Tańczylismy bardzo! W górach mojej modlitwy tańczyliśmy. Umiłowany mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził! Patrzył we mnie z niezwykłą czułością… Cały był Miłością i cały był dla mnie… A ja cała
Jego i dla Niego cała. Cała mojego Ślicznego!
Tańczylismy w górach i dolinach, na szczytach i w chmurach! Maleńki patrzył tylko we mnie, a ja tylko w Niego patrzyłam.
„Wiesz mój Słodki? Albo jutro, albo w przyszłym tygodniu jadę z bratem i bratowa do Zoo!”
„Świetnie, Maleńka Moja! Cieszę się bardzo!” – wyszeptal Najdroższy z Miłością i promiennym uśmiechem!
„Ja też!!! Tylko proszę daj mi siłę, żebym dała radę. Widzisz jak tańczę bardzo bardzo…”
„Dasz radę, Najmilsza Moja! Damy radę!”-wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach.
Uśmiechnęłam się do Niego z wdzięcznością!
„Tylko nie wiem czy jutro, czy w przyszłym tygodniu!”
„Zobaczysz, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tajemniczym uśmiechem
Nie przyszło mi do głowy, żeby Go o to pytać. Po prostu dzieliłam się z Umiłowanym wiadomością i radością moją! Najdroższy o tym wiedział. I cieszył się ze mną! Dziś już wiem że nie jadę ani jutro, ani w przyszłym tygodniu. Tylko pojutrze. W sobotę. Pewnie dlatego Najdroższy się do mnie tak tajemniczo uśmiechał 😊
„Tylko jak wrócę do domu to w tym dniu już notki nie napiszę… Wrócimy pewnie późno…”
„Raz możesz nie napisać. Pozwalam!” – Maleńki zaśmiał się perliscie!
„Dziękuję, mój Słodki!!” – szepnęłam calujac Go w oba policzki. Maleńki objął mnie całą Swymi ramionami. Przytuliłam się do Umiłowanego mojego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. Tak, że głowę miałam na SERCU Maleńkim… Zachciało mi się pić.
„Mogę, Śliczny mój?”
„Zawsze możesz, Slicznosci Moja! Kiedy tylko chcesz! Napij się, proszę!”
Umiłowany przylozyl moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam aż zaspokoilam pragnienie.
Tańczylismy bardzo! Umiłowany mój i ja. W Miłości i bliskości bez granic!!!
Autor: Maleńka
KLIMAT SERCA
Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Na jednym ze stoków górskich byliśmy. Najdroższy siedział na trawie. Ja położyłam się na trawie a głowę położyłam na kolanach Maleńkiego mojego. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca. A potem szepnęłam wpatrzona w Niego:
„Wiesz mój Śliczny? Wczoraj skończyłam malować obraz…”
„Umieść go tutaj, proszę.”
„Na blogu?”
Najdroższy przytaknal.
„Jeśli chcesz, umieszczę go tu. Ale najpierw chcę Ci o nim opowiedzieć, Najdroższy mój!”
„Słucham Cię, Piękna Moja!” – wyszeptal Najdroższy z cudnym uśmiechem. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego od ucha do ucha. I zaczęłam opowiadać:
„Moja mama uważa że to jeden z najpiękniejszych obrazów jaki namalowalam. A znajoma powiedziała że to przedstawienie baśni. A to po prostu obraz mego serca. Tak!!! Dzięki Tobie w moim sercu jest jak w bajce.,..”
„Cieszę się bardzo, Maleńka Moja!” – Najdroższy promienial cały Miłością i zachwytem.
„To super że chcesz żebym umieściła obraz tutaj. Czytelnicy będą mogli zobaczyć jak jest w moim sercu!”
„Widzą to w notkach.”
„Prawda. Ale tak będą mogli zobaczyć jeszcze bardziej. Będą mogli poczuć klimat… Klimat mojego serca!”
„Klimat serca!”
„Tak!”
Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie!!! I ja uśmiechałam się do Niego! Radośnie! Promiennie!
Tańczylismy bardzo, w intymności wielkiej! Mój Śliczny i ja.

KOCHAM CIEBIE!
Obudziłam się… Obudziłam się i od razu poczułam że jestem w objęciach Maleńkiego mojego Wtulona w Miłość. Otulona Miłością leżałam. Leżałam z zamkniętymi oczami. I mimo że miałam zamknięte oczy wiedziałam co robi mój Śliczny. Najdroższy dotykał miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Moich jelit. Dotykał, pieścil, całował…
„Kocham Ciebie moj Maleńki…” – szepnęło moje serce.
„Kocham Ciebie Moja Słodka!” – wyszeptalo SERCE Najdroższe.
Lezalam tańcząca bardzo, a Umiłowany dotykał, pieścil i calowal moje jelita…
Otworzyłam oczy… I uśmiechnęłam się od ucha do ucha! Zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego! Patrzył we mnie z niezwykłą czułością… Z niezwykłą!!!
„Kocham Ciebie moj Maleńki!” – szepnęłam z trudem, rozpromieniona cała uśmiechem i miłością.
„Kocham Ciebie Moja Słodka!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach.
Objęłam Maleńkiego mojego za szyję i przytuliłam do siebie. Trwalismy razem. Zjednoczeni w miłości i cierpieniu. SERCE przy sercu. Z SERCA Umiłowanego wyszła bielutka Hostia i weszła do serca mojego. Najdroższy zanurzał mnie w Sobie. Zatapial w Miłości i czynił z Sobą jedno.
DZIEŃ Z BOGIEM
Siedzieliśmy na chmurce, ponad szczytami gór mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Umiłowany siedział na chmurce. I trzymał mnie w ramionach Swoich. Patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana i szczęśliwa cała! A potem nachylilam się i spojrzałam w dół. Patrzyłam zachwycona!!! Pod nami widziałam góry całe w słońcu i kwiatach!
„Nie boisz się tak patrzeć w dół, Maleńka Moja? Nie masz lęku wysokości?” – spytal Najdroższy z uśmiechem.
„Nie, Najdroższy mój! Bycie z Tobą to jazda bez trzymanki! Przyzwyczaiłam się!” – zaśmiałam się wesoło.
„Ale nie żałujesz?”
„Że z Tobą jestem??!! To najlepsze co mnie mogło w życiu spotkało!!!”
„Mimo że jest trudno?”
„Nikt nie mówił że będzie łatwo! Ty też łatwo nie miałeś kiedy chodziles po świecie!”
„Mimo że są burze?!”
„Ty jesteś moim Słońcem w czasie burz!”
„Mimo że jest pod górę?!”
„Pod górę?!! Mam wrażenie że pod górę podstawiasz mi kolejkę linowa i co chwilę doczepiasz do niej kolejne wagoniki!!! A wiesz? Wczoraj w telewizji śniadaniowej jacyś eksperci radzili co zrobić żeby dobrze zacząć dzień i żeby cały dzień był dobry. Żeby od rana do wieczora być w dobrym nastroju. Mówili żeby chodzić wcześnie spać. Żeby spać całą noc. Żeby nie pić kawy rano, bo usypia. Ja nie śpię często w nocy i kawę rano piję. Według tych ekspertów powinnam być niewyspana i nie w humorze. A ja od rana uśmiechnięta, radosna i zadowolona! Wiesz dlaczego? Ci eksperci zapomnieli o najważniejszym! Jeśli się zaczyna dzień z Bogiem to cały dzień jest udany!”
„Najmilsza Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia wielką. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Czule i słodko. I gorąco…
W UŚMIECHU MALEŃKIEGO!
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach leżałam. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i uśmiechem! Uśmiechałam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha! Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Jak pięknie się do mnie uśmiechasz, Śliczny mój! – wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego z uwielbieniem – Cudownie!!! Uśmiechasz się do mnie każdego dnia i nocy! Każdej godziny, minuty, sekundy! Czuję Twój uśmiech na sobie!!!”
„A Ty Maleńka Moja uśmiechasz się do Mnie! Pięknie się uśmiechasz!!!”
Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem. A ja rozmyślalam…
„Odkąd wzięłam swoje sprawy w swoje ręce, a raczej odkąd oddałam się w ręce Maleńkiego mojego wszystko mi wychodzi. Pokój pomalowany, żaluzje w oknach założone, przedłużacze do pędzli zrobione z plastikowych uchwytów od sztućców sprawdzają się znakomicie! Modlitwy wiernych dla Oremusa niby same mi się układają, ja je układam a jakby nie ja! Obrazy same mi się malują! Mama mówi że ostatni obraz który maluję, to obraz mojego życia. W sensie że najpiękniejszy jaki namalowalam. Ramy do obrazów znalazłam, wybrałam i zamówiłam. Ładne, proste i eleganckie. Haker przestał psuć mojego bloga. A jedno z moich Duchowych Dzieci bardzo zbliżyło się do mnie i otworzyło przede mną swoje serce!!!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. A ON patrzył we mnie rozpromieniony uśmiechem. Uśmiecha się nade mną każdego dnia. Żyję w Jego uśmiechu. W uśmiechu Maleńkiego mojego żyję. I uśmiecham się do Niego najpiękniej jak potrafię!
JAK MOGĘ BYĆ SMUTNYM?!
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach cierpiąca i zmęczona cała leżałam. Maleńki nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Dotykał Swą dłonią miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Dotykał i pieścil…
„Bardzo Cię boli, prawda, Maleństwo Moje?” – spytal z czułością.
„Bardzo, Maleńki mój”-szepnęłam z trudem.
„I gdybym nie spytał, sama nie powiedziałabys Mi się o tym?”
„Nie powiedziałabym!”
„A dlaczego?”
„Bo…. nie chcę, żeby Ci było smutno, że mnie boli!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. I patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Ale Mi nie jest smutno, że Cię boli, Maleńka Moja!”
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia!!!
„Ale… jak to??!!” – szepnęłam w wielkim zdumieniu.
Najdroższy patrzył we mnie głęboko…
„Pamiętasz, Moja Śliczna, jak powiedziałaś że gdy patrzysz na Krzyż to widzisz bardziej Moją miłość, niż cierpienie?”
”Pamiętam, ale… „- szepnęłam zastanawiając się co to ma wspólnego ze mną. Nic nie przychodzilo mi do głowy.
„JA mam podobnie gdy patrzę na Ciebie, Maleńka. Bardziej widzę Twoją miłość niż cierpienie!”
„Ale… jak to??!!!” – szepnęłam zdumiona do głębi. A moje serce zalała wielka radość i szczęście!!!
Próbowałam to sobie jakoś poukładać w głowie. Ale nie mogłam.
„Dziwne to bardzo…” – szepnęłam po prostu.
„Ale piękne, prawda?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie promiennie.
„Bardzo…”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego najpierw nieśmiało, a potem na całego! Od ucha do ucha!!!
„Cieszę się bardzo, że nie jesteś smutny, że mnie boli!!!”
„Jak mogę być smutny kiedy widzę jak bardzo kochasz Mnie i tych za których tańczysz??! Jak mogę być smutny, Slicznosci Moja??!!!”
Zaśmiałam się głośno i perliscie!!!
Tańczylismy bardzo, bardzo. W wielkiej intymności!
ŹRÓDŁO
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Klęczelismy przy Źródle wtryskujacym ze skały. Klęczałam pochylona z zachwytem i zdumieniem. Umiłowany klęczał przy mnie. Patrzył na Źródło poważny i uroczysty wielce.
„Niby surowa, twarda skała a z niej tryska Źródło. Źródło ze skały… Ta Skała musi być pełna życia! Tak myślę…”
„Ta Skała musiala być zabita i przebita, żeby mogło ujawnić się z Niej prawdziwe Życie i wytrysnelo Źródło Życia i Miłości, Maleńka Moja!”
„Tak, mój Śliczny!”
Klęczelismy dłuższą chwilę przy Źródle. Potem Najdroższy wstał i podał mi rękę. Wstałam. I Maleńki mój i ja wyszliśmy przed szczelinę. Na półkę skalna. Najdroższy usiadł i wziął mnie w ramiona. Obok nas cicho płynął cieniutki strumyk. I spadał w dół. Przed nami rozpościeral się widok przecudny na góry mojej modlitwy. Całe oświetlone blaskiem niezwyklym. Było cudownie!
„Zobacz, Maleńka Moja, taki mały strumyk, a nawadnia wszystkie łąki i lasy w górach Twojej modlitwy! Dzięki Niemu góry Twojej modlitwy są kwitnące! Twoje życie jest kwitnące! Ty jesteś kwitnąca!”
„Tak, mój Śliczny!”
Położyłam głowę na SERCU Najdroższym i uwielbialam Ranę SERCOWA i Źródło Życia i Miłości, które z Niej tryska!
RUSZ SIĘ!
Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Na jednym ze stoków górskich byliśmy. Umiłowany siedział na trawie. Ja nieopodal tańczyłam, a raczej próbowałam tańczyć. Bo nie bardzo mi wychodziło. Samej tańczyć było mi jakoś dziwnie. Podbiegłam więc do Najdroższego, chwyciłam Go za rękę i wyszeptalam:
„Chodź, zatańczymy, Maleńki mój! Bo bez Ciebie mi jakoś nieswojo!”
Najdroższy jednak jakby się ociagal… Jakby nie chciał!!!
„Ejze!!! U mnie, w górach mojej modlitwy nie leniuchowania!!! Jest taniec! No już, mój Śliczny!!! Rusz się!!!” – zawołałam śmiejąc się cała.
Umiłowany zaśmial się perliscie, spojrzał we mnie z ogniem. I natychmiast wstał, objął mnie z wielką Miłością i tańczyliśmy. Tańczylismy w górach i w dolinach i w chmurach! Maleńki patrzył we z ogniem Miłości w oczach, a ja uśmiechałam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha!
„Jeszcze nikt nie powiedział do Mnie 'rusz się!'” – wyszeptal Najdroższy z ogniem.
„No to ja jestem pierwsza!” – zaśmiałam się z lekkością.
„Komuś obcemu, nieznajomemu, dalekiemu nie powiedziałabys tak, prawda?”
„Prawda!”
„Więc znasz Mnie, Maleńka!”
„Znam troszkę!”
„Kiedyś mówiłaś że Mnie nie znasz!”
„Znam troszkę! Dajesz mi się poznać, Maleńki mój!”
„Więc powiedz co o Mnie wiesz?”
Uśmiechnęłam się do Niego promiennie!
„Wiem, że uwielbiasz spotkania ze mną. Że uwielbiasz Swoją Maleńką. Uwielbiasz moje serce, moje ciepło. Moje ramiona, objęcia! Mój uśmiech! I uwielbiasz ze mną tańczyć!”
Umiłowany patrzył we mnie głęboko… Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś!
„Znasz Mnie!”
„Dajesz mi się poznać, mój Śliczny!”
A po chwili dodałam:
„A to że mówiłam, że u mnie nie ma leniuchowania to żartowałam! Mozna! Ty możesz!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie i położył głowę na moim ramieniu. Jakby oddając mi się całkowicie… Objęłam Go delikatnie, całą sobą.
„Tak… Odpocznij mój Maleńki… Odpocznij w Swojej Maleńkiej….”-szepnęłam z czułością.
Tańczylismy razem. SERCE przy sercu. Z SERCA Umiłowanego wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Tańczylismy bardzo. W wielkiej intymności… Maleńki mój i ja.
W MOICH RAMIONACH…
Byłam w pustym kościele. Na ołtarzu stała piękna, bardzo bogato zdobiona monstrancja. A w niej jasnial Umiłowany mój. Ukleklam przed Nim. I patrzyłam chwilę w Maleńkiego mojego w milczeniu… Potem wyszeptalam wpatrzona w Niego z tkliwością:
„Pewnie Ci ciasno i zimno w tym złocie, mój Śliczny! Chodź do mnie! U mnie jest ciepło i miejsca dużo dla Ciebie! Chodź do mnie… Ja Cię obejme utule, ukołysze… Chodź do mnie, pro…”
Zanim jeszcze skończyłam mówić… Hostia wyszła ze złotej monstrancji i weszła do serca mojego!
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Ja siedziałam na kamieniach. A Najdroższy siedział u mnie na kolanach! Tak! Trzymałam w ramionach, w objęciach Maleńkiego mojego i tuliłam do serca swego. Śliczny mój patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem! Dotykał dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego radośnie! Zakochana i zachwycona cała! Cała byłam Jego i dla Niego cała…
„Jak dobrze Mi u Ciebie, Slicznosci Moja! Jak dobrze! U Ciebie ciepło i miejsca dużo dla Mnie! Jak dobrze Mi w Twoich objęciach, Najmilsza Moja!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach.
Ujęłam Jego dłoń i ucalowalam ją czule.
Zbliżyłam twarz do twarzy Umiłowanego…
„Maleńki mój…” – szepnęłam z miłością.
I przytuliłam policzek do Jego policzka… Trwalismy w miłości i intymności… Maleńki mój i ja.
O ADORACJI
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem! Uśmiechał się do mnie cudnie. Patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana i zachwycona cała! Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Kocham Ciebie moj Śliczny! Kocham Ciebie!” Pomyślałam że adoruję Maleńkiego mojego… Tak! Adoruję!
„A czym jest dla Ciebie adoracja, Maleńka Moja?” – spytal uśmiechając się do mnie Najdroższy.
„To spotkanie zakochanych!”
„Randka?!”
Zaśmiałam się perliscie!
„Można to tak nazwać, bo przecież randka to spotkanie zakochanych! Ale nie… Adoracja to coś bliższego, bardziej intymnego, głębszego niż randka…”
„Bycie z sobą jak mąż z żoną?” – pytał dalej Najdroższy.
„Też… Ale to spotkanie jeszcze bliższe, jeszcze bardziej intymne, jeszcze głębsze… Nie potrafię opisać…”
I wtedy nagle usłyszałam bicie swojego serca… Biło równo, rytmicznie, miarowo.
„Ko-cham Cie -bie, ko -cham Cie–bie!!!”
„Tak!!! – krzyknęłam – Adoracja to spotkanie w rytmie bicia serc! Twojego i mojego!”
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną. Rozświetlil! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Rozmyślalam dalej…
„W adoracji jestem cała dla Umiłowanego mojego. Cała dla Niego!!! Mówiąc kolokwialnie, można powiedzieć że mi się to opłaca. Bo gdy ja jestem cała dla Ślicznego mojego to On jest cały dla mnie! Cały dla mnie! Oddany mi całkowicie! Obezwladniony moim oddaniem… Mogę z Nim zrobić wszystko, niczego mi nie odmówi!… Najdroższy mój! Mój Śliczny… ”
Trwalismy w miłości i bliskości… Spotkanie zakochanych. W rytmie bicia serc…