„Cierpisz bardzo, mój Jezu maleńki…?”-spytałam, ale było to raczej stwierdzenie faktu niż pytanie.
„Bardzo, najmilsza. A ty bardzo cierpisz?” – spytał Jezus z czułością.
„Wczoraj bardziej, dziś trochę mniej… Daj mi proszę Twoje cierpienie. Nie chcę, żeby Cię bolało!”
„Dać ci całe moje cierpienie?! To niemożliwe, maleńka. Nie wytrzymałabyś!”
„To chociaż trochę. Kocham Cię Jezu i nie chcę, żebyś cierpiał!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały…
„Gdy słyszysz, że twoje Dzieci cierpią prosisz Mnie maleńka, abym dał ci ich cierpienia, a ich, żeby nie bolało…”-wyszeptał Jezus zdradzając naszą tajemnicę. Ale widać musiał.
„Tak. Moje maleńkie Dzieci są czasem ciężko znoszą cierpienia. Ja przez tyle lat się z nim już oswoiłam. Zahartowana jestem. A przede wszystkim kocham Je i nie chcę, żeby cierpiały!”
Jezus, który jeszcze przed chwilą był bardzo smutny, teraz rozpromienił się cały! Rozświetlił się! Rozjaśnił uśmiechem!”
„Już Mnie mniej boli, Monisiu kochana! Ty to sprawiłaś. To dzięki tobie!!!”-wyszeptał Jezus ogniście.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem, tulił do SERCA Swego. I patrzył we mnie ognisty!
Miesiąc: luty 2022
WIEM!
„No widzisz, maleńka, cztery już ułożyłaś!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Tak! Jeszcze dwadzieścia sześć!” – zaśmiałam się wesoło i dałam umiłowanemu siarczystego buziaka.
Jezus zaśmiał się perliście!
„Jak ułożyłaś cztery to i dwadzieścia sześć ułożysz!”
„Raczej Ty ułożysz, kochany mój Jezu! Bo to Ty we mnie układasz!” – szepnęłam z mocą.
„A opowiedz jak układasz, Monisiu! – wyszeptał Jezus jakby nie słyszał moich słów.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha i zaczęłam opowiadać:
„Najpierw czytam czytania mszalne. Czytałam powoli, uważnie. Jedno zdanie nawet kilka razy czytam. Zwracam uwagę na każde słowo, przecinek i kropkę. Nawet kilkanaście razy na dzień czytam. Wbijam sobie do głowy i serca. Na drugi dzień słucham kilku komentarzy, czytam artykuły, żeby zrozumieć o co chodzi w czytaniach, bo często kiedy czytam po raz pierwszy, nie bardzo rozumiem. Czytam też dlatego, żeby wiedzieć na co uwagę zwrócić. Na trzeci dzień znów czytania czytam. Też kilka razy dziennie. Na czwarty dzień robię sobie wolne, już nic nie czytam, ani nie słucham. Tylko rozmyślam… I w nocy mi się samo układa…”
Urwałam na moment, a po chwili dodałam:
„Wiesz mój Jezu? Wydaje mi się, że jedno rozważanie odstaje od trzech innych. Bo w tych trzech skupiam się czytaniach, a to jedno od razu jest o życiu ludzkim. Ale doszłam do wniosku, że na razie poprawiać nie będę. Może jeszcze kilka ułożę o życiu i nie będzie odstawać. A jak będzie to jak skończę wszystkie i tamto będzie odstawać wtedy ułożę je jeszcze raz, inaczej.”
Jezus słuchał zamyślony.
„I wierzysz już, że ci się uda, maleńka?” – spytał badawczo.
„Czy wierzę? Wiem, że z Tobą, Jezu mój kochany, mi się uda!”
„Wierzysz?”
„Nie wierzę. Ja to wiem. Po prostu wiem!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Jak w obrazek!
NAJSŁODSZE!
„Opowiedz mi proszę o Sobie, kochany!”-szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Opowiem ci o tobie, Monisiu kochana!”
„No… jeśli chcesz, dobrze.”
„Jesteś piękna i dzielna…”
Patrzyłam w mojego Jezusa znudzona. Tyle razy to od Niego słyszałam…
„I słodka!” – dokończył Jezus nie patrząc na moje znudzenie.
„Słodka?!” – ożywiłam się.
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechał.
„Jestem słaba i…”
Tym razem Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Co wcale nie przeszkadza, żebyś była słodką!”
„A co to znaczy, że jestem słodka?”
„Przynosisz słodkie owoce.”
„Słodkie owoce?”
„Najsłodsze!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„I co z nimi robisz, mój Jezu?”
„Zbieram w Skarbczyku Słodyczy i daję je potrzebującym!”
Patrzyłam w mojego zdumiona! I bardzo uradowana!!!
„To Ty mnie karmisz Swoją słodyczą mój Jezu kochany! Dlatego przynoszę takie owoce!”
„Najsłodsze!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. A na sercu mi było znów dobrze błogo i słodko i dziwnie…
ZANURZA I TULI
Jezus mój śliczny nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie. Zakochany… Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i miłością.
„Co Ty ze mną robisz, mój słodki Jezu? Co Ty ze mną robisz… Z jednej strony jest mi na sercu bardzo dobrze, błogo i słodko. A z drugiej… dziwnie! Nie potrafię znaleźć słowa, aby to określić… Dziwnie i tajemniczo…” – szepnęłam z mocą. Patrzyłam Jezusowi w oczy. On wiedział o co mi chodzi.
„Zanurzam cię w Sobie, maleńka Moja! Zanurzam cię coraz głębiej. Jak chciałaś” – wyszeptał Jezus z łagodnością bezbrzeżną.
„A, to dobrze! Bardzo się cieszę!”
Rzuciłam się Jezusowi na szyję. Ucałowałam Go serdecznie… I przytuliłam do siebie. Jezus objął mnie całą i przytulił do Siebie… Tulił mnie mocno. Z miłością i czułością… Delikatnie, a jednocześnie mocno bardzo. Przylgnęłam do Niego całą sobą. Trwaliśmy SERCE przy sercu. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego… Miała prostą i bez żadnych przeszkód drogę. Jezus mnie tulił. A ja pomyślałam, że jak byłam młodsza, bardzo potrzebowałam i pragnęłam, żeby ktoś mnie przytulił. Jednak takiego przytulenia nie dostawałam. Teraz dostaję je. Jezus mój śliczny tuli mnie do Siebie. Tak jakby chciał mi ten brak przytulenia wynagrodzić…
ON BARDZIEJ!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
„Uwielbiam cię, Moja Monisiu! Uwielbiam cię!” – wyszeptał poruszony niezmiernie. Oczy Mu się zaszkliły, ale patrzył we mnie rozpromieniony, promienny i rozradowany. W oczach mojego ślicznego widziałam oczarowanie… Patrzył we mnie jak urzeczony! Patrzyłam w mojego Jezusa speszona i zakłopotana… Nie mogłam wytrzymać tego spojrzenia umiłowanego mojego. Wiedziałam, że na nie nie zasługuję. Spuściłam głowę zawstydzona… Jezus natychmiast podsunął Swoją dłoń pod mój podbródek i delikatnie, ale stanowczo podniósł moją głowę do góry. Patrzył mi w oczy głęboko… Potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco. I bardzo śmiało.
„Uwielbiam cię Monisiu kochana!” – wyszeptał z ogniem i naciskiem.
„I ja Cię uwielbiam, mój słodki!” – szepnęłam z mocą.
„Ja ciebie bardziej!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Znów zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie całował… Całował całym Sobą. A ja rozmyślałam, że, mnie, takie wielkie NIC, aż tak bardzo wywyższa!
A JAK INACZEJ?
„Wejdź głębiej, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Patrzył we mnie z czułością i lubością…
„Mam wejść głębiej? Gdzie? W Ciebie?!” – szepnęłam zdumiona.
„Tak. Zapraszam cię, maleńka!”
„Ale ja sama z siebie nic… kochany mój Jezu! Ty zanurz mnie w Siebie! Ja sama z siebie nic…”
„To właśnie chciałem usłyszeć, miła Moja! Cieszę się, że wiesz o tym!”
„A jak inaczej, mój Jezu? Jak inaczej?”
Leżałam w objęciach Jezusa. A On zanurzał mnie w Sobie. Zatapiał w Miłości i czynił z Sobą jedno…
ZACHWYCONY TATA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił mnie mocno do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. A moje serce szeptało:
„Uwielbiam Cię Jezu kochany! Uwielbiam Ciebie, mój Jezu słodki! Uwielbiam Cię! Pragnę Ciebie uwielbiać całym moim sercem i całym życiem!”
Jezus patrzył we mnie z czułością, poruszony cały.
„I uwielbiasz, maleńka Moja! A Ja twe uwielbienie składam TACIE w ofierze!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzył we mnie. Oczy Mu płonęły! Patrzyłam w mojego umiłowanego, ślicznego Jezusa oszołomiona Jego słowami…
„I podoba Mu się…?”- spytałam nieśmiało.
„Baaaaaardzo! Jest zachwycony tobą, maleńka!” – Jezus promieniał.
„Cieszę się bardzo, że TACIE się podoba. Pragnę Mu się podobać!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. W miłosnym milczeniu… Mój słodki Jezus i ja.
ZAPRASZAM!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości.
„Ty, mój Jezu jesteś moim Światłem i moją siłą. Ja sama z siebie nic…” – szepnęłam z trudem.
„Im więcej Mnie w tobie, Monisiu tym więcej mogę zdziałać przez ciebie. Zobacz ile przez ciebie działam. Tyle Mnie jest w tobie!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Dużo!”
„Bardzo dużo, maleńka!”
„Taaak! A może być jeszcze więcej, mój Jezu kochany?”
„Zawsze może być więcej, Monisiu!”
Patrzyłam w mojego Jezusa i On patrzył we mnie…
„To ja pragnę Ciebie w sobie jeszcze więcej. Zapraszam serdecznie jeśli chcesz!”
Spojrzenie Jezusa przenikało mnie na wskroś…
„Pragnę! Monisiu maleńka Moja, pragnę!”
Objęłam mojego ślicznego i przytuliłam mocno do siebie!
POKAZAŁ!
„Ty to jednak jesteś Niemożliwy, mój kochany Jezu!” – szepnęłam z mocą, a oczy mi błyszczały z radości.
„A co, maleńka Moja? – zaśmiał się Jezus cudownie – Nie rozumiałaś, a Ja właśnie chciałem, abyś rozumiała! Chciałem ci pokazać jak świecisz!”
I pokazał! Wczoraj dostałam od mojej Duchowej Córeczki taką wiadomość:
„Nie proszę byś rozumiała ale potwierdzam :”Jesteś lampą dla innych!”
Dla mnie jesteś lampą. Odbijasz Jego światło. Dlatego tak Ci ufam.
Oswoiłaś mnie jak lisa z Małego Księcia i teraz spoczywa na Tobie odpowiedzialność za moje życie. Ale nie tylko, bo mam wielu braci i wiele sióstr. A Ty w swojej wielkości serca tę odpowiedzialność skutecznie przerzucasz na Jezusa i właśnie dlatego, że znikasz w Nim i w Nim zanurzasz Twoje Duchowe Dzieci, stajesz się lampą, której „nie stawia się pod korcem lecz na świeczniku” , aby Jego obecność, którą widać w Twoim życiu, świeciła WSZYSTKIM LUDZIOM BEZ WYJĄTKU!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
„Miękko mi się na sercu zrobiło kiedy to czytałam… Co prawda później naszła mnie myśl, że to może jest napisane na wyrooo…”
Nie dokończyłam! Jezus zamknął mi usta czułym i słodkim pocałunkiem.
„To święta prawda, Monisiu! Chcę, żebyś o tym wiedziała!” – wyszeptał Jezus ciągle mnie całując.
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję!” – szepnęłam obezwładniona Jego Miłością.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem, tulił do SERCA i wciąż całował…
JAK LAMPA
Leżałam w objęciach Jezusa obolała bardzo i bardzo zmęczona. Umiłowany mój Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie poruszony niezmiernie…
„Tańczymy, kochany mój Jezu”-szepnęłam z trudem wielkim.
„Tańczymy, Moja słodka. Uwielbiam z tobą tańczyć!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„I uwielbiam tańczyć z Tobą! Wiesz, mój Jezu? Są takie chwile, w których wydaje mi się, że nic nie robię. Tylko cierpię i nic więcej. Ale ofiarując Tobie to cierpienie mam poczucie, przekonanie, że moje życie ma sens.”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Ma sens, najmilsza Moja! Jesteś lampą dla innych!” – wyszeptał z ogniem.
„Lampą?” – spytałam zdziwiona.
„Tak. Świecisz jak lampa!”-wyszeptał Jezus z naciskiem i cudnym uśmiechem jednocześnie.
Nie rozumiałam tego. Ale ok, nie muszę wszystkiego rozumieć.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w JEGO bicie. Tańczyliśmy razem, SERCE przy sercu…