Ukochany… wczoraj pisałam, że serce mi krwawi. Tak, krwawi… Nie wyobrażam sobie jak bardzo krwawi Tobie. Można nadal zabijać dzieci. Uchwalili to ludzie, których obdarzyłeś rozumem i sercem. I którym pozwoliłeś się urodzić, których matki nie zabiły przed narodzeniem. A teraz oni mieli odwagę zdecydować o tym, że można zabić drugiego człowieka, dziecko, przed narodzeniem. Zabić dziecko. Kwestionując, że to jest już człowiek…
Ośmielili się postawić swoje zdanie nad TWOIM.
Zabawili się w Ciebie, po prostu. Zabawili się w Boga.
Poczęcie, powstaje nowy człowiek, ma inny kod DNA, niż jego rodzice. Rozwija się pod sercem swojej matki. I nikt nie ma prawa decydować o jego życiu czy śmierci. O jego zabójstwie. Bo czym innym jest odebranie mu życia jesli nie zabójstwem.
TY jesteś Panem życia i śmierci!
Jezu, spraw, żeby polscy posłowie to zrozumieli, opamiętali się, i nawrócili.
Okaż im swoje miłosierdzie.
Proszę Cię Ukochany… nie wiedzą co czynią…
Autor: Maleńka
ZABIJANIE DZIECI
„Jakie dzieci, jakie zabijanie?!”- oburzał się poseł Palilot. Tak. Zabijanie dzieci. Nie aborcja, nie zabieg, nie usunięcie. ZABIJANIE DZIECI. Mordowanie, miażdżenie maleńkich ciałek, rozrywanie na części. Sejm dzisiaj uchwalił. Usankcjonował. Posłowie, w większości katolicy. Chodzący na Mszę św., przyjmujący komunię św. Za zabijaniem dzieci. Chorych dzieci. Nad chorym dzieckiem państwo powinno się pochylić, pomóc w leczeniu. Nie zabijać. A V przykazanie? Mają 'gdzieś’? Pokazali gdzie je mają… Tacy katolicy. I nadal będą przyjmować komunię św, nie wiedząc, że automatycznie zostali ekskomunikowani. I przyjmują Jezusa niegodnie, śmiejąc Mu się w Twarz. Profanując Go. Mając krew niewinnych dzieci na swoich rękach. „Każde niesprawiedliwie abortowane dziecko ma twarz Chrystusa!”- Papież Franciszek. Serce mi krwawi…
PRAWO DO ŻYCIA
Miała… W rezultacie wylądowała w sejmowym koszu. I nadal w świetle i majestacie prawa można zabijać chore dzieci! Tak, zabijać! Bestialsko mordować. A pozwolili na to panowie i panie w eleganckich garniturach i garsonkach, wykształceni. Wybrańcy narodu! W wiekszości zdeklarowani katolicy. Oni mają na rękach krew na rękach tych nienarodzonych, chorych dzieci! Niektórym posłom przeszkadzało sformułowanie „zabijanie dzieci”, marszałek sejmu zabroniła go używać. Jacy delikatni! Ugładzeni…
Prawda boli, przeszkadza, kole w oczy!
„Konstytucja Rp Rozdział II WOLNOŚCI, PRAWA I OBOWIĄZKI CZŁOWIEKA I OBYWATELA: ZASADY OGÓLNE
Art. 30. Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych. Art. 34. Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.”
Widać jak panie i panowie posłowie znają Konstytucję RP… i gdzie mają wolę wyborców. Prawie pół miliona podpisów pod nowelizacją…
Nad prawem do życia nie powinno sie dyskutować, nie powinno się nad nim głosować. To prawo naturalne, gwarantowane każdemu człowiekowi, zdrowemu i choremu, młodemu i starszemu. Każdemu. Bezdyskusyjnie!
A dzieci z Zespołem Downa (bo to o nie głównie chodziło w tym głosowaniu) skazuje się na śmierć, na karę śmierci, w świetle prawa. Dodatkowy chromosom w świetle dzisiejszego głosowania wg posłów oczywiście uprawnia do zabicia takiego dziecka. Dziś sejm odmówił, odebrał dzieciom z ZD godność człowieka.
A gdzie się podziało człowieczeństwo posłów, którzy glosowali za zabijaniem dzieci??? Z niepełnosprawnymi to posłowie, premier, prezydent chętnie się pokazują, fotografują. Już niedługo nie będą mieli z kim się pokazać. Chorych nie będzie. Zostaną wybici.
http://www.facebook.com/Stop.aborcji/posts/681662788529690?comment_id=7539847&offset=0&total_comments=5
PROSIMY!
Ukochany… proszę Cię w mojej intencji. Nieustannie, natrętnie, nachalnie. Z niezachwianą wiarą, pewnością, że mnie wysłuchasz. Z bezczelną pewnością… Gdybym, nie była pewna, gdybym nie wierzyła, że tylko TY możesz pomóc, bym Cię nie prosiła.
Bo taka jest prawda, tylko Ty możesz pomóc, uzdrowić, wyleczyć. Więc proszę, błagam Cię, Ukochany.
Chodzi o Twoje Cuda, Boże Cuda- tak je nazywam. Bo żyją tylko dzięki Tobie! Lekarze nie dawali im szans na przeżycie, a one żyją już drugi miesiąc! To cud!
Więc proszę dalej… będę prosić do upadłego! Jak Jakub, który trzymał Cię dopóki go nie pobłogosławiłeś, tak ja będę prosić, dopóki nie uzdrowisz Twoje Cuda!
Nie tylko ja Cię proszę, modli się za nie wielu ludzi. Bardzo wielu… To już nie tylko moja prośba, intencja. Twoje Cuda… Papież przysłał swoje błogosławieństwo dla nich.
Także prosimy, błagamy, wierzymy, ufamy.
Bądź wola Twoja!
W ŚWIETLE BOGA
„Tak niech i wasze światło świeci wobec ludzi, żeby mogli zobaczyć wasze dobre czyny i oddać chwałę waszemu Ojcu, który jest w niebiosach.”
(Mt 5,16)
”Nikt też nie zapala lampy i nie nakrywa jej naczyniem ani nie stawia pod łóżkiem, lecz stawia ją na widocznym miejscu, aby ci, którzy wchodzą, widzieli światło. (17) Nie ma bowiem nic ukrytego, co nie stanie się widoczne, ani nic tajnego, co nie miałoby być poznane i wyjść na jaw. (18) Uważajcie więc, jak słuchacie; gdyż temu, który ma, będzie dodane, temu zaś, który nie ma, zostanie odebrane nawet to, co sądzi, że ma”
(Łk 8, 16-18)
Czym jest lampa, o której mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii? Jest Nią Bóg, Jego słowo, przykazania.
Lampa świeci, po to jest zbudowana, żeby rozświetlała mrok. Wiesza się ją na środku pomieszczenia, żeby światło wydobywające się z lampy oświetlało je /pomieszczenie/ całe. Jakby ktoś włączył, zapalił lampę a potem ją czymś przykrył, albo gdzieś schował, światło było by stłamszone, ukryte, a w okół panował by mrok, ciemność.
Tak samo jest z Bogiem.
Jeśli jesteśmy osobami wierzącymi, deklarujemy swój katolicyzm, nie możemy żyć tak, jakby Boga nie było. A bardzo wielu ludzi niestety tak żyje… Spycha Boga w kąt swojego życia, chowa Go, tłamsi. Żyje po swojemu.
Może ma Biblię, leżącą wiele lat na półce, wśród innych książek, zakurzoną, nie czytaną.
Mówi, że w Boga wierzy, „ale”… żyje wbrew przykazaniom, do kościoła nie chodzi, albo pójdzie na Boźe Narodzenie, lub Wielkanoc, bo wypada. Idzie na różnego rodzaju kompromisy, a o Bogu przypomina sobie w godzinę śmierci, lub kiedy spotka go jakieś cierpienie.
Jednym słowem żyje w ciemności.
Jeśli naprawdę jesteśmy katolikami, powinniśmy postawić Boga w centrum naszego życia, żyć w Jego Świetle. W Świetle Jego Słowa, przykazań. Pozwolić, żeby On rozświetlał mroki naszej duszy, ukazywał jej niedoskonałości, brudy, rany. Pozwolić, żeby ją udoskonalał, leczył.
Żyć w Swietle Boga to nie tylko słyszeć co do nas mówi, ale przede wszystkim słuchać Go, nasłuchiwać.
Żyć w Jego Świetle, to żyć dobrze czyniąc. Tak, aby nasze czyny świadczyły o naszej wierze, nie tylko słowa.
Żyć w Świetle Boga to żyć na Jego chwałę!
NOC
Noc… wszyscy w domu śpią. Ja nie. Jesteś ze mną Ukochany. Czasem zapadam w półsen, drzemię. Jak Apostołowie w Ogrójcu. Po prostu zasypiam… Ty Jesteś. Trwasz jak na posterunku, przy mnie. Patrzysz na mnie tymi swoimi Dobrymi Oczami. Uśmiechasz się. Ja do Ciebie też… Trwasz przy mnie jak najlepsza Matka. Jak Lekarz. Jak Ukochany przy oblubienicy… Kochasz mnie. Nikt tak nie kocha jak Ty. Dobrze mi z Tobą… Noc. Ty i ja, razem. Nie pozwól mi zasnąć. Pragnę być z Tobą. Zanurzyć się w Twojej Miłosiernej Miłości. Pozwól mi, pragnę tego Ukochany. Zanurz mnie w Twej Miłości…
PRZY TOBIE
Ukochany… jutro nie będę mogła być na Eucharystii. Żałuję bardzo… Chora jestem. I choć pisać trudno, postanowiłam skreślić parę słów. Jestem w moim kościele parafialnym. Duchowo. Z Tobą. Często tam do Ciebie przychodzę. Wiesz… I teraz też jestem. Jesteśmy razem. Ty i ja. Przed ołtarzem pali się wieczna lampka. Ty siedzisz w miejscu przeznaczonym dla kapłana. Ja u Twych stóp. Patrzysz mi w oczy… Jaki Toe Ty masz oczy… Łagodne i dobre. Przenikliwe, przeszywające mnie na wskroś. I patrzysz w moje… Milczymy. Mogę tak godzinami trwać przy Tobie. W milczeniu. Cała noc przed nami….
O (moim) ŻYCIU
Miałam dziś nie pisać notki, bo nie bardzo jestem w formie. Ale jednak… Z góry przepraszam za błędy.
Jestem przeziębiona. Głowa boli, z nosa kapie. Co chwilę muszę prosic mamę, żeby mi go wytarła. Sama nie potrafię. Nie potrafię robić także wielu, bardzo wielu rzeczy banalnych i prostych. Dla zdrowych oczywiście. Właściwie łatwiej mi wymienić czynności, które mogę, potrafię (i to też w stopniu coraz bardziej ograniczonym). Potrafię czytać, pisać i malować. Tyle. Dla mnie „aż” tyle.
Jednak… teraz tak myślę… potrafię też kochać, uśmiechać się, doradzić… Tak…
Czasem sobie rozmyślam, jakby to było, gdyby mnie nie było 🙂 na świecie, w rodzinie. I tak myślę (sądzę, że obiektywnie), że byłoby smutno i pusto.
Kiedy mama rano po mnie przychodzi do łóżka, ja (prawie) zawsze jestem uśmiechnięta, czy boli mniej, czy bardziej uśmiecham się. „O, ty od rana uśmiechnięta- to mi się podoba”- mówi mama i… 🙂 uśmiecha się także.
Czy więcej otrzymuję, biorę, czy więcej daję…? Nie wiem, chyba więcej biorę. Ale też staram się dawać, jak mogę i jak potrafię.
Czy moje życie ma sens? Ma! I nie zamieniłabym je na żadne inne.
Kocham moje życie. Kocham mój krzyż. A nade wszystko kocham TEGO, Który mnie nim obdarzył.
POKRZEPIA!
Alleluja, alleluja, alleluja
Przyjdźcie do Mnie wszyscy,
którzy jesteście utrudzeni i obciążeni,
a Ja was pokrzepię.
(Mt 11,28)
Alleluja, alleluja, alleluja
Śpiew przed Ewangelią… Piękne Słowa. Prawdziwe.
Tak, bardzo prawdziwe.
„Do Boga to trzeba mieć dystans”- napisała mi kiedyś pewna osoba zdumiona tym, że zwracam się do Niego „Ukochany”. Tymczasem On pragnie bliskości, miłości. Pragnie być traktowany poważnie. Jak Osoba, nie jak ideologia, abstrakcja, albo jak maszynka do spełniania próśb.
On jest konkretną Osobą. I pragnie, żebyśmy do Niego przychodzili, wszyscy i mówili Mu o wszystkim. Żebyśmy do Niego przychodzili jak do Ukochanego. Zaprasza nas do Siebie…Co więcej,pragnie, żebyśmy do Niego przychodzili kiedy jesteśmy utrudzeni i obciążeni, a On nas pokrzepi.
To PRAWDA!
Wczoraj pisałam o radości. O wielkiej radości, świetle, które mam w sercu! Od Niego je czerpię! I wiarę i siłę! Od Niego, od Ukochanego!
Kiedy przychodzę do Niego utrudzona i obciążona, słabościami, grzechami, chorobą, cierpieniem, problemami, samą sobą – ON mnie pokrzepia! Obdarza siłą ducha! Radością! Wiarą! Że mogę dalej nieść swój krzyż i iść za Nim.
Dlaczego nie daje mi siły fizycznej? Co mi po niej gdyby moje wnętrze było ciemne i puste a ja smutna, zgryźliwa i zła?
Nic!!!
Mój Ukochany najlepiej wie jak mnie pokrzepić!!!
TWOJA RADOŚĆ!
Jezu… 🙂 wierzę, że to dla Ciebie nie jest nudne. Ciągle o tym piszę, ale nie mogę milczeć! W moim sercu jest wielka radość! Nie potrafię tego opisać. Wielka radość! Światło! Twoja radość. Wiem, że pochodzi ona od Ciebie! Smutek i złość od diabła. A to radość! I z nią wielka siła, wiara. Mogłabym góry przenosić! Z Tobą. Tylko z Tobą! Sama nic nie mogę, z Tobą mogę wszystko! To wielki dar od Ciebie. Dziękuję Ci Ukochany! Dziękuję! Za tę radość, tę siłę! Nie mogę się jej nadziwić, jak bardzo pragniesz, żebym była szczęśliwa! Żebym się nie poddała! Jak bardzo! Działasz we mnie cuda. Moje serce śpiewa dla Ciebie!
