Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z czułością wielką… Cały był Miłością i cały był dla mnie… Leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie z ogniem w oczach…
„Jesteś Mi bardzo bliska, Maleńka Moja!”
„Tak…?!!” – szepnęłam uszczęśliwiona niezmiernie. Najdroższy milczał chwilę, jakby dając mi czas, żebym oswoila się z Jego słowami. Po chwili kontynuowal:
„Jesteś Mi bliska jak stary, zaufany i wierny przyjaciel…!” – wyszeptal Najdroższy urywajac znów jakby,,..
„Tak…??!!” – bardzo zdziwiona byłam.
Najdroższy patrząc we mnie głęboko mówil dalej:
„Jesteś Mi bliższa niż taki przyjaciel! Jesteś Mi najbliższa! Więcej! Jesteś Mi bliższa niż najbliższa!!!”
Najdroższy cały płonąl miłością do mnie. A ja nie mogłam pojąć, nie mogłam ogarnąć tego co powiedział… Patrzyłam w mojego Ślicznego… Patrzyłam w Jego płonące miłością oczy… I wszystko we mnie wzbieralo… Aż wybuchło:
„I Ty jesteś mi bardzo bliski, Maleńki mój! Bliższy niż kiedykolwiek na świecie!!! Bliższy niż ja sobie sama!!! Jesteś najbliższy!!! Nie mam nikogo bliższego od Ciebie!!!” – szepnęłam na jednym wydechu.
Z moich oczu zaczęły płynąć łzy… Nie były to jednak łzy smutku, ale… Nie wiem jak to powiedzieć. Słów brakuje. Łzy oddania, ofiarowania, łzy pustki i jednocześnie wypełnienia. Łzy pewności że mam tylko Jego, że ON mnie rozumie i kocha. Że jestem Mu bliższa niż najbliższa. Były to łzy wolności. Nie wiem… Kto doświadczy ten zrozumie co mam na myśli.
Łzy ciekły mi po policzkach. Po całej twarzy. Najdroższy mój pochylil się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. I bardzo delikatnie, ostrożnie całował moje łzy…. Każdą lze z osobna. Każdą lze całowal… Najdroższy mój… Uroczysty był przy tym wielce. Z namaszczeniem wielkim, ze czcią… Całowal moje łzy.
„Najdroższa Moja! Jedyna Moja! Najmilsza Moja!” – szeptalo Jego SERCE.
Umiłowany całowal moje łzy…
Autor: Maleńka
POCIESZENIE
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką… Cały był Miłością i cały był dla mnie. I ja patrzyłam w mojego Ślicznego… nagle spostrzeglam… że jest On bardzo smutny i cierpiący niezmiernie… Boleściwy cały!!!
„Co Ci, mój Śliczny?! Co Ci…?! Nie chcę żebyś był smutny! Nie chcę żebyś cierpial! Lepiej żebym ja cierpiala i była smutna! A nie Ty! Tak!!! Lepiej żebym ja cierpiala i była smutna!!! A nie Ty, mój Śliczny!!! Nie pozwolę Ci się smucic!!! Nie pozwolę Ci, Maleńki mój! Lepiej żebym ja! Chcę!!!”
Najdroższy ujął moją twarz w Swoje dłonie i patrzył we mnie z ogniem. Miał w oczach łzy, ale nie byly to łzy smutku. Poruszony bardzo!
„Az tak Mnie kochasz?!! Aż tak??!!!”
Rzuciłam się na szyję Umiłowanego mojego!!! Wtulilam się cała w Niego. Najdroższy natychmiast zanurzyl w Sobie. Zatopil w boleści… Rozplywalam się w boleści Umiłowanego mojego… I zobaczylam SERCE Najdroższe ledwo żywe… Wzięłam JE w dłonie i zaczęłam JE tulic, całować, pocieszać, pieścic…
„Moje kochane… moje Słodkie!!! Najdroższe! Śliczne moje… Nie bądź smutne… Proszę!!! Uśmiechnij się do Swej Maleńkiej… Proszę!!! Serce mi krwawi kiedy widzę CIĘ takim…. Moje Piękne! Słodkie moje…”
Tuliłam, całowalam, pocieszalam SERCE Najdroższe… Nagle! Usłyszałam bicie! SERCE jakby ożylo i wtulilo się we mnie z wielką Miłością! Znów byłam w ramionach Najdroższego mojego. A ON znów zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem!!!
„Pocieszylas Mnie bardzo, Maleńka Moja!” – wyszeptal z ogniem. W Jego oczach widziałam łzy, ale nie były to łzy smutku. To łzy szczęścia!
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego.
„Pocieszylas Mnie bardzo!” – powtórzyl z ogniem.
„Ty mnie też!!! Bardzo!!!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego od ucha do ucha.
Trwalismy w intymności bez granic…
W ŚWIETLE
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki patrzył we mnie z zachwytem. Cały był Miłością i cały był dla mnie. I ja patrzyłam w mojego Ślicznego z miłością. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Żyjesz w Moim Świetle, Najmilsza!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem.
„Tak mój Śliczny! Tak!!!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
Położyłam głowę na Jego ramieniu. Maleńki obejmował mnie całą. Cała się wtulilam w Umiłowanego mojego. Trwalismy razem, SERCE przy sercu. Z SERCA Najdroższego wyszła Hostia i weszła we mnie. Tańczylismy bardzo, a nasze serca rozmawialy:
„Kiedyś żyłas w mroku i lęku, Maleńka Moja.”
„W strachu. Pod presją… Wiesz, mój Śliczny? Kiedyś nie widziałam, że tak żyję. Teraz widzę to wyraźnie. Ostro.”
Kiedy żyłas w mroku, nie widziałaś tego. Zobaczyłas to gdy zapaliłem Ci światło! Żyjesz w Moim Świetle! W jasności!”
Kiedyś żyłam, żeby się podobać innym, żeby ich zadowalac. Teraz pragnę tak żyć żeby się podobać Tobie, mój Śliczny! Żebyś patrząc na mnie mógł się uśmiechać. Żebyś był szczęśliwy… I dumny ze Swej maleńkiej..,.”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, Maleńka! Gdy na Ciebie patrzę, promienieje uśmiechem i zachwytem!!!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego szczęśliwa niezmiernie…
ZADZIWIAM…
Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Na jednym ze stoków górskich byliśmy. Najdroższy leżał na trawie wśród kwiatów. A ja pochylalam się nad Najdroższym moim z miłością i uwielbieniem. Pochylalam się nad moim Słodkim cała, tak, że zasłanialam Mu Niebo. Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Zbliżyłam twarz do Jego twarzy i ucalowalam Umiłowanego. Ucalowalam jak oblubienica całuje swojego Oblubienica… Słodko!
„Uwielbiam Twoje pocałunki, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„To dobrze, bo będziesz je miał całą wieczność!” – szepnęłam i dałam buziaka Maleńkiemu.
Spojrzał we mnie zdumiony. Tak jakby zobaczyl mnie pierwszy raz.
„No co?! Myślisz że w Górach Pocałunkow tylko Ty będziesz mnie całował??! Ja Ciebie tez!!!”
Najdroższy znów popatrzył we mnie jakby widział mnie pierwszy raz. Uśmiechnełam się do Niego radośnie. I położyłam się na trawie, obok Najdroższego. Założyłam ręce za głowę i patrzyłam w Niebo.
„Jak dobrze mi u Ciebie, mój Śliczny…” – westchnelam szczęśliwa niezmiernie.
Najdroższy oparł się na łokciu i teraz ON pochylal się nade mną. Rozpromieniony Miłością i zachwytem…
„Zadziwiasz Mnie, Maleńka!”
„Sama siebie zadziwiam! Robię rzeczy i mówię słowa na które kiedyś bym się nie odważyła. Wstydzila bym się, bala co pomyślą inni. Teraz mówię co myślę. Jestem sobą! I jestem bardzo szczęśliwa!”
Maleńki patrzył we mnie z ogniem Miłości. Położył Swą głowę na moim ramieniu. Policzek przy policzku. SERCE przy sercu. Obejmowałam z czułością Umiłowanego mojego. Trwalismy w bliskości i intymności bez granic…
GÓRY POCAŁUNKÓW
Staliśmy przed wejściem do skalnej szczeliny. Maleńki mój i ja. Umiłowany patrzył tylko we mnie, a ja tylko w Niego patrzyłam. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem.
„Zatańczymy, mój Śliczny?” – spytalam.
„A może pójdziemy na spacer, Maleńka?” – spytal uśmiechając się do mnie Najdroższy.
„Gdzie Ty Maleńki, tam ja!” – szepnęłam podając Mu rękę.
Umiłowany uśmiechał i ujął moją dłoń. I spacerowaliśmy nad szczytami gór mojej modlitwy. Pod rękę spacerowaliśmy.
„Przyjdzie czas gdy będziesz musiała opuścić te góry”.
„Dlaczego?!” – spytalam uśmiechając się do Umiłowanego mojego.
„Chcesz przecież iść do Mnie na rączki, prawda?”
„TAK!!! Najbardziej na świecie!!!”- krzyknęłam przejęta, tak głośno, że odezwało się echo. Najdroższy zaśmiał się perliscie!
„A u Ciebie na rączkach nie ma gór?! Na pewno są!”
„Są. Oczywiście! I są takie, które przygotowalem szczególnie dla Ciebie, Moja Śliczna!”
Nagle, w jednej chwili opadłam z sił. Całkiem!
„Wybacz Najdroższy, ale nie mam si…”
Opadalam w powietrzu…
„Nie masz siły, ale masz Mnie!” – wyszeptal Najdroższy.
Złapal mnie i wziął w ramiona.
Chwilę później byliśmy w szczelinie skalnej. Umiłowany siedział na kamieniach i trzymał mnie w objęciach. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego.
„Opowiedz mi o tych górach, Najdroższy mój…” – szepnęłam z trudem i uśmiechnęlam się od ucha do ucha.
„W Moim Królestwie są różne góry. Góry Miłości, Pokoju, Radości, Uwielbienia…”
„A te które przygotowales specjalnie dla mnie?” – spytalam patrząc Umiłowanemu w głęboko w oczy. Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Delikatnie i słodko…
„Uwielbiam Twoje pocałunki, mój Słodki…”
„Góry Pocałunków!”-wyszeptal Najdroższy z ogniem. I obsypywal mnie pocałunkami jak deszczem. Rozplywalam się w Umiłowanym moim…
TAKĄ MNIE MASZ!
Obudziłam się… Obudziłam się i od razu poczułam że jestem w objęciach Maleńkiego mojego. Otulała mnie Miłość, wypełniala mnie Miłość… Rozbudzalam się powoli, bardzo powoli… Wczoraj byłam u lekarza i przepisał mi bardzo silne leki na stawy. Wczoraj wzięłam jedną i czułam się po niej przymulona. I teraz gdy się obudziłem dziwnie się czułam. Leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechalam się do Umiłowanego mojego. Czułam Jego twarz przy mojej twarzy…
„Perlo Moja! Śliczna Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia niesamowitą.
„Mój Słodki… pragnę Ciebie!”
„Masz Mnie! Daję Ci Siebie, Maleńka Moja!”
„Wiem! Ale ja pragnę Ciebie bardziej i bardziej… Czasem myślę że jestem zachlanna…”
Najdroższy zaśmiał się perliscie!
„Pragnienie Boga to nie zachlannosc! To miłość! Im bardziej kochasz tym bardziej pragniesz, a im bardziej kochasz i pragniesz tym bardziej i więcej mogę Ci się dawać, Maleńka!”
„A, to dobrze” – szepnęłam po prostu. I otworzyłam oczy.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z zachwytem.
„Jesteś bardzo dzielna, mężna i odważna!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem.
Nie odpowiedziałam. Bo ja się nie czułam ani odważna, ani dzielna, ani mężna… Przeciwnie! Czułam się słaba i przytloczona własnymi słabościami, codziennymi burzami i cierpieniem. Czułam się słaba i bezradna.
Najdroższy, który znał moje myśli, patrzył we mnie łagodnie i z wielką czułością.
„W odwadze, dzielnosci i męstwie o których mówię, nie chodzi o siłę. Ale o zaufanie i wierność. Wielu, gdyby znaleźli się w takiej sytuacji życiowej jak Twoja, opuścili by Mnie. Zostawili by Mnie samego. Ty mimo przeciwnosci ufnie i wiernie stoisz przy Mnie. Na tym polega Twoja odwaga, dzielnosc i męstwo!”
„Uparta jestem! Stworzyłes mnie uparta. I taką mnie masz! Mój Śliczny… mój Słodki…” – szepnęłam. I uśmiechnęlam się do Umiłowanego mojego od ucha do ucha!
Maleńki zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i całowal mój uśmiech…
WYSOKO, WYSOKO…
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja leżąc na SERCU Maleńkiego mojego rozmyślalam o Ewangelii na sobotę, na Święto Podwyższenia Krzzyza:
„Jezus powiedział do Nikodema: Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.”
” Krzyż to takie szczęście, że wszystko inaczej”- ks Jan Twardowski
Bóg jest zawsze pierwszy w Miłości. I jeżeli kocha to na zabój. Do końca! Żeby wybawic świat, ludzi z niewoli grzechu i śmierci dał TO CO miał najdroższego. Dał Swego ukochanego Jedynego Syna! Dał wszystko Co miał najcenniejszego… Synka. Dał, po prostu. Dał!!! Szaleństwo Miłości! Niepojęte… I Syn posłuszny woli Ojca stał się Ciałem. Stał się człowiekiem. I poszedł na Krzyż! Z miłości do ludzi, z miłości do mnie… Poszedł. I pozwolił się do niego przybic! Za mnie… Został wywyzszony na Krzyżu, rozpiety na nim jak sokół na niebie. Już nie wąż na pustyni.. Ale Bóg – Człowiek na Krzyżu. Na Golgocie.
I wystarczy w Niego uwierzyć by być zbawionym. Niepojęte,..
Jednak Jezus wywyższony, rozpiety na Krzyżu pragnie czegoś więcej. Ukrzyżowana Miłość domaga się odpowiedzi. A jedyną odpowiedzią na Taką Miłość jest miłość. Nie wystarczy przyjść pod Krzyż, nie wystarczy popatrzeć na Ukrzyżowanego, nie wystarczy się nad Nim uzalic. Trzeba zapragnąc!!! Zapragnąc być jak ON! Trzeba wziąć swój Krzyż na ramiona i iść za Jezusem. Nie marudzić, nie narzekać że za ciężki, że uwiera, że przygniata do ziemi! Jezus nie narzekał, nie marudzil, choć niósł na Sobie wszystkie grzechy świata… I ja mam podobnie robić. Mam naśladować Umiłowanego mojego.
Dzisiaj gdy Krzyż jest wyszydzany, wysmiewany ja mam wywyższyc Go w swoim sercu, w swoim życiu. Postawić Go wysoko, wysoko. I uwielbiac Go. Życiem.
JESTEM MIŁOŚCIĄ!
Byliśmy ponad szczytami gór mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Umiłowany siedział na chmurce. A ja leżałam w Jego objęciach. W ramionach Słodkiego mojego leżałam. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Miłość sama! Tak!!! Cały był Miłością i cały był dla mnie! Dotykał Swą dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością, pieszczac moje serce… Patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana do szaleństwa i zachwycona cała!
„Jak bardzo mnie kochasz Najdroższy mój!!! Jak wielka jest Twoja Miłość do mnie!!!”
„Nad życie, nad śmierć! Po Krzyż i zmartwychwstanie! Na zawsze! Na wieczność!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego szczęśliwa cała!
„Wszystko co robisz, robisz z Miłości…”
„Bo jestem Miłością!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I patrzył we mnie z zachwytem! Potem położył głowę na moim sercu… Objęłam Maleńkiego mojego ramionami i przylgnęłam do Niego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. Trwalismy w intymności i bliskości bez granic…
NIE PODDAM SIĘ!
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach leżałam obolała bardzo i bardzo zmęczona. Bez sił prawie. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i tulil do SERCA Swojego. Cały był Miłością i cały był dla mnie. I ja byłam cała Jego i dla Niego cała.. Nie miałam siły żeby otworzyć ust, żeby coś powiedzieć. Ale moje serce szeptalo:
„Czasem wydaje mi się, że już nie wytrzymam tych nieustannych burz, huraganow, tornado… Że się poddam… Że nie mam już siły… Że mnie ta burza, huragan wessie, pochłonie. Albo że stanę na środku i będę krzyczeć… Tak głośno że swoim krzykiem ucisze burzę. Nie wytrzymuje już. Kładę się spać wykończona, padnięta. Z obolałym sercem. I wtedy zapada noc i nastaje cisza… Wtedy odpoczywam. Nie tylko we śnie… Odpoczywam przede wszystkim w Tobie, mój Śliczny… W Tobie nabieram sił.”
Najdroższy ucalowal mnie w czoło i patrzył we mnie z ogniem. Wiedział że właśnie teraz jestem wykończona, padnięta po burzy.
„Maleńka Moja… posil się, napij i odpocznij we Mnie!” – wyszeptal z niezwykłą czułością.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Potem przylozyl moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam. Piłam Napój Życia i Miłości. Piłam ile chciałam. Aż zaspokoilam pragnienie. Piłam i czułam jak powoli wracają mi siły. Gdy się napilam spojrzałam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem i wdzięcznością. Zamknęlam oczy i otulona Miłością leżałam w Umiłowanym moim. Słyszałam bicie JEGO SERCA… Odpoczywalam… Nie wiem jak długo tak leżałam. Ale w pewnej chwili poczułam że siły mi całkowicie wrócily! Otworzyłam oczy i uśmiechnęlam się do Słodkiego mojego radośnie!!! Od ucha do ucha!
„Nie poddam się! Wytrzymam! Żadna burza i huragan mnie nie wessie! Nie pochłonie! Nie poddam się bo Ty mi nie pozwolisz! Ty jesteś ze mną w każdej burzy!!! Ty jesteś moją SIŁĄ!!! Maleńki mój… mój Śliczny…”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Delikatnie i słodko. I gorąco.
PRAWDA O MNIE
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Miłość sama!!! Patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana i zachwycona cała! Z uwielbieniem patrzyłam.
„Jak pięknie powiedziałeś o mnie, mój Śliczny! Jak pięknie!!!”
„A nie na wyrost?” – spytal Umiłowany uśmiechając się do mnie cudnie.
„Wiesz?! Dawniej by mnie kusilo, że to na wyrost… A teraz jakoś nie! Po prostu przyjęłam to co o mnie mówisz. I cieszę się! Cieszę się że tak mnie widzisz!”
„Uczysz się przyjmować prawdę o sobie, Maleńka Moja. I cieszysz się nią!”
Ucalowalam Umiłowanego mojego w oba policzki!!! A ON rozpromienil się ogromnie nade mną! Milczeliśmy chwilę, trwając w Miłości i bliskości…
„Mam wyrzuty, że dawno nie pisalam rozważań Ewangelii…” – szepnęłam prawie bezglosnie.
„Te wyrzuty, Maleńka, nie pochodzą ode Mnie!!!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem.
„Wiem…”
Uśmiechnęłam się mojego Ślicznego… Wiedziałam że ON wie dlaczego nie piszę. Wiedział, że stawy znowu bardzo bardzo mnie bolą i trudno mi pisać. I że znowu w tym tygodniu idę do lekarza.
„Dziękuję Maleńki mój, że mnie nie pośpieszasz, nie poga…” – przerwalam bo od razu pozalowalam ostatniego słowa. Wiedziałam jednak że Maleńki mój zrozumie, że uszanuje moją szczerość.
Najdroższy patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem!!!
„Ja miałbym Cię Moja Pszczółko pośpieszac?! Poganiac?! Ja mogę Cię raczej zwalniać!”
„Zwalniać??!!!” – krzyknęłam zdumiona.
Najdroższy uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha!
„Tak! Bo pracujesz dla Mnie za dwóch! A czasem nawet za trzech!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. Dotknęłam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością i delikatnością…
„Nie zwalniaj mnie, mój Śliczny… proszę… Nie zwalniaj mnie…”
Najdroższy patrzył we mnie z wielką Miłością. Oczy Mu błyszczaly… A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!