatrzyłam na wilki… Patrzyły na mnie piękne, dumne i dostojne. Uśmiechnęłam się do nich. I przyszły mi do głowy cztery imiona, które do nich bardzo pasowały.
„Atos, Portos, Aramis i d’Artagnan!” – powiedziałam wskazując na każdego wilka, nadając każdemu imię. Wilki ucieszyly się i okazywaly radość merdając ogonami!
„Podobają im się imiona!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.
„A Tobie, mój Jezu?” – spytalam z prostotą.
„Podobają Mi się bardzo! Pasują do nich!” – Jezus uśmiechał się do mnie cudownie.
Uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Po raz pierwszy od kilku dni…
WILKI MNIE STRZEGĄ
Staliśmy przy studni. Jezus i ja. Jezus obejmował mnie, a ja obejmowałam Jego. Z miłością. Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie płonący cały. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i gorąco!
„Całuj mnie mój Królu!” – szepnęłam z ogniem.
„Z rozkoszą!” – wyszeptał umiłowany moj płonący cały.
I całował… Słodko… I pocałunkami pieścił moje serce… Całował całym Sobą! Z Miłością i uwielbieniem! Całował…
„Mam dla Ciebie niespodziankę, Moniko!” – wyszeptał nie przestając mnie całować.
„Niespodziankę?!” – szepnęłam uszczęśliwiona Jego pocalunkami.
Jezus całował… A ja usłyszalam ciche skomlenie i piski radości! Jezus przerwał pocalunki… A ja zobaczylam wokół siebie cztery wilki!!! Moje kochane wilki!!! Jak one się cieszyły, że mnie widzą!!! Skakały, merdaly ogonami, łasiły się! Przykucnęłam i głaskalam je i tarmosiłam z wielką radością!!! Jezus przykucnął i też je głaskał.
„Oswoiłaś je i pokochałaś, Moniko! Teraz one będą Cię strzegły!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Strzegły?!” – spytałam zaskoczona.
Jezus ujął mnie pod rękę i zaprowadził do ławeczki. I usiedliśmy na niej oboje. Wilki ułożyły się wokół nas półkolem.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością…
„Jeden będzie strzegł Twego ciała, drugi duszy, trzeci serca, a czwarty Twojej psychiki!” – wyszeptał Jezus uroczyście.
„A jak…?” – spytalam bezgłośnie prawie.
„Zobaczysz! Już dzisiaj!” – wyszeptał Jezus tajemniczo.
„Dziękuję mój Jezu kochany!!!” – poruszona byłam bardzo.
Umiłowany zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i znów mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Gorąco i słodko!
A moje wilki mnie strzegą! Nie pozwolily mnie skrzywdzić!!!
BĘDZIE DOBRZE
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus cały był miłością, cały był mój i cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i bólem… Zaczęłam opowiadać:
„Wczoraj nie mogłam już dłużej wytrzymać nieustannego doręczenia i powiedziałam mojemu Duchowemu Dziecku co o tym myślę! Wprost! Bez owijania w bawełnę! Powiedziałam, że jeśli się będzie dłużej tak zachowywać to wszyscy troje, ono, moje drugie Dziecko i ja wylądujemy… (tu wymieniłam nazwę miejscowości, w której znajduje się szpital dla psychicznie i nerwowo chorych)!!! Mówiłam też coś takiego mi się robi, że chce mi się krzyczeć! „Aaaaa!!!!” Mówiłam w wielkim bólu i smutku. Nie patrzyłam na moje Dziecko, nie chciałam je oskarżać spojrzeniem. Patrzyłam w dal. Pełna bólu i zmęczenia… Dziecko patrzyło na mnie tak jakby zobaczyło mnie pierwszy raz w życiu! Wzburzone i poruszone niezmiernie! Wstrząsnięte tym co powiedzialam!
-Co ty wygadujesz, Moniko??!!! Straszne rzeczy wygadujesz!!!
-Tak, to jest straszne co się u nas dzieje! – powiedziałam bardzo poważnie.
Dziecko patrzyło na mnie wstrząśniete! Zawołało drugie Dziecko i mowi:
-Ty wiesz co Monika wygaduje??!! Straszne rzeczy!!! Że wszyscy wylądujemy w Ciborzu!!!
Pewnie się spodziewalo, że Dziecko jakoś zaprzeczy, że powie że nie. Że nawet może na mnie zacznie krzyczeć, żebym w ten sposób nie mówiła. A tymczasem Dziecko spojrzało drugiemu Dziecku w oczy i powiedzialo:
-No, nie ma co się dziwić, że Monika tak mówi! Twoje zachowanie tylko do tego prowadzi!
I wyszło.
-Moje zachowanie! Moje zachowanie! – oburzało się Dziecko.
Milczałam. Patrzyłam w dal, pełna bólu i smutku. Dziecko patrzyło na mnie. Umilko i patrzylo na mnie… Po dłuższej chwili szepnęło:
-Wybaczysz mi?! Wybaczysz??
Spojrzałam Dziecku w oczy i szepnęłam:
-A jak myślisz, kochanie?
-Nooo… myślę że tak!
-Dobrze myślisz!
I Dziecko uśmiechnęło się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Po raz pierwszy od miesięcy! I ja uśmiechnęłam się do Dziecka, delikatnie.
Siedziałam u Jezusa na kolanach i patrzyłam Mu w oczy głęboko. I On patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
„Bardzo dobrze powiedziałaś, Moniko! Dobitnie, ale z miłością!”
„Musiałam… Tu jeszcze mi wszystko buzuje… – szepnęłam wskazując dłonią na serce – I uśmiechać się nie mam ani siły, ani ochoty…”
Jezus patrzył we mnie z czułością.
„Rozumiem Cię, jedyna Moja! Rozumiem! Odpocznij we Mnie! A uśmiechać się jeszcze będziesz mogła i chciała… Będzie dobrze, zobaczysz!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mocno do Siebie! Do SERCA!
Odpoczywałam w Umiłowanym moim!
UCZĘ SIĘ
Siedziałam na ławeczce obok studni. Siedziałam i trzymałam mojego umiłowanego Jezusa w objęciach!!! Jezus leżał w moich ramionach oddany mi całkowicie. Uśmiechał się do mnie cudownie!!! Przepięknie!!! I promiennie!!! I ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Szczęśliwa cała!!!
Nagle… w jednej chwili wszystko się zmienilo… Jezus się zmienił… a On jest dla mnie wszystkim!!! Zmienił się… Leżał teraz w moich ramionach cierpiący niezmiernie… z krwawiącym SERCEM… Patrzyłam w mojego umiłowanego Jezusa niema z bólu… Nie wiedziałam co powiedzieć, ani co zrobić… Nic nie wiedziałam…
„Nie pękaj maleńki… Zaraz coś poradzimy!” – wyrwało mi się z głębi serca.
I moje serce wyszło z ciała… objęło SERCE Jezusa i przytuliło JE mocno do siebie… 'Mój maleńki zaśnij już! Mój maleńki oczka zmruż! Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już!’ Moje serce śpiewało… I cierpiało razem z SERCEM Jezusa.
I po chwili znów wszystko się zmienilo!!! Jezus znów leżał w moich ramionach uśmiechnięty i rozpromieniony cały!
„Jesteś bardzo podobna do Mojej Mamy, Moniko!” – wyszeptał z ogniem i dumny bardzo.
„Uczę się od Ciebie i od Niej!” – szepnęłam z mocą i radością.
Nasze serca przytulały się do siebie nawzajem. Z miłością! Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… I ja w Niego patrzyłam zakochana na zabój!
JAK DWIE KROPLE WODY
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Wtulona w mojego Jezusa siedziałam. Wtulona w Miłość całkowicie. Wtulona w SERCE… Siedziałam z sercem ciężkim… Przygniecionym codziennymi zmartwieniami, troskami… Obolałym i zmęczonym sercem.
Jezus wyciągnął Swoją dłoń i zaczął dotykać i pieścić moje serce. Pieścił delikatnie, jakby z obawą, że sprawi mi jeszcze większy ból. Pieścił z namaszczeniem i czcią…z nabożeństwem… Potrzebowalam tej Jego pieszczoty, pragnęłam!!! Jak kania dżdżu!!! Jak płuca tlenu!!! Potrzebowałam i pragnęłam! I umiłowany moj Jezus dawał mi to! W milczeniu pieścił moje serce… Ale ja nie potrzebowałam słów, potrzebowałam pieszczoty. Pragnęłam… I Jezus pieścił… Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać SERCE Jezusa… I zaczęłam Je pieścić. Pieściłam delikatnie, z czułością, czcią i namaszczeniem pieściłam…
“Ty też nie miałeś lekko w życiu, mój Jezu! A mimo to szedłeś Drogą Krzyżową. Do zwycięstwa! I ja tak chcę! Chcę jak Ty! Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubieńca!!!”- szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Jesteś do Mnie podobną! Bardzo podobną, Moniko! Jak dwie krople wody!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Podniosłam głowę i spojrzałam w oczy Jezusowi.
„Naprawdę jestem do Ciebie aż tak bardzo podobną?” – spytalam niepewnie.
„Jak dwie krople wody!” – wyszeptał Jezus z naciskiem i przekonaniem.
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i wciąż pieścił moje serce… A ja pieściłam Jego SERCE. Tańczylismy bardzo w bliskości bez granic!
PROSTO Z SERCA!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i… Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy w Światłości wielkiej, bardzo ciepłej i cichej i przyjaznej bardzo. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził. Prowadził i tulił do SERCA… Patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa patrzyłam! Płonąca Jego miłością…
„Uwielbiam Twoją modlitwę, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Różańce dla Ciebie i MAMY układam!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Różańce też, oczywiście! Uwielbiam patrzeć jak jeździsz na podwórku na wózku i śpiewasz dla MAMY i dla Mnie! Ale jedna Twoja modlitwa ujęła Mnie najbardziej!”
Spojrzałam w Jezusa pytająco…
„Która?” – spytalam z prostotą.
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! I zaczął mi przypominać:
„Rano leżałaś w łóżku, już po odmówieniu porannych różańców. I czekałaś na tatę. W pewnej chwili spojrzałaś na figurę przedstawiającą Mnie i Me Serce, uśmiechnęłaś się do mnie przepięknie i wyszeptałaś z czułością: 'Bardzo bym już chciała być u Ciebie na rączkach! Bardzo, mój Jezu kochany! Ale jeśli jeszcze masz jakieś plany tu, na ziemi względem mnie to nie ma sprawy! Spoko! Zaczekam! Twoja wola, mój kochany! Twoja wola!’ I posłałaś Mi gorącego i słodkiego buziaka!!!”
„Tak było. To prawda!” – szepnęłam zarumieniona i uszczęśliwiona baaaaaardzo.
„Uwielbiam takie modlitwy. Proste i szczere. Prosto z serca!” – wyszeptał Jezus wpatrzony we mnie jak w obrazek.
„Tak. To było prosto z serca!” – potwierdzilam znów.
„Uwielbiam!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
I… porwał mnie do tańca! Jeszcze szybszego, piękniejszego i intymnieszego!!! Tańczylismy w Miłosci niewypowiedzianej! Mój Jezus i ja!