Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna. Cały był Miłością i cały był dla mnie… Cały był tkliwoscia, cały był czułością…. Patrzyłam Mu w oczy z miłością.
„Naj…”
„Moja Śliczna, Maleńka Moja… Kruszynko, Pszczółko Moja… Odpocznij, odpocznij, proszę! Proszę… zrob to dla Mnie!”
„Dla Ciebie? Dobrze!”
Umiłowany wiedział co i jak powiedzieć żebym nie mogła Mu odmówić. Zresztą nie miałam siły. Wczoraj wieczorem na niebie mojego życia znów szalala potężna burza. I teraz byłam po niej zmęczona fizycznie i psychicznie..
„Ale odpocznę w Tobie. Tylko w Tobie odpoczy…”
„Jasne że we Mnie! Nie ma innej opcji!!!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy. Przytulił Swój policzek do mego policzka i pieścil moje serce… Otulał mnie Sobą, zanurzał w objęciach. A ja Jego Maleńka, odpoczywalam… Po burzy.
Autor: Maleńka
BZĘCZENIE NAD UCHEM
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki obejmował mnie z tkliwoscia. Byłam bardzo bardzo tańcząca i zmęczona. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam Mu w oczy z miłością. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością. Tańczylismy w bliskości i intymności… Najdroższy pochylił się nade mną.
„Moja Odrobinko, Kruszynko! Pszczółko Moja!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego z trudem… Kilka dni temu pomyślałam że jestem Odrobinka, Kruszynka Maleńkiego mojego, wczoraj mój Duchowy Syn nazwał mnie Jego Pszczółką.
„To jak mam Ciebie nazywać, Maleńka Moja? Jak byś chciała?” – spytał Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Ty wybierz, mój Śliczny!”
„Wszystkie określenia do Ciebie pasują. A Pszczółka najbardziej. Uwijasz się dla Mnie jak ona!”
Zaśmiałam się cicho.
„Mam nadzieję że nie bzecze Ci nad uchem i nie przeszkadzam w odpoczynku?!”
Najdroższy zaśmiał się perliscie. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy zaczął szeptac:
” 'Mój Słodki, mój Śliczny! Maleńki mój kocham Ciebie, pragnę Ciebie, uwielbiam Ciebie i ufam Ci!!! Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony, bądź wywyzszony!!!’ Sama powiedz, czy przeszkadzało by Ci takie bzeczenie?”
Zawstydzilam się uszczęśliwiona niezmiernie…
„Nnnie…. Przeciwnie!”
„No właśnie. Sama widzisz!”
Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko. I ja Mu w oczy patrzyłam. Tańczylismy bardzo. W Miłości bez granic!
KOCHAJ I RÓB CO CHCESZ!
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Leżąc na SERCU Najdroższym moim, rozmyślalam o dzisiejszej Ewangelii:
„Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać. Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda! Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta.”
„Kochaj i rób co chcesz!” – św Augustyn
W tych bardzo surowych, ostrych, dobitnych słowach Jezusa wielu może usłyszeć oskarżenie, osądzenie, potępienie postępowania faryzeuszy. Ja słyszę w nich ból i cierpienie Jezusa. Wielki ból… Jak źle musieli czynić faryzeusze, że Jezus był zmuszony powiedzieć im: „Biada!” Jakiż ojciec, który widzi, że jego kochane dziecko źle postępuje, nie cierpi z tego powodu, i nie zwraca mu uwagi?! Nawet w surowych, ostrych słowach. Tym bardziej Bóg… Robi to ponieważ kocha faryzeuszy, Swe dzieci i pragnie ich nawrócenia.
Faryzeusze z racji sprawowanych przez siebie funkcji byli blisko Świątyni. Byli to ludzie wykształceni. Znali Tore, Pięcioksiag. Byli znawcami Bożego Prawa. Ale źle tę znajomość wykorzystywali. Znajomość Prawda służyła im do obnoszenia się ze swoją religijnościa, pokazywali innym jacy to są doskonali i nieskazitelni. Wywyzszali się, uważali się za lepszych od innych ludzi. Gardzili nimi. Znajomość przepisów Prawa Bożego wykorzystywali do potępiania, osądzania… Jezusa też słuchali tylko dlatego żeby wystawić Go na próbę, pochwycic na słowie a potem oskarżyc.
Można więc znać Boże prawa, można wierzyć w Boga, ale być daleko od NIEGO. Szatan też w Boga wierzy, no i co z tego? Kiedyś słyszałam że wiarę można podzielić na trzy rodzaje: wiarę w Boga, tj wierzę że Bóg istnieje ; wiarę Bogu tj ufność w Jego sprawiedliwośc, miłość, miłosierdzie, opatrznosc itd ; i wiarę ku Bogu, codzienne, mozolnie, uparte kroczenie z Bogiem i ku Niemu.
Jak oczyścić swoje wnętrze? Kochać, po prostu. Jeśli się kogoś kocha to nie potrzebna jest znajomość Prawa. Jeśli się kogoś kocha to oczywiste jest, że się go nie okradnie, nie zabije, nie weźmie się np jego żony za swoją. Jeśli się kogoś kocha to to pragnie się jego dobra. To oczywiste. Tak samo jest z Bogiem. Jeśli Go kocham, jeśli jest dla mnie Kimś najważniejszym to wszystko co robię, robię z miłości do Niego. Nie na pokaz, z przymusu czy obowiązku. Z miłości. Po cichu. Tak mi teraz przyszła na myśl przypowieść Jezusa o faryzeuszu i celniku. Wątpię żeby celnik był znawcą Tory. A jednak to jego postawę dał Jezus za przykład faryzeuszom. Bo dla NIEGO liczy się serce!
Piszę te słowa we wspomnienie św Moniki. Ona jest lata całe modliła się o nawrócenie męża i syna. Wylala wiele łez, żeby jej syn Augustyn, hulaka i rozpustnik, zmieniający poglądy jak rękawiczki nie musiał usłyszeć Chrystusowego: „Biada!” Modliła się, modliła… I wymodlila! Dzięki jej modlitwie i łzom Augustyn nawrócil się, ochrzcil. Został kapłanem, biskupem. A po śmierci wielkim świętym, Doktorem Kościoła. To on wypowiedzial to słynne zdanie: „Kochaj i rób co chcesz!” Zrozumiał, że Miłość – Bóg jest najważniejsza. Jeśli się Go kocha z całego serca, można robić wszystko!
CAŁA TWOJA, CAŁY TWÓJ
Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Umiłowany siedział na półce skalnej przed wejściem do skalnej szczeliny. Trzymał mnie w ramionach Swoich. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam tańcząca. A ON patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Tylko we mnie… Zakochany i zachwycony cały. Był taki mi oddany…. Patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana do szaleństwa i zachwycona cała! Patrzyłam tylko w Maleńkiego mojego…
„Jesteś cały mój! I cały dla mnie!” – szepnęłam wpatrzona w Niego, w Umiłowanego mojego.
„Ty jesteś cała Moja i cała dla Mnie to JA JESTEM cały Twój i cały dla Ciebie, Maleńka Moja! Uszczęśliwiasz Mnie bardzo…” – wyszeptal z ogniem.
”Pragnę Cię, mój Śliczny!!!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Delikatnie i słodko. Potem położył głowę na moim sercu i odpoczywal.
„Jesteś cała Moja i dla Mnie cała…” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia wielką…
NIE ZABIERAJ…
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie… Cały był Miłością i cały był dla mnie! Patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana i zachwycona cała! Tańcząca bardzo!
W pewnej chwili Najdroższy zaczął dotykać Swą dłonią mojego serca. Dotykał z tkliwoscia, poruszony bardzo…. Potem przesunął dłoń niżej. I dotykał miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Moich jelit dotykał. Głaskał, pieścil… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal z ogniem:
„Dziś nie będzie Cię boleć, Maleńka Moja!!!”
„Nie będzie?! Szkoda…” – szepnęłam ze smutkiem.
„Szkoda?!!” – Najdroższy wydawał się być bardzo zdumiony.
„Bo nie będę mogła tańczyć dla Ciebie…” – szepnęłam z trudem. I zaczęłam prosić:
„Nie zabieraj mi, nie zabieraj, proszę! Nie zabieraj mi cierpienia… Chyba że nie podoba Ci się mój taniec!!!”
„Podoba Mi się!!! Bardzo Mi się podoba!”
„To nie zabieraj mi… To dla mnie zaszczyt, łaska! Proszę, mój Śliczny…”
„Wielu prosi, żebym odjąl od nich ból, cierpienie. Ty prosisz, żebym…”
„Uwielbiam tańczyc z Tobą, Maleńki mój!” – przerwałam Umiłowanemu gwałtownie.
„Uwielbiam tańczyc z Tobą, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości.
Objął mnie całą i przytulił do SERCA Swego. Zanurzał mnie w Sobie, zatapial w Miłości. I czynił z Sobą jedno. Tańczylismy bardzo w wielkiej intymności…
PRZEZ CIASNE DRZWI
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Leżałam na SERCU Najdroższym moim i rozmyślalam o jutrzejszej, niedzielnej Ewangelii:
„Jezus przemierzał miasta i wsie, nauczając i odbywając swą podróż do Jerozolimy. 23 Raz ktoś Go zapytał: «Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?» On rzekł do nich: 24 «Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. 25 Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam!”, lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. 26 Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. 27 Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!” 28 Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. 29 Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. 30 Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi».”
” Kto chce należeć do Chrystusa, musi przeżyć całe Jego życie” – św Teresa Benedykta od Krzyża
Jezus przemierzając miasta i wsie odbywał Swą podróż do Jerozolimy. W tym jednym z zdaniu można streścić całe Jego ziemskie życie. Jezus szedł do Jerozolimy. To był Jego cel. Jerozolima. Szedł tam nie dla przyjemności. Szedł żeby tam cierpieć, umrzeć na Krzyżu i zmartwychwstac. Szedł do Jerozolimy, żebyucalowac Krzyż, wziąść go na Swoje ramiona, dźwigać. Żeby w końcu pozwolić się do niego przybic. Żeby się do niego dopasować. Żeby przybrać jego kształt. Tak! Żeby przybrać kształt Krzyża!
My, żeby zostać zbawieni musimy przejść przez Drzwi. Drzwi są ciasne, wąskie. I żeby przez nie przejść, musimy się przez nie przeciskac. Aby to zrobić musimy się zmniejszyć, zmalec. Musimy w nie wejść cali, poczuć, doświadczyć. Tymi ciasnymi Drzwiami jest sam Jezus Chrystus. Nie wystarczy chodzić do kościoła, nie wystarczy karmić się Jego Ciałem, nie wystarczy słyszeć Jego słowa, a żyć po swojemu i po śmierci powoływać się na znajomość z Jezusem. On nie przyzna się do takiej powierzchownej znajomości. On pragnie życia Nim na codzień. Każdego dnia. Pragnie relacji, bliskości. Pragnie przyjaźni. Chce żebyśmy się do Niego zbliżyli, nie tylko się Go dotknęli. Ale żebyśmy przygnęli do Niego całym sobą. Żebyśmy położyli głowę na Jego SERCU, doświadczyli Jego Ran. On pragnie, abyśmy się do Niego dopasowali, przybrali Jego kształt. To trudne, wymagające poświęcenia a nawet ofiary. Ale warto. Bo gdy się już przez te Drzwi przecisniemy to po Drugiej Stronie czeka na nas ON! Jezus!!! Czeka na nas z miłością i otwartymi ramionami! Przywita nas z wielką radością i powie prosto do naszych serc:
„Przyjacielu Mój!!! Dobrze, że jesteś! Miejsce przy stole już na Ciebie czeka! Chodź usiądź przy Mnie! Czego sobie życzysz, jak mogę Ci usłużyć, Mój Przyjacielu?!” „
JUŻ TU!!!
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach i trzymał mnie w ramionach Swoich. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Najdroższy pochylal się nade mną cały. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam Mu w oczy z miłością.
„Zmęczo…” – szepnęłam z trudem.
„Wiem, Maleńka Moja… Odpocznij sobie. Odpocznij, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia bezdenna. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzyłam w mojego Ślicznego. Nie chciałam odpoczywać, chciałam tańczyć. Tańczyć z Umiłowanym moim! Jednak nie powiedzialam Mu o tym. Posłuchalam Słodkiego mojego. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha i zamknęlam oczy żeby odpocząć. O gdy tylko zamknęlam oczy… od razu znalazłam się w wielkiej sali balowej! Perłowej! Diamentowej! Jasnej i bardzo świetlistej! Przede mną stanął Umiłowany mój. Piękny i uroczysty wielce!
„Czy mogę prosić Damę Mego SERCA do tańca?” – spytal uśmiechając się do mnie promiennie.
Ukłonilam się. I zaczęliśmy tańczyć! Umiłowany obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził!
Tańczylismy bardzo! Ale był to taniec inny niż zwykle. Nie był to taniec ofiarowania cierpienia. Był to taniec Życia i Miłości!!!! Umiłowany wziął mnie cala w objęcia i wirowal! Wirowal szczęśliwy ogromnie!!! Wirowal coraz wyżej i wyżej i wyżej… Aż otworzyłam oczy. I znów leżałam w ramionach Najdroższego mojego. A ON patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Tak będzie Tam u Mnie!” – wyszeptal z powagą.
„U Ciebie na rączkach?”
Najdroższy przytaknal z uśmiechem.
„A ja już tu jestem u Ciebie na rączkach. I jest mi bardzo dobrze!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Delikatnie i słodko…
MIŁOŚĆ I BÓL
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem.
A potem spacerowaliśmy pod rękę po jednym ze stoków mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Maleńki trzymal mnie pod rękę, i uśmiechal się do mnie cudnie. Cały był Miłością i cały był dla mnie. I ja patrzyłam tylko w Ślicznego mojego i uśmiechalam się do Niego radośnie.
„Uwielbiam spacerować z Tobą pod rękę, mój Śliczny!”
Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Ja spowaznialam i zaczęłam opowiadać Najdroższemu o mojej relacji z jednym z moich Duchowych Dzieci. Mówiłam że coraz częściej muszę mu zwracać uwagę, upominać. Robię to niechętnie, ze smutkiem i bólem serca…i z miłością się staram. Bo kim ja jestem, żeby komuś innemu zwracać uwagę?! Nikim!!! Ale nie mogę bezczynnie patrzeć jak ktoś kogo kocham źle postępuje…
Przerwałam i spojrzałam w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością…
„Mów dalej, Maleńka Moja!”
„I upominam. A wiesz jak ja mówię, Najdroższy mój… Niewyraźnie, niezrozumiale, przez chorobę… Czasem niechcący wykrzywi i Dziecku wydaje się że ja złośliwie, albo w nerwach. Ale gdy tylko na mnie popatrzy od razu spuszcza wzrok, ucieka spojrzeniem i od razu zmienia temat rozmowy. A potem jest jakieś inne. Łagodniejsze, pokorniejsze… ”
Znów spojrzałam w Najdroższego mojego. Patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Maleńka Moja, wiesz dlaczego Twoje Dziecko tak reaguje gdy tylko na Ciebie popatrzy?”
Kiwnelam głową, że nie.
„Sama mówisz że zwracasz uwagę ze smakiem, bólem serca i miłością!”
„Tak. Staram się…”
„I Twoje Dziecko to widzi. Widzi to w Twoich oczach. Dlatego też ucieka spojrzeniem. Bo widzi w Twych oczach miłość i ból!”
Spojrzałam w Umiłowanego mojego zdziwiona. A ON uśmiechał się do mnie cudnie. Spacerowalismy pod rękę po jednym ze stoków górskich. Po górach mojej modlitwy.
JAK GWIAZDY…
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Pociągasz mnie ku Sobie coraz bardziej i bardziej…” – szepnęłam wpatrzona w Ślicznego mojego.
„To chyba dobrze?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Bardzo dobrze! Bardzo!!!”
Umiłowany patrzył we mnie…
”Zabieram Cię na spacer, Maleńka!”
I w tej chwili znaleźliśmy się na nocnym rozgwiezdzonym niebie! Spacerowalismy w powietrzu a wokół nas na czarnym niebie migotaly gwiazdy!!! Mnóstwo gwiazd!
„Policz je jesli zdołasz, Maleńka Moja!” – zaśmiał się perliscie Najdroższy.
„Nawet nie próbuję! Miliony ich! I co chwilę pojawia się kolejna i kolejna! Te gwiazdy są jak Twoje dary dla mnie! Coraz ich więcej i więcej!!! I świecą na niebie mojego życia!”
Zatrzymalam się i stanęłam przed Najdroższym moim. Ujęłam Jego twarz w moje dłonie i patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana i zachwycona cała!
„A Ty jesteś Słońcem moim! Słońcem w czasie nieustannej burzy!!!!”
Umiłowany rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlil Miłością!!!! Tak, że wokół nas nastał dzień, a wszystkie gwiazdy znikły. Najdroższy patrzył we mnie głęboko…
„Te gwiazdy są jak Twoja miłość do Mnie, Maleńka Moja! Nie da się jej objąć, policzyć. I wybucha coraz bardziej i bardziej!”
„A Ty zatapiasz ją w Swojej Miłości, mój Śliczny!”
„Tak, Maleńka Moja. Czynię z Moją jedno!”
Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył tylko we mnie. A ja tylko w Niego patrzyłam. Trwalismy w bliskości bez granic…
JAKAŚ TY MOJA!!!
Byłam w ramionach Najdroższego mojego
W Jego objęciach cierpiąca bardzo, obolała i zmęczona cała leżałam. Tańczylismy bardzo całą noc prawie. Maleńki i ja! Tańczyliśmy bardzo intensywnie. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie… Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i cała byłam Jego i dla Niego cała! Tańczyliśmy w milczeniu, całą noc prawie. Ale nie potrzeba było słów. Obecność wystarczyła. Najdroższy dotykał Swą dłonią miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Moich jelit dotykał. Dotykał z czułością i poruszeniem. Dotykal delikatnie, głaskał, pieścil… W pewnej chwili Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal cały płonący Miłością:
„Jakaś Ty piękna! Jakaś Ty piękna!!! Jakaś Ty MOJA!!!”
I położył głowę na sercu moim. A ja objęłam Maleńkiego mojego za szyję i przytuliłam do siebie.
Tańczylismy bardzo! W wielkiej intymności. Śliczny mój i ja.